Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Lot MH-17. Ustalmy fakty.

Obserwując burzę komentarzy na temat katastrofy Boeinga-777 pod Donieckiem, można dojść do wniosku, że każdy z komentatorów wydaje opinie na podstawie nieco innego zestawu faktów, bądź jedynie na podstawie kilku doniesień medialnych. Należy jednak przeprowadzić dochodzenie: co tak naprawdę zaszło? I co de facto komentujemy?

Boeing777, taki jak został zestrzelony 17 lipca 2014 roku na terytorium Ukainy, źródło: flickr.com

Boeing777, taki jak został zestrzelony 17 lipca 2014 roku na terytorium Ukainy, źródło: flickr.com

[Poniższy artykuł został sporządzony w oparciu o powszechnie dostępne materiały, w tym też o strony internetowe zajmujące się raczej techniką latania, niż polityką. Artykuł nie powstałby również bez wsparcia merytorycznego uzyskanego dzięki uprzejmości Aleksandra Weyny, młodego pilota lotnictwa cywilnego.]

1. Samolot, czas i miejsce zdarzenia

Transponder Boeinga-777 (rejestracja 9M-MRD), należącego do Malaysia Airlines i wykonującego lot numer MH-17/KL-4103 z Amsterdamu (Holandia) do Kuala Lumpur (Malezja), przestał nadawać dane o swojej pozycji podczas przelotu nad Ukrainą. Ostatni sygnał z maszyny został odebrany o godzinie 16:18 czasu ukraińskiego (15:18 czasu polskiego). Wszelki kontakt z samolotem utracono 2 minuty później. W tym momencie znajdował się on około 40 km na południowy wschód od Doniecka (nieopodal Jenakijewa – nomen omen rodzinnej miejscowości Wiktora Janukowycza). Wrak samolotu znaleziono kolejne 40 km dalej, niedaleko miejscowości Szachtarsk i Torez.

Zdarzenie miało miejsce w ukraińskiej przestrzeni powietrznej, nad terytorium objętym kontrolą tzw. „Donieckiej Republiki Ludowej”. Trasa nad „DRL” została określona wcześniej przez Organizację Lotnictwa Cywilnego jako bezpieczna. Podobnie Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Powietrznego stwierdziło, iż przestrzeń ta nie jest obiektem ograniczeń co do powietrznego ruchu cywilnego.

2. Pasażerowie i załoga

Ukraińskie służby ratunkowe powiadomiły, iż elementy wraku samolotu rozrzucone są wokół ich głównego skupiska w promieniu 15 km. Wśród szczątków nie odnaleziono nikogo żywego. Według informacji podanych przez Malaysia Airlines, na pokładzie znajdowało się 283 pasażerów oraz 15 członków załogi. Wśród wszystkich osób obecnych w samolocie 192 posiadało obywatelstwo holenderskie (włączając jednego pasażera z podwójnym obywatelstwem amerykańsko-holenderskim), 44 malezyjskie (w tym dwoje niemowląt i 15 członków załogi), 27 australijskie, 12 indonezyjskie (w tym jedno niemowlę), 10 brytyjskie (w tym jeden pasażer z podwójnym obywatelstwem brytyjsko-południowoafrykańskim), 4 niemieckie, 4 belgijskie, 3 filipińskie, 1 kanadyjskie i 1 nowozelandzkie.

Australijskie media podały informację, iż około sześciu (nie stu!) osób spośród pasażerów rejsu leciało na międzynarodową konferencję na temat epidemii AIDS, rozpoczynającą się w weekend w australijskim Melbourne, w Australii. Wśród ofiar katastrofy miał znaleźć się Holender Joep Lange, były prezes międzynarodowego stowarzyszenia do walki z AIDS.

Obecność członków konferencji na pokładzie może tłumaczyć „nadzwyczajną ilość leków”, którą odnaleziono później wśród szczątków wraku, o czym poinformował później Igor Striełkow, podejrzewając, iż rejs był elementem „specjalnej misji medycznej”.

3. Tuż przed katastrofą

Służby kontroli ruchu lotniczego Ukrainy zawiadomiły, iż trasa lotu MH-17 przebiegała normalnie, bez żadnych zakłóceń. Według oficjalnych oświadczeń, przez cały czas przelotu Boeinga nad ukraińską przestrzenią powietrzną, załoga nie meldowała o żadnych problemach. Ani razu nie nawiązano też kontaktu w związku z nadzwyczajnymi sytuacjami.

Jak powiadomiły malezyjskie linie lotnicze, ich Boeing miał „czyste konto”, jeśli chodzi o stan techniczny. Wszystkie systemy łączności (do czasu katastrofy) zachowywały się i odpowiadały normalnie. Samolot został włączony do służby w 1997 roku. Od tamtej pory wylatał 75 322 godziny podczas 11 434 rejsów. Potwierdzono także wersję ukraińskiej kontroli ruchu lotniczego, iż podczas rejsu MH-17 ani razu nie nawiązano łączności w trybie awaryjnym.

Rosyjska agencja prasowa Interfax od samego początku nadawania informacji o katastrofie podtrzymuje wersję, jakoby Boeing 777 zaczął obniżać pułap lotu, gdy tylko pojawił się nad terytorium tzw. „Donieckiej Republiki Ludowej”. Wersja ta jest jednak sprzeczna z zapisami z transpondera pokładowego, który do momentu utraty kontaktu z samolotem wykazywał jeden i ten sam pułap lotu, wyrażany oznaczeniem FL330, czyli Flight Level 33 000 ft, a zatem 10 058 m, kierunek: wschód (jeśli wartość liczby złożonej z pierwszych dwóch cyfr byłaby parzysta, oznaczałoby to, iż samolot powinien lecieć w kierunku zachodnim). Nie znajduje także potwierdzenia w żadnym innym źródle.

4. Przyczyna katastrofy

Zgodnie z medialnymi doniesieniami z całego świata, najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy jest zestrzelenie samolotu przez tzw. „donieckich separatystów”. Prawda jest jednak taka, iż faktów potwierdzających tę tezę zebrano jak do tej pory bardzo niewiele. Nie oznacza to, że do zestrzelenia nie doszło, a znaczy, że w publicznej dyspozycji brak twardych dowodów. Mamy do czynienia raczej z kilkoma poszlakami. Po kolei.

Poszlaka nr 1: „separatyści” w Internecie

17 lipca o godzinie 17:50 czasu moskiewskiego (a zatem 16:50 ukraińskiego), na profilu Igora Iwanowicza Stiełkowa w rosyjskim portalu społecznościowym VKontakte pojawiła się następująca informacja:

„W okolicy Toreza właśnie strąciliśmy samolot AN-26. Wrak leży gdzieś w okolicy kopalni „Postęp”.
Ostrzegaliśmy przecież – nie latać po naszym niebie. A oto wideo-potwierdzenie kolejnego ptaszkopada.”

Poniżej zamieścił wideo, które dziś krąży po Internecie jako film pokazujący katastrofę Boeinga 777 (film wraz z interesującą, choć wybiórczą kroniką wydarzeń można znaleźć na stronie Michaiła Chodorkowskiego).

Podobna informacja została zamieszczona na profilu Stiełkowa na Twitterze. Chwilę później, gdy świat obiegła informacja o utracie kontaktu z malezyjskim liniowcem, na tym samym koncie pojawiło się zaprzeczenie, jakoby bojownicy z organizacji „Doniecka Republika Ludowa” mieli coś wspólnego z katastrofą.

Szef tzw. „rady ministrów” organizacji separatystów w Doniecku przekazał mediom, iż według niego mamy do czynienia z prowokacją ukraińskich sił wojskowych. Jak stwierdził, tzw. „Doniecka Republika Ludowa” nie dysponuje sprzętem niezbędnym do strącenia samolotu liniowego lecącego na wysokości – jak twierdził – 10 600 m.

Na co innego wskazują jednak zdjęcia i informacje zamieszczane przez służby „DRL” w Internecie kilka tygodni wcześniej. Według ich własnych źródeł, 29 czerwca, po szturmie bazy wojskowej armii ukraińskiej, weszli oni w posiadanie dwóch systemów wyrzutni rakiet przeciwpowietrznych Buk-1M. Wersję tę potwierdzają doniesienia ukraińskich mediów, oraz stenogramy rozmów podsłuchanych i opublikowanych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Według ekspertów zasięg rażenia systemu Buk wynosi 20 km. [Edit: w momencie nanoszenia ostatnich poprawek na niniejszy artykuł, w sieci ukazała się kolejna seria dowodów opublikowanych przez SBU, mających świadczyć o udziale systemu Buk w arsenale bojowników DRL].

Po katastrofie, DRL-owcy zaczęli pośpiesznie usuwać z sieci zarówno obwieszczenia o zestrzeleniu samolotu wojskowego AN-26, jak i o wejściu w posiadanie systemów Buk.

Poszlaka nr 2: amerykańskie radary

Drugą poszlaką, dysponują Amerykanie. W dniu katastrofy, amerykańskie służby podały do publicznej informacji wyniki zapisów ich systemu radarowego. Na ich podstawie można stwierdzić, że w pobliżu przelotu Boeinga 777 wykryto dwa, pojawiające się nagle i kolejno po sobie źródła ciepła. Pierwsze z nich oznacza prawdopodobnie wystrzał rakiety, drugie – uderzenie rakiety w samolot.

Po konsultacjach z osobami związanymi z lotnictwem mogę dodać od siebie jedynie tyle, iż rozległość obszaru, na jakim znajdują się dziś szczątki samolotu, wskazuje wyraźnie, iż do jego zniszczenia doszło jeszcze, gdy znajdował się on w powietrzu. Jeśli samolot rozbiłby się w wyniku nagłego kontaktu z ziemią, jego elementy znalazłyby się w bardziej skoncentrowanym polu.

5. Więcej nie mamy

Należy podkreślić, iż powyższe poszlaki wskazują jedynie na wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia trzech zjawisk:

– bojownicy tzw. „Donieckiej Republiki Ludowej” są/byli w posiadaniu systemów rakietowej obrony przeciwlotniczej Buk-1M.

– bojownicy przyznali się do zestrzelenia jakiegoś samolotu (w ich mniemaniu AN-26, jednak żadne medium – ani rosyjskie, ani ukraińskie, ani polskie, ani zachodnie – nie odnotowało faktu znalezienia wraku AN-26 w okolicy Doniecka).

– Boeing 777 należący do Malaysia Airlines najprawdopodobniej uległ zniszczeniu w wyniku zestrzelenia.

Nie ma jednak (w momencie pisania tego artykułu) bezpośredniego i niepodważalnego dowodu na to, że Boeing 777 został strącony przez separatystów za pomocą posiadanych (i obsługiwanych) przez nich systemów Buk-1M. Oczywiście, połączenie tych poszlak w całość wskazuje dość jednoznacznie winowajcę. Nawet przy głębszej analizie dostępnych danych, każdemu zdroworozsądkowemu człowiekowi trudno nie ulec wrażeniu, że prawda jest w tej sytuacji dość oczywista. Nie możemy jednak zapominać o żelaznych podstawach merytorycznej dyskusji, mianowicie o ustaleniu stanu rzeczy. Jak do tej pory, dysponujemy raczej wąskim zakresem informacji i możliwości ich sprawdzenia, a to z kolei otwiera szerokie pole do manipulacji. Ustaleniu szczegółów przebiegu katastrofy miałoby przyświecać profesjonalne dochodzenie. Na to jednak szanse są niewielkie.

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY