Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

Pocztówka z pozdrowieniami zamiast listu z Noworosji – recenzja książki Pawła Pieniążka

Paweł Pieniążek wyjechał z Polski, gdy tylko na Ukrainie zaczęło wrzeć. Z satysfakcją śledziłem jego doniesienia z Donbasu, które regularnie wrzucał na swoje profile na twitterze, facebooku, a które w bardziej uporządkowanej formie pojawiały się w prasie. Dlatego w „Pozdrowieniach z Noworosji” nie znalazłem nic ciekawego.

.

"Pozdrowienia z Noworosji" Pawła Pieniążka, źródło: Eastbook

„Pozdrowienia z Noworosji” Pawła Pieniążka, źródło: Eastbook

.

Książka Pieniążka jest zbiorem jego tekstów, które na potrzeby zwartej publikacji zostały poszerzone i poukładane w linearną całość. Akcja zaczyna się w marcu 2014 roku, gdy w Doniecku rozgrzewa się antymajdan, a kończy na zestrzeleniu malezyjskiego samolotu koło Hrabowe 17 lipca, w którym ginie 298 osób. Na plus zapisuję autorowi ukazanie intensywności tych zaledwie kilku miesięcy. W Marcu Paweł Gubariew organizuje jeszcze bardzo spontaniczny ruch separatystyczny, miesiąc później w Słowiańsku pojawia się samozwańczy mer Wiaczesław Ponomariow, a następnie z Krymu przyjeżdża Igor Striełkow. „Zielone ludziki” przekształcają się w profesjonalną armię. 11 maja w obwodzie donieckim i ługańskim odbywają się referenda. Choć sposób ich przeprowadzenia zakrawa na farsę, to są kolejnym kamyczkami legitymizującymi prorosyjską rebelię. Wydarzenia dzieją się błyskawicznie. Konflikt szybko przeradza w regularną wojnę, choć tej na stronach „Pozdrowień…” jest niewiele. Pieniążek przede wszystkim rejestruje chaos panujący po obu stronach i bezradność, ale i obojętność miejscowych.

Niestety przy tak błyskawicznym rozwoju sytuacji, sam autor sprawia wrażenie mocno zdezorientowanego. Przez większość czasu biega, jeździ, pyta, ale nie uzyskuje wcale tak dużo odpowiedzi. To co sprawdza się jako zapis stanu rzeczy w szybkich postach, tweetach i tekstach prasowych, w „Pozdrowieniach…” denerwuje brakiem głębi. Książka okazuje się więc zaledwie pocztówką z tytułowymi pozdrowieniami, a nie wciągającym listem z dobrze opracowanymi wspomnieniami. Niestety, to już kolejna polska książka o Ukrainie, po „Sotniach wolności” Michała Kacewicza i „Krwi i Ziemi” Wojciecha Muchy, która w relacjonowaniu fascynujących wydarzeń na Ukrainie ślizga się po powierzchni. Recykling treści przygotowanych na potrzeby mediów społecznościowych i papierowych to za mało, żeby powstała pełnokrwista książkowa opowieść.

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: [email protected]

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY