Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Monika Hałaś

„Świat się dowiedział, nic nie powiedział” – garść refleksji wokół Krymu

Władimir Putin potrzebował roku na przypomnienie sobie, że jednak to on wydał rozkaz zajęcia Krymu. Powiedział o tym przy okazji pierwszej rocznicy przyłączenia Krymu do Rosji. “Zająłem Krym i co mi zrobicie?” – tak można podsumować wypowiedź prezydenta Federacji Rosyjskiej. Świat się dowiedział, nic nie powiedział… I choć świat nie był tym specjalnie zdziwiony, to kompletnie nie wiedział jak zareagować.

Półwysep Krymski. Źródło: happytour.in.ua

Półwysep Krymski. Źródło: happytour.in.ua

Kulisy aneksji Krymu zostały pokazane w filmie dokumentalnym “Krym. Droga do Ojczyzny”, który miał premierę w przeddzień rocznicy. Narratorem opowieści o złowrogich ukraińskich banderowcach i faszystach, czyhających na biednych Krymczan jest sam Władimir Władimirowicz – film ma formę wywiadu z Putinem. Wypowiedzi prezydenta Rosji przerywane są dramatycznymi migawkami z Majdanu oraz wizualizacjami akcji rosyjskiego Specnazu. Nie zapomniano również o realistycznych rekonstrukcjach zbrodni, jakich mieli się dopuścić ukraińscy rewolucjoniści, a towarzyszących tym rekonstrukcjom efektów specjalnych i ścieżki dźwiękowej nie powstydziłby się dobrej klasy thriller. W całość wplecione zostały krótkie wywiady z mieszkańcami Krymu – dziennikarz ze zmartwionym czołem słucha o krzywdach, jakich doświadczyli Krymczanie. “To faszyści. To najprawdziwsi faszyści. Najprawdziwsi banderowcy.” – w taki sposób portretowani są Ukraińcy już od pierwszych minut tej dwuipółgodzinnej realizacji.

Przeczytaj:

Wołodia, Ty zgrywusie!

Zapierająca dech w piersi historia kończy się happy endem, a to wszystko dzięki Putinowi, który zdecydował się wrócić Krym na ojczyzny łono. Mieszkańcy Krymu mogą czuć się wielkimi szczęściarzami, gdyż rosyjski przywódca uchronił ich od wojny, jaka teraz toczy się na Ługańszczyźnie i w Donbasie, a sam Krym został wcielony do nowej-starej ojczyzny na drodze bezkrwawego referendum. Teraz na Krymie panować ma zgoda i szczęście.

Ale nawet realizowana z największym rozmachem propaganda nie jest w stanie zmienić rzeczywistości. A problemy pojawiają się tutaj na każdej płaszczyźnie życia – poczynając od trudności administracyjnych, poprzez drożyznę w sklepach, braki prądu i wody, na kłopotach z transferem pieniędzmi i wypłacaniem ich z banków kończąc. Ludzie zmuszeni są także zaakceptować rosyjskie standardy wolności słowa. Nawet najwięksi entuzjaści Noworosji nie mogą przyznać, że od kiedy Krym został zaanektowany, to żyje im się lepiej. Rosyjska propaganda zdaje się mieć przygotowaną odpowiedź: “Problemy są, ale dlatego, że świat jeszcze nie uznał przyłączenia Krymu do Rosji” – tłumaczyła mi niedawno znajoma, która do Symferopola uciekła z epicentrum wojny, Doniecka. W obliczu tych wszystkich niedogodności rozważa wyjazd do Rosji.

Mój dobry kolega, Giena, mieszka w Symferopolu od dziecka. Jego ojczystym językiem jest rosyjski, jednak nauczył się mówić po ukraińsku, gdyż to Ukrainę uważa za swoją ojczyznę. Giena jest informatykiem, przez dłuższy czas pracował w amerykańskiej firmie. Pod koniec ubiegłego roku został zawiadomiony, że w związku z rozporządzeniami, które wydano w Stanach, firma zmuszona jest go zwolnić – w ramach sankcji tamtejszym przedsiębiorstwom zabroniono współpracować z oddziałami położonymi na Krymie: “Najtrudniejszym i najbardziej nieprzyjemnym skutkiem tego rozporządzenia jest to, że musimy wstrzymać wypłaty, dopóki rezyduje Pan na Krymie.” W mailu amerykańscy przełożeni podkreślili, że jeżeli chce dostać swoje pieniądze – musi przesłać zaświadczenie notarialne, że nie jest już mieszkańcem Krymu, fotokopię nie-krymskiego dokumentu i sposób płatności (nie mieszczący się na Krymie), gdzie można przelać fundusze. Giena, choć docenia solidarność USA, zauważył, że ludzie potrafią szybko działać, jeżeli coś jest im naprawdę potrzebne: “Zamrożenie pieniędzy, które należały mi się za pracę, to więcej niż solidarność. Już nawet nie wspomnę o naruszeniu norm międzynarodowego prawa.”.

Giena jest już porządnie zmęczony całym tym bałaganem i myśli nad przeprowadzką do Kijowa. Definitywnie nie podoba mu się życie w Noworosji. Sprawa sankcji skłania jednak do refleksji – sympatycy Rosji na pewno nie opuszczą Krymu pod ich wpływem, natomiast ludzie, którzy czują się Ukraińcami mają kolejny powód do wyjazdu. Tylko, jak będzie można mówić o ukraińskości Krymu, jeżeli nie zostanie tam nikt, kto określałby się jako Ukrainiec?

Reportaż Saszy Sotnika z moskiewskich obchodów rocznicy przyłączenia Krymu do Rosji:

Facebook Comments

Polka po tacie, Ukrainka po mamie. Studentka filologii angielskiej tłumaczeniowej z niemieckim i rosyjskim. Wielbicielka podróży i sztuk walki, artystyczna dusza - maluje i pisze. Uważny słuchacz.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY