Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Мария Куглерова

Sacrum i profanum: święta w Europie Środkowej ze wschodniej perspektywy

Tak daleko i tak blisko: Maria Kuglerowa pisze o wiecznej wojnie między sacrum i profanum czyli świętach Bożego Narodzenia w perspektywie prawosławnej i katolickiej zderzonej ze świecką Europą. Co dziwi, szokuje i jest obce bądź niezrozumiałe? Czy też udało się zachować ducha Świąt?

O podziale na sacrum i profanum pisał jeszcze Mircea Eliade. Chociaż obie sfery walczą ze sobą, to w świadomości osoby religijnej sacrum przenika do życia codziennego. Jaskrawym przykładem tego są obrzędy religijne, a przede wszystkim święta Bożego Narodzenia.

Zdarza się, że element sakralny słabnie, człowiek już nie odczuwa obecności Boga i jego wpływu na czas historyczny. Święto pierwotnie religijne staje się coraz bardziej świeckie, pozbawione oryginalnych treści i przywiązane do wartości materialnych. Szczególnie za świecki charakter krytykowane są co roku święta Bożego Narodzenia. Jednak wcale nie mam ochoty oskarżać Europejczyków – w tym samą siebie – o brak duchowości.

Sądzę, że trzeba pamiętać o tym, iż Boże Narodzenie zawsze było bardzo przyziemnym świętem. Tradycyjne jarmarki bożenarodzeniowe, które wywołują oburzenie wiernych, pojawiły się jeszcze w średniowieczu, a obfita biesiada to w ogóle atrybut każdej uroczystości religijnej… I czy istnieje coś popularnego w dzisiejszych czasach, do czego handlowcy by nie sięgnęli?

Autor: Saint-Petersburg Theological Academy, źródło: Flickr

Autor: Saint-Petersburg Theological Academy, źródło: Flickr

Co jest teraz wieczne – Chrystus czy „Coca-cola”? Dla wierzącego to pytanie jest absurdalne. I zarazem bolesne, obserwując nabytą od niedawna muzułmańsko-prawosławną gotowość do natychmiastowego oburzania się na desakralizację. Ale przecież świat pyta o to całkiem poważnie… Zobaczymy, co myślą o komercjalizacji Zachodu i Bożego Narodzenia (lub bożego narodzenia?) ludzie w Rosji i Europie Środkowej.

Prawosławne spojrzenie  (z niedowierzaniem)

Na prawosławnych stronach autorzy lubią pisać o radości obcowania z Bogiem, która jest dostępna dla człowieka tylko w wydaniu schizmy wschodniej.  Może i mowa o radości, ale ludzie są posępni… Zresztą inaczej nie może być, jeśli wszędzie widzisz apostatów. A dla prawosławnego dobre lub nawet neutralne traktowanie katolików jest w ogóle niebezpieczne – przecież mogą zostać oskarżeni o ekumenizm…

Powstaje współczesna hierarchia świąt w ramach wyznań. Katolicyzm uważa się za religię ukierunkowaną na Boże Narodzenie (czyli z góry za infantylną i przyziemną). A prawosławie w swojej istocie jest nastawione na Wielkanoc, mistykę i podniosłość – każdy może się przecież urodzić, ale niech spróbuje zmartwychwstać… Powiedzmy, że to taki intelektualny wariant wrogości wobec katolicyzm. Dla ciekawych zagadnienia interesujące będą książki profesora Iwana Jesaułowa  („Kategoria soborowości w literaturze rosyjskiej” «Категория соборности в русской литературе» i inne).

Bardzo surowe podejście do katolicyzmu również ma słynny doktor teologii profesor Aleksiej Osipow. Po liturgicznej reformie XX wieku wszystko w ogóle poszło nie w tym kierunku… Nie mogę się oprzeć i nie zacytować:

„Pewnego dnia delegacja naszej Cerkwi i Kościoła katolickiego ma obiad w restauracji… Nagle popycha mnie jedna pani, katoliczka, i pyta, czy pójdziemy z nimi do kościoła na mszę. Wtedy ją pytam: I co, Pani podejdzie do komunii? Ona odpowiada: Tak, oczywiście. Ja do niej: Wie Pani, co z Panią trzeba zrobić? Ona: Co? Spalić trzeba — odpowiadam. Ona się śmieje…”

Biedna kobieta pomyślała, że kolega żartuje…

Boże Narodzenie w Pradze. Autor: Boris Tylevich, źródło: Flickr

Boże Narodzenie w Pradze. Autor: Boris Tylevich, źródło: Flickr

Świąteczne iluminacje europejskich ulic też są poddawane krytyce. Może i jest to ładne, ale jest zbytkiem i oddala od Boga. A u nas w Rosji duchowość „świeci się w ciemności” (z życia wzięte – to z  mojej ulicy w Kaliningradzie, gdzie nigdy nie działała żadna latarnia…). I w ogóle katolicy z powodu całej tej świątecznej fasadowości zapominają, że tak naprawdę Boże Narodzenie to „święto ze łzami w oczach” (właśnie tak jest napisane na pravmir.ru).

W ferworze demaskacji prawosławni czasem zapominają, że przed rewolucją w Rosji istniała mocno osadzona w kulturze świąteczna tradycja – festyny, jarmarki, dobroczynność, ckliwe historii świąteczne… Okazuje się, że mimo obecnej rosyjskiej duchowości, soborowości i ich stałych towarzyszach czyli kwaśnych minach, kiedyś też mieliśmy całkiem świecki okres szczerej zabawy i rozrywki dla każdego. Teraz w niektórych świątyniach prawosławnych nieśmiało pojawiają się szopki – stara tradycja ożywa.

Polscy katolicy są przeciw

W czymś prawosławni demaskatorzy się nie mylą. Rzeczywiście Boże Narodzenie na Zachodzie w obecnych czasach to par excellence zlaicyzowane, zmysłowe święto. Zapach cynamonu i grzanego wina, smażonego mięsa i ciasteczek na placach, masa błyszczących drobiazgów na jarmarkach, w ozdobieniu dominuje połączenie złota i purpury (kolory królewskie), wspomniana już iluminacja… Do tego ciągłe zawołania, aby kupować, nabywać  więcej, jeszcze więcej prezentów… Chrystus przychodzi na świat, aby odnieść nad nim zwycięstwo, a wydaje się, że świat zwyciężył Chrystusa. Coś podobnego odczuwają niektórzy wierni również w Europie Środkowej.

Mój stary przyjaciel polski pisarz katolicki Wojciech Dutka każdego grudnia pisze w swoim blogu artykuł o braku duchowości świąt Bożego Narodzenia na Zachodzie. To już się stało tradycją. Sedno sprawy wcale się nie zmienia z roku na rok: „Góry żarcia i pieniędzy zasłoniły Jezusa”. W sumie, wypowiedzi są zgodne z opinią prawosławnych kolegów.

Co jeszcze oburza katolików (którzy zwracają na to uwagę)? W zasadzie wszystko: ohydny tłusty karp, ksiądz, który opowiada bajki, infantylny charakter mszy na cześć Najświętszej Maryi Panny (Roraty)… Boże Narodzenie w Europie i w Polsce zamieniło się w słodki kicz –  jest to czas dla siebie, a nie dla Boga. Utracony został kulturowy i duchowy kod całego okresu relacji Boga i ludzi. Teraz bycie chrześcijaninem na Zachodzie podczas Bożego Narodzenia jest niezwykle trudne, uważa Wojciech.

Бездуховность: шоколадные святые Николаи с рождественской ярмарки в Кракове. Автор: Виктория Лазарева.

Brak duchowości czyli czekoladowe święci Mikołaje z jarmarku bożenarodzeniowego w Krakowie. Autor: Wiktoria Lazarewa. Źródło: Eastbook.com.

Jednak może chodzi nie o laicyzację i komercjalizację świąt Bożego Narodzenia, lecz o właściwości indywidualnego postrzegania? Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, badacz prawosławia Konrad Kuczara jest przekonany, że święta Bożego Narodzenia to żywa tradycja w większości polskich rodzin: „Tak naprawdę, bardzo wiele osób duchowo przygotowuje się do Bożego Narodzenia w okresie Adwentu – spowiadają się, chodzą na mszy. Szczególne znaczenie ma Wigilia. W wielu domach przestrzegany jest post, odmawiane są wspólne modlitwy. Dwudziestego czwartego grudnia ludzie chodzą na Pasterkę. Nie widzę w tym ani specjalnej infantylności, ani komercjalizacji”.

Lecz kody kulturowe  stopniowo tracą własne znaczenie, również w środowisku wiernych. Zobaczmy, co się dzieje podczas liturgii prawosławnej, kiedy pop ogłasza: «Премудрость, прости!» (Oto mądrości! Stańmy prosto). Wszyscy z pokutą opuszczają głowy. Ale przecież „прости!” to wojskowe polecenie „Baczność!” (stać prosto i słuchać). Kod utracony? Bez wątpienia. Ludzie dostosowują starą wiedzę do własnego doświadczenia.

W Czechach Jezus się przemienia…

Ježíška, albo Jezulátko – oto Czesi mają ulubioną postać bożenarodzeniową. Kochany, czarujący, daje prezenty i dobrym, i złym. Czesi to taki naród, że na początku biorą prezenty od Mikułasza (św. Mikołaja, tłum.) w otoczeniu diabełków, i później od samego Dzieciątka Jezus…Nawet w metrze jest reklama: „Ježíšek robi zakupy w …” (nazwa księgarni internetowej). Faryzeusze mieliby łzy w oczach…

W Wigilię (Štědrý vecer) czeskie rodziny nie jedzą mięsa przez cały dzień! To czas postu i pokutowania. Wszystko to odbywa się w oczekiwaniu na… chyba Jezusa? Właśnie nie. W oczekiwaniu na Złotego Prosiaka (Zlaté prasátko), który pojawi się o północy i przyniesie ze sobą dobrobyt w nadchodzącym roku.

Autor: කේදාර KhE 龙, źródło: Flickr

Autor: කේදාර KhE 龙, źródło: Flickr

Dzieci są gotowe dostać kolejny prezent również 28 grudnia w dzień Rzezi niewiniątek. Pod warunkiem, jeśli poprawnie odpowiedzą na pytanie z Historii Świętej. Oczywiście, wszystkim imprezom towarzyszą smażony karp i sałatka ziemniaczana (odpowiednik rosyjskiej sałatki oliwje), i bardzo tłusta gęś z kiszoną kapustą, beczki dżemu, i koszyczki ciastek (vánoní cukroví)…

Wydaje się oczywiste, dlaczego narzekanie na laicyzację święta w Czechach jest na miejscu.  To wszystko są merkantylistyczne tradycji z południowych Niemiec i Austrii, które bardzo dobrze pasują do narodowego czeskiego charakteru. Teraz Boże Narodzenie ostatecznie przekształciło się w boże narodzenie – czas jedzenia, prezentów i rozrywki. Dlatego jest mało prawdopodobne, że producenci erotycznego stroju świętego Mikołaja, zwanego „Cud bożenarodzeniowy ”, wspominali o przyjściu Zbawiciela na świat…

Zarazem duch przyjścia jeszcze do końca nie wyparował. Obok wielkanocnych pisanek, którymi roztropni sprzedawcy handlują na jarmarkach bożenarodzeniowych (może ktoś kupi taniej nie w sezonie), są szopki i  gwiazdy betlejemskie. Na Namesty Republiky stoi zagroda z prawdziwymi owcami i kucykami, których można nakarmić za 20 koron…

Do tego jeszcze piekielna (nie boję się użyć tego słowa nawet w kontekście artykułu) otoczka muzyczna, zawierająca mieszankę „This Is Christmas” i kolęd. Tak, to pierwsze i to drugie słychać jednocześnie prawie przez całą dobę w znanym praskim pasażu „Lucerna”, który należy do rodziny Havla.

Nikt nie zawraca sobie tym głowy. „Neřeš to” – narodowa odpowiedź na każde pytanie. Czesi, nawet katolicy, akceptują zaistniałą sytuację. A dla niektórych, jak dla niepoprawnego politycznie praskiego kabaretu ViralBrothers, to kolejny powód ponabijać się z własnego narodu.

„… a świat się weseli”

Podczas Bożego Narodzenia wszyscy jesteśmy trochę królami…

„Z powodu puszki kakaowej chałwy
organizuje oblężenie lady
tłum objuczony, grożąc samosądem:
każdy sam sobie królem i wielbłądem”.

W wierszu napisanym w 1971 roku Josif Brodski mówi nie tylko o ateistycznym radzieckim tłumie. Jest to także o setkach ludzi, którzy teraz chodzą po Vaclavskim namesti, Staromnestkim Namesti i Namesti Republiky i kupują, kupują… Częściowo wielbłądy… Ale przecież i królowie!

Królowie, tak samo jak postaci w poszukiwaniu pisarza, ciągle znajdują się w stanie poszukiwania Chrystusa. A gdy już tracą nadzieję na jego odnalezienie, to coraz bardziej luksusowe i bogate stają się prezenty na święto. Wielbłąd w obecnych czasach robi się większy, lecz król maleje.

Duch chrześcijański żył w czasach kolorowych posągów pogańskich demonów w pałacach Juliana Apostaty – mieszka więc i przy „Coca-coli” (nawet w postaci słynnego dickensowskiego-hollywoodzkiego „ducha Świąt / Christmas spirit”). Święty Doroteusz z Gazy  porównywał świat do kręgu – Boga do jego centrum a promienie do życiowej drogi ludzi. I im bliżej Boga znajdują się ludzie, tym bliżej stają się siebie. A poeta wiedział, co odczuwa podczas najbardziej zmysłowego i komercyjnego Bożego Narodzenia, nawet ateista:

„Lecz, gdy w drzwiach twoich, otwartych w połowie,
z mgły i przeciągu, i mroku gęstego
postać wyłania się, w chuście na głowie,
wtedy i Dziecię, i Ducha Świętego
całym swym wnętrzem otulasz jak gniazdem;
spoglądasz w niebo — i widzisz ją: gwiazdę”.

Tłumaczenie: Polina Khinimchuk
Wiersz Josifa Brodskiego „24 grudnia 1971 roku” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.
Facebook Comments

Urodziła się w Riazaniu, dorastała w Kaliningradzie, gdzie zdobyła dyplom filologa-slawisty. Jest absolwentką Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim, a w 2015 roku obroniła pracę doktorską na temat "Luan Starova: Rekonstrukcja bałkańskiej świadomości". Mieszka w Pradze, uczy języka rosyjskiego i tłumaczy.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY