Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Jakub Wojas

Warto rozmawiać, czyli czy prezydent Duda powinien pojechać do Moskwy?

Jedna z pierwszy depesz gratulacyjnych dla nowo wybranego prezydenta Rzeczypospolitej nadeszła z Kremla. W niej możemy m.in. przeczytać, że „budowa konstruktywnych stosunków między Rosją a Polską, opierających się na zasadach autentycznego dobrosąsiedztwa i wzajemnego poszanowania interesów, sprzyjałoby umocnieniu bezpieczeństwa i stabilności w Europie”. Jest to nie pierwszy już sygnał, że Rosja chcę podjąć z Polską dialog. Może zatem warto to wykorzystać?

Andrzej Duda. Źródło: wikimedia.org

Andrzej Duda. Źródło: wikimedia.org

Moskwa od dłuższego czasu wysyła pojednawcze sygnały do władz w Warszawie. Podobne słowa do tych z depeszy gratulacyjnej dla Andrzeja Dudy można było usłyszeć z ust rosyjskiego prezydenta Władimira Putina w czasie przyjmowania listów uwierzytelniających od polskiej ambasador Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w listopadzie ub. roku. Nie należy mieć złudzeń – za dyplomatyczną kurtuazją wobec Polaków stoją konkretne cele. Rosjanom zależy przede wszystkim na osłabieniu unijnego stanowiska wobec konfliktu na Ukrainie.

W tej grze Moskwa obecnie działa poprzez takie państwa jak Węgry, Cypr czy Grecja. Jeżeli jednak premier Victor Orban w jednej ze swoich wypowiedzi wskazuje Polskę czy też Donalda Tuska jako stojących na czele frontu przeciw zniesieniu sankcji to Rosja próbuje właśnie tę Polskę przeciągnąć na swoją stronę i w ten sposób bardzo mocno osłabić ten front. Tym bardziej, że Rosjanie widzą tutaj możliwość wpływu na nastroje społeczne w Polsce. Jest nią Ukraina, a ściślej polska obawa przed „banderyzmem” oraz rozbudzenie nadziei na powrót do dominacji nad zachodnią Ukrainą. Do tego doszłyby też pewne profity gospodarcze. Podobnymi elementami zresztą Kreml posługuje się  również w przypadku Węgier.

W dalszej perspektywie Moskwie może nawet chodzić o to, aby Warszawa stała się środkowoeuropejskim gwarantem „nowego ładu” do którego Rosja dąży. W rzeczywistość oznaczałoby to nasze skonfliktowanie się z częścią sąsiadów (przede wszystkim Ukrainą) oraz całkowitą dominację Niemiec i Rosji w regionie, bez możliwości wyrwania się z tego uścisku. To wszystko jednak nie oznacza, że z Rosjanami rozmawiać nie warto.

Rosja zdaje sobie sprawę, że prezydent Andrzej Duda podobnie jak jego poprzednik, prezentuje proukraińską postawę. Wydaję się jednak, że każda zmiana władzy w Polsce jawi się dla nich jako szansa, a to już cenna informacja. Oznacza to bowiem, że to właśnie Rosjanom bardziej zależy na rozmowach z Polską niż na odwrót. Ustawiają się tym samym w roli petenta. Prezydent Duda powinien zatem poważnie rozważyć możliwość odbycia w najbliższym czasie wizyty w Moskwie. Być może za drobny, nic dla nas nieznaczący gest uda się coś ugrać, a jeśli nawet nie, to już sama możliwość podjęcia rozmów to dużo.

Przeczytaj:

Rosyjska prasa o wyborach prezydenckich w Polsce

W żywotnym polskim interesie jest Ukraina wolna od rosyjskich wpływów. Wycofanie naszego wsparcia dla Kijowa, także na forum UE, jest granicą, której Warszawa nie może przekroczyć. Zawsze jednak warto rozmawiać. Obecnie Polska ma bardzo dobre stosunki z Ukrainą, czego nie można powiedzieć o relacjach z Rosją. Tym samym nasze pole działania wokół rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy jest ograniczone. Negocjacje na ten temat toczą się bez udziału polskich przedstawicieli w ramach tzw. formatu normandzkiego (skupiającego Francję, Niemcy, Rosję i Ukrainę). Sytuacja ta jest dla nas niekorzystna, dotyczy przecież konfliktu tuż za naszymi granicami. Warszawie powinno jednak raczej zależeć nie na wejściu, lecz zmianie tego formatu, działającego głównie na korzyść strony rosyjskiej. Co prawda wątpliwe jest, aby Moskwa obecnie się na to zgodziła, jednakże już sam fakt podjęcia rozmów na temat wojny na Ukrainie poza normandzkim modelem negocjacyjnym daje pewne szanse na neutralizacje niekorzystnych dla nas decyzji w sprawie rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Władimir Putin. Źródło: kremlin.ru

Władimir Putin. Źródło: kremlin.ru

Oczywiście, nie chodzi tu o stworzenie wrażenia, że to Warszawa weźmie samodzielnie na swoje barki sprawę rozwiązania tego kryzysu. Bez wsparcia chociażby UE, jesteśmy na to za słabi – szybko do ogrania przez włodarzy na Kremlu. Bardziej przez ten ruch  (powrotu do dialogu z Moskwą) powinno nam zależeć na odzyskaniu wpływu na procesy, które dzieją się ponad naszymi głowami.

Należy zauważyć, że polskie działania są obecnie do pewnego stopnia funkcją polityki niemieckiej na wschodzie, z której powinniśmy brać przykład. Niemcy z jednej strony w ramach formatu normandzkiego układają się z Rosją, z drugiej z Polską organizując transporty pomocy humanitarnej na Ukrainę i  kontrolują działania w ramach Partnerstwa Wschodniego. Tym samym Berlin ma pełną kontrolę nad polityką UE wobec Europy Wschodniej. Paryż nie mógł bez jego wiedzy niemieckich władz  sprzedać Rosji Mistrali, a Warszawa przeforsować zniesienia unijnych wiz dla Ukrainy i Gruzji.

Jakby też nie zakończył się konflikt na Ukrainie, to w każdym z możliwych rozwiązań skorzystać mogą na tym Niemcy. Ukraina wolna rosyjskich wpływów – Berlin utrzymuje dobre stosunki z Kijowem i z jej najbliższym sąsiadem – Polską, czyli ścieżka do realizacji szerokich projektów gospodarczo-politycznych otwarta. Ukraina w strefie rosyjskich wpływów – nić z Rosją do tej pory nie została zerwana, rozmowy cały czas się toczą, więc i w tej konfiguracji Berlin nic nie traci – łatwy powrót do „buisiness as usual”. Z kolei Polska wygrywa przy realizacji tylko jednego z tych scenariuszy.

Nie należy mieć obaw, że rozpoczęcie dialogu z Moskwą, przy zachowaniu naszego poparcia dla Ukrainy, obniży poziom kontaktów z Kijowem. Nierzadko podróże kanclerz Merkel czy ministra Steinmeiera odbywają się w ramach jednej wizyty zagranicznej do dwóch stolic – Kijowa i Moskwy. Na Ukrainie nikt nie ma tego Niemcom za złe. Wręcz przeciwnie – ma to  świadczyć o tym, że Ukraińscy mają wpływ na rozmowy niemiecko-rosyjskie.

Ponadto, poza kwestią ukraińską w stosunkach polsko-rosyjskich jest także kilka innych, godnych podniesienia, wrażliwych spraw. Embargo na polskie produkty co prawda nie okazało się dla nas tak uciążliwe jak liczyła na to strona rosyjska, ale już militaryzacja okręgu królewieckiego jest problemem poważnym i warto rozważyć każdą możliwość na obniżenie tego zagrożenia. Podjęcie rozmów z Moskwą może więc dać  Polsce większe pole manewru, a to tylko umocni naszą pozycję w regionie. Nie chodzi tutaj o nawiązanie kordialnych relacji, lecz o pragmatyczne rozmowy. Nawet jeżeli nie przyniosłyby one żadnego rezultatu to możliwość „bezpośredniego dojścia” do Kremla też się liczy. Polska tu niczego nie ryzykuje, a może tylko zyskać.

Czytaj pozostałe artykuły Jakuba Wojasa na Eastbook.eu:

Czekając na atak, czyli notatki z ukraińskiego frontu

Lenin wciąż żywy na wschodzie Ukrainy

Facebook Comments
Jakub Wojas
Korespondent

    Jakub Wojas - absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Laureat stypendiów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i JM Rektora UJ. Odbył praktyki w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie oraz w ambasadzie RP w Hadze. Na przełomie stycznia i lutego 2014 r. aktywista kijowskiego Euromajdanu. Korespondent w czasie interwencji rosyjskiej na Krymie i na wschodniej Ukrainie. Podchorąży kawalerii ochotniczej.

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY