Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Inna Białoruś jest możliwa

„Białoruś jest bratnim narodem Rosji i częścią Ruskiego Miru”, „Większość Białorusinów nawet nie zna białoruskiego, a jedynie rosyjski”, „Nie ma narodu białoruskiego” - te i wiele innych stwierdzeń w podobnym duchu można coraz częściej usłyszeć nie tylko w Rosji i na Zachodzie. Tego rodzaju opinie są obecne także na Białorusi - wśród samych Białorusinów występuje kompleks niższości wobec większego i starszego brata, dając podatny grunt dla dalszej kolonizacji tego niespełna 10-milionowego narodu.

Warto zatem zadać sobie pytanie, co stało się przyczyną takiej kondycji mentalnej Białorusinów i czy podlega ona zmianie.

Wśród zwolenników teorii o „bratnim narodzie” panuje przekonanie, że Białorusini i Rosjanie związani są wielowiekową tradycją wspólnej religii i tożsamości kulturowej. Białorusini, podobnie jak Rosjanie, mieli kształtować swoją odrębność w oparciu o walkę z ekspansją kultury łacińskiej, która – z racji geograficznej bliskości- najczęściej była przenoszona polskim mieczem i piórem. Zwycięsko z tego starcia miała wyjść kultura prawosławna często definiowana określeniem podkreślającym wspólne pochodzenie etniczne – „ruska” (w rozumieniu „trójjedności” narodu rosyjsko-ukraińsko-białoruskiego). Ostatecznie granice państwowe po II wojnie światowej pokryły się z granicami kulturowymi, a Białoruś, Ukraina i Rosja zostały związane „nierozerwalną wspólnotą” przyjaźni narodów aż do rozpadu ZSRR (oraz do wybuchu rewolucji Euromajdanu).

Podobną optykę przyjmuje oficjalna historiografia białoruska. Zdaniem radzieckich, a następnie oficjalnych białoruskich historyków, iskrą, która zapoczątkowała eksplozję białoruskości stanowił ruch partyzancki na terenie Białorusi podczas II wojny światowej. Tym sposobem spleciono historię białoruską z radziecką, co uzasadniło „powrót” do symboliki Białoruskiej SRR po dojściu do władzy Aleksandra Łukaszenki.

Gdyby jednak uczciwie przyjrzeć się historii Białorusi, to okaże się, że oficjalna wykładnia i symbolika współczesnej Białorusi zadaje gwałt tożsamości kulturowej tego obszaru. Od połowy lat 90-tych XX w. (a wcześniej przez większość okresu radzieckiego) podejmowano się ustawicznej dyskryminacji języka białoruskiego oraz odmiennej od oficjalnej symboliki czy interpretacji historii. Co więcej, uzasadniając powstanie narodu białoruskiego w oparciu o mit wyzwolenia spod ucisku polskiego pana, wprowadzono naród jeszcze głębiej w stan, który określony został przez bułgarskiego historyka Alexandra Kiosseva mianem „samokolonizacji”. Terminem tym określił on dobrowolne, nieprzymuszone przejmowanie obcych wzorców – w odróżnieniu od narodów kolonizowanych, którym narzuca się je siłą. Znakomicie to zjawisko ilustruje mentalność znacznej części społeczeństwa białoruskiego – w większości uznająca rosyjski jako swój pierwszy język, utożsamiającego się z historią ZSRR oraz Wielką Wojną Ojczyźnianą, a także z oficjalną postradziecką symboliką wyrażającą się w symbolach narodowych, świętach państwowych itp.

Białorusin jako wieczna ofiara?

Skrajna niezdolność do określenia swojej istoty narodowej przez Białorusinów w sposób pozytywny (kim jestem?) prowadzi do określenia negatywnego (kim nie jestem?). Tym sposobem Białorusin określił się (lub został określony?) jako nie-Polak, w opozycji do obywatela Polski utożsamianego z kolonizatorem okresu II RP. Takie założenie bardzo łatwo przekuto w quasi-pozytywną definicję „Białorusina – brata Rusa”, wyzwoliciela. Kultywowanie polskiego mitu „polskich Kresów” dodatkowo wzmaga tę tendencję.

Dlaczego taka interpretacja historii zadaje gwałt na białoruskości? Otóż pozbawia go historycznej tożsamości narodu dominującego. Szlachta Wielkiego Księstwa Litewskiego w znacznej mierze wywodziła się z bojarstwa ruskiego, zamieszkującego obszar dzisiejszej Białorusi i mówiącego w języku starobiałoruskim (ruskim). Przejawem ich dominacji kulturowej w regionie było ustanowienie opartego częściowo na Ruskiej Prawdzie, a częściowo na prawie polskim i rzymskim Statutu Litewskiego – kodeksu prawnego gwarantującego podstawowe wolności szlachcie litewskiej i białoruskiej. Co więcej, sporządzono go właśnie w języku starobiałoruskim, który do 1696 roku był językiem urzędowym Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Mit polskiego szlachcica-kolonizatora na ziemiach białoruskich jest natomiast efektem spolonizowania znacznej części szlachty białoruskiej, która stopniowo coraz rzadziej używała języka ruskiego, aby z czasem zakazać w 1696 jego użytkowania w oficjalnych dokumentach. Zatem od XVII wieku następuje stopniowa ekspansja kultury polskiej, która dotykając jedynie stanu szlacheckiego przeradza się w stosunek kolonialny – wyzysk chłopa pańszczyźnianego jest dodatkowo wyzyskiem Białorusina przez Polaka.

Białorusin – nie tylko chłop

Jak się zatem okazuje, Białorusini mają pełne prawo do posługiwania się symboliką Wielkiego Księstwa Litewskiego i utożsamiania się nie tylko z kulturą chłopską, ale i szlachecką. Mają zatem wszelkie podstawy do samookreślenia się jako narodu dominującego, nie tylko ofiary. Właśnie taka kombinacja – pana i ofiary – sprawiła, że choć polska tożsamość rozszarpywana jest przez kompleks niższości i wyższości, to była w stanie podźwignąć się na niepodległość. Z jednej strony Polacy postrzegają europeizację jako awans kulturowy a Zachód jako niedościgły wzór, a z drugiej strony polskość warunkuje głęboko zakorzeniony mesjanizm i romantyzm, często przesłaniające myślenie realistyczne – zwłaszcza w polityce zagranicznej.

Ta polska tożsamość, przy swoich licznych wadach, dała podstawy do buntów i powstań, a w drugiej połowie XX wieku popchnęła Polaków do stanowczego sprzeciwu wobec opresyjnej władzy. Ponadto głęboko zakorzenione (nie bezpodstawne) przekonanie o roli kościoła katolickiego w formowaniu się polskości nadało pozytywnego aspektu tożsamości narodowej, formując mit Polaka-katolika. Z jednej strony Polaków charakteryzuje zatem silne dążenie do bycia Europejczykami, lecz z drugiej poczucie o swej odrębności opartej na pobożnym katolicyzmie.

Białorusi brak jest właśnie tej „drugiej nogi” – pozytywnej samoidentyfikacji, która umożliwiłaby jej emancypację i walkę o pełną suwerenność. Tym, a nie domniemaną „ruskością”, należy tłumaczyć bierność Białorusinów. Pozbawieni swej tożsamości pozytywnej mogą jedynie wybrać między Wschodem i Zachodem… który nie do końca daje znać, że ich chce.

Zdesowietyzować Białoruś

I tutaj dochodzimy do kluczowego pytania. Co powinno się zdarzyć, aby Białoruś przestała być republiką postradziecką, a zaczęła być po prostu Białorusią?

  • Pierwszym rozwiązaniem jest okcydentalizacja – europeizacja Białorusi. Z tym hasłem na sztandarach występuje również wielu opozycjonistów białoruskich, takich jak Andrej Sannikau, współzałożyciel ruchu Europejska Białoruś. Ciężko jest dyskutować z tezą, że sprawdzone rozwiązania europejskie należy naśladować. Nie należy jednak zapominać, że sama europeizacja nie przekona Białorusinów do porzucenia dotychczasowej drogi. Próba przekonania obywateli, że europeizacja Białorusi jest jedynym słusznym rozwiązaniem, może przypominać jedynie działalność narodników w XIX-wiecznej Rosji. Młodzi rosyjscy idealiści szli z miast do „ludu” niosąc na sztandarach hasła antyfeudalne i antyburżuazyjne. Ich idee spotykały się jednak przeważnie z widłami i stertą wyzwisk.
  • Podobny skutek przynosi typowe dla białoruskiej opozycji inne podejście – silne podkreślanie patriotyzmu symbolicznego. Wyraża się ono w świadomym posługiwaniu się językiem białoruskim, biało-czerwono-białą flagą czy Pogonią. Efektem takich działań jest jednak wytworzenie się jeszcze większej bariery między białoruską inteligencją i opozycją a ludem, czyli większością obywateli. Dla przeciętnego Białorusina symbole te kojarzą się w większym stopniu z wichrzycielstwem niż białoruskością. Właśnie pod tymi symbolami przeprowadzane były wszystkie demonstracje (często siłowo likwidowane) oraz tzw. Płoszcza 2010 – rozpędzona siłą demonstracja przeciw fałszerstwom wyborczym, która przez oficjalną propagandę została przedstawiona jako efekt wichrzycielstwa opozycji.
  • Z punktu widzenia aktorów zewnętrznych jeszcze gorszym rozwiązaniem może się okazać „dociskanie” reżimu i wyczekiwanie klęski gospodarczej na Białorusi. Wielu apologetów demokratycznego mesjanizmu z chęcią przywitałoby antyłukaszenkowską rewolucję, która wybuchnąć by mogła po załamaniu się legitymizacji „Baćki”, czyli jego zdolności do zagwarantowania stabilności kraju.

Remedium mogłaby się okazać praca u podstaw białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego i małych przedsiębiorców, połączona z odpowiednią polityką kija i marchewki Zachodu. Łukaszenka nie powinien być bezsensownie dociskany w oczekiwaniu na skruchę i przeprowadzenie wolnych wyborów. Racjonalnym jest naciskanie na zmiany w podejściu do przedsiębiorców i liberalizację polityki gospodarczej w zamian za otwarcie na rynki europejskie i dostęp do nowoczesnych technologii. Istotna jest również kontynuacja i zwiększenie liczby stypendiów dla młodych Białorusinów w Polsce i Unii Europejskiej (nie tylko w uzależnieniu od stopnia represji politycznych) oraz ekspansja polityki kulturalnej. Tutaj szalenie istotną rolę odgrywa telewizja Biełsat, która wymaga jednak dofinansowania i uruchomienia rosyjskojęzycznej wersji. Język rosyjski na Białorusi jest dominujący i trzeba to zaakceptować.

Aby skutecznie prowadzić politykę kulturową na Białorusi musimy jednak zrewidować także nasz polski stosunek do własnej historii i tożsamości. Nie jest rozsądnym podtrzymywanie mitu „polskich Kresów”. Potrzebne jest uznanie ich równej polskości, białoruskości i ukraińskości. Warto również przyznać się do zjawiska szlacheckiego kolonializmu polskiego. Jedynie taka polityka może umożliwić rozpoczęcie na nowo dialogu o wspólnej tożsamości Rzeczpospolitej i Europy Środkowo-Wschodniej, co da impuls białoruskiej kulturze, w tym oficjalnej, do zrewidowania swojej optyki. Pierwsze jaskółki zmian już się pojawiły. W związku z nasilającym się neokolonializmem i ekspansjonizmem rosyjskiej kultury Łukaszenka daje kulturze białoruskiej coraz więcej przestrzeni – wzmocniona została rola języka białoruskiego oraz dziedzictwa sprzed 1945 roku.

Paradoksalnie zatem, zmniejszając swoje aspiracje i ambicje historyczne, możemy zwiększyć nasze znaczenie w regionie. Aby to osiągnąć, musimy jednak przyznać, że „Świat Rzeczypospolitej” był nie tylko polski, lecz również litewski, białoruski, ukraiński czy żydowski. Tylko usuwając „polskie Kresy” możemy dać Białorusi alternatywę dla Ruskiego Miru… a sobie – dla Zachodu.

#białoruskaniedziela

Zdjęcie główne: Bocian nad Białorusią. Autor: Marco Fieber, źródło: Flickr.
Facebook Comments

***

Zapraszamy do lektury nowego cyklu Eastbook.eu – „Białoruskiej niedzieli”. Co dwa tygodnie - własnie w niedziele - będziemy publikować teksty poświęcone Białorusi: gospodarce, społeczeństwu, polityce.

Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY