Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Marcin Kacperek

Nowa polska Ostpolitik. Między smokiem a niedźwiedziem

Podobnie jak cała III RP, tak i jej polityka wschodnia naznaczona jest jednocześnie kompleksami neokolonialnym (I RP) i postkolonialnym (PRL). Powoduje to, że polityka wobec naszych wschodnich sąsiadów przybiera często formę „prometejskiego protekcjonalizmu” – prymitywnego poczucia wyższości wobec krajów posowieckich, napędzanego pospołu neofickim liberalizmem w przebraniu Giedroycia oraz PRL-owskim strachem przed Sowietami.

Gdzieś na marginesie tych schizofrenicznych kompleksów wciąż tlą się jeszcze zgliszcza realnego, międzywojennego sporu o politykę wschodnią między obozem J. Piłsudskiego (idea federacyjna) oraz R. Dmowskiego (idea inkorporacyjna). Wydaje się, że mający obecnie miejsce „pokoleniowy podmuch” na nowo roznieca popioły II RP i sprawia że ognisko dawnego sporu płonie coraz silniejszym płomieniem. Miejmy nadzieję, że nowemu pokoleniu Polaków wystarczy zimnej wody by utrzymać płomień w ryzach – tylko wtedy polska polityka wschodnia osiągnie stan równowagi i pozbędzie się swych schizofrenicznych kompleksów.

Pogodzić Piłsudskiego z Dmowskim

O ile po II wojnie światowej idea federacyjna znalazła godnego następcę w koncepcjach polityki wschodniej Kultury Paryskiej, które w strywializowanej formie niemal całkowicie zdominowały okres po 1989 r., tak idea inkorporacyjna – częściowo skompromitowana PRL-owskim flirtem z komunistami – wciąż nie doczekała się swej kontynuacji. Obecnie, w obliczu częściowego sukcesu idei prometejskiej na odcinku ukraińskim, ale przede wszystkim wobec jej niepowodzeń, coraz wyraźniej widać potrzebę korekty polskiej polityki wschodniej.

Wydaje się, że tym razem powinna ona przybrać nieco bardziej „endecki” charakter i mocniej akcentować interes narodowy, co nie oznacza, że pozostawać ma w kontrze do idei Giedroycia i Mieroszewskiego – wręcz przeciwnie! Krótka historia współpracy Piłsudskiego z Dmowskim podczas Konferencji Paryskiej pokazuje jakie efekty może przynieść nawet chwilowe połączenie obu tradycji. Wyobraźmy sobie do czego mogłoby ono doprowadzić na trwałe w o wiele korzystniejszym położeniu współczesnej Polski. W wyobrażeniu sobie tego paradoksalnie może pomóc przykład powojennych Niemiec.

Niemiecka Ostpolitik z początku lat 70. była wyrazem buntu pokolenia 68’ wobec podporządkowanej w dużym stopniu USA adenauerowskiej polityce wschodniej. Dokonywała ona jej korekty na rzecz silniejszego zaakcentowania interesu narodowego RFN, które z samodzielną polityką powracało na arenę międzynarodową.

Obecna sytuacja w Polsce wykazuje wiele analogii. W dorosłość wchodzi właśnie pokolenie Polaków wychowane już w III RP, któremu obce są schizofreniczne kompleksy jej polityki wschodniej. Pokolenie to nie chce już prowadzić – wzorem swoich ojców – utopijnej krucjaty demokratyzacyjnej na Wschodzie w duchu liberalnym, ale raczej pragmatycznie rozmawiać ze wschodnimi partnerami w celu realizacji interesu narodowego (co nie oznacza porzucenia dialogu na temat wartości).

Jak wiemy niemiecka Ostpolitik przyczyniła się w pewnym stopniu do rozpadu bloku wschodniego i zjednoczenia Niemiec, stwarzając dogodne podstawy do rozwoju relacji z krajami Europy Środkowej w latach 90. oraz do ich ustrojowej liberalizacji. Zastanówmy się do czego mogłaby doprowadzić korekta polityki wschodniej Polski w obecnej sytuacji międzynarodowej.

Między smokiem a niedźwiedziem

Mimo wciąż bardzo niestabilnej sytuacji na Ukrainie, w Gruzji i Mołdawii, prozachodni zwrot, który dokonał się w społeczeństwach tych krajów wydaje się stały. Podobnie jak w przypadku krajów Europy Środkowej w latach 90. nie można oczywiście wykluczyć, że do władzy powrócą ugrupowania reprezentujące dawny porządek, ale najprawdopodobniej nie będą one w stanie odwrócić zmiany geopolitycznej orientacji.

Skoro nawet tradycyjnie bardziej prorosyjskie Armenia, Azerbejdżan, Białoruś czy Kazachstan podejmują coraz śmielsze próby uniezależnienia się od Rosji, nie należy zakładać, że w przypadku powrotu do władzy prorosyjskich ugrupowań na Ukrainie, w Gruzji i Mołdawii ponownie zaczęłyby one orientować się na Moskwę. Pomne aneksji Krymu, rosyjskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie, fasadowości Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej oraz strukturalnego kryzysu gospodarczego w Rosji (ograniczającego możliwości finansowania ze strony Kremla) kraje te poszukiwać będą geostrategicznych alternatyw – głównie na Zachodzie oraz w Chinach.

Z uwagi na kryzys świata Zachodu, sprzeciw UE wobec dalszego rozszerzenia oraz wysokie wymagania prawno-ustrojowe długofalowo wektor zachodni nie wydaje się dla nich atrakcyjny. Dla krajów posowieckich zdecydowanie bardziej pociągającą ofertę stanowią z pewnością Chiny z projektem Pasa i Szlaku. Mimo że Pekin nie stawia wygórowanych warunków dla współpracy, to – z uwagi na dysproporcje potencjałów oraz uwarunkowania kulturowe – swych euroazjatyckich partnerów traktuje zazwyczaj w sposób wasalny. Może to powodować niechęć do strategicznego wiązania się z Chinami i zmuszać do poszukiwania alternatyw. Przy odpowiedniej polityce atrakcyjną alternatywą dla krajów posowieckich może okazać się Polska.

Intensyfikacja współpracy regionalnej w Europie Środkowo-Wschodniej, coraz silniejsze dystansowanie się środkowoeuropejskich członków UE od zachodnioeuropejskiego mainstreamu oraz ich aktywizacja na kierunku wschodnim powodują, że kraje regionu – podobnie jak kraje obszaru posowieckiego – z różnym wychyleniem balansować zaczynają między tymi samymi biegunami – UE, USA, Chinami i Rosją. Oznacza to, że podobnie postrzegają one zagrożenia dla swego bezpieczeństwa, co stwarza płaszczyznę do współpracy. Dla Polski jako najsilniejszego kraju Europy Środkowo-Wschodniej stanowi to komfortową okazję do skupienia wokół siebie krajów regionu i wzmocnienia pozycji regionalnej.

Geopolityczna rywalizacja Rosji i Zachodu na obszarze posowieckim oraz na Bliskim Wschodzie powoduje znaczne osłabienie trzech najsilniejszych konkurentów Polski w zachodniej części Eurazji – Rosji, Turcji oraz Ukrainy. Prozachodni zwrot tej ostatniej oraz zaangażowanie Niemiec, Francji i USA na rzecz jej geostrategicznej przyszłości powodują, że po raz pierwszy od 1989 r. to nie Warszawa musi brać na siebie – często kosztem bieżącego interesu – rolę prozachodniego adwokata Kijowa. Podczas gdy Zachód i Rosja dokonywać będą prawdopodobnie kompromisów nad głowami Ukraińców, Polska może silniej akcentować własny interes narodowy i prowadzić bardziej otwartą politykę wobec Moskwy, szachując w ten sposób często problematyczne w dwustronnych relacjach kraje posowieckie (nie może to oczywiście oznaczać akceptacji dla łamania integralności terytorialnej Ukrainy czy jakiegokolwiek innego kraju).

Czytaj także
Wojna o Trybunał

Użytecznym partnerem w tym kontekście mogą okazać się Chiny, których rosnąca obecność na obszarze Eurazji osłabia wpływy Rosji, co do pewnego stopnia leży w interesie Polski. Na korzyść Polski w tym aspekcie przemawia również jej kluczowe znaczenie dla realizacji projektu Pasa i Szlaku oraz nieformalne przywództwo w ramach formatu „16+1”. Jako że między krajami posowieckimi a Polską nie występują tak duże dysproporcje potencjałów, długofalowo Warszawa może okazać się dla nich atrakcyjniejszym partnerem niż Chiny. Jeśli Warszawa zaproponowałaby dodatkowo relacje na poziomie partnerskim, kraje te być może byłyby nawet gotowe strategicznie związać się z Polską.

Jak Dmowski i Piłsudski w Paryżu

Prowadzenie obliczonej na realizację interesu narodowego, bardziej „endeckiej”, polityki zagranicznej w opisanej konstelacji międzynarodowej może pozwolić Polsce na realizację piłsudczykowskiej idei strategicznego skupienia wokół siebie europejskich krajów obszaru posowieckiego i długofalowe ułożenie relacji z Rosją. Jest to najważniejsze zadanie nowej polskiej polityki wschodniej, które będzie miało kluczowe znaczenie dla pozycji międzynarodowej Polski w XXI w. Aby mogło się to stać, Warszawa musi jednak odrzucić swój postkolonialny kompleks wobec Moskwy i zdać sobie sprawę, że w jej strategicznym interesie nie leży jej unicestwienie (co może wywołać nieprzewidywalne skutki), ale zaproszenie słabnącej Rosji do partnerskiej współpracy na własnych warunkach. Kto wie, może w przyszłości współpraca z Rosją okaże się niezbędna do balansowania wpływów innych graczy w regionie?

Artykuł przedstawia prywatne poglądy autora.
Facebook Comments

***

Tekst Marcina Kacperka to trzeci głos w debacie o polskiej polityce wschodniej, którą prowadzimy na portalu Eastbook.eu. Gorąco zachęcamy czytelników do włączenia się w rozmowy. Swoje komentarze i uwagi można pozostawić bezpośrednio pod tekstami oraz na naszych kanałach społecznościowych, na facebooku i twitterze. Hashtag debaty: #PPW2016

Jestem absolwentem stosunków międzynarodowych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuję się Trójkątem Weimarskim, Grupą Wyszehradzką, szeroko pojmowanym regionem Europy Środkowo-Wschodniej oraz polityką globalną.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY