Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Między Berlinem a Mińskiem – czyli komu potrzebna jest Unia Europejska?

Fiasko negocjacji w Berlinie to najlepszy z możliwych rezultatów rozmów w sprawie uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Kolejne zaplanowane spotkanie w Mińsku to nie tylko „kolejny policzek Putina dla świata” ale również symbol impotencji unijnej polityki zagranicznej.

Unia Europejska. Autor:  Peter Kurdulija. Źródło: flickr.com

Unia Europejska. Autor: Peter Kurdulija. Źródło: flickr.com


Sukces braku porozumienia

Spotkanie w Berlinie było skazane na niepowodzenie. Już wypowiedzi reprezentantów europejskich krajów przed niedzielnymi rozmowami w stolicy Niemiec nie napawały optymizmem. Prezydent Francji Francois Hollande wyraził w sobotę zaniepokojenie z powodu wzrastającego napięcia pomiędzy Ukrainą a Rosją i wezwał rząd ukraiński do umiarkowania w działaniach prowadzonych wobec separatystów (sic!). Tego samego dnia minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank Walter Steinmaier, przyznał, że liczy na szybkie przerwanie brutalnego konfliktu w Donbasie (przeczytaj: Szczyt pokojowy w Berlinie – inicjatywa skazana na klęskę). – Naszym celem jest to, aby zamilkła broń i by nie było dalszych ofiar – określił cel spotkania szef niemieckiej dyplomacji. Tego typu sformułowania pojawiające się w przeddzień rozmów służą zazwyczaj zmiękczeniu drugiej strony – skierowanie ich wobec Kijowa oznacza, że to Ukraina jest postrzegana jako decydująca przeszkoda w osiągnięciu kompromisu i ustabilizowaniu sytuacji na wschodzie kraju. Europejscy politycy nawet nie zająknęli się o warunku wycofania rosyjskiego wsparcia z terytorium Ukrainy. Dobrze więc dla Ukraińców, że ich przedstawiciele nie zdecydowali się na „przekroczenie czerwonej linii”, a niedzielne rozmowy zakończyły się niepowodzeniem.

Trudno powiedzieć czy przebieg rozmów byłby inny, gdyby uczestniczył w nich Radosław Sikorski (o przyczynach tej sytuacji pisał Piotr Maciążek „Bankructwo strategii obronnych RP”, a skutkach Paweł Purski „Rzeczpospolita osamotniona”). Ale bardziej niż brakiem polskiego głosu w rozmowach niepokojąca była nieobecność przedstawiciela unijnych instytucji. Fakt ten obnaża fikcję wszelkich górnolotnych haseł dotyczących wspólnej polityki zagranicznej czy bezpieczeństwa Unii Europejskiej uzmysławiając nam, że były one zaledwie mrzonką, jeśli nie manipulacją. Unia Europejska jako ponadnarodowy twór okazuje się nie być właściwym podmiotem do rozwiązywania problemów bezpieczeństwa w jej bezpośrednim sąsiedztwie. To, że nie została zaproszona ani unijna szefowa dyplomacji, ani żaden inny z unijnych komisarzy świadczy, że nikt – nawet te państwa, które oficjalnie przybierają najbardziej proeuropejską postawę, czyli Niemcy i Francja, nie mają oporów, by brać udział w faktycznym koncercie mocarstw, chętnie korzystając z uprzywilejowanej pozycji i podejmując decyzje ponad głowami innych krajów. „Unijna solidarność” świetnie prezentuje się w oficjalnych dokumentach, ale nie ma już zastosowania w rzeczywistości. W istocie jest to zwycięstwo rosyjskiej polityki dążącej do jak najgłębszej dezintegracji Unii Europejskiej.

Stowarzyszenie Ukrainy i UE z Rosją w tle

Jak gdyby w odpowiedzi na niepowodzenie berlińskich negocjacji służba prasowa administracji prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki poinformowała we wtorek (19.08.2014) o organizacji spotkania w Mińsku w bezprecedensowym formacie: Unia Europejska – Ukraina – Unia Eurazjatycka. W stolicy Białorusi do stołu usiądą głowy państw Ukrainy, Białorusi, Rosji, Kazachstanu oraz aż troje przedstawicieli UE: Wysoka przedstawiciel ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Catherine Ashton, komisarz ds. energii Günther Oettinger i komisarz ds. handlu Karel De Gucht. Można byłoby sądzić, że oto Unia Europejska odzyskuje podmiotowość powracając jako partner do stołu negocjacyjnego. O tym , że jest jednak inaczej świadczy temat zaplanowanego na 26 sierpnia spotkania.

Jak głosi komunikat opublikowany na stronie ukraińskiego prezydenta rozmowy dotyczyć będą spraw związanych z implementacją Umowy Stowarzyszeniowej UE – Ukraina i bezpieczeństwa energetycznego. Jak zauważa Wadym Triuchan, członek ukraińskiej delegacji negocjującej Umowę z Unią (w artykule o dosadnym tytule: „Spotkanie w Mińsku – kolejny policzek Putina dla świata”), każde państwo zgodnie z normami prawa międzynarodowego może suwerennie zawierać umowy z innymi podmiotami. Jak się jednak okazuje, nie dotyczy to Ukrainy, której decyzja o podpisaniu Umowy z Unią ma być omawiana z państwami trzecimi. To bezprecedensowa sytuacja, w której warunki wejścia w życie umowy są omawiane z państwami, które nie są ich stronami, a co więcej – przedstawicielami jawnie konkurencyjnej organizacji. Dopuszczenie do rozmów na temat warunków implementacji Umowy Stowarzyszeniowej Władimira Putina to niespotykana dotychczas praktyka, która źle wróży ukraińsko-unijnym relacjom.

Unia Europejskiej niemocy

Kryzys na Ukrainie obnaża impotencję Unii Europejskiej. Przywódcy krajów unijnych reagują z opóźnieniem na bieżące wydarzenia, dostosowując się do okoliczności często zresztą zupełnie nieefektywnie. Warto zauważyć, że dopiero nagłówki w mediach i reakcje opinii publicznej stawały się motorem napędowym jakichkolwiek działań europejskich polityków. Europa zaczęła dostrzegać ukraiński kryzys dopiero wówczas, gdy padły ofiary na Majdanie, rolę Rosji wtedy, gdy zaanektowała Krym, zaś udział w konflikcie rosyjskich najemników dopiero po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu. Politycy europejscy za każdym razem reagowali dopiero wtedy, gdy pisała o tym prasa i gdy oburzała się opinia publiczna. Kryzys na Ukrainie obnażył więc kryzys Europy ukazując w całej krasie mizerię jej elity politycznej, której jedynym warunkiem działania jest sondaż wyborczy. Wynik rozmów w Berlinie i udział unijnych przedstawicieli w spotkaniu w Mińsku jest wymownym tego potwierdzeniem.

Przeczytaj również:

Paweł Purski – Rzeczpospolita osamotniona

Paweł Lickiewicz – Ewakuacja Europy

Marcin Pręgowski – Kto wygra wybory prezydenckie w Abchazji? (wkrótce)

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY