Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Kontrowersje wokół zbrodni rosyjskiego żołnierza w Armenii

Zabójstwo rodziny w Armenii popełnione przez rosyjskiego żołnierza w Giumri wstrząsnęło ormiańska opinią publiczną. Sprawa szybko nabrała wymiaru politycznego, stawiając pytania o zakres niezależności armeńskiego państwa wobec rosyjskiego sąsiada. Wokół zbrodni szerzą się natomiast spiskowe teorie.

Flagi Rosji i Armenii. Autor:  Alexanyan. Źródło: flickr.com

Flagi Rosji i Armenii. Autor: Alexanyan. Źródło: flickr.com

Tragedia o świcie

W poniedziałek 12 stycznia panował jeszcze mrok, gdy tuż po godzinie 6 nad ranem 19-letni Walerij Piermiakow samowolnie oddalił się ze 102. rosyjskiej bazy wojskowej nieopodal miasta Giumri w zachodniej Armenii. Żołnierz, który odbywał służbę w jednostce zaledwie od półtora miesiąca, zdążył zabrać ze sobą karabin Kałasznikowa i amunicję. Niedługo po opuszczeniu bazy dezerter podszedł do pobliskiego domu. Siedmioosobowa rodzina jeszcze spała, gdy usłyszała stukanie do drzwi.

Cztery godziny później, dyżurny miejscowej policji odebrał telefon. Roztrzęsiona kobieta informowała, że w domu jej siostry doszło do zabójstwa. W mieszkaniu odnaleziono ciała zamordowanej rodziny (małzeństwo dwoje ich dzieci oraz dziadkowie) oraz ciężko ranne półroczne niemowlę, które po kilku dniach hospitalizacji zmarło. Z ustaleń śledczych wynikało, że część domowników znajdowała się jeszcze w łózkach, gdy doszło do tragedii. Na ciałach zabitych znajdowały się rany postrzałowe i kłute, zadane najprawdopodobniej bagnetem. Na miejscu zbrodni odnaleziono oficerki podpisane imieniem i nazwiskiem rosyjskiego żołnierza.

Piermiakow natychmiast znalazł się na liście osób podejrzanych o dokonanie zabójstwa. Policja zwróciła się z apelem do mieszkańców miasta o pomoc w schwytaniu przestępcy. Na drogach dojazdowych do Giumri rozlokowano patrole policyjne, a fotografię podejrzanego rozwieszono na słupach i przystankach, a także opublikowano w telewizji i internecie. Tuż po północy w pobliżu turecko-armeńskiej granicy, 16 km od Giumri0, rosyjska straż graniczna (pełniąca kontrolę przy granicy z Turcją) aresztowała Piermiakowa . Zatrzymany miał przy sobie karabin, trzy telefony, latarkę i 6000 dram (ok 13$). Żołnierz przyznał się do morderstwa. Z jego zeznań wynikało, że do domu udał się, ponieważ zachciało mu się pić. Jak tłumaczył, powodem podjęcia decyzji o zabiciu rodziny była obawa, że powiadomi ona o dezercji jego dowódcę.

Antyrządowe protesty

Bestialski mord dokonany przez szeregowego wywołał ogromne wzburzenie w Armenii. Od tygodnia trwają masowe akcje protestacyjne, których uczestnicy domagają się zamknięcia bazy w Giumri i wydalenia rosyjskich żołnierzy z kraju. Kilka tysięcy demonstrantów  zebrało się przed budynkiem Konsulatu Federacji Rosyjskiej w Giumri oraz rezydencją prezydenta Armenii Serża Sarkisjana w Erywaniu. Doszło do starć z policją, w wyniku których kilkanaście osób zostało rannych, w tym kilku funkcjonariuszy.

Tragedia wywołała ogólnonarodową debatę na temat zasadności stacjonowania wojsk rosyjskich w Armenii oraz formatu stosunków Armenii i Federacji Rosyjskiej. Opozycja w Erywaniu domaga się natychmiastowego wycofania rosyjskich wojsk z Armenii, a także rewizji umowy zezwalającej na stacjonowanie w Giumri bazy rosyjskiej. Stojący na czele protestów aktywiści uznali, że przekazanie stronie rosyjskiej żołnierza, który popełnił brutalne przestępstwo na terytorium Armenii, jest „pogwałceniem suwerenności armeńskiej i ustaleń międzynarodowych”.

Zachowanie władz w Erywaniu nie tylko nie studzi emocji, ale wręcz eskaluje złość armeńskich obywateli, zwłaszcza po oddaniu sprawy przez śledczych w ręce rosyjskiej Prokuratury Wojskowej. Sam prezydent Sarkisjan oględnie wypowiadał się na temat wydarzenia zobowiązując organy ścigania do jak najszybszego zbadania spraw. Nie ogłosił zgodnie z oczekiwaniami żałoby narodowej ani nie pojawił się na pogrzebie ofiar tragedii (jak również nikt z rządu). Przywódca Armenii zdążył jednak w tym samym czasie odbyć spotkanie z przedstawicielem NATO i otworzyć klub szachowy w jednej z ormiańskich miejscowości . Krytycy głowy armeńskiego państwa zauważają, że nawet Władimir Putin już trzykrotnie wyraził wyrazy współczucia i ubolewania z powodu tragedii, jaka miała miejsce w Giumri.

Zaplanowana zbrodnia?

Mimo przyznania się do zbrodni Walerija Piermiakowa nie wszyscy są przekonani o winie aresztowanego. Rodzina szeregowca z Czyty, skąd pochodził 19-latek, nie przyjmuje do wiadomości informacji o dokonaniu przez młodzieńca brutalnego morderstwa. – Wszyscy jesteśmy w szoku. On rozmawiał z ojcem jeszcze 7 stycznia i mówił, że u niego wszystko w porządku i chce przedłużyć kontrakt, który miał zakończyć mu się wiosną tłumaczy Walentina Mordowa, przewodnicząca Komitetu Matek Żołnierzy Kraju Zabajkalskiego, która zajmuje się sprawą na prośbę rodziny żołnierza. – Wydaje mi się, że tam doszło do przestępstwa, a jego po prostu podstawili – dzieli się swoimi podejrzeniami Mordowa, a pytana o fakt przyznania się podejrzanego do winy odpowiada: – Wszyscy dobrze wiemy, jak u nas śledczy „dobijają” się takich zeznań.

Tragedia w Giumri to dobrze zaplanowana akcja – komentuje dyrektor Ormiańskiego Centrum Badań Strategicznych Manwel Sarkisjan – Wydaje mi się, że jest ona wynikiem działań pewnych sił w Rosji, które próbowały zwrócić uwagę na problem obecności 102. bazy w Armenii. Odpowiedź na pytanie czemu miałoby to służyć pozostaje otwartym. Publicysta Akop Badalian wskazuje zaś, że ostatnie działania rosyjskich władz sugerują, że baza w Giumri miałaby zostać rozbudowana, zaś samo miasto w znacznej części zmilitaryzowane. Tragedia miałaby służyć poparciu tego pomysłu, choć trudno o racjonalne uzasadnienie tej tezy.

Zupełnie inny pogląd przedstawia politolog Siergiej Szakaracjan, który dostrzega w tragedii ślady zachodnich służb specjalnych: – Był cały łańcuch ludzi zaangażowanych w to przestępstwo, działający według wcześniej przygotowanego planu – zdradza tajne informacje armeński politolog na falach kremlowskiej rozgłośni „Sputnik”, – Ten człowiek (Walerij Piermiakow – przyp. red.) ucieka w stronę armeńsko-tureckiej granicy doskonale wiedząc, że jest ona bardzo dobrze chroniona, znacznie lepiej niż na przykład granica z Gruzją. To znaczy, że czekano na niego, lub przekonano, że będą czekać i pomogą dostać się do Turcji. Według Szakaracjana za tragedią stoją władzę w Waszyngtonie, które starają się popsuć armeńsko-rosyjskie relacje.

Rosyjscy żołnierze w Armenii

Morderstwo w Giurmi to nie pierwszy przypadek tragicznych wydarzeń z udziałem rosyjskich żołnierzy w Armenii. W 1999 r. dwaj odbywający w bazie służbę wojskową nietrzeźwi obywatele Rosji otworzylli ogień na miejskim rynku w Giumri zabijając dwie osoby, a kilkanaście raniąc. W 2003 r. nocą do bazy udało się dostać kilku miejscowym wyrostkom, z których dwóch zostało zastrzelonych przez pełniących wartę żołnierzy rosyjskich. W 2013 r. na terenie rosyjskiego poligonu zginęło dwoje nastolatków bawiących się niewypałami.

Rosyjska baza wojskowa w Giumri znajduje się na terenie Armenii na mocy umowy zawartej w 1994 r. w między Armenią a Federacją Rosyjską. W 2010 r. prezydenci Serż Sarkisjan i Dmitrij Miedwiediew podpisali dokument o przedłużeniu bezpłatnej dzierżawy rosyjskiej bazy wojskowej w Giumri do 2044 r. z opcją kolejnego przedłużenia. Baza uznawana jest za jeden z najważniejszych punktów strategicznych wojsk rosyjskich na Kaukazie Południowym. Jej obecność pozwala Rosjanom m.in.  sprawować kontrolę nad konfliktem w Górskim Karabachem.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY