Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paweł Purski

Reformy na Ukrainie. Remont na pełnym morzu

„Jesteśmy jak żeglarze, którzy muszą przebudowywać swój statek na pełnym morzu, gdyż nie mogą̨ zawinąć do suchego doku, aby tam go rozebrać i odbudować z najlepszych części” –  Otto Neurath.

Popsuty i samotny, autor:  Tomasz Huczek, źródło: flickr.com

Popsuty i samotny, autor: Tomasz Huczek, źródło: flickr.com

Choć powyższe słowa dotyczyły filozofii, to nie znam cytatu, który lepiej opisałby sytuację w jakiej znajduje się obecnie rząd ukraiński.

Pasażerowie „Ukrainy” dokonali udanego buntu. Za burtę wyrzucili starych piratów, którzy bezwstydnie rozkradali okręt. Część korsarzy dołączyła do buntowników, a kapitanem został doświadczony wilk morski. Kiedy wydawało się, że okręt zmierza na spokojniejsze wody, na jego drodze stanęła świeżo odmalowana, choć faktycznie zdezelowana „Rosja”. Obecnie ta postrzelana łajba pod flagą niebiesko-żółtą, z porwanymi żaglami i nadłamanymi masztami mozolnie brnie przez sztorm, choć wciąż nabiera wody. To, czy dotrze do cichej zatoki zależy nie tylko od załogi, ale także naszej determinacji w dostarczaniu desek do naprawy statku na pełnym morzu.

Rosja nie jest największą przeszkodą przeszkodą

Ogłoszony 9 grudnia przez premiera Arsenija Jaceniuka program reform wygląda obiecująco. Rząd zaczyna od siebie, zobowiązując się do redukcji zatrudnienia w administracji publicznej o 10 procent, podwyższenia płac w budżetówce i przejścia na elektroniczny obieg dokumentów. Aby ukrócić szarą strefę i korupcję Jaceniuk chce obniżyć koszty pracy i wprowadzić obowiązkowe deklaracje dochodów. Interesująco, także dla polskich firm, wygląda plan prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, w tym części sektora energetycznego. Przed władzami Ukrainy jeszcze kilka wirów i raf. Wbrew pozorom to nie Rosja jest największą przeszkodą. Zmiany w kraju mogą zatrzymać same elity.

Prezydent Poroszenko i premier Jaceniuk mają nieco odmienne interesy polityczne. Obaj liderzy muszą się różnić, aby powiększać elektoraty swoich partii. Dopóki rywalizują na słowa i uzyskane od USA i UE fundusze, to dobrze dla Ukrainy, bo konkurencja zazwyczaj mobilizuje do cięższej pracy. Zagrożeniem jest otwarty konflikt, jak niegdyś po Pomarańczowej Rewolucji między Wiktorem Juszczenką i Julią Tymoszenko. Liderzy Majdanu 2004 zawiedli wówczas nadzieje, pokładane w nich przez Ukraińców i społeczność międzynarodową. Poważna kłótnia w obecnej koalicji byłaby złym sygnałem dla reszty świata i powodem do radości dla Rosji, która już dzieli elity ukraińskie na „najlepszego w danej sytuacji” Poroszenkę i „faszystę” Jaceniuka. Niestety, z przedsmakiem konfliktu mieliśmy do czynienia podczas niedawnego głosowania nad budżetem, kiedy Batkiwszczyna Julii Tymoszenko nie zagłosowała za rządowym projektem.

Kolejną przeszkodą dla reform może być skrajna niewydolność administracji ukraińskiej. Próżnia, jaką zostawia po sobie państwo jest polem konfliktu o pozostające w jego gestii zasoby. Na lokalnej Ukrainie o wpływy rywalizują grupy interesów a nawet instytucje państwowe. Wprowadzenie reform wymaga sprawnej administracji i siły politycznej. Można mieć wątpliwości, czy desygnowani przez prezydenta ministrowie z Gruzji czy Litwy będą mieli jej dość , aby skutecznie kontrolować swoje resorty. Ich siła płynie tylko z pozycji prezydenta Poroszenki i jego partii. Kogo Ukrainie potrzeba teraz bardziej – technokratów czy polityków?

Reformy nie mogą być zbyt drastyczne

Władze Ukrainy uzasadniają reformy „powrotem do Europy”. Jaskrawym symbolem tej drogi jest porzucenie statusu pozablokowości. Broniąc świeżo wprowadzonego podatku od nieruchomości premier Jaceniuk określa go jako „europejski standard”. Znamy ten sposób uzasadniania, bo Polska też wracała do Europy, a nawet kilka razy wróciła – ostatnio kiedy Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej. Niestety na Ukrainie „europejskość” może być rozumiana na dwa sposoby, w zależności od tego, czy ogląda się ukraińską czy rosyjską telewizję. Albo to nowoczesność i modernizacja albo „Gejropa” i upadek prawosławnej moralności. Zagrożeniem dla reform jest kremlowski przekaz, szczególnie silny w południowych i wschodnich obwodach Ukrainy. Właściwa kombinacja środków administracyjnych i własnej, bardziej obiektywnej opowieści to właściwa medialna osłona dla systemowych zmian.

Paradoksalnie zagrożeniem dla reform jest ich zbytnia intensywność. Ludzie na Ukrainie potrzebują polepszenia jakości usług, jakie dostarcza im państwo a nie neoliberalnej terapii szokowej, która pozbawi ich dostępu do resztek pomocy socjalnej i służby zdrowia. Jeśli państwo zostawi nieprzystosowanych obywateli na pastwę wolnego rynku, to do protestów dojdzie szybciej niż się spodziewamy. Choć Ukraińcy pokazali w wyborach, że są gotowi na wyrzeczenia w imię lepszej przyszłości, to jednak nie mogą być one zbyt drastyczne. Władza musi zadbać o dotrzymanie kontraktu społecznego. Inaczej zmęczeni kosztownymi społecznie euro-reformami ludzie odwrócą się od europejskich partii. Wówczas naturalny kierunek to ugrupowania antysystemowe: nacjonalistyczna Swoboda i pozostałości po Partii Regionów. A także Rosja, do której zatęsknią szczególnie mieszkańcy południa i wschodu kraju.

Na nic jednak te plany, jeśli Ukraina nie otrzyma na czas pomocy finansowej od Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i organizacji finansowych. Bez wsparcia Kijów wpadnie w szeroko rozpostarte łapy rosyjskiego niedźwiedzia. Bankructwo kraju oznacza jeszcze większy chaos. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że oprócz przyznanej, choć niewypłaconej jeszcze w całości pomocy finansowej w wysokości 15 miliardów dolarów Ukraina będzie potrzebowała w 2015 r. kolejnych 18 miliardów. Politycy, przedsiębiorcy i eksperci nawołują o przygotowanie Planu Marshalla, aby pomóc Kijowowi w reformach i uniezależnieniu od Rosji. Niestety do dziś nie wiadomo kiedy wreszcie zbierze się międzynarodowa konferencja darczyńców, o której mówi się już od niemal roku. Tzw. „Zachód” cały czas pozostawia po sobie wrażenie strategicznej niemocy.

Przeczytaj również:

Na czele Planu Marshalla powinien stanąć Polak – wywiad z Pawłem Kowalem

Looking for a „New Marshall Plan” for Ukraine. Interview with Paweł Kowal [EN]

Apel o Plan Marshalla dla Ukrainy – list podpisany przez światowych intelektualistów

 

Facebook Comments
Paweł Purski

Absolwent filozofii na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studiował na Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji Rosja/Azja Centralna. Stażysta m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był pierwszym redaktorem naczelnym Eastbooka, a następnie przez prawie cztery lata współpracował z posłem do PE Pawłem Kowalem. Obecnie Przewodniczący Rady Fundacji Wspólna Europa. Zawodowo zajmuje się komunikacją strategiczną.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY