Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Andrzej Duda na światowej szachownicy

Deklarowana aktywność prezydenta Andrzeja Dudy zwiastuje nową jakość w polskiej polityce zagranicznej. Zgodnie z zapowiedziami głowy polskiego państwa interesy Rzeczpospolitej będą formułowane bardziej zdecydowanie, a płynięcie głównym nurtem unijnej polityki nie będzie charakteryzować działań prezydenta. Czy postulaty nowego gospodarza Pałacu Prezydenckiego mają jednak szansę realizacji w obecnej konfiguracji na światowej szachownicy?

Szachownica. Autor: Vladimir Agafonkin. Źródło: flickr.com

Szachownica. Autor: Vladimir Agafonkin. Źródło: flickr.com

Rosja nie jest zagrożeniem

Zaproponowane w orędziu prezydenta Andrzeja Duda – wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym – nowe otwarcie nadało nowego impulsu w dyskursie na temat polityki zagranicznej RP. Pośród zasadniczo pozytywnych reakcji (które zachęciły nawet niektórych polityków do zrewidowania swojej dotychczasowej postawy i dostosowanie poglądów do nowych trendów) na propozycje nowego prezydenta (powrót do idei pogłębienia współpracy regionalnej) znalazły się również i te, które wyrażają daleko posunięty sceptycyzm wobec możliwość realizacji planów Andrzeja Dudy. Dotyczy to przede wszystkim dwóch kwestii: poszerzenia lub zmiany formatu normandzkiego pozwalający na udział Polski w rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie i propozycji tzw. Newport Plus, czyli propozycji stałej obecności sił NATO w Polsce, Rumunii i krajach bałtyckich. W obu przypadkach decydującą rolę odgrywa niechęć krajów zachodnich do zaostrzania relacji z Rosją, co niewątpliwie nastąpiłoby przy próbie realizacji powyższych postulatów.

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, jak rolę Rosji na szachownicy współczesnych relacji międzynarodowych widzą główni gracze światowej polityki. Analiza celów politycznych poszczególnych państw pokazuje duży rozdźwięk w percepcji kwestii wschodniej w Polsce i na Zachodzie. Rosja bowiem, wbrew pozorom i naszemu jej postrzeganiu, nie jest uznawana za poważne zagrożenie dla ładu międzynarodowego. Dla USA, Francji czy Niemiec Rosjanie nie przedstawiają siły, która jest w stanie przeszkodzić ich interesom. Co prawda amerykańscy generałowie coraz częściej wskazują, że to Rosja jest największym zagrożeniem dla pokoju na świecie, ale to nie są głosy, które mogłyby zasadniczo wpłynąć na zmianę polityki Zachodu wobec Federacji Rosyjskiej.

Rosja potrzebna (prawie) wszystkim

Wbrew skrywanym nadziejom Polaków, liczących na istotne osłabienie lub nawet dezintegrację rosyjskiego państwa, w planach krajów zachodnich Rosja pełni istotna rolę i nikomu nie zależy na jej destabilizacji, a tym bardziej upadku reżimu Władimira Putina i pogrążeniu kraju w chaosie. Wynika to z kilku przesłanek.

Przede wszystkim Rosja potrzebna jest Amerykanom, którzy znaczną część swojej geopolitycznej uwagi skupili na obszarze Pacyfiku wobec wzrastającej potęgi Chin. Rosja będzie kluczowym partnerem dla USA na Dalekim Wschodzie w rywalizacji z Państwem Środka. Bez Rosji trudno będzie blokować potencjalne imperialne tendencje Pekinu. Rosjanie z pewnością o tym wiedzą i negocjują swoją pozycję, imitując zbliżenie z chińskim partnerem (przekonująco pisze o tym Krzysztof Rak w artykule dla Rzeczpospolitej i Ośrodka Analiz Strategicznych).

Rosja jest w końcu potrzebna dla powstrzymywania ekstremizmu muzułmańskiego w krajach Bliskiego Wschodu. Skuteczna wojna z Państwem Islamskim nie będzie możliwa bez udziału Rosji. Podobnie porozumienie z Iranem bez udziału Rosji także byłoby trudne do wyobrażenia – wszak to znacznej mierze rosyjscy inżynierowie pomagają rozbudowywać potencjał nuklearny Iranu. Nie wolno tez zapominać o zagrożeniu związanym z proliferacją broni jądrowej i brakiem kontroli nad rosyjskim arsenałem atomowym w przypadku, gdyby kryzys gospodarczy spowodował upadek Władimira Putina. Z takim scenariuszem państwa zachodnie realnie się liczą.

Przeczytaj:
Między Berlinem a Mińskiem – czyli komu potrzebna jest Unia Europejska?

Niemiecki sprzeciw

Najbardziej widocznym obszarem, w którym polskie oczekiwania nie są zbieżne z interesami państw zachodnich, tokwestia stałych baz NATO w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W tej materii najbardziej przeciwni postulatowi wyrażonemu przez Andrzeja Dudę jako Newport Plus są Niemcy. Głównym argumentem stosowanym przez niemieckich polityków przeciwko stałej obecności wojsk NATO w tzw. nowych krajach-członkach Sojuszu jest umowa zawarta z Federacją Rosyjską, której podpisanie miało być warunkiem rozszerzenia NATO o kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W oświadczeniu politycznym zawartym pomiędzy NATO i Rosją z 1997 znalazł się zapis mówiący, iż Sojusz będzie wykonywał swoje zadania „poprzez zapewnianie interoperacyjności, integracji i zdolności wzmacniania, raczej niż przez dodatkowe stałe stacjonowanie większych sił bojowych”. Natomiast „wysłanie sił może mieć miejsce, jeżeli będzie konieczne, w przypadku obrony przeciw groźbie agresji”. Jeśli więc trzymać się sztywno formuły zawartej w traktacie, to wysłanie jakichkolwiek sił zbrojnych Sojuszu w Polsce może zostać dokonane jedynie w przypadku, gdy NATO odbierze działania Rosji na wschodzie Ukrainy jako realną groźbę dla własnego bezpieczeństwa. Powstanie zaś stałych baz musiałoby zostać poprzedzone uznaniem traktatu za nieobowiązujący z powodu „zmienionych okoliczności” („rebus sic stantibus”) za sprawą rosyjskiej agresji na Ukrainę. Do tego potrzebna jest jednak wola polityczna, która dopuszczałaby spodziewaną gwałtowną reakcję Rosji na ten krok ze strony członków Sojuszu. Tej jednak w łonie starych członków NATO brakuje.

Co więcej, głównej sile politycznej w Europie i głównemu europejskiemu partnerowi Rosji – Niemcom – jest obecnie nie po drodze ze Stanami Zjednoczonymi. Jak stwierdza Jacek Bartosiak, od pewnego czasu Niemcy przestały być strategicznie podporządkowane USA – nie potrzebują amerykańskiego kapitału, technologii dla rozwoju, i amerykańskiego rynku dla zbytu swoich produktów. Zamiast tego same zaczęły poszukiwać innych rynków wśród nowych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem eksperta interesy Niemiec i Stanów Zjednoczonych zaczęły się rozbiegać, choć obie strony jeszcze tego nie mówią o tym wprost.

Niemcy ponadto nie chcą i nie mogą pozwolić sobie na postulowane przez prezydenta Dudę stacjonowanie amerykańskich baz w Polsce. Jak wskazuje Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, istotnym powodem sprzeciwu naszych zachodnich sąsiadów są bezpośrednie i pośrednie korzyści dla Niemiec ze stacjonowania sił zbrojnych USA w zachodnich landach. Amerykanie zapewniają Niemcom bezpieczeństwo militarne i na dodatek pokrywają wszystkie koszty, zwiększając niemiecki produkt krajowy i dochód narodowy. Amerykańska obecność wojskowa w Polsce oznaczałaby zmniejszenie obecności w Niemczech, a co za tym idzie ekonomiczne straty. Co więcej, przesunięcie wojsk amerykańskich z Niemiec do Polski, Rumunii i krajów bałtyckich spowodowałoby konieczność samodzielnego zapewnienia przez niemieckie siły zbrojne bezpieczeństwa swojego kraju.

Istotnym elementem wpływającym na stanowisko Niemiec jest także specjalny status landów wschodnich, położonych na terytorium byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, oraz landu Berlin, który powstał z Berlina Wschodniego i Zachodniego. Traktat o zjednoczeniu Niemiec („Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”) z 1990 roku stwierdza, że w dawnej NRD i Berlinie „obce siły zbrojne i broń nuklearna lub środki jej przenoszenia nie będą stacjonowane ani rozmieszczane”. Przesunięcie amerykańskich sił konwencjonalnych do krajów Europy Środkowo-Wschodniej czyniłoby zatem próżnię bezpieczeństwa wewnątrz Niemiec.

Business as usual

Powodem niechęci niektórych europejskich decydentów do otwartego konfliktu z Rosją kryją się również w pragmatycznym podejściu realizowania własnych interesów. Niemcom i Francuzom nie do końca zależy na demokratyzowaniu Ukrainy i przejęciu wartości europejskich przez kraje biorące udział w programie Partnerstwa Wschodniego. Niemieccy politycy mówią wprost, że nie należy zadrażniać relacji z Rosji ze względu na to, że Ukraina czy Gruzja leżą w strefie bezpośrednich wpływów Rosji. Ale to dyplomatyczna wymówka. Za tym kryją się bardziej przyziemne powody. Znacznie lepiej robi się interesy z oligarchami, którzy nie są ograniczeni wewnętrznymi uregulowaniami, normami prawnymi (a tak by było przy przyjęciu unijnego ustawodawstwa) czy nawet obowiązującymi na Zachodzie standardami etycznymi. Dlatego wielki francuski i niemiecki biznes optuje za status qou – Ukraina i Rosja w szarej strefie zezwalającej na robienie intratnych interesów.

Wszystkie powyższe elementy stanowią istotną przeszkodę w realizacji celów polityki zagranicznej nakreślonych przez Andrzeja Dudę. Interesy, którymi kierują się państwa zachodnie, istotnie różnią się od polskiej koncepcji bezpieczeństwa, pomimo wspólnego udziału w organizacjach polityczno-gospodarczych (Unia Europejska) i sojuszach militarnych (NATO). Ograniczony potencjał Polski również nie będzie atutem w forsowaniu polskich postulatów. Zapowiedziana przez Dudę próba budowy koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej, która miałaby wspólnie uzgadniać i przedstawić interesy regionu na arenie międzynarodowej, jest jak na razie tworem wirtualnym i dalekim od urzeczywistnienia.

Trudno jednak nie przyznać, że Andrzej Duda swoimi zapowiedziami rozbudził w Polsce debatę nad stanem polskiej polityki zagranicznej, której niewątpliwie brakowało w ostatnich latach. I z tego choćby powodu z uznaniem należy się odnieść do pierwszych wypowiedzi nowego prezydenta odnośnie miejsca i roli Polski na światowej szachownicy. Konceptualizacja oczekiwań jest bowiem warunkiem skutecznego ich osiągania.

infografika_zagranica

#Rosja

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY