Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wybory prezydenckie na Białorusi: Dlaczego Zachód nie powinien wstrzymywać oddechu

1 września białoruska Centralna Komisja Wyborcza oficjalnie poinformowała, że czterech kandydatów złożyło wystarczającą ilość podpisów, aby wystartować w wyborach prezydenckich wyznaczonych na 11 października tego roku. Pomimo, iż niewielu podaje w wątpliwość wynik głosowania w tych wyborach i oficjalne zwycięstwo urzędującego prezydenta Aleksandra Łukaszenki, wybory odbędą się w zupełnie innym niż do tej pory kontekście geopolitycznym.
Alaksandr Łukaszenka. Źródło: wikimedia.org

Alaksandr Łukaszenka. Źródło: wikimedia.org

W wyborach prezydenckich w 2010 roku władze upatrywały największego zagrożenia w działaniach białoruskiej opozycji, tłumiąc wszelkie protesty i posyłając kilku kandydatów do więzienia. Obecnie wydaje się, że w obliczu ostatnich wydarzeń na Ukrainie władze w Mińsku postrzegają Rosję jako znacznie poważniejsze zagrożenie, mimo że publicznie nie przyznają się do tego.

Wybory jako rytuał czasów sowieckich

Jedyne jak dotąd uczciwe wybory na Białorusi odbyły się podczas krótkiego okresu rzeczywistej walki politycznej na początku lat 90-tych, poprzedzającego wybór obecnego prezydenta Alaksandra Łukaszenki w 1994 roku. Z tego powodu wielu Białorusinów, szczególnie tych ze starszego pokolenia, nie postrzega wyborów jako możliwość zmiany władz, ale jako rodzaj starego rytuału.

Tak jak za czasów Związku Radzieckiego, w dzień głosowania obywatele wybierają się do lokalu wyborczego – usytuowanego zwykle w budynku szkoły średniej – aby oddać głos i skorzystać z dotowanych przez państwo jedzenia, piwa i wódki. Podczas wyborów lokalnych w 2014 roku, za jednego dolara można było dostać kieliszek wódki i kanapkę z szynką. Częścią tej sowieckiej tradycji jest również fakt, że sposób w jaki głosują wyborcy nie miał żadnego znaczenia, ponieważ władze z góry znały wynik.

Chociaż wiele ulicznych bilbordów przypomina obywatelom o dacie wyborów, trudno jest dostrzec inne sygnały trwającej kampanii wyborczej. Medialny krajobraz jest całkowicie zdominowany przez media państwowe, w których opozycja nie pojawia się. Niezależna informacja jest dostępna jedynie w Internecie, ale zdecydowana większość ludzi czerpie wiadomości właśnie z telewizji, gdzie opozycja nie jest mile widziana.

W tym roku władze sprawiają wrażenie, że skłonne są dopuścić do rejestracji tylko jednego kandydata opozycji – Tatsiana Karatkevich. Zainteresowanie wyborami będzie również mniejsze niż w 2010 roku, kiedy startowało ośmiu kandydatów. Większość Białorusinów chce jednak głosować. Według sondażu przeprowadzonego w czerwcu 2015 roku przez Niezależny Instytut Studiów Społeczno-Gospodarczych i Politycznych, prawie 35% respondentów odpowiedziało, że zdecydowanie weźmie udział w wyborach, a około 37% stwierdziło, że prawdopodobnie zagłosuje.

Niezależność w miejsce dobrobytu

W wyborach prezydenckich w 2010 roku, głównym problemem Łukaszenki była opozycja. Wówczas władze podkreślały sukces gospodarczy Białorusi, w ogromnej mierze zawdzięczany rosyjskim dotacjom. Billboardy z hasłem „Dla zamożnej i silnej Białorusi” pojawiły się w całym kraju. Tym razem jednak, władze skupiły się na niezależności państwa, a hasło na bilbordach zmieniono na „Dla przyszłości niezależnej Białorusi”. Rzeczywiście, wraz z ostrym spadkiem wartości białoruskiego rubla i eksportu do Rosji, niezależność, pomimo trudności gospodarczych, wygląda na bardziej atrakcyjny slogan.

Aby pokazać, że władze panują nad sytuacją, zmobilizowano wszystkie środki administracyjne już od samego początku kampanii. Według Centralnej Komisji Wyborczej, urzędujący prezydent zebrał 1.7 miliona podpisów w ciągu zaledwie miesiąca. Na Białorusi jest 7.4 miliona wyborców uprawnionych do głosowania, co oznacza, że prawie jedna czwarta wyborców poparła Łukaszenkę przed rozpoczęciem kampanii. Władze lokalne, kierownicy przedsiębiorstw państwowych i dyrektorzy szkół zostali zobligowani do zbierania podpisów dla urzędującego prezydenta, aby zademonstrować swoją lojalność. W tym roku liczba podpisów przekroczyła o jedną trzecią odnotowaną pięć lat temu.

Poza samym Łukaszenką władze zaangażowały do udziału w wyborach kilku prorządowych kandydatów, wśród nich m.in. kozackiego generała, który jest drobnym urzędnikiem państwowym. Pomimo iż żaden z prorządowych kandydatów nie pokwapił się nawet, by stworzyć stronę internetową kampanii, udało im się w zagadkowy sposób zebrać ponad 100 tysięcy podpisów niezbędnych do rejestracji. Ci kandydaci większość swojego czasu antenowego w białoruskiej telewizji przeznaczą raczej na krytykę opozycji niż Łukaszenki.

Wynik wyborów nie będzie zaskoczeniem, ponieważ to władze mocno kontrolują proces liczenia głosów. W 2010 roku Łukaszenka otrzymał prawie 80% głosów według oficjalnych danych. Podanie rzeczywistych danych może teraz wyglądać jako oznaka słabości, na którą władze nie mogą sobie pozwolić.

Rosyjskie tabu

W tym roku główną obawą Łukaszenki nie jest opozycja. Chociaż Łukaszenka często chełpi się zdecydowanymi krokami przeciwko hipotetycznym siłom zagrażającym białoruskiej suwerenności i integralności terytorialnej, w rzeczywistości Białoruś pozostaje narażona na powtórzenie scenariusza krymskiego. Gospodarka państwa jest ściśle związana z rynkami rosyjskimi, na których białoruskie towary mogą konkurować z innymi, często za sprawą  pomocy dotacji w postaci  rosyjskich zasobów energetycznych.

Niepokój białoruskich władz dotyczy także przestrzeni medialnej – aby uzyskać informacje na temat polityki, większość Białorusinów ogląda lepiej finansowane i bardziej profesjonalne rosyjskie kanały. Biorąc po uwagę agresywną propagandę w tamtejszej telewizji, nie dziwi fakt, że większość mieszkańców Białorusi uważa aneksję Krymu za uzasadnioną, a wielu postrzega wydarzenia na Ukrainie jako amerykański spisek. Białorusini znacznie lepiej znają historię Rosji i urzędników Putina, niż własnych.

Jak na ironię, Łukaszenka dostarczając sprzęt wojskowy Ukrainie, wypowiadając się na korzyść jej integralności terytorialnej oraz wysyłając swojego ministra spraw zagranicznych na spotkania z Petrem Poroszenką i Micheilem Saakaszwilim, sprawia wrażenie bardziej prozachodniego niż większość jego elektoratu.

Białoruska armia jest chronicznie niedofinansowana. Podczas gdy Rosja odmawia dostarczania nowoczesnego sprzętu wojskowego dla Białorusi, zamierza jednak stworzyć własne bazy w tym kraju. Białoruskie służby bezpieczeństwa wyspecjalizowały się w monitorowaniu opozycji i ludzi biznesu, ale mogą one okazać się zupełnie nieskuteczne w przypadku poważniejszych celów. Co ważniejsze, nie jest jasne wobec kogo generałowie białoruskiej armii i służb bezpieczeństwa są lojalni. Wielu spośród przedstawicieli przywództwa to ludzie urodzeni i wykształceni w Rosji, a od czasów radzieckich przyzwyczajeni do wykonywania rozkazów z Moskwy.

Długoterminowa strategia dla Białorusi

Spadające ceny energii i spowolnienie gospodarki Rosji bez wątpienia wpłyną na zmniejszenie rosyjskich dotacji dla władz białoruskich, które w coraz większym stopniu będą zwracać się po środki finansowe i wsparcie z Zachodu.  Uwolnienie więźniów politycznych 22 sierpnia jest zdecydowanym krokiem w tym kierunku. Mimo to zachodni politycy nie powinni wstrzymywać oddechu w nadziei na szybką zmianę liderów przywództwa politycznego. Zamiast reagować na kolejne zwroty w polityce władz białoruskich, Zachód potrzebuje proaktywnej, długoterminowej strategii skoncentrowanej na budowaniu więzi pomiędzy Unią Europejską a Białorusią na wielu płaszczyznach, wzmacniając jednocześnie białoruską państwowość i tożsamość obywatelską. Ważne jest zaangażowanie nie tylko białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego, ale również biurokracji, która w warunkach braku realnych wyborów pozostaje najbardziej wpływową siłą w państwie.

Autor: Yarik Kryvoi, redaktor naczelny Belarus Digest oraz założyciel Centrum Ostrogorskiego.

Facebook Comments
Artykuł pierwotnie opublikowany na portalu Belarus Digest - http://belarusdigest.com/story/presidential-elections-belarus-why-west-should-not-hold-its-breath-23187 Tłumaczenie z języka angielskiego: Marta Cholewa
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY