Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Gabriela Sieczkowska

Życie jest wyjątkowo nudne. „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” |8.Sputnik nad Polską

Robię filmy dla tych, którzy nie jedzą popcornu – tak o swojej pracy mówi Andriej Konczałowski, wybitny rosyjski reżyser, znany polskiej publiczności między innymi z „Syberiady” i „Dziadka do orzechów”. W na tegorocznym Sputniku zaprezentował swoje najnowsze dzieło „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” a po projekcji spotkał się z widzami festiwalu.

Biale nocy listonosza Triapicyna_2014_8.Sputnik

Białe noce listonosza Triapicyna reż. Andriej Konczałowski, źródło: sputnikfestiwal.pl

Robię filmy dla tych, którzy nie jedzą popcornu – tak o swojej pracy mówi Andriej Konczałowski, wybitny rosyjski reżyser, znany polskiej publiczności między innymi z „Syberiady” i „Dziadka do orzechów”. W na tegorocznym Sputniku zaprezentował swoje najnowsze dzieło „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna” a po projekcji spotkał się z widzami festiwalu.

Jak przyznaje reżyser, forma i pomysł na „Białe noce listonosza… „ od początku zakładały zaangażowanie w projekt nieprofesjonalnych aktorów. Metoda pracy nad filmem, albo jak woli mówić Konczałowski – metoda nie wtrącania się, bądź wtrącania się subtelnego, sprawdza się. Widz ma poczucie pełnej autentyczności tego, co widzi i doświadcza na ekranie – „nikt tu nie grał oprócz jednej aktorki, wszyscy żyli”.

Jak dobrano obsadę? „Po prostu szukaliśmy listonosza. Znaleźliśmy pięćdziesięciu listonoszy w różnych miejscach w Rosji, a jeden okazał się lepszy od innych” – mówi Konczałowski. Wybór listonosza przesądził jednocześnie o doborze całej obsady – pozostałe role dostali mieszkańcy jego wsi.

„Ludzie zejdźcie z drogi bo listonosz jedzie…”

Aleksiej Triapicyn jest listonoszem na zarówno w życiu jak i na ekranie. Loszka to prosty człowiek, mieszka samotnie w rodzinnej wsi położonej nad rzeką, gdzieś na północy Rosji. Nie pije od dwóch lat, kiedyś miał rodzinę i gospodarstwo, lecz jak sam mówi, szybko wszystko się rozpadło. Ale nie może narzekać na samotność, teraz jest listonoszem. Jego praca to nie tylko doręczanie listów, których przychodzi co raz mniej, oraz wypłat i emerytur – Loszka pełni przede wszystkim rolę łącznika, spoiwa lokalnej społeczności.

Przede wszystkim jest kontaktem wsi ze światem zewnętrznym, jako pierwszy dostaje w swoje ręce świeże gazety, często jeździ do miasta. Co ważniejsze, jest łącznikiem wewnątrz społeczności. To on pomaga starszym, którzy nie mają własnej łódki i przywozi chleb czy inne zakupy; codziennie przechodzi wieś wzdłuż i wszerz, rozmawia i zna się z każdym, dzięki temu jest dobrym źródłem informacji o innych mieszkańcach wsi. Loszka prowadzi nas przez ścieżki znane tylko miejscowym, widzimy ich przy codziennych czynnościach.

Interesująca jest też jego symboliczna funkcja – jest w końcu urzędnikiem państwowym, reprezentuje system władzy. Podświadomie czuje odpowiedzialność tej roli i stara się być rozjemcą konfliktów, doradzać, rozmawiać o filozofii. Jest też łącznikiem pokoleniowym – przekazuje opowieści i legendy najmłodszemu pokoleniu, pokazuje na czym polega życie na wsi. Praca ta i tak skazana jest na porażkę, najmłodsi wkrótce opuszczą zapomnianą przez Boga wieś.

Mimo, że Loszkę cechuje naiwność oraz zbyt duża wiara w ludzi, jest czasem w jego spojrzeniu pewna mądrość i zaduma nad życiem. A życie jego jak i wszystkich innych ludzi, których nosiła kiedykolwiek ziemia, jest nudne, iż nudy się składa w większości. Dla Loszy są to codziennie te same kapcie, oglądana telewizja, herbata pita ze spodka i cerata w króliczki na kuchennym stole. Tylko ludzie coraz częściej odchodzą – do miasta albo do ziemi.

Rosja się zmienia ale nie bardzo

Reżyserowi udało się uchwycić życie takim, jakim jest, pełnym codziennych drobnych rytuałów i prostych rzeczy, gdzie ważne czy nietypowe zdarzenia to tylko mała cząstka całości. Konczałowski burzy powszechne wyobrażenie o życiu, którym, na co dzień karmi nas kino, telewizja i prasa, jednocześnie kusi się o charakterystykę współczesnej rosyjskiej wsi: „Rosja się zmienia, ale nie bardzo. (…) społeczeństwo [na wsi] żyje jak 300 lat temu. Nie ważne, że mają prąd, gaz czy telewizję, wartości pozostały te same. Wszyscy żyją w świecie półmitycznym świecie”.

Wartością tradycyjną jest tu zgoda, która ma panować we wsi, ale wcale nie oznacza pokoju. Jeśli chcesz żyć między nami, żyj ze wszystkimi w zgodzie – ta zasada ostatecznie zamyka kwestię sporów i ale nie karze odsunąć na bok dawnych uraz, pozwala utrzymać w sobie zawiść jednak w pewnych granicach. Nie może zagrozić funkcjonowaniu społeczności. „Białe noce listonosza…” to też film o wolności – gdzie możemy być bardziej wolni i bardziej zniewoleni niż na wsi?

Najnowszy film Konczałowskiego udowadnia, że kino to sztuka selekcji. Pytając o wolność swoich bohaterów, pyta o wolność własną, jako artysty. Jednocześnie pokazuje swoim widzom, że życiem, choć nudnym z perspektywy wciąż pędzącego gdzieś świata, można i należy się cieszyć i do woli smakować.

Facebook Comments

Studentka socjologii w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Bada ruchy społeczne w Europie Wschodniej, hobbistycznie zajmuje się fotografią uliczną. Tweetuje o kondycji dziennikarstwa i mediów.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY