Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Magdalena Swoboda

Ukrainska mozaika. Relacja z Kijowa

Ukraina kojarzy się obecnie z wojną, strachem, pytaniami o przyszłość tego państwa. Media donoszą o ostrzelaniu Mariupola, donieckich cyborgach, którzy bronili przed separatystami lotnisko czy wynikach rozmów w Mińsku. Gdy przekraczałam polsko-ukraińską granicę ja sama natomiast zastanawiałam się jak wygląda teraz życie zwykłych Ukraińców, których w telewizji nie widać.

Mieszkańcy Kijowa podczas EuroMajdanu. Autor:  streetwrk.com.Źródło: flickr.com

Mieszkańcy Kijowa podczas EuroMajdanu. Autor: streetwrk. com.Źródło: flickr.com

Na granicy celnik przygląda się podejrzliwie torbie, którą dźwigam. Wyjaśniam, że to materiały medyczne dla żołnierzy. „Boże, by to pomogło” – słyszę w odpowiedzi.

Lwów, w kawiarniach plotkują dziewczyny, pary czule się obejmują, a w tle plakaty nawołujące do mobilizacji wojskowej. W kantorze szokuje kurs euro i dolara w stosunku do hrywny, odpowiednio 28 i 25 i cały czas rośnie. Są trudności z dostaniem euro i dolarów w ogóle. Ceny, które dla nas wydają się śmieszne, Ukraińców już tak nie bawią. Do tramwaju wsiada żołnierz z wyszytą na klapie grupą krwi. Obejmuje się żegnając z ojcem, jedzie na dworzec, by wsiąść do pociągu na wschód.

W Kijowie wita mnie Katia, która przeniosła się do stolicy z Doniecka. Opowiada, że budynek w którym mieszkała w Donbasie jeszcze stoi, ale dom rodziców znajduje się na linii walk i nie ma nawet możliwości, aby dowiedzieć się czy cokolwiek się ostało. „Wiesz, ja już pożegnałam to miejsce. Ale jak człowiek wyjeżdża to chce wracać do domu, do miejsca rodzinnego, a tego już dla mnie nie ma” – mówi wpatrując się w filiżankę herbaty.

Katia była jedna z pierwszych aktywistek, które pojawiły się na Majdanie. Przyjechała wtedy do ukraińskiej stolicy, aby protestować przeciw przemocy funkcjonariuszy Berkutu. Jednak, gdy jedzie na zachodnią Ukrainę jest traktowana niechętnie: „ta z Doniecka, za takie giną nasi chłopcy”. To oczywiście niesprawiedliwe uogólnienie, ale sytuacja na Ukrainie jest pełna dramatycznych historii, które wywołują wśród ludzi różne emocje, często gniew.

Od innej koleżanki słyszę historię. Kiedy do Lwowa przyjechał transport z przesiedleńcami z Donbasu jeden z taksówkarzy widząc samotną matkę z dziećmi zaoferował darmowy przejazd. Po drodze rozmowa o wojnie, sytuacji w Donbasie. W pewnym momencie odezwało się kilkuletnie dziecko kobiety: „My z mamą wyjechaliśmy, bo niebezpiecznie, ale tatuś został w Doniecku, bo wspiera DNR [Doniecką Republikę Ludową] i strzela do Ukraińców” – opowiada obserwując Lwów przez okno samochodu. Reakcji taksówkarza mogę się tylko domyślać. Takie historie to właśnie obraz współczesnej Ukrainy pełnej paradoksów za którą stoi ogromne ludzkie cierpienie.

W budynku Rady Ministrów spotykam się z jedną z wolontariuszek, która zajmuje się przesyłaniem odzieży, produktów spożywczych i środków medycznych na front. Przekazuje to, co zebrałam od ludzi w Polsce – pieniądze i materiały opatrunkowe. Ira szczegółowo wyjaśnia gdzie i do kogo pojedzie pomoc. Za pieniądze zostanie zakupiony amerykański żel, którym opatruje się rany, by nie wdała się gangrena. Dzięki temu paru osobom uratuje się ręce i nogi…

Słysząc o wyniku rozmów w Mińsku [z 12 lutego] niektórzy żegnają się dziękując Bogu, że wojny się skończyła. Rodzice ze łzami w oczach oddychają z ulgą, synowie zdążyli już dostać wezwania na stawienie się na komisję wojskową. Drudzy mówią, że Ukraina sprzedana, a walki i tak będą trwać…”Wiesz, Magda, jak słucham w radiu o kolejnych poległych i rannych to już nie reaguje. I aż mi z tego powodu wstyd, bo przecież to są kogoś synowie, ojcowie” – opowiada jedna z kijowianek. Nastrój zmęczenia i wyczekiwania na koniec wojny jest w Kijowie powszechny.

Obserwując Ukraińców rozmawiających w kawiarniach i pubach o egzaminach i najnowszych filmach przez chwilę mam wrażenie jakby nie zdawali sobie sprawy z toczącej się w ich kraju wojny. W pierwszej reakcji byłam zaskoczona. Miałam wrażenie, że ludzie zatykają uszy na to, co się dzieje na wschodzie ojczyzny.

Po całym dniu pracy dostaję zaproszenie do teatru. Idę z mieszanymi uczuciami. „Rodzina Kajdaszewa”, sztuka o typowej ukraińskiej rodzinie żyjącej w drugiej połowy XIX wieku. Humor sytuacyjny, przywołane na scenie zwyczaje związane z zamążpójściem, tańce narodowe, ukraińska gwara. Po spektaklu komentarze: „Potrzebowałem takiego rozweselenia”. Bo ludzie mimo wojny chcą żyć dalej. Z napięciem słuchają radia i oglądają wiadomości czerpiąc informacje ze strefy walk. Ale chodzą też do kawiarni czy teatru. Próbują normalnie żyć. I trudno się temu dziwić.

Młodzi mężczyźni uciekają przed mobilizacją, której efektywność według podawanych informacji wynosi zaledwie piętnaście procent. Z drugiej strony każdy Ukrainiec ponosi koszty tej wojny. Czy to bezpośrednio na froncie, czy czekając na tych co powrócą z wojny, czy płacąc w sklepie za zakupy czy w banku za rachunki, które wzrastają co tydzień przy takiej samej płacy jak sprzed roku. Cena toczącego się konfliktu jest bardzo wysoka. Tu nie ma wygranych.

 

Zachęcamy do udziału w akcji, pisania listów do Ukraińców walczących na froncie, więcej szczegółów tutaj:

Akcja pisania listów do Ukraińców

 

Facebook Comments

Magdalena Swoboda: absolwentka politologii i ukrainoznawstwa na Uniwersytecie Jegiellońskim, dla Krakowa zostawiła nie mniej piękny Wrocław. Fascynacja Ukrainą przyszła jeszcze przed studiami ukrainoznawczymi, inspirację stanowił Kijów. W trakcie studiów odbyła m.in. praktyki w Ambasadzie RP w Kijowie, z ramienia Koła Konstytucjonalistów koordynowała wyjazd naukowy do Doniecka, a także była jednym z organizatorów konferencji naukowej: „Julia Tymoszenko: podwójna przegrana?”

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY