Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Rosyjski gambit

Na pytanie: gdzie Putin się zatrzyma, odpowiedź jest prosta: tam, gdzie zostanie zatrzymany. Jeśli karą za aneksję Krymu i udział rosyjskich wojsk w konflikcie na wschodzie Ukrainy jest wprowadzenie przez Zachód zakaz wjazdu dla części elity politycznej i biznesowej Rosji, to nic dziwnego, że taki koszt na Kremlu uznany został za wart poświęcenia. To wręcz zachęciło Moskwę do dalszych agresywnych działań, czego skutkiem jest eskalowanie konfliktu na Donbasie.

Władimir Putin. Źródło: kremlin.ru

Władimir Putin. Źródło: kremlin.ru

Kontrola zamiast podboju

Donbas jest w tej chwili dla Ukrainy walizką bez rączki – szkoda ją wyrzucić, ale trudno ją również nieść. Anektowanie tego regionu przez Rosję, przynajmniej na razie, nie jest brane uwagę. Rosja ma wystarczające problemy z utrzymaniem Krymu,  zaś operacja pt. „Rosyjska wiosna” nie przebiegła zgodnie z oczekiwaniami Moskwy. Mieszkańcy wschodu Ukrainy nie poparli powszechnie separatyzmu, który bez militarnego wsparcia Moskwy już dawno zostałby stłumiony przez ukraińskie państwo.

W związku z tym celem Rosji nie jest militarne, a polityczne opanowanie Ukrainy. Rosjanie nie chcą rządzić Ukrainą z Moskwy, lecz z Kijowa, przy pomocy niesuwerennego, podległego rządu, który będzie zależny od tanich kredytów i surowców z Rosji. Kimś takim do pewnego stopnia był Wiktor Janukowycz, który co prawda miał w pewnym momencie ambicje wybicia się na niepodległość, ale prezydent Rosji wespół z prezesem Gazpromu skutecznie wyperswadowali mu nierealność tych pragnień. Zamiast kosztownego utrzymywania wschodniej Ukrainy znacznie bardziej korzystne dla Kremla jest zainstalowanie w stolicy ukraińskiego państwa przychylnych sobie władz (lub zmuszonych do współpracy, vide: Alaksandr Lukaszenka), które będą realizować politykę zgodną z rosyjskimi zamierzeniami. Pierwszym z nich byłaby integracja Ukrainy w ramach Unii Eurazjatyckiej przekreślająca tym samym europejskie i tym bardziej euroatlantyckie marzenia Ukraińców.

 Światowy ład do wymiany

Wzorem tego, do czego dąży Rosja w stosunku do Ukrainy są przykłady Naddniestrza w Mołdawii oraz Osetii Południowej i Abchazji w Gruzji. Wszystkie te parapaństwa wybiły się na niepodległość przy polityczno-wojskowym wsparciu Federacji Rosyjskiej. Wszystkie te pseudopaństwowe twory w mniej lub bardziej oficjalny sposób wyraziły chęć dołączenia do składu Federacji. Żadna z tych próśb nie została spełniona. Celem bowiem tych podmiotów, w zamierzeniach Moskwy, nie jest przyłączenie się do „macierzy”, a właśnie pozostawanie w próżni międzynarodowej. Naddniestrze, Osetia i Abchazja nie maja być ani mołdawskie, ani gruzińskie, ani rosyjskie. Ich rola sprowadza się do udowadnianiu braku zdolności państw od których się oddzieliły – Mołdawii i Gruzji – do kontrolowania własnego terytorium i dzięki temu blokowania jakichkolwiek dążeń członkowskich w Unii Europejskiej czy NATO. Pozostawanie w „szarej strefie” prawnomiędzynarodowej jest skutecznym instrumentu wpływu na wewnętrzną sytuację w tych krajach i kształt ich polityki zagranicznej.

Celem Rosji nie jest również zawojowanie Europy przy pomocy dywizji pancernych, które miałyby opanować europejskie stolice. Rosja dąży do podważenia konstrukcji europejskiego bezpieczeństwa i zastąpienie go elitarnym koncertem mocarstw. Rosja od co najmniej dekady otwarcie postuluje zamianę porządku światowego na wielobiegunowy argumentując, że dominacja Stanów Zjednoczonych i NATO jest przyczyną wszelkiego zła na świecie. Rozbicie unijnej jedności jest pierwszym krokiem do podważenia euroatlantyckiej solidarności. Dlatego właśnie przy stole negocjacyjnym w Mińsku nie ma przedstawicieli Ameryki. Nie ma nawet przedstawicieli Polski, dla której powstanie takiego sytemu jest w sposób fundamentalny sprzeczne z jej interesem narodowym – Rzeczpospolita opiera swoje bezpieczeństwo właśnie o gospodarczo-polityczne struktury Unii Europejskiej i militarne Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zerwanie więzów w ramach obu organizacji powoduje, że Polska i inne kraje naszego regionu tracą znaczenie jako podmiot stosunków międzynarodowych. Rosja w bezpośrednich rozmowach z Unią jest partnerem słabszym, w rozmowach z poszczególnymi europejskimi stolicami pozycja Moskwy zdecydowanie wzrasta.

Nieskuteczność Zachodu

Oczywiście te cele Putin ubiera w odpowiednią narrację – Rosja przedstawiana jest jako uwikłaną w cywilizacyjne starcie z Zachodem. W tej opowieści Rosja stoi na pozycji obrońcy konserwatywnych wartości i moralnej wyższości, podczas gdy Zachód reprezentuje awanturniczą demokrację, zgniły liberalizm i moralną dekadencję. Rosja podejmując się interwencji na Ukrainie liczy na zwycięstwo pragmatyzmu Europy i chęci kontynuowania współpracy za wszelką ceną ze strony europejskich polityków. Innymi słowy oczekuje, że Zachód postąpi tak, jak został on zdefiniowany przez prezydenta Putina w doktrynie rosyjskiej polityki zagranicznej – wykaże się amnezją, politycznym cynizmem i stosowaniem podwójnych standardów. Do części państw europejskich trafia rosyjska retoryka i jeśli nie mają one odwagi na otwarte poparcie Putina, to stanowczo odmawiają natomiast pomocy Ukrainie. A brak stanowczej reakcji ze strony Zachodu i dalsze próby rozwiązania konfliktu na Ukrainie za pomocą skompromitowanej niemiecko-francuskiej dyplomacji spod znaku „deeskalacji” stanowi poważne niebezpieczeństwo dla euroatlantyckiego systemu bezpieczeństwa i europejskiej solidarności.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY