Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Joanna Fomina

Zakaz czy prawo do aborcji? Debata w Polsce i w Ukrainie

W Ukrainie funkcjonuje wyidealizowany wizerunek Polski. To kraj ludzi mocno religijnych, przyzwoitych i moralnych, któremu przeciwstawiana jest zeświecczona i zdemoralizowana Ukraina. Gdy w Ukrainie powraca debata o zakazie aborcji, Polska wspominana jest jako przykład godny naśladowania. Polki zaś, z różnych powodów niechcące urodzić dziecka, dalej korzystają z usług ukraińskich lekarzy w celu wykonania taniego i bezpiecznego zabiegu.

Obecna ustawa antyaborcyjna w Polsce, opacznie nazywana „kompromisem aborcyjnym”, jest jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Dopuszcza aborcję wyłącznie w 3 sytuacjach: zagrożenia życia i zdrowia matki, poważnego uszkodzenie płodu oraz ciąży w wyniku czynu zabronionego (gwałt, kazirodztwo).

Korzystanie z obowiązującego prawa jest mocno utrudniane, między innymi dzięki „klauzuli sumienia”, czyli furtce prawnej dającej lekarzowi możliwość odmówienia wykonania zabiegu, gdy pacjentka ma do tego prawo zgodnie z legislacją.

Ustawa została przyjęta jako „prezent” dla Kościoła Katolickiego w podziękowaniu za walkę z komunizmem. Początkowo zupełnie nie odzwierciedlała postaw opinii publicznej, która dopuszczała przerwanie ciąży z powodów społecznych. Z tak zwanego „kompromisu” nie są zadowoleni ani zwolennicy zachowania prawa wyboru kobiety, ani zwolennicy całkowitego zakazu aborcji. Od momentu przyjęcia obowiązującej ustawy w 1993 r. nie było roku, w którym nie proponowano jakiś poprawki, mających na celu albo jej złagodzenie albo zaostrzenie.

Całkowity zakaz

Bieżący projekt obywatelski, opracowany przez fundację Ordo Iuris cieszy się poparciem rządu. Premier Szydło publicznie powiedziała, że popiera całkowity zakaz aborcji. Później częściowo się wycofała, podkreślając, że wypowiadała się wyłącznie jako osoba prywatna. Posłowie PiS również chętnie tłumaczą w mediach, dlaczego zgwałcona kobieta powinna urodzić, podkreślają jednak, że podczas głosowań nie będzie obowiązywała dyscyplina partyjna.

Premier Szydło publicznie powiedziała, że popiera całkowity zakaz aborcji; na zdjęciu: Premier Beata Szydło bierze udział w uroczystościach z okazji Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski; źródło: P. Tracz / KPRM; licencja: domena publiczna

Premier Szydło publicznie powiedziała, że popiera całkowity zakaz aborcji; na zdjęciu: Premier Beata Szydło bierze udział w uroczystościach z okazji Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski; źródło: P. Tracz / KPRM; licencja: domena publiczna

Projekt zakłada całkowity zakaz aborcji i karanie za dokonanie przerwania ciąży zarówno lekarzy jak i kobiet. Projekt zezwala na prowadzenie działań leczniczych w przypadku zagrożenia życia matki, nawet jeżeli mogą mieć skutek śmiertelny dla płodu, ale już nie w przypadku zagrożenia zdrowia matki. Inaczej mówiąc, utrata wzroku matki w wyniku ciąży nie jest podstawą do aborcji. Tak jak nie ma zgody autorów projektu na prowadzenie działań medycznych, ratujących zdrowie kobiety, lecz mogących spowodować obumarcie płodu, dopóki nie wystąpiło bezpośrednio zagrożone życie kobiety. Autorzy projektu za powód do przerwania ciąży nie uważają również letalnych wad rozwojowych – np. tzw. bezmózgowia – w wyniku którego dziecko tuż po urodzeniu najczęściej żyje kilka godzin.

Obecna ustawa nie działa

Obecna ustawa nie tylko nie jest „kompromisem”, lecz również nie jest realizowana. Ograniczeniu dostępu do aborcji miał towarzyszyć szeroki dostęp do antykoncepcji oraz upowszechnienie edukacji seksualnej. Według danych NFZ oficjalna liczba aborcji w 2014 r. wyniosła 1812, w poprzednich latach była nawet mniejsza. Wydawałoby się zatem, że skuteczność zakazu aborcji poparta jest twardymi liczbami.

A jednak, jak wynika z badań CBOS-u z 2013 r. prowadzonych bardzo złożoną wielostopniową metodą, nie mniej niż jedna czwarta i nie więcej niż jedna trzecia dorosłych Polek (ok. 5 mln Polek) miała aborcję przynajmniej raz w życiu.

Dane te świadczą o ogromnym podziemiu aborcyjnym oraz korzystaniu przez Polski z usług medycznych za granicą. Według danych szacunkowych w 2013 r. około 80-100 tys. Polek przerwało ciążę. Zresztą nawet w gazetach głównego nurtu bez trudu można znaleźć ogłoszenia typu „Przywracam miesiączkę” i numer telefonu.

Edukacja seksualna teoretycznie jest elementem przedmiotu szkolnego „Wychowanie do życia w rodzinie”. Jednak, po pierwsze, nie wszystkie szkoły wprowadziły ten przedmiot do programu nauczania. Po drugie przedmiot jest nieobowiązkowy. Z badań organizacji PONTON wynika, że zajęcia często są prowadzone przez osoby bez odpowiedniego przygotowania, nauczycieli biologii, polskiego czy WF-u, a jedna czwarta prowadzących – to katecheci.

Podstawowym problemem jest nieprzekazywanie młodzieży wiedzy medycznej i informacji na temat skutecznych metod antykoncepcji. W listach do PONTON-u młodzież opowiadała, że na zajęciach mogli się dowiedzieć, że „tylko kalendarzyk może zapobiec ciąży, bo prezerwatywa to wymysł szatana”, lub że „jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki!”.

Natomiast w trakcie lekcji przygotowanie do życia w rodzinie edukatorzy również potrafią kategorycznie odmówić rozmowy o antykoncepcji, wg. jednej z relacji, nauczycielka „nazwała nas niewychowanymi gówniarami (miałyśmy 15 lat), jak zaproponowałyśmy, żeby porozmawiać o pigułkach.” (Ponton, Federa, 2013)

Leki antykoncepcyjne są wyłącznie na receptę, przeważnie nie są refundowane, z wyjątkiem niektórych leków „starej generacji”, mających silniejsze, bardziej niekorzystne oddziaływanie na organizm kobiety. Kobiety często się skarżą na obcesowe traktowanie przez ginekologów, którzy potrafią odmówić pacjentce wypisania recepty ze względów światopoglądowych, a przynajmniej uprzedzić wypisanie recepty komentarzami na temat domniemanej rozwiązłości pacjentki.

Według badań prof. Izdebskiego jedynie około 30% kobiet w wieku rozrodczym korzysta z hormonalnej antykoncepcji. Co chwilę powraca również kwestia wprowadzenia „klauzuli sumienia” dla farmaceutów, którzy mogliby odmówić sprzedaży leków antykoncepcyjnych z powodów światopoglądowych. Podsumowując, obecna ustawa nie spełnia żadnego ze swoich założeń.

* na podstawie liczby oficjalnie przeprowadzonych aborcji, ** szacunkowe wyliczenie wszystkich aborcji dokonanych przez Polki, wykres: Eastbook

* na podstawie liczby oficjalnie przeprowadzonych aborcji, ** szacunkowe wyliczenie wszystkich aborcji dokonanych przez Polki, wykres: Eastbook

Dwa obozy

Debata w Polsce toczy się od początku lat dziewięćdziesiątych i odbywa się w ramach dwóch zupełnie odrębnych porządków aksjologicznych, w wyniku czego argumenty jednych zupełnie nie trafiają do drugich. Jedni operują określeniem „dziecka poczętego”, zrównując w podmiotowości, a zatem i prawach zygotę, a później płód niezdolny do życia poza organizmem matki, z człowiekiem. Tym samym usunięcie ciąży nawet w najwcześniejszych fazach – w 5-6 tygodniu zarodek ma 2-3 mm i przypomina przeźroczystą galaretkę – przyrównują do morderstwa z premedytacją.

Drudzy podkreślają, że do momentu urodzenia, a przynajmniej do momentu możliwości samodzielnego przeżycia poza organizmem matki powinniśmy mówić o zarodku, płodzie, nie zaś dziecku. Stąd stawianie akcentu na prawa kobiety do decydowania o swojej prokreacji.

Ponadto, zwolennicy liberalizacji ustawy podkreślają, że obowiązująca ustawa nie przyczyniła się do zmniejszenia liczby aborcji, jedynie zepchnęła je do podziemia i ograniczyła dostęp dla najbardziej zmarginalizowanej grupy kobiet – niezamożnych, mniej wyedukowanych, młodych, pochodzących z mniejszych miejscowości.

Kobiety te często sięgają po bardzo niebezpieczne domowe i nielegalne środki wywołujące poronienia, narażając swoje życie i zdrowie. Kluczem do zmniejszenia liczby aborcji jest ich zdaniem, upowszechnienie wiedzy medycznej na temat możliwości kontrolowania urodzeń, zabezpieczania się przed niechcianą ciążą.

Obóz antyaborcyjny nie uznaje takiego stawiania problemu, ponieważ postrzega zupełnie odmiennie seksualność człowieka. Jeżeli zakładamy, zgodnie z nauczaniem katolickim, iż seks jest jedynie instrumentem prokreacji, antykoncepcja jest zła sama w sobie. Natomiast edukacja seksualna jest postrzegana jako nieuprawnione wtrącanie się przez państwo i odbieranie niezbywalnego prawa rodziny do wychowania dzieci.

Zupełnie innego typu argumentem jest kwestia dzietności. Ograniczenie aborcji również postulowane jest w celu zwiększenia przyrostu naturalnego. Szkopuł w tym, że Polki rodzą znacznie chętniej, wyjeżdżając do kraju o bardzo liberalnym prawie aborcyjnym, lecz jednocześnie o rozbudowanym systemie opieki społecznej i wsparcia dla młodych rodziców – Wielkiej Brytanii.

Natomiast Polska, która od 25 lat ma jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Unii Europejskiej, ma jednocześnie jeden z najniższych w Unii współczynnik dzietności, co powinno być (ale nie jest) wystarczającym argumentem dla tych, którzy uważają, że zakaz aborcji to skuteczny sposób walki z kryzysem demograficznym.

Walka z „cywilizacją śmierci”

Spór o prawo do aborcji wpisuje się w debatę nad tożsamością narodową, przynależnością do Europy, relacjami państwo-kościół oraz zagadnieniami praw człowieka. Unia Europejska postrzegana jest bardzo odmiennie przez przedstawicieli dwóch obozów. Jeżeli dla zwolenników prawa do aborcji jest uosobieniem wartości oświeceniowych, poszanowania dla praw człowieka, indywidualizmu, dla zwolenników zakazu aborcji jest do zaakceptowania dopóki jest katolicka lub przynajmniej chrześcijańska.

W tej narracji Polska jako anti-murale chrześcijaństwa jest przeciwstawiana Europie, tej „zgniłej cywilizacji śmierci”, która zagraża witalności homogenicznego etnicznie i religijnie narodu. W odróżnieniu od indywidualistycznego podejścia praw człowieka, nacisk stawiany jest na dobro narodu, w imię którego poświęcić można wszystko.

Jak tłumaczy ks. Prof. Tadeusz Guz (KUL): „Powiedzieliśmy, że to Naród jest Suwerenem, zatem zgoda polskiego prawodawcy na uśmiercenie chociaż jednego dziecka w łonie matki oznacza zasadniczą zdradę polskiej racji stanu. To jest zabijanie Suwerena, uderza w naród”.

W Polsce w kwietniu 2016 odbyły się wielotysięczne protesty przeciwko zaostrzaniu obowiązującej ustawy. Opinia publiczna w Polsce poniekąd ewaluowała w stronę bardziej restrykcyjnych rozwiązań pod wpływem nauczana Kościoła Katolickiego – lecz jeżeli w 1997 roku 65% uważało, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży, w 2010 odsetek ten wynosił 44%. Natomiast zdecydowana większość jest przeciwna zaostrzaniu obecnej ustawy.

Protest przeciwko zaostrzaniu obowiązującej ustawy:

W Ukrainie scheda po komunizmie

Prawo regulujące przerwanie ciąży w Ukrainie jest bardzo liberalne, zezwalając na dokonanie aborcji do 12 tygodnia ciąży bez ograniczeń i do 22 tygodnia z powodów społecznych i medycznych. Ustawa z 2006 r. reguluje sposób przerwania ciąży: na wniosek ciężarnej specjalnie akredytowana komisja wydaje zaświadczenie, na podstawie którego odpowiednie jednostki medyczne mogą dokonać zabiegu.

Liberalne prawo aborcyjne w Ukrainie nie wynika z szerokiej debaty społecznej, zrozumienia dla argumentów praw kobiet, kultury seksualnej. Jest dziedzictwem okresu komunizmu, kiedy to aborcja była właściwie jedyną formą antykoncepcji. Lecz praktyka ta bardzo się zmieniła. Z nowoczesnych metod antykoncepcji (środki hormonalne i spirale domaciczne) korzysta około 35% kobiet w wieku rozrodczym – wskaźnik jest zbliżony do polskiego. W odróżnieniu od Polski temat antykoncepcji jest zupełnie odideologizowany.

W porównaniu do krajów Europy Zachodniej wskaźniki aborcji w Ukrainie są wciąż stosunkowo wysokie, ale maleją z roku na rok. Na 1 000 kobiet w wieku rozrodczym obecnie przypada 10 aborcji i 40 żywych urodzeń (2014). W ciągu zaledwie dziesięciu lat, wskaźnik ten zmniejszył się dwukrotnie.

Dla porównania, w Holandii, gdzie również obowiązuje bardzo liberalne prawo, liczba aborcji na 1000 kobiet w wieku rozrodczym wynosi 8,5. Z kolei w Rosji ten sam wskaźnik jest prawie czterokrotnie wyższy. W Polsce według oficjalnych danych liczba ta wynosi ok. 0,1, lecz, jak wynika ze wspomnianych badań CBOS-u, ma się ona zupełnie nijak do rzeczywistej skali aborcji.

Zakazać aborcję w Ukrainie?

Co jakiś czas również w Ukrainie pojawiają się pomysły ograniczenia dostępu do możliwości przerwania ciąży, jednym z ostatnich była inicjatywa deputowanego z radykalnej partii Laszki Ihora Mosijczuka. Wcześniej deputowani partii Swoboda złożyli projekt na kształt obowiązującej ustawy w Polsce. Kościół greko-katolicki od dawna domaga się zakazu aborcji w Ukrainie, a dyskusja nasiliła się w 2012 r. W tym roku odbył się marsz za zakazem aborcji w Iwano-Frankiwsku, którego prezydent znany jest ze swoich radykalnych poglądów.

23 marca w Iwano-Frankiwsku odbył się "Marsz dla życia", źródło: credo-ua.org

23 marca w Iwano-Frankiwsku odbył się „Marsz dla życia”, źródło: credo-ua.org

Argumenty za zakazem aborcji nie różnią się specjalnie od tych używanych w polskiej debacie. Budowane są na uznaniu zarodka za pełnoprawnego człowieka, któremu należy się taka sama ochrona, jak wszystkim innym żyjącym istotom ludzkim. Wpisują się również w dychotomię „zeświecczona, zdemoralizowana Europa” vs. „Ukraina dążąca do budowania wspólnoty narodowej na zasadach moralności chrześcijańskiej i nauk kościoła„.

Polska służy tu jako bardzo ważny punkt odniesienia i ilustrację, że można być członkiem UE i jednocześnie nie poddać się deprawującym wpływom „Gejropy”. Jest to jednocześnie dyskurs mocno promowany przez Cerkiew prawosławną patriarchatu moskiewskiego, bardzo aktywną w Ukrainie. Zakrawa to na ironię, bo w Rosji wskaźnik aborcji jest znacznie wyższy, niż w „zdeprawowanej” Europie Zachodniej. Straszenie „Gejropą” zresztą dobrze jest znane z okresu Maidanu i było przemyślaną strategią propagandy kremlowskiej.

Kwestia niskiej dzietności jest jeszcze bardziej paląca w Ukrainie, niż w Polsce. Nie brakuje więc pomysłów na jej zwiększenie poprzez zakaz aborcji. W przypadku obu krajów część obozu antyaborcyjnego postuluje zakaz aborcji z pobudek moralnych, druga część – z pobudek cynizmu politycznego, w celu utargowania głosów konserwatywnego elektoratu lub też odciągnięcia uwagi od innych wydarzeń politycznych. Nawiasem mówiąc, znaczącą częścią tego elektoratu są starsze kobiety, które, wg. przytoczonego badania CBOSu, same na koncie mogą mieć po kilka aborcji – w PRL-u czy Związku Radzieckim proceder był nagminny.

To, co różni Polsce i Ukrainę, to skala debaty i siła przebicia obozu antyaborcyjnego. W świadomości większości mieszkańców Ukrainy prawo do aborcji jest jednak czymś „naturalnym”. Przegłosowanie projektu ustawy zakazującej przerwania ciąży jest obecnie mało realistyczne. Nie wynika to z powszechnego przywiązania do praw człowieka i równouprawnienia kobiet i mężczyzn, tylko z bezrefleksyjnej akceptacji status quo rodem z radzieckiej rzeczywistości.

Polska nie jest przykładem dla Ukrainy

Zarówno w Polsce, jak i w Ukrainie brakuje edukacji seksualnej oraz informacji na temat nowoczesnych metod regulowania urodzeń. Nie ma odpowiedniego poziomu wsparcia dla młodych rodziców – narzędzi, które faktycznie ograniczają liczbę niechcianych ciąż, a zatem i aborcji, zamiast spychać je po prostu do podziemia. Według artykułu naukowego opublikowanego w 2012 w The Lancet, jednym z najbardziej respektowanych czasopism medycznych, skala aborcji jest mniejsza w krajach, mających liberalne ustawy aborcyjne.

Na koniec, przyglądając się debacie politycznej w Polsce, ma się nieodparte wrażenie, że politycy pochylają się z troską nie nad tym dzieckiem, co powinny: „Zgwałcona 11-letnia dziewczynka powinna urodzić. Po dziecko ustawi się kolejka chętnych do adopcji, a może być tak, że w tej dziewczynce obudzi się instynkt macierzyński” – tak tłumaczył poseł PiS Czesław Hoc podczas debaty sejmowej jeszcze dwa lata temu.

Jest wiele obszarów polityki publicznej w Polsce, które mogą posłużyć jako dobry przykład dla Ukrainy, nie jest nim jednak polityka dotycząca planowania rodziny. Wręcz przeciwnie, radykalne zmniejszenie wskaźnika aborcji w Ukrainie na przestrzenie zaledwie 10 lat przy zachowaniu liberalnego prawa sugeruje, że należy przenieść akcent z zakazu na edukację i dostępność antykoncepcji. Kobietom w ciąży rozważającym aborcję należy się wsparcie i rzetelna informacja o alternatywach i konsekwencjach. Nakazywanie i zakazywanie nie są rozwiązaniem.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: 23 marca w Iwano-Frankiwsku odbył się "Marsz dla życia", źródło: credo-ua.org

Socjolożka, doktor nauk humanistycznych, pracuje na stanowisku adiunkta w Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się polityką migracyjną oraz polityką UE wobec Partnerstwa Wschodniego.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY