Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Konstanty Chodkowski

Koko Koko Łukaszenka spoko. 3 mity o potędze Białorusi

Karl Popper twierdził, że nauka zaczyna się od krytyki mitu. Dla dobra nauki warto więc rozprawić się z kilkoma mitami dotyczącymi rzekomej potęgi Białorusi.

Nie da się ukryć, że europejska agenda wobec Białorusi ulega zmianom, zwłaszcza po 2013 roku. Nie ulega również wątpliwości, że w Europie dochodzi do przewartościowań, w tym także w sferze myślenia o fundamentach polityki zagranicznej. Trendy te dotyczą nie tylko elit i polityków. Również publicyści, dziennikarze i zwykli studenci zdają się, jeden po drugim, zarażać ideą „konstruktywnego dialogu z Białorusią”. I chwała im za to!

Trzeba jednak zaznaczyć, że istnieje różnica pomiędzy próbą pragmatyzowania podejścia do Białorusi, a przejściem od irracjonalnego krytycyzmu do irracjonalnego bałwochwalstwa w stosunku do Aleksandra Łukaszenki. Jeśli pragmatyzowanie ma być pragmatyczne, to musi być skupione na realiach i interesach, a nie na mitach i wyobrażeniach. Jeśli zaś wyobrażenie o „krwawym reżimie Łukaszenki” zastąpimy mitem o „geniuszu strategicznym Łukaszenki”, to w rzeczy samej nie posuniemy się ani o centymetr do przodu. Nadal pozostaniemy w krainie magii i wyobraźni.

Karl Popper twierdził, że nauka zaczyna się od krytyki mitu. Dla dobra nauki warto więc rozprawić się z kilkoma dotyczącymi rzekomej potęgi Białorusi. Artykuł opublikowany na łamach Eastbooka w ramach ostatniej odsłony „białoruskiej niedzieli” i zatytułowany „Łukaszenka przeczekał sankcje”, jest ku temu wspaniałym przyczynkiem. Jest on bowiem modelowym przykładem zbioru mitów i wyobrażeń na temat rzekomej siły Łukaszenki.

Mit nr 1: „Białoruskie władze obrały najlepszą z możliwych strategii wobec unijnych sankcji”

O mitotwórczym potencjale tego zdania zaważa jego niekompletność. Gdyby do powyższego dodać, iż strategia przeczekania sankcji była jedyną możliwą, zdanie zapewne byłoby prawdziwe.

Białoruś pozbawiona jest poważnych narzędzi oddziaływania na politykę europejską. Prezydent Białorusi wraz ze swą drużyna nie jest stałym bywalcem europejskich salonów. Białoruś nie jest też kluczowym partnerem handlowym Europy. Nawet z punktu widzenia Litwy, zdawałoby się najbliższego partnera Białorusi w UE, większą wagę ma handel z Łotwą i Estonią. Białoruś nie może też liczyć na wstawiennictwo żadnego ze światowych mocarstw.

Podobnie jak wiele małych i średnich państw w Europie Środkowej i Wschodniej, Białoruś częściej bywa przedmiotem niż podmiotem relacji międzynarodowych. Oznacza to, że jej wpływ na politykę silniejszych podmiotów jest bardzo ograniczony. Tak jak Polska, Białoruś często zdana jest na łaskę i niełaskę występujących wokół niej okoliczności. Często, tak jak w przypadku sankcji, jedyną drogą radzenia sobie z negatywnymi okolicznościami jest ich przeczekanie.

Oczywiście, alternatywą mogło być przeprowadzenie w pełni uczciwych i demokratycznych wyborów w kraju. To jednak niemal na pewno wiązałoby się z osłabieniem pozycji Łukaszenki w białoruskim systemie politycznym. Prezydent Białorusi niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że liberalizacja systemu politycznego nie wchodzi w grę. Wobec powyższego czekanie było jedynym możliwym kierunkiem polityki wobec sankcji. Innego po prostu nie było.

Mit nr 2: „Białoruś i jej prezydent stanowią niezbędny element procesu pokojowego pomiędzy Rosją a Ukrainą”

W polskich i zagranicznych mediach wiele napisano o tym, jak fantastycznie Białoruś wyszła na rozmowach w Mińsku. Oto na oczach całego świata Aleksander Łukaszenka stał się gospodarzem rozmów pokojowych – stolica Białorusi została zidentyfikowana jako „neutralny grunt”, a Białoruś jako „rozjemca” w poważnym konflikcie. Odnosząc się do treści omawianego mitu warto dodać: „niezastąpiony rozjemca”.

Rzadko który autor jest jednak w stanie doprecyzować, co dokładnie Białoruś zyskała na udzieleniu swojej stolicy jako powierzchni do organizacji zjazdu. Bo chyba w tym zawiera się treść „dyplomatycznego sukcesu” Łukaszenki – udostępnił mocarstwom powierzchnię do pracy. Czy Białoruś osiągnęła z tego tytułu jakieś korzyści? Być może. W trzeźwej ocenie – nie więcej niż dwie.

Po pierwsze: białoruskie władze mogły dowiedzieć się o przebiegu i rezultatach rozmów o kilka godzin wcześniej, niż światowe media i służby wywiadowcze. Zważywszy jednak, że sytuacja nie wymagała od Białorusi szybkiego reagowania, przewaga godziny miała naprawdę znikome znaczenie. Albo wprost zerowe.

Po drugie: Białoruś pokazała światu swoją lepszą stronę. Osiągnęła korzyść wizerunkową. To nie ulega wątpliwości. Sam fakt, że światowe media rozpisały się o „dyplomatycznym geniuszu” Łukaszenki oraz fakt dodatkowy: to, że w pocie czoła piszę artykuł rozprawiający się z tym mitem, jest najlepszym dowodem sukcesu wizerunkowego Mińska.

Warto tylko postawić pytanie: czy sukces wizerunkowy (pierwszą z wymienionych korzyści pozwolę sobie pominąć), realnie wpłynął na zmianę pozycji międzynarodowej Białorusi? Lub pytanie bardziej precyzyjne: czy Białoruś realnie wykorzystała rozmowy w Mińsku do zmiany swojej pozycji międzynarodowej? Nie sądzę. Łukaszenka grał kiedy mógł, tj. kiedy światowe media przydzieliły mu trochę więcej czasu antenowego. Trwało to około tygodnia. Czas przeminął i Białoruś wróciła do szeregu. Ot, „geniusz strategiczny”.

Na koniec pytanie kluczowe: czy Białoruś jest naprawdę niezbędnym elementem procesu pokojowego pomiędzy Rosją a Ukrainą? Najważniejszym wkładem Białorusi w proces pokojowy było wynajęcie powierzchni pod negocjacje. Aż tyle i tylko tyle. Rozważając „niezbędność” Białorusi w negocjacjach należałoby więc zastanowić się, czy nie mogłyby one odbyć się w innym miejscu? Po minutowym namyśle jesteśmy w stanie wystawić do wyścigu następujące miasta: Helsinki, Sztokholm, Genewa, Wiedeń, Tokio. Każde z nich z równym powodzeniem (choć z różnych powodów) mogłoby uchodzić za „neutralny grunt” lub lokalizację na terytorium „państwa rozjemczego/neutralnego/niezaangażowanego”. Czy Białoruś jest zatem niezbędna przy rozwiązywaniu problemów między Ukrainą a Rosją? Ani trochę.

Mit nr 3: “Europa nie może obejść się bez Białorusi”

Mit ten w poprzednim artykule został wyrażony również w sformułowaniu „Białoruś okazała się zbyt cenna (dla Europy – przyp. autor), by ją stracić”. To chyba najważniejsza spośród opinii, owocujących błędną oceną sytuacji w regionie.

Zgodnie z nim, Europa toczy nieustający spór z Rosją o „przynależność blokową” Białorusi. Przywódcy europejscy stają na głowie, aby przeciągnąć Łukaszenkę na swoją stronę. Rosja nie daje za wygraną – co roku inwestuje w Białoruś miliardy rubli, aby za wszelką cenę wygrać potyczkę na atrakcyjność. Od tego, którą stronę wybierze Mińsk, zależą losy Europy.

Po raz kolejny rzeczywistość wskazuje na zupełnie inny stan rzeczy. Białoruska gospodarka jest niewydolna i utrzymuje się głównie dzięki rosyjskim subsydiom przekazywanym w postaci taniej ropy naftowej. Ropa zasila białoruskie rafinerie w Nowopołocku i Mozyrzu, te zaś (jako jedne z nielicznych rentownych przedsiębiorstw białoruskich) zasilają resztę gospodarki. Do tego można dorzucić kilka białoruskich „hitów eksportowych”, jak traktory czy nawozy.

Większość strategicznych zasobów Białorusi znajduje się w rękach Rosjan. Nie będzie dużym nadużyciem, jeśli do „strategicznych zasobów” doliczymy armię i służby specjalne. Wielu ekspertów jest zgodnych, iż nie wiadomo wobec kogo byliby lojalni dowódcy białoruskich służb i wojska, w przypadku otwartej konfrontacji z Rosją. Symbolem tej niewiadomej niech pozostanie fakt, że dopiero w 2014 roku stanowisko ministra obrony Białorusi objął Białorusin. Po raz pierwszy w historii.

Z punktu widzenia Europy Białoruś nie jest znaczącym graczem. Kraj ten był i będzie postrzegany raczej przez pryzmat stosunków Unia Europejska – Rosja. Mechanizm ten zadziałał również w przypadku wycofania unijnych sankcji wobec Białorusi. Europa nie była gotowa do zabiegania o względy Mińska, aż do momentu, gdy wyzwania nie rzuciła jej Rosja. W tej sytuacji, jeśli możliwym było zdystansowanie Łukaszenki choćby na centymetr od Kremla – Bruksela postanowiła podjąć ten wysiłek. Stąd zgoda na uczestnictwo Białorusi w procesie pokojowym, stąd co najmniej pobłażliwe podejście do wyborów prezydenckich 2015 roku pomimo miażdżącej opinii OBWE i stąd decyzja o wycofaniu się z sankcji.

Czy Europa cokolwiek przegrała? Oczywiście, że nie. Europa dała sobie szansę na minimalną poprawę własnej pozycji wobec Rosji. Białoruś zyskała przy tym nieco przestrzeni do manewrowania. Po raz kolejny to sytuacja zadziałała na korzyść Łukaszenki, aniżeli Łukaszenka zadziałał na korzyść własnej sytuacji. Od niego samego bowiem, podobnie jak od przywódców innych małych państw Europy Środkowej, niewiele zależy.

#białoruskaniedziela

Facebook Comments

***

Tekst opublikowany w ramach cyklu „Białoruska niedziela”. Co dwa tygodnie - właśnie w niedziele - publikujemy teksty poświęcone Białorusi: gospodarce, społeczeństwu, polityce.

Zdjęcie główne: Catherine Ashton, Władimir Putin i Aleksandr Łukaszenka w Mińsku, źródło: European External Action Service, licencja CC BY-NC 2.0

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Nieprzejednany ukrainofil. W marcu 2014 r. rzucił studia w Moskwie na znak protestu wobec aneksji Krymu. Woli być "w" niż "na" Ukrainie.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY