Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Mińsk nie ma przyszłości

Analizując okoliczności poprzednich „rozmów mińskich” można mieć poważne wątpliwości, czy kolejne w czymkolwiek pomogą.

Negocjacje w Mińsku. Źródło: kremlin.ru

Negocjacje w Mińsku. Źródło: kremlin.ru

[Poleca się czytać artykuł śledząc chronologię map sytuacji na froncie, opublikowaną przez Radio Svoboda]

Po zakończeniu czwartkowej tury negocjacji w Mińsku gros światowych przywódców uznało z zadowoleniem, że problem konfliktu we wschodniej Ukrainie został przynajmniej tymczasowo zagaszony. Nic bardziej mylnego. Plejada „planów pokojowych” i „zawieszeń broni” ma już za sobą całkiem pokaźną historię, a każdy jej epizod wiódł raczej do reeskalacji, niż deeskalacji konfliktu.

Pierwszy raz zawieszenie broni zostało ogłoszone jednostronnie przez Ukrainę w czerwcu 2014 roku. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko postawił donbaskim terrorystom ultimatum: Ukraina wstrzymuje ogień, zaś „Noworosja” dobrowolnie się rozbraja. Ukraiński prezydent podparł się 15-punktowym planem pokojowym zakładającym m.in. przyznanie wschodnim obwodom specjalnego statutu oraz opracowanie kompleksowej strategii odbudowy regionu. Jak nie trudno się domyślić, stronie przeciwnej ani się śniło planowanie pokoju i rozbrajanie z czegokolwiek. Z tego powodu do pierwszego spotkania tzw. mińskiej grupy kontaktowej (Leonid Kuczma, Michaił Zurabow, Heidi Tagliavini). W rezultacie udało się nakłonić liderów terrorystów do przestrzegania zawieszenia ognia od 23 czerwca.

Jak się potem okazało, wdrożenie tych postanowień szło terrorystom cokolwiek opornie. W dniach od 23 do 30 czerwca 2014 roku (27 czerwca Petro Poroszenko przedłużył  zawieszenie o kolejne 72 godziny) terroryści zabili czterech ukraińskich żołnierzy, ciężko ranili pięciu, zniszczyli cztery ukraińskie transportery opancerzone, zestrzelili jeden śmigłowiec wojskowy i nie rozbroili ani jednego ze swoich batalionów. Dość osobliwe, jak na zawieszenie broni i realizację planu pokojowego.

Jak później skomentował tę sytuację znany w Ukrainie ekspert wojskowy, ochotnik i aktywista Dmytro Tymczuk: „każdy dzień zawieszenia broni przynosił korzyści separatystom, otrzymywali oni wsparcie materialne i osobowe z Rosji, mieli także unikalną możliwość przygotowania nowych grup uderzeniowych”. Więc jeśli nawet aktywność wojskowa podczas zawieszenia broni obniżyła się, to na pewno nie po to, aby później na stałe wygasnąć. Wręcz przeciwnie.

Jednym ze skutków nasilonych walk po wygaśnięciu ultimatum była katastrofa malezyjskiego samolotu – został najprawdopodobniej zestrzelony przez siły terrorystów, choć do dziś brak na to realnego dowodu. Jedyne co wiemy, to że wrak wciąż znajduje się na kontrolowanym przez nich terytorium. I że raczej nie rwą się do rzetelnego wyjaśnienia przyczyn zdarzenia.

Kolejne rozmowy w Mińsku zawiązały się 26 sierpnia. Dokładnie dzień po tym, jak cały świat obiegła informacja o masowym wtargnięciu rosyjskich wojsk na terytorium Ukrainy. O ile do połowy sierpnia ukraińska armia odnosiła znaczne sukcesy na froncie, można było żywić nadzieje na szybkie zakończenie sztucznie wywołanego konfliktu. Jednak po rosyjskiej inwazji Poroszenko został przyparty do muru, lub – w uwspółcześnionym żargonie – wysłany do Mińska. Tam, już 5 września doczekał się kolejnego planu pokojowego i kolejnego porozumienia co do zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie.

Plan składał się tym razem z 12 punktów. Główna różnica między planem czerwcowym a wrześniowym polegała głównie na tym, że ten drugi głębiej ingerował w ustrój polityczny Ukrainy. Państwu ukraińskiemu narzucono obowiązek uchwalenia ustawy o nadaniu bliżej niesprecyzowanego „specjalnego statusu” dla „niektórych obszarów” regionów objętych konfliktem. Po wypełnieniu tego warunku Kijów mógł oczekiwać realnego wstrzymania walk. Kijów wypełnił warunek. I nawet pomimo kolejnego „spotkania mińskiego” (19 września), zawieszenia broni ze strony terrorystów się nie doczekał.

Doczekał się za to otwarcia tzw. „trzeciego frontu„, rozciągającego się między Donieckiem a wybrzeżem Morza Azowskiego. Oto nakazano światu uwierzyć, że przeciwko Ukrainie zbuntowali się mieszkańcy Nowoazowska. Widząc sukcesy polityczne i gospodarcze projektu „noworosja” nie mogli czekać ani chwili dłużej na akces.

3 front

We wrześniu 2014 roku front rozszerzył się obejmując obszar między Donieckiem a wybrzeżem Morza Azowskiego.

Co więcej, wrześniowy plan pokojowy przysłużył się do zamrożenia sytuacji na froncie według stanu z 19 września, a więc według linii będącej skutkiem forsownego natarcia od strony rosyjskiej granicy. Gdyby te same postanowienia wdrożyć posługując się stanem z  15 sierpnia, można by zamrozić terytorium DNR i LNR na obszarze zaledwie kilku rejonów (odpowiedników polskiego powiatu). Szkopuł w tym, że 15 sierpnia nikt nie rwał się do rozmów pokojowych. A na pewno nie Rosja i nie terroryści.

Zawieszenie broni uzgodnione na podstawie wrześniowych rozmów (zapamiętanych jako Mińsk-1) nie miało określonego terminu zakończenia. Jak się później okazało – nie miało nawet terminu rozpoczęcia. Do końca listopada po stronie ukraińskiej zginęło ponad 150 wojskowych. De facto nastąpiła ponowna reeskalacja konfliktu. Również ten epizod doczekał się swoich krwawych pomników – walki o donieckie lotnisko (środek stycznia), tragedia pasażerów autobusu cywilnego nieopodal Wołnowachy czy ostrzał cywilnych dzielnic Mariupola.

tomek_donbas_grudzien

Relacja z Donbasu, 30 grudnia 2014 r. Tomasz Maciejczuk – polski wolontariusz.

Jest połowa lutego 2015 r. Właśnie zakończyła się kolejna runda negocjacji w Mińsku (tzw. Mińsk-2). Tuż po podpisaniu serii porozumień, w mediach pojawiły się informacje o kolumnach rosyjskich czołgów przekraczających ukraińską granicę.

Boję się pomyśleć, co przyniesie Mińsk-3.

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY