Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

(Sh)Orhei – czyli jak kupić miasto za pół miliona dolarów

W Orhei, 30-tysięcznym mołdawskim mieście oddalonym od Kiszyniowa o około 45 kilometrów, wybory na urząd mera wygrał 28-letni Ilan Shor, multimilioner i jednocześnie jeden z głównych bohaterów afery bankowej. Podejrzewa się go o wywiezienie z mołdawskich banków miliarda euro. Zwycięstwo Shora w Orhei pokazuje jak krucha i podatna na manipulacje jest mołdawska demokracja, która przeradza się w klasyczny postsowiecki model oligarchiczny. Jednocześnie jest to głos sprzeciwu wobec rządzących partii (tzw. proeuropejskich) i dramatyczna próba poszukiwania stabilności i jakiejkolwiek nadziei na zmianę na lepsze.

Ilan Shor.  Źródło: wikimedia.org

Ilan Shor. Źródło: wikimedia.org

Na początku po Orhei zaczęły krążyć opowieści o tym jak ojciec opowiadał młodemu Ilanowi Shorowi o rodzinnym mieście, skąd w latach 70-tych wyemigrował do Izraela. Przepowiadał wtedy, że przyjdzie dzień, kiedy Ilan wróci do Mołdawii i będzie dla niej pracował. Potem mieszkańcy przypomnieli sobie wujka Ilana, który w latach 90-tych przywoził do Orhei pomoc charytatywną. Mówi się, że były to przede wszystkim używane niemieckie okulary. A potem w Orhei zaczął pojawiać się on – 28-letni Ilan Shor. W wyborach, które odbyły się 14 czerwca, w pierwszej turze, z 62% poparciem, został wybrany na urząd primara (prezydenta) tego miasta.

Sam Shor w Orhei zaczął pojawiać się zaledwie trzy tygodnie przed niedzielą wyborczą. Przyjeżdżał zawsze otoczony grupą ochroniarzy, skory do rozmów ze zwykłymi ludźmi. Zaczął pytać, co może dla nich zrobić. Ludzie skarżyli się, że brakuje placów zabaw dla dzieci – w przeciągu tygodnia w różnych częściach miasta powstało dziesięć takich miejsc. Starsza pani opowiedziała o tym, że w domu ma tylko stary, kineskopowy telewizor – po dwóch dniach odwiedzili ją współpracownicy Shora i podarowali nowiutką plazmę. Matka samotnie wychowująca dzieci dostała od Shora nową pralkę i solidną porcję proszku do prania. Takich osób współpracownicy Shora odwiedzili w 30-tysięcznym Orhei kilkadziesiąt. W mieście odbywały się koncerty. A fajerwerki na zakończenie jednego z nich – jak tłumaczyła jedna z mieszkanek w wywiadzie telewizyjnym – „były tak piękne, że nie powstydziłby się ich nawet Kiszyniów”.

Szacuje się, że na kampanię wyborczą w Orhei Ilan Shor wydał około pół miliona dolarów. „Jeśli za pół miliona dolarów można kupić sobie miasto, to ciekawe ile trzeba zapłacić za Mołdawię” – pyta ironicznie odchodzący primar. W lokalach wyborczych w Orhei współpracownicy Shora zamontowali kamery, by wyborcy czuli się zobowiązani odwdzięczyć za okazaną pomoc prawidłowo oddanym głosem. Shor obiecał bezpłatny transport publiczny, dodatki do emerytur i zagraniczne inwestycje. Co ważne – „wszystko to zostanie sfinansowane z moich prywatnych pieniędzy” – przekonywał na wiecach wyborczych. W przyszłym tygodniu Shor pojawi się w Orhei, by otworzyć wyremontowany w ramach pomocy rodzinnemu miastu stadion miejski. Tym razem nie były potrzebne żadne pozwolenia na inwestycje na terenach należących miasta. Obeszło się bez zbędnych planów i pozwoleń. Dla Shora mołdawska biurokracja okazała się łaskawa.

"Nasz Shor". Autor: Tomasz Horbowski

„Nasz Shor”. Autor: Tomasz Horbowski

O Shorze zrobiło się głośno kilka tygodni temu, gdy został upubliczniony tzw. raport Krolla mający odpowiedzieć na pytanie, jak z trzech mołdawskich banków wyparował miliard euro, co stanowi ósmą część mołdawskiego PKB. Shor jest jednym z bohaterów afery, która doprowadziła Mołdawię na skraj bankructwa. Władze zmuszone zostały zagwarantować depozyty klientów, którzy trzymali swoje oszczędności w okradzionych bankach, tak więc deficyt budżetowy Mołdawii zwiększył się z dnia na dzień o 15%. Donorzy zastanawiają się jak jest możliwe, by z kraju niezauważenie zniknął miliard euro – tym sposobem mołdawskie władze pozbawiły się resztek wiarygodności w oczach zachodnich partnerów. Sam Shor został przesłuchany przez prokuraturę i nałożono na niego areszt domowy, który – zgodnie z mołdawskim prawem – zawieszono na czas trwania kampanii wyborczej. Pod koniec czerwca Shor oficjalnie zostanie primarem Orhei i zacznie wypełniać swoje obowiązki. Mówi się, że organy ścigania nie będą w tym przeszkadzać – w końcu chodzi o pomoc rodzinnemu miastu.

Wyborcy Shora nie widzą nic złego w tym, że głosowali na człowieka, który jest podejrzany o udział w kradzieży miliarda euro. Ważne, że obiecał, iż w Orhei będzie żyło się lepiej – to na pewno krzyk o lepsze życie, ale także znak sprzeciwu wobec tzw. partii proeuropejskich, które skutecznie zniechęciły mołdawskie społeczeństwo do europejskiego projektu dla Mołdawii. „Przeżyliśmy komunistów, przeżyliśmy farbowanych pro-europejczyków, przeżyjemy i bandytę” – mówią ci mieszkańcy Orhei, którzy czują się rozczarowani wynikami wyborów w swoim mieście. A Shor obiecuje rozwój i modernizację miasta, ale też stabilność, której Mołdawianom bardzo brakuje. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak mu się uda. Sądząc po tym, co zrobił, jego ambicje sięgają dalej niż zarządzanie 30-tysięcznym miastem.

 

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY