Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Niedojrzali sojusznicy

Ostatnio często powtarzaną opinią jest twierdzenie, że Ukraina nie docenia polskiej pomocy. Mimo, że wielokrotnie powtarzałam, że Ukraina za mało robi dla Polski, czuję się zobowiązana wytłumaczyć (podkreślam, że wytłumaczyć, a nie usprawiedliwić) kilka kwestii, które wpływają na takie, a nie inne zachowanie władz w Kijowie wobec polskich partnerów.

Ewa Kopacz i Arsenij Jaceniuk. Autor: Maciej Śmiarowski. Źródło: flickr.com

Ewa Kopacz i Arsenij Jaceniuk. Autor: Maciej Śmiarowski. Źródło: flickr.com

Istotnie, Ukraina nie docenia Polski jako sojusznika. Powiem nawet więcej – władze w Kijowie źle wykorzystują możliwości płynące z sympatii polskiej klasy politycznej wobec Ukraińców. Polscy politycy w ciągu ostatniego roku konsekwentnie przypominają Europie o tym, ze Ukraina jest ofiarą agresji ze strony Rosjan i wzywają do wsparcia Kijowa. Jednak czynią to w Brukseli nie tak często, jak w mediach krajowych. Pierwszeństwo w skuteczności przekazu na temat wydarzeń w Ukrainie na europejskich salonach mają w ostatnim czasie chociażby Litwini.

Broń i pieniądze

Rzeczywistość jest nieubłagana – państwa, które prowadzą wojnę (a w takiej sytuacji jest Ukraina), najbardziej potrzebują dwóch rzeczy: broni i gotówki. Rząd w Warszawie na razie sprzedawać broni Ukrainie nie chce/nie może. A przynajmniej nic nie wiadomo o żadnej skutecznej transakcji w tej sferze. Należy podkreślić, ze Ukraińcy nie oczekują prezentów lub tego, że polska armia wyruszy z odsieczą na Donbas. Broń byłaby odpowiednim wsparciem. Ale właśnie jej nie ma.

Jeśli chodzi o gotówkę, warto przypomnieć, że Ukraina otrzymuje transze kredytowe i pomóc techniczną ze strony MFW, USA, UE i Kanady. Mowa jest o miliardach dolarów. Polska ustami premier Ewy Kopacz złożyła propozycję wartą 100 milionów dolarów. Owszem, w tej chwili każdy grosz się liczy dla Ukrainy, ale nie oszukujmy się – w pierwszej chwili odwiedza się głównych sponsorów, dzisiejszych i potencjalnych. Ponieważ Warszawa do takich nie należy, nie spodziewam się w najbliższym czasie wizyty premiera Arsenija Jaceniuka w polskiej stolicy. Rozumiem, że z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego 100 mln to duża kwota, ale warto spojrzeć na polski i ukraiński budżet na rok 2015 – wtedy ta oferta nie będzie już tak atrakcyjna (ukraiński budżet przewiduje wydatki w 2015 r. w wysokości ok. 33 mld dolarów). Tym bardziej, że już w zeszłym roku prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział otwarcie specjalnego funduszu dla Ukrainy. Co z tego zostało wydane? Nic. Więc zobaczymy, co będzie z pieniędzmi od Pani premier.

Przeczytaj:

Pomoc dla Ukrainy i polskiego biznesu.
Szczegóły wsparcia dla Kijowa

Negocjacje bez Polski

W relacjach z Polską Ukraina w ciągu ostatniego roku dopuściła się kilku dyplomatycznych wpadek. Łukasz Jasina w artykule dla Kultury Liberalnej wspomina o zwłoce z mianowaniem ukraińskiego ambasadora i braku wizyty ukraińskiego premiera w Polsce. Ale ambasador już jest, a Warszawę odwiedził prezydent Poroszenko, który choć może nieco banalne, ale za to ważne rzeczy w trakcie wizyty w Polsce powiedział. Spory o to, kto do kogo mniej razy przyjechał, przynajmniej na razie, nie są tak istotne.

Często wysuwa się też pretensję wobec Ukrainy, iż nie zabiegała o udział Polski w procesie pokojowym, w którym uczestniczą Niemcy, Francja i Rosja. Nie sadzę jednak, aby ktokolwiek pytał Poroszenkę lub Klimkina, czy chcą obecności Polaków za stołem negocjacyjnym. Więc zarzut, ze Polski tam nie ma, a winny jest temu Kijów, uważam za niesłuszny. Podkreślę także inny wątek: wielokrotnie słyszeliśmy, ze Polska zasługuje i powinna wziąć udział w tych negocjacjach, ale dlaczego – mojej uwadze to wyjaśnienie umknęło. Czy to podkreśli rolę Polski w Unii Europejskiej i przyczyni się do rozwiązania kryzysu ukraińskiego? Te negocjacje Unię kompromitują, moim zdaniem lepiej więc dla Warszawy, że nie musi w tej kompromitacji brać udziału. Po za tym, czy Polska ma pomysł, jak skutecznie zatrzymać Putina? Jeśli tak, to dlaczego nic jeszcze o tym nie wiemy? A jak nie ma, to po co angażować się do rozmów, które tylko ujawniają niemoc Zachodu przed Kremlem?

Trudna historia

Nie ulega wątpliwości, że Ukraina powinna zrobić coś, aby wynagrodzić Polsce jej zaangażowanie. To błąd strony ukraińskiej, ze sama nie występuje z inicjatywą. Ale być może jest to czas dla strony polskiej, aby sprecyzować czego by oczekiwała? W ciągu ostatniego roku słyszałam zbyt mało konkretów w tej sprawie. Domagano się, by Ukraina kupowała polskie mięso i nie wprowadzała embarga. Tak, to jest konkret, i nad tym Kijów zobowiązany jest popracować. Wstyd mi będzie, jeżeli tego nie zrobi. Ale poza tym… Więc jako strona ukraińska czekamy na sugestie. Jeżeli po ich usłyszeniu Poroszenko i Jaceniuk nic nie zrobią – wtedy to będzie inna rozmowa.

Co prawda jest jeszcze jeden konkret, ale z innej płaszczyzny – Polska chce uczciwie porozmawiać z Ukraińcami o Wołyniu. Chęć ta jest zrozumiała i słuszna – akcja UPA na Wołyniu w 1943, której nie chcę i nie mogę usprawiedliwiać, zrujnowała wiele polskich rodzin, wielu osobom zabrała życie. Rozumiem częściowo emocje ich potomków (częściowo, bo nigdy nie jeździłam do Niemców z myślą – „i ci ludzie strzelali do mojego dziadka! Co za naród! Potomkowie faszystów!” A komentarze niektórych przedstawicieli środowisk kresowych wobec wszystkich Ukraińców są często obraźliwe i poniżające).

Jeżeli dla Polaków Wołyń to jest znany fakt historyczny i ważna cześć pamięci narodowej, to na Ukrainie mało kto w ogóle wie o tej tragedii. Z tego co wiem, obecnie dyskutowane są pomysły, jak to zmienić. Ale nie można wymagać pokuty od osób które nie wiedza, za co maja pokutować. Tym bardziej, że ukraiński mit narodowy wcale nie jest wynikiem consensusu – nie dla wszystkich Bandera to bohater, nie wszyscy utożsamiają się z jego przekazem. Nie neguję potrzeby spokojnej i uczciwej rozmowy o Wołyniu. Czym wcześniej ona się zacznie – tym lepiej. Ale jestem przeciwna, by Ukraińcy zmuszani byli do szybkiej lekcji uświadamiania sobie grzechów dziadków.

Jeśli dla kogoś w Polsce tak ważne jest, żeby teraz wszystkie polsko-ukraińskie polityczne spotkania uwzględniały kwestie Wołynia i ukraińskiej pamięci historycznej – niech tak będzie, nie jest to wielka cena za te dobre i szczere gesty, które Polacy, i jako naród i jako państwo, dla Ukrainy wykonali. Ale przy okazji przypomnę – choć nie wiem dokładnie jaki procent Ukraińców uważa Banderę za bohatera, to sadzę, że jest on współmierny do procentu Rosjan, którzy deklarują, ze czegoś takiego jak polskie suwerenne państwo w ogóle nie istnieje (zamiast tego państwo realizujące interesy zachodnich mocodawców).

Niedojrzali kochankowie?

Nie uważam, by Polska miała obowiązek pomagać Ukrainie. Myślę jednak, że w interesie Polski jest mieć jako sąsiada przewidywalne i bezpieczne państwo, sojusznika i partnera. Ukraina dobrym partnerem dla Polski jeszcze nie jest, ale może się takim stać. Przynajmniej dostrzegam taką szansę i zmiany idące w tym kierunku. Polacy cieszą się sympatią wśród Ukraińców, i ze strony państwa polskiego logicznie byłoby z tego skorzystać. Zachęcałabym jednak do bardziej klarownego formułowania swoich oczekiwań. Z tego punktu widzenia relacje miedzy naszymi państwami wyglądają jak piękna, czysta miłość dwojga nastolatków: uczucia są, ale co z nimi robić – nikt do końca nie wie.

Autor: Olena Babakowa

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY