Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kazimierz Wóycicki

„Nocne wilki”, czyli na prowokacje należy reagować szybciej

Sprawa „nocnych wilków”, którzy mieli odbyć rajd motocyklowy, była jedną z intensywnie dyskutowanych kwestii w polskich mediach ostatnich tygodni. Rząd nie reagował, więc dyskusja stawała się coraz gorętsza. Już sam fakt, że sprawa była tak głośna budził rozliczne kontrowersje.

Nocne Wilki, Autor: www.volganet.ru; Źródło: commons.wikimedia.org

Nocne Wilki, Autor: www.volganet.ru; Źródło: commons.wikimedia.org

Byli tacy, którzy twierdzili, że najlepiej byłoby o sprawie milczeć, wtedy rajd „wilków” spokojnie przyjechałby sobie przez Polskę i byłoby po wszystkim. Padały nawet sformułowania, że cóż to za państwo, które czułoby się zagrożone przez „kilkudziesięciu motocyklistów”.

Znaczna część opinii publicznej była jednak przeciwnego zdania uważając, że zapowiadana jest gigantyczna prowokacja. Mówiono i pisano, że dojść może to rozlicznych awantur, zarówno ze strony samych „wilków” jak i tych wszystkim, którym „wilki” się nie podobają. Milczeć więc o sprawie się nie dawało, ponieważ rosyjskich motocyklistów wpuścić bez specjalnego szumu, i w ten sposób je zlekceważyć nie było sposobu.

Liczna była też grupa tych, którzy najzwyczajniej sądzili, że przejazd przez Polskę kolumny osobników z symboliką nie tylko rosyjską, ale i sowiecką byłoby czymś wysoce niestosownym. „Wilki”, co trzeba koniecznie dodać, to nie jest zwykły gang motocyklowy, ale grupa bliskich przyjaciół Putina z którymi lubi się on fotografować, a także zbrojna banda biorąca udział w wojnie w Donbasie.

Zobacz reportaże o „Nocnych Wilkach” (jęz. ang.):



Wpuszczać więc „wilki” czy nie wpuszczać”? Pytanie to ekscytowało dużo część Polski i całymi godziny debatowano o tym na najrozmaitszych internetowych forach.
Choć prowokacji spodziewano się w Polsce, ostatecznym celem „Nocnych wilków” miał być Berlin. Niemcy mieli więc w całej sprawie również coś do powiedzenia. Zwracano uwagę, że gdyby Berlin odmówił wjazdu to powstałaby co najmniej dziwna sytuacja, w której „wilki” szalały by po Polsce, nie mogąc dotrzeć do właściwego celu podróży.

Strona niemiecka najpierw zabroniła grupie motocyklistów wjazdu do Berlina, dopatrując się w tym niezarejestrowanej, a więc nielegalnej demonstracji. Na koniec nie dano „wilkom” schengenowskich wiz, co było wynikiem zgodnego działania trzech rządów Polski, Niemiec i Czech.

Najbardziej zdumiewający był końcowy epizod całej historii. Na polsko-białouskiej granicy w Terespolu spotkały się dwie grupy, aby witać mających przybyć do Polski putinowskich bikerów. Jedną grupą byli polscy motocykliści z „komandorem” Węgrzynem na czele, a drugą działacze proputinowskiej partii „Zmiana”. „Wilków” nie wpuszczono, ale pomiędzy polskimi komitetami powitalnymi doszło jednak do ostrej kontrowersji, kto ma większe prawo witać przyjaciół Putina. Przedstawiciel partii „Zmiana” stwierdził podczas tej sprzeczki, że „wilki” przyjeżdżają do Polski na jej zaproszenie. Argument ciekawy, bowiem uprzednio cały czas głoszono, że impreza „wilków” nie ma charakteru politycznego i nie chodzi w niej o nic więcej jak tylko o uczczenie rocznicy zwycięstwa.

Zobacz polsko-polską awanturę na granicy:


Należy zadać sobie pytanie, jaki cel stawiały sobie „wilki”, skoro należy przypuszczać, że ich cele były inne niż deklarowane. Na czym polegać miała prowokacja, o którą ich podejrzewano? Niektórzy opatrywali w „wilkach” awangardę „zielonych ludzików”. To jednak była przesada. Jak się wydaje, chodziło właśnie o ten szum medialny. „Wilki” miały przejechać, demonstracyjnie prezentując swoje rosyjsko-sowieckie emblematy, jednocześnie z otwartą hipokryzją odwiedzając miejsca-symbole polskiego patriotyzmu. Polacy mieli to wszystko grzecznie strawić, jednocześnie piekląc się i podnosząc wrzawę medialną. „Wilki” zaś  mówiły powtarzałyby, że „każdy Polak, który przeciw nim występuje, to ten sam, który był strażnikiem żydowskich gett”. Poddane takiej próbie, polskie społeczeństwo miało być podzielone, a po wyjeździe „wilków” przeżywać solidnego kaca. Wszystko to miało zdarzać się dzięki rozemocjonowanym mediom, choć motocykle „wilków” miały być jak najbardziej realne.

Pouczające w najwyższym stopniu jest to, że gdy „wilków” nie wpuszczono, sprawa niemal natychmiast przycichła, a nawet więcej-  znikła. „Wilki” co prawda odgrażały się, że jeszcze spróbują wjechać, ale nic z tego poważnego nie wynikło i był to tylko kundli skowyt. Zaprotestowała tylko na chwilę Moskwa, oświadczając oficjalnie że niepuszczenie „wilków” to dowód pogorszenia się polsko-rosyjskich stosunków. Moskwa potwierdziła tylko w ten sposób tezę tych, którzy twierdzili od samego początku, że nie chodziło o niewinny rajd motocyklowy, a o zaplanowane posunięcie propagandowe, które tym razem w dużym stopniu udaremniono.

Jaki wniosek należy wyciągnąć z całej tej historii? Paradoksalnie rację w sporze o wilków miały obie strony. Mieli ją ci, którzy twierdzili, że wokół „Nocnych wilków” za dużo było gadania, ale też ci, którzy głośno apelowali by „wilków” nie wpuszczać. Okazało się jednak, że najlepszym sposobem, aby owo gadanie ukrócić nie jest nawoływanie do milczenia, ale jednoznaczna decyzja aby przyjaciół Putina nie wpuszczać. Aby nie prowadzić zbędnych dyskusji, trzeba więc przede wszystkim podejmować szybkie i zdecydowane decyzje. Na prowokacje należy reagować błyskawicznie i zdecydowanie. Tego w całej sprawie zabrakło, choć ma ona swój happy-end.

Facebook Comments
Kazimierz Wóycicki

Kazimierz Wóycicki, ur.1949 w Warszawie, studia filozoficzne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Więziony w stanie wojennym. Dziennikarz BBC (1986-1987). Dyrektor Instytutu Polskiego w Düsseldorfie (1996-1999) i Lipsku (2000-2004). dyrektor oddziału szczecińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (2004-2008) doradca ministra w Urzędzie ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, Senior Fellow w Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Współinicjator „grupy Kopernika” – polsko-niemieckiego kręgu dyskusyjnego (nagroda Uniwersytetu Viadrina w roku 2008). Kierujący zespołem doradców społecznych przy Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i red.nacz. „Debaty” – materiałów komisji (2009-2011), prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Historii Polski, członek polskiego PEN-Clubu.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY