Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Cezary Szczepaniuk

Samotność w Gorganach. Podróż przez najdziksze góry Europy

"Edmund Wnuk-Lipiński, wybitny socjolog, na wykłady którego miałem możliwość uczęszczać podczas studiów w Natolinie nauczał, iż najważniejszy jest punkt odniesienia w opisie swojego miejsca w społeczeństwie i w życiu. Sokół na bicie Donatana w słowiańskim projekcie Równonoc rapował, iż konkurujemy tylko z samym sobą. To gdzie dotarłem wczoraj jest dla mnie najważniejszym punktem odniesienia."

Minęło równo dziesięć dni od decyzji do wykonania pomysłu. W moim słowniku marzenie to cel z terminem wykonania, inaczej jest tylko snem. Marcin wyposażył mnie w porządną czołówkę, a Andrzej w wojskowy nóż. W Decathlonie zaangażowałem miłego pracownika do zebrania brakujących fantów: menażki, kompasu, kijków trekkingowych i skarpet w góry.

W internecie kupiłem ultra-lekki, amerykański namiot trekkingowy, a w supermarkecie kilka kilogramów jedzenia. Przeczesałem wyniki google’a z hasłem Gorgany i przeczytałem wszystkie relacje z wędrówki po tych górach po polsku i ukraińsku. Wypytałem Volodymyra, ukraińskiego kolegę po dyplomatycznym fachu, o szczegółowe informacje dotyczące szlaków w tych górach. Dzięki Arturowi, przewodnikowi po Lwowie, mogłem zaplanować dojazd przez Ukrainę. Lyubov pomogła mi znaleźć nocleg we Lwowie, gdzie dwie noce gościł mnie ukraiński punk-rockowiec Andriej.

Pojechałem busem do Lublina, potem przejazdem z blablacar dostałem się do Tomaszowa Lubelskiego, skąd dwoma auto-stopami dojechałem do granicy z Ukrainą. Na granicy w Hrebennem spędziłem 2 godziny w towarzystwie sympatycznego małżeństwa szmuglerów, z którymi opuściłem UE. Już na Ukrainie, autostopem za kasę, dojechałem do Lwowa na dworzec kolejowy, a tam taksówką dostałem się do mieszkania kolegi. Tylko 265 km, a tyle wysiłku trzeba włożyć, by tam dojechać. Z domu wyszedłem o 13:00, a we lwowskim mieszkaniu Andrieja byłem o 23:00. Kilka godzin snu i o 9:00 blablacarem pojechałem do Iwano-Frankiwska.

Tam, w pierwszym napotkanym kiosku, kupiłem mapy Gorganów w cenie 40 hrywien każda, a następnie wsiadłem do marszrutki jadącej do Nadwirnej. W tej miejscowości poczekałem pół godziny na kolejną rozklekotaną, pamiętającą wczesny ZSRR marszrutkę i po półtorej godziny minąłem Jaremcze – znany ukraiński „kurort” górski i w opustoszałej wsi Mikuliczyn wysiadłem z pojazdu. Ukraińskie drogi są dziurawe jak ser szwajcarski, a podwozia starożytnych busów marek, których nigdy nie widziałem, sztywne jak student przed egzaminem. W środku zaś babuszki biadolą nad moim marnym losem, przed ruszeniem na szlak o tej porze roku. W tak dzikie góry!

Autor: Cezary Szczepaniuk

Autor: Cezary Szczepaniuk

Leżę już zawinięty w śpiwór, owinięty kocem termicznym w odzieży termoaktywnej, w moim nowym namiocie trekkingowym. Wiatr świszcze na kilkanaście różnych sposobów. Eskimosi podobno umieją odróżnić kilkadziesiąt rodzajów śniegu. Ja po kilku nocach w Gorganach z pewnością umiem odróżnić kilka odmian śniegu i wiatru. Wszystkie mięśnie pleców i nóg są bardzo zmęczone, ale umysł wciąż działa w trybie pełnej prędkości operacyjnej. Chcę już spać, bo wędrowałem ponad 10 godzin przez metrowy śnieg, wpadając w kosodrzewinę albo ostre kamienie zwane gorganami. Bolą mnie uda, łydki, całe nogi są posiniaczone. Mięśnie ramion i pleców wyjątkowo bolą wskutek noszenia 18 kilogramów na plecach.

Autor: Cezary Szczepaniuk

Autor: Cezary Szczepaniuk

Jestem na grani jednego z pasm Gorganów – Tawpuszyrki. Tego wieczoru zgubiłem szlak kilka razy, trafiłem na ostrą mgłę i zamieć śnieżną, straciłem dużo czasu i energii na odnalezienie szlaku, brodząc w śniegu. Nie udało mi się dojść do wyznaczonej przełęczy i musiałem rozstawić namiot na Tawpuszy. Ekstremalnie zmęczony organizm znalazł jeszcze resztki sił, by okopać namiot półmetrowym murem ze śniegu, zanim pozwoliłem sobie spocząć na nocleg. Stopiłem śnieg w menażce nad paliwem turystycznym i ugotowałem kuskus ze słoniną, w mięsie które zakonserwowała mi mama.

Autor: Cezary Szczepaniuk

Autor: Cezary Szczepaniuk

Serce wciąż bije jak oszalałe, nie ze strachu, ale ze zmęczenia. Gorgany to najdziksze góry Europy, żyją tam niedźwiedzie, lisy, wilki, wydry, dziki, ale ja na śniegu widuje tylko ślady rysia i ptaków. Nie bałem się spotkania z żadnym z tych zwierząt. Nie wiem, może mam zaburzone postrzeganie lęku, co pozwala mi robić trudniejsze rzeczy, na które normalny człowiek by się nie odważył. Umiem sobie wytłumaczyć, że najniebezpieczniejsze zwierzę to człowiek, a dzikie zwierzęta nie atakują ludzi, chyba że w obronie swoich szczeniąt.

Wiatr wciąż mocno smaga mój namiot, jestem na szczycie góry, co chwila spada obfity śnieg, a nawet grad. Nad ranem budzę się w pięknym słońcu, z widokiem na ośnieżone karpackie szczyty.

W ciągu sześciu dni przeszedłem prawie całe Gorgany (105 km) – ulokowane na północno-wschodniej stronie Łuku Karpat, w południowo-zachodniej Ukrainie, przy granicy z Rumunią. Z początkiem we wsi Mikuliczyn, czerwonym szlakiem przez Choniak (pierwszy nocleg), Syniak, Mały Gorgan, na którym spotkałem dwóch młodych Ukraińców, następnie przez przełęcz Stoły (drugi nocleg z ogniskiem i gwiaździstym niebem), połoninę Dovha i Ploską do wsi Bistrica (dawniej Rafajłowa) gdzie trzecią noc spędziłem w pensjonacie. Czwartego dnia szedłem Przełęczą Legionów w towarzystwie dziewięcioosobowej grupy Ukraińców z którymi się zaprzyjaźniłem i udowodniłem sobie, że mój rosyjski pozwala na kilkugodzinną konwersację na poziomie.

Autor: Cezary Szczepaniuk

Autor: Cezary Szczepaniuk

Przełęcz Legionów zaczerpnęła nazwę od polskich oddziałów, które przeszły Gorgany w 1914 roku. Czwarty nocleg spędziłem na Tawpuszy w okopanym namiocie, idąc cały czas wzdłuż dawnej granicy polsko-czechosłowackiej wytyczonej w 1920 roku. Do 1939 tereny te wchodziły w skład II RP. Piątego dnia minąłem polanę Bystrą i ruiny starego polskiego schroniska górskiego, zdobywając najwyższy szczyt Gorganów – Wielką Sywulę (1836 m. n.p.m). Góra ta dała mi ostro w kość – wiatr o prędkości około 150 kilometrów na godzinę omal nie zmiótł mnie z grani w przepaść.

Pod Sywulą w Gorganach; Autor: Cezary Szczepaniuk

Pod Sywulą w Gorganach; Autor: Cezary Szczepaniuk

Na grani Sywuli we mgle zgubiłem szlak kilkakrotnie, ale dzięki aplikacji GPS na smartfonie udało mi się zejść do doliny, którą szedłem 2 godziny po zmroku, czarnym szlakiem do pól pod lasem, gdzie rozbiłem namiot. Ostatniego dnia po południu zakończyłem wędrówkę we wsi Osmoloda, gdzie zjadłem obiad, uzupełniłem siły i zapasy, a następnie autobusem wróciłem do Lwowa.

Edmund Wnuk-Lipiński, wybitny socjolog, na wykłady którego miałem możliwość uczęszczać podczas studiów w Natolinie nauczał, iż najważniejszy jest punkt odniesienia w opisie swojego miejsca w społeczeństwie i w życiu. Sokół na bicie Donatana w słowiańskim projekcie Równonoc rapował, iż konkurujemy tylko z samym sobą. To gdzie dotarłem wczoraj jest dla mnie, na dzień dzisiejszy, najważniejszym punktem odniesienia. Nie to, kim jestem w porównaniu z kimś innym, ani to co osiągnąłem, lub czego nie osiągnąłem w porównaniu z kimś innym. Porównywanie siebie z innymi nie ma sensu, jak w angielskim przysłowiu: „don’t compare your life to others, you don’t know what their journey is all about”.

4_idąc po Sywulę - najwyższy szczyt Gorganów

Wędrowałem po trzytysięcznych szczytach Sierra Nevada w Hiszpanii. Przeszedłem prawie wszystkie góry i szlaki w Polskich górach, łącznie ze słynną Orlą Percią. Wędrowałem po górach Skandynawii, a Wielki Kaukaz przeszedłem w Swanetii, Kazbegi i Lagodekhi. W Gruzji wędrowałem pięknymi górami Borjomi, w Rumunii po Fogaraszach, a w Maroku spacerowałem po Atlasie. Pewnie nigdy nie zdobędę żadnego z ośmiotysięczników, ponieważ alpinizm (jeszcze?) mnie nie interesuje, tylko trekking czyli wędrówki górskie do 4 tysięcy metrów nad poziomem morza.

Cezary Szczepaniuk - jeszcze czysty, gotowy do wejścia na szlak

Cezary Szczepaniuk – jeszcze czysty, gotowy do wejścia na szlak

Za każdym razem pokonywałem swoje słabości i wchodziłem na wyższy poziom przygód górskich. Zaczynałem od spacerów z dziewczyną po Beskidach, przez trudne Tatry, później szlify zbierałem podczas samotnych wędrówek zimą po Bieszczadach, aż po Gorgany. Gorgany to mój next level. To wyprawa, którą przygotowałem sam, dzięki doświadczeniu zdobytemu wcześniej. Samotna wędrówka przez góry, które owiane zawsze były renomą najdzikszych i wyjątkowo trudnych. Sam się przekonałem że takie są. Zrobiłeś to zuchu. Pokonałeś swoje kolejne ograniczenia i słabości, przeszedłeś najdziksze góry Europy. Satysfakcja.

To dopiero początek. Patagonia, Denali, Tien Szan i wiele innych pasm górskich czeka.
„Czas zacząć życie, jakie sobie wymarzyłeś” – Henry James.

Mapa dokumentująca podróż autora w Gorgany:

Facebook Comments
Zdjęcie główne: odpoczynek na szczycie, autor: Cezary Szczepaniuk

Cezary Szczepaniuk jest absolwentem stosunków międzynarodowych Wydziału Politologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz podyplomowych Interdyscyplinarnych Studiów Europejskich na specjalizacji „Unia Europejska jako aktor regionalny” w Kolegium Europejskim w Natolinie. Współpracuje z organizacjami międzynarodowymi, instytucjami dyplomatycznymi oraz agencjami europejskimi jako koordynator projektów, obserwator wyborów oraz ekspert ds. stosunków międzynarodowych. Jego zainteresowania politologiczne obejmują szeroko rozumiane aspekty bezpieczeństwa międzynarodowego, Partnerstwo Wschodnie (Ukraina, Gruzja, kraje post-sowieckie) oraz Unię Europejską. Cezary jest także zapalonym podróżnikiem, zaś swoje przygody opisuje na blogu www.cezarkos.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY