Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Poroszenko vs Kołomojski – runda Czernihowska

Wybory uzupełniające do Rady Najwyższej w Czernihowie zamieniły się w kolejną rundę starcia między prezydentem Petrem Poroszenko a oligarchą Ihorem Kołomojskim. Walka była nieczysta, wynik – żenujący. Przegrali wszyscy, włącznie z Ukrainą.

Czernihów wybory

Wybory uzupełniające w Czernihowie. Źródło: commons.wikimedia.org

We wrześniu 2014 roku prezydent Petro Poroszenko wyznaczył Walerija Kulicza na szefa czernihowskiej administracji państwowej. Do tego momentu Kulicz pełnił mandat deputowanego Rady Najwyższej, wybranego z okręgu wyborczego nr 205, to jest z miasta Czernihowa i okolic. W maju 2015 r., w związku z nowymi obowiązkami parlamentarzysty, Rada postanowiła o wygaszeniu jego mandatu. W ten sposób, w jej składzie powstał wakat, który można uzupełnić nie inaczej, niż poprzez wybory uzupełniające. Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza wyznaczyła termin głosowania na 26 lipca.

„Hamulce wynalazkiem głupców”

Lub dosłownie: „hamulce wymyślili głupcy” – tymi słowami przebieg kampanii wyborczej skomentował ukraiński politolog Jewhen Mahda. I faktycznie – poczynając od rejestracji kandydatów, poprzez zastosowane „techniki agitacyjne”, aż do momentu zakończenia głosowania – proces wyborczy w Czernihowie niewiele miał wspólnego z demokracją.

Problemy zaczęły się jeszcze zanim kampania wyborcza wystartowała na dobre. Niemal od razu po ogłoszeniu terminu wyborów uzupełniających, do Centralnej komisji Wyborczej zarejestrowało się 127 kandydatów (sic!), gotowych do walki o mandat w okręgu większościowym. Oczywiście, spośród wszystkich zarejestrowanych kandydatów jedynie nieliczni zamierzali prowadzić jakąkolwiek agitację wyborczą. Pozostali stanowili grupę tzw. „kandydatów technicznych”, których zadanie polegało na rozproszeniu głosów wyborców i tym samym osłabieniu rezultatów głównych rywali. Ponadto, niektórzy zgłaszali swoje kandydatury w oczekiwaniu na wysłanników głównych sił politycznych, którzy gotowi będą sowicie zapłacić za usunięcie „technicznego” nazwiska z listy wyborczej.

Ostatecznie swoją kandydaturę wycofało 36 osób i lista wyborcza ustabilizowała się na poziomie 91 rywali. Jak później zreferowała organizacja OPORA, odnotowano aktywny udział w kampanii wyborczej jedynie 17 z nich.

Liczą się nieliczni

Pomimo kryzysu urodzaju w kwestii oferty politycznej 205. okręgu wyborczego, nikt nie miał wątpliwości, że wielka gra dotyczyła zaledwie dwóch kandydatów – Serhija Berezenka i Hennadija Korbana.

Pierwszy z nich, urodzony w Winnicy, całą karierę polityczną zbudował w oparciu o związki z Petrem Poroszenką. Aktualnie sprawuje funkcję szefa urzędu odpowiedzialnego za techniczną organizację pracy prezydenta Ukrainy. Drugi, rodem z Dniepropietrowska, uchodzi za prawą rękę oligarchy Ihora Kołomojskiego. Do niedawna piastował stanowisko zastępcy szefa dniepropietrowskiej administracji (szefem był Kołomojski). W ostatnich miesiącach stanął na czele nowej partii politycznej „UKROP”, funkcjonującej pod patronatem biznesmena. Wybory uzupełniające w Czernihowie stanowią dla tego ugrupowania formę pierwszego sprawdzianu.

Obydwaj faworyci występują de facto w roli reprezentantów głównych obozów, których konflikt absorbuje dziś większą część elit politycznych Ukrainy. Według ukraińskiego politologa Wasyla Kedyka, podział na zwolenników „porocha” i „bienia” rozdziera dziś cały kraj, a każdy kolejny kryzys polityczny prędzej czy później znajdzie wyjaśnienie w rywalizacji oligarchów. Tak jest i tym razem. Czernihów stał się ringiem kolejnej tury meczu między Poroszenką i Kołomojskim. Prawdopodobnie jest to jedyny powód, dla którego kampania wyborcza była tak brutalna.

Koper i rzodkiewka

Nieparlamentarny język debaty politycznej podczas kampanii to najlżejszy zarzut, jaki można poczynić wobec obydwu kandydatów. Plakaty Hennadija Korbana przeciwstawiały „UKROP” (skrót od nazwy partii oznacza „koper” – tak donbascy terroryści zwykli nazywać żołnierzy ukraińskiej armii) „rzodkiewce” (nawiązującej do biało-czerwonych barw bloku Poroszenki – „rzodkiewką” po ukraińsku określa się kogoś bezradnego, nierokującego, beznadziejnego). Obydwa sztaby rozpuszczały na swój temat serie plotek i pomówień. Nie stroniły od niskich lotów retoryki.

"Koper" przeciw "rzodkiewce" - plakat wyborczy Hennadija Korbana

„Koper” przeciw „rzodkiewce” – plakat wyborczy Hennadija Korbana

W arsenale kandydatów pojawiły się sprawdzone chwyty, znane z poprzednich kampanii parlamentarnych. Rywale zainwestowali mnóstwo środków w organizację serii otwartych koncertów, na które przyciągano topowe gwiazdy ukraińskiej estrady. Zgodnie z relacjami mieszkańców miasta, „przez ostatnie dwadzieścia lat nie było w Czernihowie tylu festiwali”.

Oprócz sław ekranu, w kampanie po obu stronach zaangażowali się również znani politycy spod skrzydeł Kołomojskiego i Poroszenki. W ciągu kilku miesięcy Czernihów odwiedziło pięciu ministrów oraz kilkunastu deputowanych Rady Najwyższej. Do miasta przybył także gubernator obwodu odeskiego, Michaił Saakaszwili, aby wesprzeć kampanię Serhija Berezenki. Los chciał, że w tym samym czasie w mieście przebywał Borys Fiłatow, deputowany wspierający Hennadija Korbana. Między politykami o mało nie doszło do bijatyki.

Obejrzyj: Sakaszwili vs Filatow

Komitet kandydata „UKROP-u” zasłynął próbami przekupywania wyborców poprzez rozdawanie pakietów z żywnością. Pod partyjnymi namiotami ustawiały się kolejki emerytów oczekujących na bezpłatne paczki z kaszą gryczaną, konserwami, makaronem czy kiełbaskami. Internet obiegły filmy prezentujące przepychanki między starszymi ludźmi usiłującymi odebrać swoją dolę z partyjnych punktów „bezpłatnej pomocy socjalnej”.

Kandydat Bloku Poroszenki nie pozostawał w tyle. Po sieci szybko zaczęły krążyć dowody na kupowanie głosów za pomocą żywej gotówki. Według doniesień medialnych, za oddanie głosu na Berezenkę można było zarobić do 400 hrywien. Oczywiście oficjalnie nikomu nic nie udowodniono, lecz, jak skomentował sytuację Ihor Andrijczenko (kandydat Demokratycznego Aliansu), „Berezenko odróżnił się od kontrkandydata tym, że kupował głosy inteligentnie”.

Bez przemocy to nie ring

Im bliżej końca kampanii, tym cięższe działa wytaczali kandydaci. 16 lipca sam Hennadij Korban podjął „heroiczną” akcję zatrzymania samochodu, w którym rzekomo mieli jechać sztabowcy Berezenki. Polityk podejrzewał ich o transport broni palnej, materiałów wybuchowych, a także wyposażenia niezbędnego do prowadzenia akcji przekupywania i fałszowania głosów (gotówki w kopertach, podrobionych pieczęci komisji wyborczych). Gdy na miejsce przyjechała milicja, rozegrała się tragifarsa.

Kierowcy zatrzymanego samochodu nie chcieli opuścić pojazdu. Dookoła zaczęto skrzykiwać ludzi, organizowano „polowe głosowania” nad dalszym losem rzekomych sztabowców Berezenki. Zjechali się inni kandydaci z 205. okręgu, oraz „grupy wsparcia” złożone głównie z osób o „sportowej aparycji” (to jest podejrzewanych o bycie „tituszkami”). Przez całą noc z 16 na 17 lipca utrzymywało się zagrożenie wybuchem zamieszek. Napięcie wokół tajemniczego samochodu udało się rozładować dopiero następnego dnia.

Podobna atmosfera utrzymywała się w całym mieście aż do dnia głosowania. Po ulicach krążyły mikrobusy wypełnione „tituszkami” gotowymi w każdej chwili sprowokować zamieszki w wybranym miejscu i czasie. Powielały się incydenty podobne do tego, z samochodem ludzi Berezenki. Jak później relacjonowali uczestnicy kampanii wyborczych, kandydaci gotowi byli grać na zerwanie wyborów lub nawet destabilizację okolicy. O zachowaniu (mimo wszystko) względnego pokoju wokół głosowania zadecydowała ostatecznie znacząca różnica wyników wyborczych kandydatów. Zwyciężył Serhij Berezenko, kandydat partii Poroszenki, z przewagą 35,9% głosów wobec 14,8% Hennadija Korbana.

„Skandaliczna kampania”

Do wyborów 26 lipca na trwałe przylgnęło określenie „skandaliczne”. Politycy udowodnili, że za nic mają ideały, o które walczył kijowski Majdan. Zorganizowali przedstawienie niewiele odbiegające od tych znanych z lat rządów Partii Regionów. Wendeta Poroszenki przeciw Kołomojskiemu zatacza coraz szersze kręgi i staje się coraz bardziej brutalna. Każde kolejne starcie odbija się nie tylko na międzynarodowym wizerunku Ukrainy, lecz również na jej stabilności i bezpieczeństwie. A wszystko to dzieje się podczas postępującej ofensywy na froncie wschodnim. Według doniesień medialnych, tylko w dniu głosowania terroryści ostrzelali ukraińskie pozycje ponad 50 razy…

Przeczytaj:

Mukaczewo – drugi front Poroszenki

Facebook Comments

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY