Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Mukaczewo – drugi front Poroszenki

Spór lokalnych oligarchów na Zakarpaciu przekształcił się w kolejną odsłonę wojny między Poroszenką a Kołomojskim. Na wewnętrznej walce pomiędzy ukraińskimi grupami wpływu najbardziej korzysta Rosja.

Petro Poroszenko, Źródło: wikipedia.org

Petro Poroszenko, Źródło: wikipedia.org

Granatniki i papierosy

W sobotę 11 lipca, w zakarpackim mieście Mukaczewo deputowany do Rady Najwyższej Mychajla Łanio spotkał się z przedstawicielami „Prawego Sektora”. Nie wiadomo, jaki miał być cel spotkania ani temat rozmów. Wiadomo, że w rezultacie wywiązała się strzelanina. Po jednej stronie stanęli obecni na miejscu (i uzbrojeni po zęby) bojownicy „Prawego Sektora”, po przeciwnej „ochrona” wynajęta przez Łanię. Na miejsce zdarzenia szybko przyjechali funkcjonariusze służb mundurowych, podejmując próbę odcięcia uczestnikom strzelaniny drogi ucieczki. Blokada została jednak szybko przełamana – członkowie „Prawego Sektora” wydostali się za miasto.

Do drugiego starcia doszło na trasie Kijów-Czop, nieopodal Mukaczewa – tam SBU rozstawiła kolejną blokadę. Jak się okazało, równie nieskuteczną. Wywiązała się kolejna strzelanina, tym razem z przedstawicielami służb porządkowych. W ruch poszły ciężkie karabiny maszynowe i granatniki (sic!). „Prawy Sektor” wymknął się i skierował w stronę lasów nieopodal wsi Ławky.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy okrążyła las , ale nim przystapiono do szturmu, do otoczonego oddziału „Prawego Sektora” wysłano w roli negocjatora Wiktora Bałohę – innego deputowanego z Zakarpacia. Bojownicy odmówili jednak rozmów twierdząc, iż mogą się wycofać jedynie na wyraźny rozkaz Dmytra Jarosza, głównodowodzącego „Prawego Sektora”. Ten w pośpiechu przybył do Mukaczewa, nie wydał jednak rozkazu złożenia broni. Zażądał za to aresztu dla Mychajła Łania oraz gwarancji bezpieczeństwa dla swoich podwładnych. Gdy spotkał się z odmową, przystąpił do szeroko zakrojonej akcji politycznej.

Lider „Prawego Sektora” zarządził ogólnoukraińską, bezterminową akcję protestacyjną. Nacjonalistyczni aktywiści zgromadzili się pod siedzibą Prokuratury Generalnej oraz Administracji Prezydenta, a także w centrach większych miast w całym kraju. Bojownicy zaczęli stawiać improwizowane punkty kontrolne (tzw. „blok-posty”) na głównych trasach między Kijowem a Mukaczewem. Tłumaczono ten ruch koniecznością powstrzymania prowokacyjnych działań ze strony służb mundurowych oraz potrzebą wywarcia presji, by wymusić na władzach Ukrainy sprawiedliwość.

Machina państwowa jednak ruszyła. Jeszcze w niedzielę prokurator generalny Wiktor Szokin utworzył specjalną grupę śledczą ds. strzelaniny w Mukaczewie, w której skład weszli przedstawiciele SBU i MSW. Jak ogłosił, podstawę dla podjętych działań stanowią artykuły 255 i 258 Kodeksu Karnego Ukrainy, a więc podejrzenia o zorganizowaną działalność przestępczą i terrorystyczną. Grozi za to do dwudziestu lat więzienia. Należy podkreślić, iż sprawa dotyczyć będzie m.in. jednego z ważniejszych liderów politycznych w kraju – Dmytra Jarosza.

Wersje

Zaangażowani w wyjaśnienie konfliktu politycy zaczęli gwałtownie formułować własne wersje przebiegu zdarzeń. Pierwszą interpretację strzelaniny narzucił Mustafa Najem, dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy” i deputowany do Rady Najwyższej (Blok Petra Poroszenki)który będąc na miejscu dokonał obszernej relacji z miejsca zdarzenia. W gąszczu szczegółowych faktów i informacji, które przedstawił na swoim profilu na facebook’u, kluczową okazała się diagnoza przyczyn strzelaniny. Stwierdził, że chodziło przede wszystkim „o podział rynku kontrabandy papierosów”.

Według Najema strony spotkały się, aby ustalić nowy podział stref wpływów w obrocie kontrabandą na ukraińsko-europejskiej granicy. Z jednej strony wystąpił Mychajło Łanio, z drugiej – „Prawy Sektor” w roli reprezentanta zewnętrznych (czyich?) interesów. Gdy rozmówcom nie udało się porozumieć, wytoczono ciężkie działa (dosłownie i w przenośni). Według tej wersji „Prawy Sektor” pierwszy rozpoczął ostrzał, pozycjonując się tym samym jako agresora.

//

Я в Мукачеве. Выкладываю всю информацию, которую удалось собрать со слов местных жителей, представителей СБУ и МВД.Изн…

Posted by Mustafa Nayyem on Saturday, 11 July 2015

Wątek Kontrabandy pojawił się również w wersji „Prawego Sektora”. Według nacjonalistów Mychajło Łanio zastawił pułapkę, chcąc pozbyć się dowództwa bojowników, którzy aktywnie patrolują granicę i utrudniają przemytnikom pracę. Był świetnie przygotowany – wskazuje na to błyskawiczna reakcja miejscowej milicji i SBU, z którymi Łanio pozostaje w zażyłych relacjach prywatnych. „Prawy Sektor” bronił się i uciekał w obawie przed unicestwieniem. Dowodem na agresywne działanie służb ma być przeważająca liczba ofiar śmiertelnych oraz rannych po stronie nacjonalistów. Według Dmytra Jarosza, zakarpaccy funkcjonariusze wystąpili jako egzekutorzy prywatnych interesów deputowanego i skupionej wokół niego grupy.

Opinia publiczna momentalnie podzieliła się według linii nakreślonych dwoma narracjami, a ich główną osią stał się stosunek do „Prawego Sektora”. Zwolennicy relacji Najema skłonni są przerzucać ciężar odpowiedzialności za strzelaninę na „Prawy Sektor”. Uważają ugrupowanie za organizację wyjętą spod prawa, która metody działania nie różnią się od mafijnych metod. Przeciwnicy tych tez postrzegają zaś „Prawy Sektor” jako jedyną siłę zdolną do zaprowadzenia porządku w skorumpowanym państwie. Działania organizacji, jakkolwiek brutalne i nierzadko niezgodne z prawem, uważają za zasadne. Podkreślają, że po drugiej stronie barykady stanął „kryminalny autorytet” Łanio, a za nim zastępy milicji i SBU. Uważają ponadto, że to w strukturach państwa zagnieździła się prawdziwa mafia i tam należy dopatrywać się realnego zagrożenia.

Łanio i Bałoha

Odpowiadając na publiczne zarzuty, nacjonaliści konsekwentnie zaprzeczają jakoby za ich działaniami stały inne siły, niż wola walki z korupcją i przestępczością. Wielu obserwatorów bieżących wydarzeń ma jednak wątpliwości co do szczerości tych wypowiedzi.

W przebiegu strzelaniny pojawiają się dwa nazwiska zakarpackich deputowanych: Wiktor Bałoha i Mychajlo Łanio. Obaj panowie zdają się mieć pośredni lub bezpośredni związek ze sprawą. Mają też za sobą burzliwą historię wzajemnych relacji. Różnią ich przede wszystkim rozbieżne interesy oraz model przebytej kariery.

Bałoha po pomarańczowej rewolucji służył u boku prezydenta Juszczenki. Wcześniej dwukrotnie piastował urząd gubernatora obwodu zakarpackiego, zaś przez jedną kadencję sprawował funkcję burmistrza Mukaczewa. Jest liderem regionalnej partii „Jedyne Centrum”, która regularnie odnosiła miażdżące sukcesy w całym obwodzie. W bieżących zajściach Bałoha wystąpił w roli negocjatora z „Prawym Sektorem” nieprzypadkowo. Od Majdanu pozostaje w dobrych relacjach z organizacją, uważa się go za patrona i mecenasa nacjonalistów na Zakarpaciu. Wielu sądzi, iż to jego interesy reprezentował „Prawy Sektor” podczas spotkania w Mukaczewie.

Mychajło Łanio to były deputowany Partii Regionów, aktualnie wchodzi w skład frakcji „Wola Narodu”, z którą współtworzy „Blok Opozycyjny”. Każda próba znalezienia informacji o karierze Łania prowadzi do świadectw przestępczej przeszłości – handlu narkotykami, wymuszeń, kradzieży i podobnych. Tym bardziej absurdalnym wydaje się fakt, iż w Radzie Najwyższej jest członkiem komitetu ds. zapobiegania i przeciwdziałania korupcji.

Łanio był wpływowym politykiem na Zakarpaciu do czasu, gdy władzę w kraju utrzymywała Partia Regionów. Za jego politycznego patrona uchodzi prorosyjski polityk Wiktor Medwedczuk. Po Majdanie i upadku Wiktora Janukowycza Łanio znacznie stracił wpływy w Kijowie, co zmusiło go do oparcia swojej pozycji o koneksje z lokalnymi władzami i służbami. W stolicy wzrosły za to akcje Bałohy. W ukraińskich mediach popularna jest wersja, według której deputowany mógł postanowić odbić rodzimy teren z rąk byłego „regionała” wykorzystując do tego lokalny „Prawy Sektor”.

Kontrabanda

Kontrabanda papierosów do państw Unii Europejskiej jest jednym z najważniejszych filarów władzy w obwodzie zakarpackim. Nic dziwnego, że stała się lejtmotywem krwawego sporu. Kto kontroluje tytoniowe potoki płynące na zachód, ten szybko się bogaci. I nie chodzi rzecz jasna o zwierzchnictwo nad „mrówkami” kursującymi po kilka razy dziennie między granicami, lecz o flotę ciężarówek codziennie dostarczających na unijny rynek tony nielegalnego towaru. Tylko jeden TIR wypełniony tanimi papierosami, po odjęciu wszelkich kosztów (w tym łapówek), przynosi blisko pół miliona USD czystego zysku. Szacuje się, że roczne przychody z przemytu przewyższają budżet całego obwodu zakarpackiego.

Aby jednak kontrabanda przynosiła profity, trzeba zorganizować cały łańcuch wtajemniczonych osób, z których każda powinna być należycie opłacony – począwszy od samych przemytników, poprzez służbę celną, aż do funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa oraz ich kierownictwa w Kijowie. W ten sposób tworzy się siatka powiązań korupcyjnych, w której interesie jest jak najdłuższe utrzymanie schematu przestępczego przy życiu. Nie powinno więc dziwić, iż przemyt stał się przedmiotem sporu pomiędzy dwoma miejscowymi „oligarszkami”. Podobnie nie powinno być niespodzianką, że sprawą zainteresował się Kijów.

Vendetta Poroszenki

Strzelanina pod Mukaczewem przyczyniła się do przeniesienia lokalnego konfliktu na forum ogólnokrajowe. Na poniedziałkowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa i Obrony Narodowej, swoje zaangażowanie zapowiedział sam Petro Poroszenko. Zakomunikował, iż jego percepcja zdarzeń z Mukaczewie jest zgodna z wersją Mustafy Najema i sprowadza się do konstatacji, iż w regionie biją się grupy przestępcze, a jedną z nich jest „Prawy Sektor”. Swoje zamiary opisał lakonicznie słowami: „bandyci rzucili mi wyzwanie. Ja je przyjmuję”.

Jednym z większych zmartwień Poroszenki jest brak kontroli nad ugrupowaniami zbrojnymi funkcjonującymi na terytorium Ukrainy od rozpoczęcia wojny na Donbasie (tzw. „batalionami ochotniczymi”) – do takich należy „Prawy Sektor”. Pół biedy, jeśli podobne organizacje zajmują się wyłącznie obroną integralności terytorialnej państwa. „Prawy Sektor” ma jednak swoje zaplecze wśród klasy politycznej i biznesowej. Jest zgrupowaniem ludzi aktywnie krytykujących Poroszenkę za opieszałość i brak zdecydowania w obronie i reformowaniu państwa. Realizuje również własne interesy, które często nie pokrywają się z państwowymi.

Ponadto, „Prawy Sektor” posądzany jest o bliskie związki z Ihorem Kołomojskim, oligarchą i zaprzysięgłym wrogiem Poroszenki. Dmytro Jarosz zaprzecza wprawdzie, jakoby mógł się poczuwać w jakikolwiek sposób zobowiązany wobec biznesmena, jednak fakty zdają się przeczyć temu twierdzeniu. Niedawno w Ukrainie ogłoszono powstanie nowej nacjonalistycznej partii „UKROP”, której szefem został Henadij Korban, bliski współpracownik oligarchy. O ile zapowiedzi rychłego wchłonięcia „Prawego Sektora” przez „UKROP” pozostają w sferze spekulacji, tak (delikatnie mówiąc) ciepły stosunek nowego ugrupowania do Jarosza jest rzeczywisty. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż sam Jarosz dostał się do Rady Najwyższej z okręgu w Dniepropietrowsku, gdzie cieszył się otwartym poparciem gubernatora obwodu czyli… Ihora Kołomojskiego.

Poroszenko traktuje więc „Prawy Sektor” jako kolejne wcielenie wpływów oligarchy, stąd nie zawahał się przed wypowiedzeniem mu otwartej wojny. Do walki zaprzęga nowe kierownictwo SBU, prokuraturę oraz wierną sobie część elity politycznej. Niedawno zapowiedział wprowadzenie nowego prawa, zgodnie z którym wszelkie nielegalne organizacje zbrojne na terytorium Ukrainy traktowane będą jak terrorystyczne i bez zawahania likwidowane. Nie bez podstaw media ochrzciły wydarzenia w Mukaczewie mianem „drugiego frontu”.

Rosja się cieszy

Nie trzeba dużej wyobraźni, aby przewidzieć reakcję Moskwy na eskalację problemów wewnętrznych w Ukrainie. Państwowe media znalazły pożywkę dla ludu głodnego dowodów na „szalejący faszyzm na Ukrainie” (utożsamiany, rzecz jasna, z „Prawym Sektorem”), zaś wojska rosyjskie na Donbasie przystąpiły do wzmożonego natarcia na całej linii frontu. Nie ulega wątpliwości, że ostry konflikt wewnętrzny, pełzająca destabilizacja i paraliż decyzyjny spowodowany powtarzającymi się impasami na wojnie Kołomojskiego i Poroszenki, są jak najbardziej na rękę agresorowi. Czy Ukraina po raz drugi zaprzepaści szanse na reformy i europejską przyszłość?

#Ukraina

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY