Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Recenzja „PdK”: Prezydent – 30. WFF

Dyktatury nie rodzą się w próżni społecznej. Za systemem opartym na władzy jednostki zawsze stoi niema zgoda wielu na jego trwanie.

Jedną z cech charakterystycznych tegorocznego doboru filmów ze wschodniej Europy  pokazywanych w ramach 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego jest ich silne zwrócenie się ku tematom związanym z systemem władzy i stosunków społecznych. Skorumpowani urzędnicy, policjanci, znieczulica społeczna, zinstytucjonalizowane metody wyzysku biedniejszych – to motywy zdecydowanej większości filmów zza naszej wschodniej granicy.

Z pozoru film o dyktatorze powinien wpisywać się w powyższy nurt. Tymczasem „Prezydent”, gruzińska produkcja stworzona przez uznanego irańskiego twórce Moshena Makhmalbafa, choć w teorii jest maksymalnie zanurzona w tematach politycznych, to jednak poprzez nietypową formę i zgrabny zabieg narracyjny zyskała znacznie większą głębię i uniwersalne przesłanie.

Głównymi bohaterami filmu Makhmalbafa są podstarzały dyktator i jego 5-letni wnuk, którzy w wyniku przewrotu pałacowego zostają zmuszeni do ucieczki przed rebeliantami. Podczas próby przebicia się ze stolicy do granicy obalony przywódca zostaje zmuszony do przebrania się i szukania pomocy u ludzi, których jeszcze niedawno gnębił i prześladował. Z każdym pokonanym kilometrem coraz bardziej uświadamia sobie ogrom zła, które zadał. Jednocześnie wraca do źródeł, do miejsc z których pochodził. Czy przyjdzie czas na jego skruchę?

Akcja filmu dzieje się pośród gruzińskich pejzaży, jednak ani razu nie pada nazwa krainy, gdzie znajdują się bohaterowie. Jest to celowy zabieg reżysera, który postanowił nadać swojej opowieści uniwersalny wymiar. Jak poinformował producent filmu inspiracją dla Makhmalbafa stały się wydarzenia związane z Arabską Wiosną. „Prezydent” staje się tym samym próbą zrozumienia istoty dyktatury, a także poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie z czego rodzą się chore systemy władzy, dlaczego tak długo trwają i co przyjdzie po nich.

Świetnym zabiegiem narracyjnym okazało się zderzenie dwóch kompletnie odmiennych postaci – starego dyktatora, cynika przekonanego o własnej wyższości z jego 5-letnim wnukiem, wychowanym w pałacu, w dobrobycie i splendorze władzy, nie rozumiejącym otaczającej go nowej rzeczywistości. Chłopcem już zmanierowanym i poddawanym zabiegom mającym wychować go na przyszłego przywódca, który mimo to wciąż pozostaje zwykłym dzieckiem, pełnym emocji i ciekawości świata. Typowy zabieg, czyli opowiedzenie o okrutnym świecie oczami dziecka w tym wypadku sprawdza się wyśmienicie.

Największą wartością filmu Makhmalbafa pozostaje jednak ukazanie, że dyktatura i sam przywódca nie wzięli się znikąd, a byli de facto emanacją stosunków społecznych panujących w kraju. Nie powstali w próżni społecznej, a ich trwanie sankcjonowała niema zgoda wielu. Trafnie pokazuje irański reżyser, że często w rewolucyjnym zapale wielu szuka odkupienia swoich win, grzechu obojętności i konformizmu, a żądza krwawej rozprawy z dyktatorem służyć ma zaspokojeniu własnych wyrzutów sumienia i uniemożliwieniu żadnej refleksji dlaczego przez tyle lat system trwał. Bardzo ciekawe, nieco bajkowe, nietypowe kino, które nie boi się poruszać trudnych kwestii w sposób nieszablonowy. Warto obejrzeć.

„Prezydent”, reż. Mohsen Makhmalbaf, 118 min. Gruzja, 2014.

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY