Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Wojna propagandowa z Kremlem? Nie idźmy tą drogą

Od kilku lat Zachód nie ma sposobu na przeciwstawienie się rosyjskiej propagandzie. Co jakiś czas pojawiają się pomysły jej neutralizacji. Postuluje się stworzenie europejskiego koncernu medialnego zdolnego podjąć walkę z siecią rosyjskich ośrodków telewizyjnych i internetowych (m.in. Sputnik i Russia Today). Ta idea cieszy się dużą popularnością zwłaszcza w Polsce.

Od kilku lat Zachód nie ma sposobu na przeciwstawienie się rosyjskiej propagandzie. Co jakiś czas pojawiają się pomysły jej neutralizacji. Postuluje się stworzenie europejskiego koncernu medialnego zdolnego podjąć walkę z siecią rosyjskich ośrodków telewizyjnych i internetowych (m.in. Sputnik i Russia Today). Ta idea cieszy się dużą popularnością zwłaszcza w Polsce.

Postuluje ją m.in. redaktorka „Studia Wschód” Maria Przełomiec, która „od trzech lat” ma gotowy projekt telewizji internetowej mającej rzetelnie informować o wydarzeniach na świecie dla rosyjskojęzycznego odbiorcy. Z podobną ideą, utworzenia ogólnoeuropejskiej stacji telewizyjnej, występuje dyrektor Bielsatu Agnieszka Romaszewska oferując swoje doświadczenie w realizacji projektu.

Pomysły te niestety nie wychodzą poza ramy włączenia Polski i szeroko rozumianego Zachodu do wojny propagandowej z Kremlem. Siłą rzeczy mający cechować się rzetelnością zachodni ośrodek medialny będzie zmuszony wziąć udział w tym konflikcie – przedstawienie tych samych faktów i wydarzeń musi skutkować kolizją punktów widzenia. A to jest w istocie realizacją zamierzeń Moskwy dążącej do stworzenia chaosu informacyjnego skutkującego relatywizowaniem pojęcia obiektywnej prawdy.

W tych warunkach zachodnie medium będzie postrzegane jako narzędzie kontrpropagandy wobec przekazu informacyjnego generowanego przez media kremlowskie. Efekt jest łatwy do przewidzenia – wojna informacyjna, która ma charakter wykluczający się – propaganda vs antypropaganda – powoduje spadek zaufania do mediów jako całości, wywołując wśród odbiorców przekonanie „że wszyscy kłamią”. A skoro tak, to Rosja nie manipuluje faktami bardziej niż Zachód.

Zobacz kremlowskie widzenie geopolitycznej rzeczywistości:

Pół biedy jeśli pomysły walki z rosyjską propagandą zasadzają się na idei rzetelnego przekazywania informacji. Gorzej jeśli źródłem ich powołania jest rzeczywisty zamiar udziału w wojnie propagandowej. Taką formę ma właśnie uruchomiony portal – Information Warfare Initiative, witający nas już na stronie głównej wojskowym radarem mającym w domyśle wychwytywać wrogie jednostki informacyjne.

Oprawa portalu skutecznie przekonuje użytkownika, że panuje tutaj koszarowe postrzeganie rzeczywistości – oto jesteśmy na wojnie. Wizualnie i treściowo portal jest żywcem przeniesiony z kremlowskiej narracji geopolitycznego konfliktu (o czym przekona się użytkownik wchodząc na stronę wydawcy portalu organizacji CEPA, gdzie powita go flaga NATO i polski żołnierz z zaciętym wyrazem twarzy sugerującym mało pokojowe nastawienie).

Rosyjskojęzyczny użytkownik Internetu, który miał styczność do tej pory wyłącznie z rosyjskimi mediami nie będzie miał wątpliwości – USA przy pomocy swojego małego przyjaciela w Europie Środkowej dąży do konfrontacji. Powiedzmy to sobie szczerze – ta strona nie ma żadnych szans z dobrze opłacaną rosyjską machiną, która dodatkowo dysponuje „propagandowymi głowicami nuklearnymi” – szyderstwem.

Wyśmiać i wykpić

Aby skutecznie walczyć z efektami rosyjskiej propagandy potrzeba zanalizowania sposobów jej funkcjonowania i przyczyn jej skuteczności. Główne programy informacyjne, z których przeciętny Rosjanin dowiaduje się o świecie to programy publicystyczne (przede wszystkim programy Dmitrija Kisieliowa i Władimira Sołowiowa), w których dobór gości i sposób prowadzenia rozmowy urządzony jest w taki sposób, aby zwyciężała i dominowała pozycja strony prokremlowskiej (o manipulacjach w rosyjskich programach przeczytaj tutaj).

W treść wypowiedzi prowadzącego oraz broniących polityki władz gości często wplątywane są kpiny lub zwykłe szyderstwa z adwersarzy służące ich wyśmianiu i zdezawuowaniu. Z audycji widz ma zapamiętać tyle, że dyskutanci kolejny raz dowiedli słuszności „naszego” punktu widzenia, a ci którzy mieli inne zdanie znowu się zbłaźnili. Przy czym odbiorca będzie absolutnie przekonany, że doszedł do takiego wniosku samodzielnie, na podstawie porównania z racjami oponentów.

Innym ciekawym przykładem jest program Russia Today „In the Now„, gdzie błyskotliwa i atrakcyjna prowadząca niemiłosiernie punktuje hipokryzję Zachodu wyśmiewając europejskich i amerykańskich polityków i media. Specjalnością tego programu są krótkie i atrakcyjne wizualnie skróty informacji, które łatwo można udostępniać i promować w sieciach społecznościowych.

Celem nie jest przekazanie informacji, a wywołanie na tyle silnego wrażenia u odbiorcy, aby został on skutecznie przekonany na poziomie emocjonalnym. To jest właśnie specyfika rosyjskiej propagandy: umiejętne łączenie informacji z emocjonalnym przekazem – mieszanie talk-show z programem informacyjnym, paradokumentów historycznych z programem śledczym.

Zobacz program „In the Now”:

Dodatkowym atutem rosyjskich mediów jest dobór formy przekazu do odbiorcy. Adresatem treści kremlowskiej propagandy są zwykli ludzie, którzy mają wspierać politykę Putina w kraju (elektorat) i za granicą (opinia publiczna). Zaoferowani „realnym życiem” widzowie nie chcą faszerować sobie głowy szczegółowymi danymi na temat bieżących wydarzeń. Ich interesuje ogólny pogląd na sprawy, którym można się podzielić ze znajomym w czasie drogi do pracy lub kumplami w barze.

Są to osoby o niskim poziomie świadomości działania mediów i cechujące się ograniczonymi możliwościami weryfikacji podawanych im wiadomości. To problem innej polskiej inicjatywy – Intersection Project, założonej przez pracowników Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Przedsięwzięcie ciekawe, ale publicystyczno-analityczna treść i takaż oprawa sprawia, że jej zasięg ogranicza się wyłącznie do wąskiego grona analityków i specjalistów relacji z Rosją.

Informacyjny Specnaz

Tytuł tego artykułu – nie idźmy na wojnę propagandową– nie służy przekonaniu o konieczności wywieszania białej flagi wobec działań Rosji w sferze informacyjnej. Wojna propagandowa z Kremlem jest rzeczywistością i Zachód nie może sobie pozwolić na ignorowanie rosyjskich „infotanków”.

Podobnie jednak jak we współczesnej doktrynie wojskowej, wojnę informacyjną nie prowadzi się już przy użyciu nalotów dywanowych czy rajdów batalionów pancernych, jak można byłoby scharakteryzować pomysły utworzenia dużego ośrodka medialnego konfrontującego się z rosyjską wizją rzeczywistości. W prowadzonych dziś konfliktach zbrojnych główny ciężar działań spoczywa na jednostkach specjalnych, które zdolne są operować głęboko za formalną linią frontu prowadząc działania dywersyjne i realizujące punktowe ataki na newralgiczne cele.

Dlatego zanim przystąpimy do wojny z propagandą powinniśmy dokonać kompetentnej analizy pola walki. Taka analiza została już dokonana w raporcie European Endowment for Democracy zatytułowanym „Bringing Plurality and Balance to the Russian Language Media Space”.

Ważnym spostrzeżeniem dokonanym przez jego autorów jest zwrócenie uwagi na fakt, że rosyjskojęzyczne media relatywnie mało uwagi poświęcają sprawom i problemom lokalnym, dotyczących spraw bliskich życiu zwykłych mieszkańców. Ważne jest więc wspieranie lokalnych inicjatyw medialnych.

Lokalny charakter przekazu informacji powinien być furtką do wejścia w rosyjskojęzyczną przestrzeń medialną, która jest jak dotąd słabo zagospodarowana przez kremlowskie media, zwłaszcza po zlikwidowaniu agencji RIA Novostii, pełniącej dotychczas rolę zwornika wiadomości lokalnych. Finansowanie szkoleń dla dziennikarzy i wspieranie mediów zajmujących się problemami mniejszych społeczności jest właśnie zastosowaniem „informacyjnych oddziałów specjalnych”, które mogą przynieść znaczne lepsze efekty niż choćby największa kampania informacyjna.

Współczesna rosyjska propaganda – podobnie jak sowiecka poprzedniczka – charakteryzuje się językiem emocji i ocen, a nie faktów. To sprawia, że jakikolwiek pomysł stworzenia ośrodka medialnego „rzetelnie informującego” o faktach i wydarzeniach z góry skazany jest na porażkę.

Rywalizowanie z rosyjską propagandą nie będzie niczym innym jak udziałem w grze, której zasady wyznaczył Kreml. Nie należy się łudzić, że odbiorcy będą kierować się obiektywnymi kryteriami oceny przekazywanych informacji. Konfrontowanie ze sobą różnych punktów widzenia może sprawić jedynie, że w najlepszym wypadku przegranymi będą obie strony tego konfliktu. Różnica polega jednak na tym, że Moskwa nie obawia się dyskredytacji, a Zachód pod żadnym pozorem nie może sobie na nią pozwolić.

Chcesz wiedzieć więcej o kremlowskiej propagandzie? Koniecznie przeczytaj:

1. Dlaczego warto oglądać rosyjską propagandę
2. 300 Putina – medialna armia Kremla
3. Rosyjski gambit
4. W przededniu Dnia Klęski

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Władimir Putin, źródło: kremlin.ru
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY