Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Na wojnę, wedle życzenia!

W odróżnieniu od innych znanych i chwalonych pododdziałów, które opuszczały swoje pozycje, jak tylko zaczynało się robić gorąco, my staliśmy na miejscu” – mówi Andrij Fedorko.

26 października odbyły się wybory do Rady Najwyższej Ukrainy. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że na tym problemy Kijowa się zakończyły – konflikt w Donbasie wciąż trwa. Publikujemy wywiad z Andrijem Fedorko (27 lat), lejtnantem z 11. batalionu terytorialnej obrony „Ruś Kijowska”. Absolwent Akademii Kijowsko-Mohylańskiej (magister finansów) opowiada o ukraińskim patriotyzmie, doświadczeniu wojny oraz o tym, dlaczego zdecydował się wstąpić do ukraińskiej armii.

 11 батальона территориальной обороны „Киевская Русь”

11. batalion terytorialnej obrony „Ruś Kijowska”, źródło zdjęć: rozmówca

Czym zajmowałeś się przed Majdanem i wojną na Wschodzie?

Byłem przedsiębiorcą, prowadziłem mały biznes związany z Airsoftem. Spędzałem dużo czasu przy komputerze: sprawdzanie e-maili, korespondencja z klientami. Swój dzień planowałem w zależności od tego, co musiałem zrobić: wyjazd z transportem, spotkania biznesowe. Miałem też pewne projekty na przyszłość.

Ile zarabiałeś?

Pięć razy więcej niż teraz.

W kwietniu tego roku zaczęła się wojna. Kiedy zdecydowałeś się wstąpić do batalionu terytorialnej obrony?

Od samego początku chciałem służyć w armii i w tym celu cztery razy byłem w wojskowym komisariacie, ale niestety mnie nie przyjęli. Mam przyjaciela, który mieszka niedaleko Nowogrodu Wołyńskiego, gdzie stacjonuje 30. Specjalna Zmechanizowana Brygada. Napisałem swój życiorys i poprosiłem go, żeby go zaniósł do dowództwa, mając nadzieje, że może tutaj mnie wezmą. Bo co to za cyrk? Wojna w kraju, posiadam stopień wojskowy, jestem potrzebny, a nigdzie mnie nie chcą. Okazało się, że nie można tak po prostu dostać się na rozmowę kwalifikacyjną. Zgodnie z sugestią wysłałem jednak informacje o sobie i w ciągu miesiąca zadzwoniono do mnie z batalionu „Ruś Kijowska”, proponując mi służbę w charakterze dowódcy plutonu.

Jak zareagowali na to twoi bliscy?

Rodzina przywykła do tego, że lubię szukać przygód – w pozytywnym znaczeniu tych słów. Oczywiście, że byli przeciwni. Odciągali mnie od tego pomysłu i rodzice, i moja dziewczyna. Wszyscy jednak dobrze wiedzieli, że to nie ma sensu. Wstąpiłem do wojska, żeby bronić swojego kraju i w żaden sposób nie można było wpłynąć na zmianę tej decyzji.

Dlaczego zdecydowałeś się wstąpić do batalionu jako ochotnik?

Zastanówmy się: kim jest obywatel swojego kraju? Jakie posiada obowiązki i prawa? To człowiek mający prawo głosu, chcący by państwo zapewniło mu bezpieczeństwo. Są jednak i obowiązki. Uważam, że jeśli chcesz być prawdziwym obywatelem swojego kraju i patriotą, to twoim obowiązkiem jest obrona ojczyzny w przypadku, kiedy zaatakował ją wróg. Dlatego nie miałem żadnego wyboru, nawet nie myślałem o tym, czy iść, czy nie iść. Po prostu wiedziałem, że powinienem tam być. Tyle. Często się zdarzało, że mój kraj został przez kogoś podbity. To ci nami rządzili, to tamci. To Polska nami rządziła, to Rosja. Nigdy nie mogliśmy wybić się na niepodległość. Sto lat temu była rewolucja i wówczas straciliśmy swoją szansę na własne państwo, bo w naszym rządzie znaleźli się pacyfiści, tacy jak Mychajło Hruszczewski i Wołodymyr Wynnyczenko. Potem przyszli komuniści, wyrżnęli pół Kijowa, pół Ukrainy. I teraz dzieje się to samo. Dlatego nie mogę siedzieć w domu. Nie zgadzałem się z tym, że nasi przodkowie sto lat temu stracili swoją szansę i zdecydowałem się zrobić wszystko co możliwe, żeby nasz kraj stał się niezależny. To mój wkład w nasze zwycięstwo.

Kim jest według ciebie „ukraiński patriota”?

Mamy wojnę. Rozumiem, że nie wszyscy mogą służyć w armii. Mogą jednak pomagać tym, którzy walczą. Nie wszyscy powinni być na froncie. Ci ludzie, którzy zostali w domach i których bronimy, powinni nam pomagać. I oni to robią. Jest wielu wolontariuszy, którzy nam pomagają. Duża część ludności broni swojego kraju, jak tylko może. Każdy powinien wykonywać dobrze swoją pracę. Jeśli nie byłoby wolontariuszy, to dostalibyśmy wyposażenie z lat czterdziestych, pięćdziesiątych: stare, przedpotopowe uzbrojenie. To wolontariusze zapewnili nam ubrania, buty oraz wszelkie wsparcie i nowoczesne wyposażenie. Jeśli nie byłoby tych ludzi, którzy pracują na nasze zwycięstwo, tak samo jak my pracujemy na froncie, nie mielibyśmy niczego. Po prostu nie bylibyśmy w stanie walczyć.

Twój batalion przeszedł szkolenie w centrum wojskowym „Desna”, znajdującym się niedaleko Kijowa.

Na początku prowadzono je według starego sowieckiego systemu. Po dwóch tygodniach dowódca naszego batalionu zdecydował, że musimy to zmienić, bo to kompletnie nie przystaje do rzeczywistości. Mam przyjaciół w organizacji „Patriot Defence”, którzy przyjeżdżali i szkolili nas według najnowszych zasad. Najpierw pojawili się w „Desnie” lekarze, którzy pokazywali, jak udzielać pomocy rannym. Następnie przyjechali instruktorzy od wyszkolenia taktycznego.

 11 батальона территориальной обороны „Киевская Русь”.

11. batalion terytorialnej obrony „Ruś Kijowska”

Dostaliście wszelkie potrzebne wyposażenie?

Nie mieliśmy niczego. Dzięki wolontariuszom, ja, jako jeden z pierwszych, zacząłem przywozić kevlarowe hełmy dla swojego plutonu. Mnóstwo rzeczy dostajemy od przyjaciół, którzy dostarczyli nam m.in. kamizelki taktyczne. Nasze dowództwo skądś wytrzasnęło kamizelki kuloodporne. Państwo niczego nam nie zapewniło – wszystko zdobyliśmy własnymi siłami. Chcesz wyposażyć swój pluton, to go wyposażasz. Poza karabinami i starą bronią, które trzeba było wyrywać zębami, niczego nie dostaliśmy. Żebyśmy nie pojechali całkowicie goli, nasze dowództwo musiało o wyposażenie toczyć boje. Sprzęt, który otrzymaliśmy od państwa można zobaczyć na filmie pokazującym przyjazd naszego batalionu na rotację: stare ciężarówki, rozpadające się autobusy, które nie wiadomo, jakim cudem jeszcze jeżdżą. Mam 27 lat i nie pamiętam, żebym coś takiego widział w dzieciństwie i dzięki Bogu niczym takim nie jeździłem.

Wedle słów Władimira Bondarenki, przewodniczącego „Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej”, twój batalion miał ochraniać ważne obiekty na terytorium Kijowa. Czy rzeczywiście tak to wyglądało?

Niestety tak się złożyło, że nasza armia i najwyższe dowództwo naszego kraju zdecydowało, że zostaniemy wysłani na front, na Wschód. W Kijowie niczego nie ochranialiśmy.

Kiedy dowiedziałeś się o tym, że wysyłają was do Donbasu?

W ciągu miesiąca zaczęliśmy o tym rozmawiać między sobą. Iść na wojnę, jechać na Wschód – bardzo trudno podjąć taką decyzję. Prowadzisz normalne życie, pojawia się strach w związku z niebezpieczną sytuacją na Wschodzie i nagle mówią ci, że tam jedziesz. Oczywiście, łatwiej można sobie z tym poradzić, jeśli najpierw wstępujesz do armii i myślisz, że będziesz wykonywać łatwe zadania. Z biegiem czasu zaczynasz wypełniać trudniejsze i w ten sposób oswajasz się z tym wszystkim. Chcę jednak powiedzieć, że gdyby batalion nie został wysłany na Wschód, to znalazłbym inny oddział, który by tam jechał.

Znalazły się osoby w twoim batalionie, które odmówiły i nie pojechały do Donbasu?

Niestety, sytuacja wygląda w ten sposób, że „batalion ochotników” to jedynie nazwa. W rzeczywistości tworzą go ludzie, którzy zostali zmobilizowani zgodnie z rozkazem o powszechnej mobilizacji. Oczywiście, że jeśli ktoś nie chciał jechać, to próbował na różne sposoby wymigać się od służby. Ci, którzy nie pojechali na front, to jednostki, stanowiące bardzo nikły procent całości. W moim plutonie był jeden taki człowiek. Kompletnie nie pasował na żołnierza i w żadnym wypadku nie można było na niego liczyć. I lepiej, że tak się stało. Niech siedzi w domu, bo na Wschodzie nie dałby sobie rady. Wszyscy, którzy pojechali, świetnie się spisują. Do każdego z nich mam pełne zaufanie.

11 батальона территориальной обороны „Киевская Русь”,

11. batalion terytorialnej obrony „Ruś Kijowska”

Gdzie trafiliście na początku?

Najpierw znaleźliśmy się koło góry Karaczun – między Słowiańskiem i Kramatorskiem. Potem była Gorłówka.

15 sierpnia zginął wasz dowódca pułkownik Aleksander Leonodowicz Gumieniuk.

Bardzo wiele zrobił dla nas i każdemu batalionowi mógłbym życzyć takiego dowódcy. Myślę, że nasz kraj stracił bardzo wiele. Był ochotnikiem, jednym z pierwszych, który zaczął tworzyć tę formację. Nasz batalion, dzięki niemu, a następnie byłemu dowódcy sztabu, a obecnie dowódcy naszego oddziału Aleksiejowi Sawiczowi, stał się bardzo silny, jak na warunki batalionu terytorialnej obrony. Bardzo długo byliśmy na froncie, a tak naprawdę w ogóle nie powinniśmy się tam znajdować. Według idei mieliśmy stanowić trzecią linię. Wykonywaliśmy jednak takie zadania, które są w gestii elitarnych dywizji, np. wojsk powietrznodesantowych. Dzięki ludziom z batalionu, oficerom, prostym żołnierzom, wszystkim, nasz batalion bardzo dobrze się spisał. Zawsze wypełnialiśmy wszystkie rozkazy. W odróżnieniu od innych popularnych, chwalonych pododdziałów, które opuszczały swoje pozycje, jak tylko zaczynało się robić gorąco, my staliśmy na miejscu.

4 września pojawiła się informacja o tym, że twój batalion został okrążony pod Debalcewem. Następnie wydział prasowy ATO (operacji antyterrostycznej) poinformował, że nie znajdujecie się w krytycznej sytuacji. W jak bardzo niebezpiecznym położeniu byliście?

W zasadzie można było do nas normalnie dojechać. Mój oddział stał w Czernuchinie – to nieco dalej na wschód od Debalcewa. Również doszła do nas informacja o tym, że nasza sytuacja jest złożona, lecz nie krytyczna. W okrążeniu znajdowaliśmy się około miesiąc.

Byliście w strefie ATO ponad trzy miesiące. 15 września pod budynkiem Ministerstwa Obrony wasze rodziny protestowały w sprawie tego, by dowództwo wysłało was na rotację.

Cóż mogę powiedzieć? Oczywiście, że byliśmy zmęczeni. Rotacja powinna odbywać się częściej. Szczerze wierzę, że jeśli znajdowalibyśmy się na froncie miesiąc lub czterdzieści pięć dni, jak Gwardia Narodowa, a następnie wysyłali by nas na odpoczynek, a potem odsyłali z powrotem na front, to moglibyśmy walczyć bez końca. Kiedy trzy miesiące żyjesz w okopach, śpisz na szarej ziemi, leżysz w tych okopach, z biegiem czasu robi się ciężej i zaczyna to coraz bardziej doskwierać. Warunki po prostu cię wykańczają – to moja opinia. Inni, być może, znoszą to lepiej lub gorzej. Ktoś może bardzo ciężko znosić skutki tego, gdzie się znajdowaliśmy. Tam naprawdę jest ciężko pod względem moralnym. Mnie bardzo doskwierały warunki. Niekiedy chciałem pobyć trochę w domu i porządnie odpocząć. Na froncie nie ma w ogóle odpoczynku. Odpoczynek po prostu nie istnieje. 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu pracujesz. Moim zadaniem, jako dowódcy plutonu, było utrzymanie linii frontu. Nie możesz rozpaść się moralnie. O śnie też nie ma mowy.

Zdarzały się dezercje w twoim batalionie?

Ogólnie myślę, że dezercji nie było. Zdarzały się osoby, które wymyślały sobie choroby i uciekały przez szpital. Ale to pojedyncze przypadki. Ogółem batalion trzymał się bardzo dobrze – wszyscy to prawdziwi bohaterowie.

Odczuwasz brak zaufania do swojego państwa?

Nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Myślę raczej o tym, że u bram stoi wróg i powinniśmy bronić naszego kraju. Teraz nie mam możliwości, by zastanawiać się nad państwem. Skończymy tę pracę, to zaczniemy kolejną. Brak zaufania jest obecny: ludzie boją się, że ich oszukają i o nich zapomną. Nie wierzą państwu. W ciągu wielu lat w rządzie naszego kraju były osoby, które zapracowały sobie na złą reputację. Naród jednak pamięta, zna i ceni żołnierzy, i nigdy o nich nie zapomni.

Posiadasz krewnych w Rosji?

Szczerze mówiąc, nie utrzymywałem z nimi kontaktów. Moi rodzice z nimi rozmawiają. W zasadzie oni nam wierzą. Mówią, że w Rosji telewizja ogłupia. Wśród ludzi często słyszę, że ich relacje z rodziną z Rosji się mocno popsuły.

Obecnie odpoczywasz. Co będzie dalej? Twój batalion zostanie ponownie wysłany do Donbasu? 

Nic na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć. Teraz jesteśmy na rotacji i trwa przeformowanie. Będą rozkazy, będziemy dalej działać.

Gdybyś drugi raz mógł podjąć decyzje, to zrobiłbyś to samo?

Oczywiście, a jak inaczej miałbym postąpić? Jeśli każdy będzie się chował, to pojawią się ludzie, którzy w naszym kraju wyrządzą wiele zła. Dlatego nie rozumiem, jak można zostać w domu. Poszedłbym i drugi, i trzeci, i piąty raz.

—-

Wywiad został przeprowadzony 19 października.

Autor pragnie podziękować Aleksandrze Fedorko. Bez jej pomocy wywiad z pewnością by się nie ukazał.

 

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY