Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Wyborcze plany Łukaszenki

Niewiele osób spodziewa się, że październikowe wybory prezydenckie na Białorusi przyniosą oczekiwane przez białoruską opozycję zmiany. Zwycięzcą zostanie urzędujący Alaksandr Łukaszenka starający się o piątą z kolei kadencję. Władzom w Mińsku zależy jednak, aby zbliżające się wybory przeszły tym razem cicho i spokojnie nie wzbudzając uwagi zachodnich państw, o względy których Łukaszenka od pewnego czasu usilnie zabiega.

Alaksandr Łukaszenka. Źródło: kremlin.ru

Alaksandr Łukaszenka. Źródło: kremlin.ru

Zwycięzca może być tylko jeden

W poniedziałek 20 lipca, białoruska Centralna Komisja Wyborcza, zarejestrowała grupy inicjatywne ośmiu kandydatów dając im tym samym prawo do zebrania 100 tys. podpisów uprawniających ich do startu w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 11 października. Zgodnie z wyborczym kalendarzem pretendenci do fotela prezydenckiego mają teraz miesiąc na zebranie stosownej liczny podpisów.

Ostateczną listę zarejestrowanych kandydatów Centralna Komisja Wyborcza poda 15 września, którzy od tego momentu będą mogli oficjalnie rozpocząć kampanię wyborczą, która potrwa do 10 października. Wyniki wyborów mają zostać opublikowane do 21 października. Komisja ogłosi wtedy zwycięstwo jednego z pretendentów lub zarządzi drugą turę wyborów (na dzień 24 października) w przypadku, gdy żadnemu z nich nie uda się uzyskać ponad 50% głosów.

Jako pierwszy zarejestrowany został wniosek grupy inicjatywnej popierającej powołanie obecnie urzędującego Alaksandra Łukaszenki na kolejną kadencję białoruskiej głowy państwa. Sześćdziesięcioletni dyktator kandyduje  na stanowisko prezydenta już po raz piąty. Mimo dwudziestu jeden lat piastowania najwyższego urzędu w kraju ani w głowie białoruskiemu przywódcy rezygnacja. O pragnieniu pozostania na stanowisku poinformował już w zeszłym roku na konferencji prasowej zorganizowanej dla rosyjskich mediów 17 października w Mińsku – Gdyby wybory odbyły się jutro, chciałbym brać w nich udział. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i będę zdrowy, nie mam powodu by  rezygnować z kampanii. Należy wnioskować, że zdrowie Alaksandrowi Ryharowiczowi najwyraźniej dopisuje.

Koncesjonowani konkurenci

Oprócz Łukaszenki zarejestrowano wnioski grup inicjatywnych jeszcze siedmiu kandydatów: przewodniczącego liberalno-demokratycznej partii Białorusi Siergieja Hajdukiewicza, lidera partii lewicowej „Sprawiedliwy Świat” Siergieja Kaliakina, przewodniczącego Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatolija Liebiedźki, przedstawicielki koalicji „Narodowe referendum” Tatiany Korotkiewicz, bezrobotnej Żanny Romanowskiej, atamana kozackiego i lidera Białoruskiej Partii Patriotycznej Nikołaja Ułachowicza, oraz ekonomisty Wiktora Tereszczenko.

Zgodnie z przewidywaniami, CKW nie zarejestrowała grupy inicjatywnej więźnia politycznego Mykoły Statkiewicza. Na przeszkodzie ponownego udziału Statkiewicza w wyborach prezydenckich stoi wyrok 6 lat pozbawienia wolności za organizację nielegalnych manifestacji po sfałszowaniu wyników poprzednich wyborów z 19 grudnia 2010 r. Zgodnie z białoruskim kodeksem wyborczym startować w wyborach nie mogą skazani prawomocnym wyrokiem.

Przeczytaj:
Były kandydat na prezydenta Białorusi odizolowany od świata

Pytany o scenariusz nadchodzących wyborów białoruski politolog Denis Meljancow ocenił, że władze na Białorusi „są maksymalnie zainteresowane w tym, aby nadchodzące wybory przebiegły spokojnie i cicho”. Zdaniem eksperta reżim nie zaryzykuje udziału tak dużej ilości opozycyjnych kandydatów jak miało to miejsce podczas poprzednich wyborów, które zakończyły się masowymi protestami i „koniecznością” ich siłowego stłumienia. W konsekwencji doprowadziło to do międzynarodowej izolacji Białorusi i nałożenia na nią sankcji przez Unię Europejską. – Władze odrobiły lekcję z 2010 roku, kiedy dopuściły do głosu zbyt dużą ilość radykalnych opozycjonistów wzywających ludzi na Plac Październikowy. Jednocześnie władzy zależy na transparentnej i demokratycznej kampanii wyborczej. Jej potrzebne jest uznanie Zachodu – potrzebuje legitymizacji i kredytów – stwierdził Meljancow.

Wyborcom winne „wyjaśnienia”

Mimo roztropnej taktyki białoruskich władz Alaksandr Łukaszenka woli dmuchać na zimne. W trakcie spotkania z przewodniczącym Izby Przedstawicieli Zgromadzenia Narodowego Republiki Białoruś (niższej izby białoruskiego parlamentu) Władymirem Andrejczenko prezydent wezwał posłów do wzięcia czynnego udziału w kampanii wyborczej, aby „przekonywać i wyjaśniać ludziom najbardziej trudne momenty w obecnej sytuacji w kraju”.

 Zobacz rozmowę Łukaszenki z Andrejczenko 

 

Doprecyzowując swój apel Łukaszenka bez ogródek stwierdził, że chodzi o „tłumaczenie wyborcom propozycji konkurentów”. – Poseł to człowiek, który korzysta ze społecznego zaufania, dlatego powinien z ludźmi rozmawiać. Nie można obiecywać niemożliwego i oszukiwać. Nie możemy do tego dopuszczać – wyjaśniła głowa białoruskiego państwa dodając: – Czasy nie są łatwe. I nic tak po prostu się nie dzieje. Świat jest coraz bardziej złożony i nie jest tak łatwo się do niego dostosować. Ale to jest nasz problem – problem władzy i my staramy się adaptować. I poseł jest tą osobą, która powinna ustrzec nasze społeczeństwo przed nieprawdziwymi obietnicami, że ktoś ich „ozłoci”- stwierdził Łukaszenko mając na myśli obietnice wyborcze opozycyjnych kandydatów.

„Europejski” Łukaszenka

Główną rolą nachodzących wyborów będzie umocnienie się obecnego reżimu i legitymizacja rządów Łukaszenki na kolejne 5 lat. Ich przebieg może natomiast posłużyć władzom w Mińsku za dowód rzekomej demokratyzacji białoruskiego systemu politycznego. Nie chodzi zresztą tylko o zniesienie niezbyt dotkliwych dla białoruskiej elity rządzącej unijnych sankcji. Od dłuższego czasu, związku ze skutkami rosyjskiego kryzysu dla Białorusi, Mińsk ubiega się o kredyt z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 3,5 mld USD. Problem w tym, że instytucja stawia przed reżimem Łukaszenki nie tylko wymogi gospodarcze, ale i polityczne. Dlatego białoruskim władzom zależy, aby uniknąć jakichkolwiek wydarzeń, które mogłyby się negatywnie odbić na nastrojach decydentów z MFW. Dopuszczenie do udziału w wyborach jedynie „bezpiecznej” opozycji oraz podjęte działania propagandowe mają zapewnić spokojny przebieg tegorocznych wyborów.

Sam Łukaszenka coraz odważniej poczyna sobie na arenie międzynarodowej ośmielony wyborem Mińska na miejsce spotkań przedstawicieli Ukrainy, Rosji i państw z Zachodu w sprawie pokojowego rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Na wtorkowym (21.07.2015) spotkaniu z serbskim wicepremierem i jednocześnie przedstawicielem OBWE Iwicem Dacicem, białoruski prezydent zaproponował rozpoczęcie rozmów na temat reformy nie tylko OBWE, ale także ONZ. Częścią mgliście zarysowanych zmian miałoby być zwiększenie roli i znaczenia Białorusi w strukturachtych organizacjach. Ambicje urzędującego prezydenta Białorusi wybiegają więc dalej aniżeli oczekiwany wynik październikowych wyborów. Czy ty świat da się nabrać na łukaszenkowskie triki?

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY