Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Jakub Wojas

Mariupol – trudne odzyskiwanie ukraińskości

Położony nad Morzem Azowskim Mariupol stanowi strategiczny punkt na mapie toczącego się na wschodzie Ukrainy konfliktu. Nad półmilionowym portem od dłuższego już czasu wisi groźba ataku ze strony prorosyjskich separatystów, którzy dążyć mają do połączenia terytoriów „republik ludowych” z anektowanym przez Rosję Krymem. Do tego newralgicznego miejsca wybrał się Jakub Wojas, by osobiście sprawdzić nastroje panujące wśród mieszkańców miasta.

Mariupol. Źródło: wikimedia.org

Mariupol. Źródło: wikimedia.org

Jak tu pusto

„Pustka” to jedno z pierwszych słów jakie narzuca się na widok niegdyś blisko półmilionowego Mariupola. Pusto jest bowiem nie tylko na głównych ulicach w centrum, ale też na niegdyś obleganych o tej porze roku plażach nad Morzem Azowskim. Jeszcze dwa lata temu Mariupol i okolice były głównym punktem wypoczynku mieszkańców pozostałej części Donbasu. Dziś to już tylko wspomnienie. Po wybuchu wojny nie mowy nie tylko o turystach, ale też rodzimych mieszkańców ubywa. Szacuje się, że z Mariupola mogło uciec nawet do 250 tys. osób.
Samo miasto już od wielu lat jest mocno zaniedbane. Jego przeważająca parterowa zabudowa powoduje, że przypomina ono przerośniętą wieś. Boczne uliczki w centrum pozarastane są wysoką trawą i krzakami, a znalezienie fragmentu prostego chodnika graniczy z cudem. Wielkie zakłady metalurgiczne na obrzeżach, pomimo że nadal pracują to gołym okiem widać, że nie są to ostoje nowoczesności.

Mariupol ze względu na swoje położenie jest także strategicznym punktem w trwającej wojnie ukraińsko-rosyjskiej. Przewidywany już od miesięcy kolejny rosyjski atak ma być przepuszczony m.in. właśnie tutaj. Celem jest połączeniem Noworosji z Krymem i przejęcie przez to parapaństwo ważnego portu oraz ośrodka przemysłowego.
Jeszcze do niedawna odpowiedzialność za obronę miasta sprawował m.in. pułk Azow – oddział znany ze swojej waleczności, ale też skrajnie prawicowych postaw. Na Ukrainie jest jednostką niemal już legendarną. Jego sympatycy noszą nawet koszulki z charakterystycznym logiem. Niekiedy można je również zobaczyć na ulicach Mariupola. Jednak dla sporej grupy mieszkańców tego miasta żołnierze Azowa nie są bohaterami.

Krewna Marszałka

Nazywają ją Zoja, choć jak sama twierdzi w oficjalnych dokumentach ma podane imię „Zosia”, co brzmi dość dziwaczne w ustach dojrzałej kobiety. Mimo że nie zna słowa po polsku to inaczej niż „Polka” o sobie nie powie. – Jak dowiedziałam się, że pan jest Polakiem to od razu serce żywiej zabiło. Mój tata był Polakiem, spod Przemyśla. Pochodził z dobrej rodziny. Sam Marszałek Piłsudski był z nami spokrewniony. W czasie wojny tata był w polskiej armii i dostał się do niemieckiej niewoli, a tam poznał moją mamę. Ona pochodziła z Rostowa.

Narodowość matki w rozmowie nie pojawia się ani razu. Po prostu „z Rostowa”. – Ostatni raz byłam w Polsce jak Jaruzelski był prezydentem – kontynuuje Zoja – ale jakbym mogła to bym przeniosła się tam jak najszybciej. Tak jak przenosili tych z Doniecka. W Polsce mam sporo rodziny, a tu to po prostu już nie ma życia.
Dlaczego?
Tutaj każdy się boi tych banderowców. Przecież tu siedzi Azow, Prawy Sektor, SS Galizien i inny tacy. My tu wszyscy rosyjskojęzyczni, więc my dla nich jak wrogowie. Oni też dla nas obcy. Nasi, tutejsi to są w donieckiej republice. Poroszenko ich nazywa separatystami albo terrorystami, ale co oni mieli robić? Donbas najbardziej uprzemysłowiony region, a najbardziej zabiedzony. Kopalnie, huty, cały przemysł od lat nie był modernizowany – wszystko stare. Jak po Majdanie znieśli jeszcze ustawę o przywilejach dla rosyjskojęzycznych to już był koniec. Oni nie chcieli do żadnej Rosji tylko federalizacji, żeby nikt im ich praw nie zabierał. To są swoi ludzie z Szachtara, Doniecka, Mariupola. Stąd, z tej ziemi. A Ci co teraz tu siedzą to tylko zachodnia Ukraina.
A większość mieszkańców miasta to teraz za kim? – pytam już dla pewności, bo domyślam się odpowiedzi.
A za kim mają być? Za swoimi. Przecież jak rok temu w maju tutaj było referendum to szli wszyscy, nawet Donieck nie miał takiej frekwencji. My przecież jesteśmy Donbas!

Dalej Zoja zaczęła snuć opowieść o tym, jak sprawnie zarządzana jest Doniecka Republika Ludowa –„drogi płaskie jak stół”, „rozdają pomoc humanitarna”, „wypłacają pensję i emerytury”. Z drugiej strony upadająca Ukraina, która „nic nie ma i na nic nie ma”.

Z pochwałą władz donieckich jeszcze później się spotykałem, choć z kolei opinie na temat tych z Ługańska już tak dobre nie były. To co się jednak powtarzało w opowieściach rodaczki i innych mieszkańców Mariupola – to niechęć, ale też strach przed „faszystami z zachodniej Ukrainy”, którzy rzekomo dokonują grabieży przyfrontowych miejscowości, handlują bronią za wódkę i szykanują nieukraińskojęzycznych mieszkańców.

Polacy to też dla nich źli. Mój tata zawsze mówił, że Polak z każdym może żyć w zgodzie, ale nie z banderowcem – wspomina Zoja.
W Mariupolu rozmowy o polityce z nieznajomymi to również podobno nie najlepszy pomysł.
– Jak ktoś chlapnie coś bardziej prorosyjskiego komu nie trzeba to później po niego przyjeżdżają i zabierają ze sobą – mówi mi jedna z mieszkanek.
Kto przyjeżdża? Służba Bezpieczeństwa?
Nie wiem. Nikt nie wie.

O co chodzi w tej wojnie?

Wołodia jest bardzo szczupłym, około trzydziestoletnim mężczyzną o twarzy wrażliwca. Gdyby nie mundur porucznika brygady zmechanizowanej trudno byłoby zgadnąć, że ma on jakikolwiek związek z wojskiem. Spotykam go jeszcze przed przybyciem do Mariupola. Ma 10 dni urlopu, które spędza w rodzinnym Kijowie. Potem z powrotem na front.
Podczas rozmowy młody oficer dzieli się ze mną swoimi wspomnieniami z wojny i zwraca uwagę na dość istotną rzecz:

Teraz jak jest wojna pozycyjna to żołnierz gnuśnieje. Chce walczyć, ale nie może. Po jakimś czasie zaczyna już wariować. Żołnierz musi być w ruchu. Trzeba mu dać jakieś zajęcie. Teraz właśnie podjęli decyzję, że będą ściągać bataliony ochotnicze, Gwardię Narodową z pierwszej linii i przerzucać na drugą i trzecią linię. Na ich miejsce wejdzie regularna armia. A jak długo tak będzie? Reszta to już wielka polityka. Może tak będziemy siedzieć w okopach w nieskończoność – dzieli się swoimi spostrzeżeniami mężczyzna.

Rozkaz o którym mówił Wołodia wzbudził niepokój w oddziałach pierwszej linii. Powstała obawa, że władza w ramach wypełniania mińskich porozumień osłabi np. obronę Mariupola. Lecz dla Kijowa jest to okazja do podporządkowania sobie często niepokornych jednostek ochotniczych, którym rzeczywiście stan wojny pozycyjnej mocno nie odpowiada i którzy nie mają zaufania do władz oraz „wielkiej polityki”. Takim oddziałem jest m.in. Azow.

Z rejonu Mariupola Azow zluzowano do początków sierpnia. Jednakże nawet jeśli miejsce „faszystów i banderowców” zajmą regularne wojska to nie gwarantuje to rozwiązania wszystkich problemów na linii mieszkańcy – ukraińska władza. O ile dla kogoś z Polski czy nawet zachodniej bądź centralnej Ukrainy oczywistym jest, że wojna na Donbasie jest tak naprawdę wojną ukraińsko-rosyjską to tu – tuż przy samym froncie – już tej pewności nie ma. Tutaj separatyści nie są ludźmi anonimowymi. Po prostu swoi, z tych stron. Poza tym Rosja twierdzi, że to wojna domowa, a to już rodzi pytania. Bo jeśli tak nie jest, to dlaczego Ukraina nie wypowiedziała wojny Rosji? Dlaczego z nimi dalej handluje? Skoro to jest wojna to dlaczego Ukraińcy prowadzą operację antyterrorystyczną? To w jaki sposób jest prowadzony ten konflikt powoduje, że część przeciętnych mieszkańców nie ma zaufania ani do jednej ani drugiej strony. Inni trzymają za „swoimi”. Ilu jest przy Ukrainie? Więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale chyba ciągle jeszcze za mało.

Tu jest Ukraina

Główne ulice Mariupola są 0becnie obficie przyozdobione ukraińskimi flagami. Ba, na gmachu teatru, ciągle przy prospekcie imienia Lenina, pojawiły się nawet flagi Unii Europejskiej.
Z jakiej okazji tyle flag w mieście? – pytam Igora, miejscowego taksówkarza.
– Chodzi o to, żeby ludzie poczuli, że tutaj naprawdę jest Ukraina. W ostatnich latach państwo tak się osłabiło, skorumpowało, że ludzie mogli stracić to poczucie – tłumaczy.

Narodowe barwy na każdym kroku to nie jedyne działanie, które ma przywrócić poczucie ukraińskości. Powstają też proukraińskie organizacje pozarządowe. Regularnie organizowane są również są spotkania, pogawędki, a także większe publiczne mitingi. Jednak frekwencja nie powala. Przykładowo, 2 sierpnia odbyła się demonstracja przeciw demilitaryzacji strategicznej miejscowości pod Mariupolem Szyrokino. Wystąpiło kilku cywili, kilku wojskowych, przyszło trochę osób z flagami. Demonstracje zauważyły media, ale większość mieszkańców miasta w ogóle ona nie interesowała. Częściej co prawda niż jeszcze kilka miesięcy temu można tu spotkać kogoś z jakimś narodowym emblematem, lecz ciągle jak na takie miasto ma to charakter raczej sporadyczny.

Poza ukraińskim nacjonalizmem i zaniedbaniami z przeszłości jest jeszcze jeden czynnik hamujący całkowite opowiedzenie się miejscowych po stronie Ukrainy. Jak mówią sami zainteresowani jest to „bałagan na górze”. Trwający chaos, walki wewnętrzne, słabość państwa to rzeczy, które w najlepszym razie spowodują wyrażenie całkowitego braku zainteresowania sprawami politycznymi. Warto jednak pamiętać, że także te rzeczy doprowadziły do tego, że noworosyjska śpiewka urzekła jakąś część mieszkańców Donbasu. Państwo ukraińskie ciągle nie może zdobyć tutaj zaufania, a póki go nie będzie mieć póty nie może być mowy o zapewnieniu stabilności na tym obszarze.

 

Powyższy artykuł jest wynikiem wyjazdu do Mariupola i strefy ATO, który miał miejsce od 30 lipca do 4 sierpnia br.

Facebook Comments
Jakub Wojas
Korespondent

    Jakub Wojas - absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Laureat stypendiów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i JM Rektora UJ. Odbył praktyki w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie oraz w ambasadzie RP w Hadze. Na przełomie stycznia i lutego 2014 r. aktywista kijowskiego Euromajdanu. Korespondent w czasie interwencji rosyjskiej na Krymie i na wschodniej Ukrainie. Podchorąży kawalerii ochotniczej.

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY