Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alicja Cembrowska

„Sam Bóg chciał, żebym się tutaj znalazła”. Imigranci z Europy Wschodniej wzbogacają polską kuchnię

Imigranci z Europy Wschodniej, którzy przybyli do Warszawy, nie tracą czasu na narzekania. Nie tylko oswajają się z rynkiem pracy i językiem polskim. Wiedzą również, że aby dotrzeć do serca (tym bardziej polskiego!), trzeba zacząć od żołądka.

Wędrówkę zacznij od kawy

Pięć miesięcy temu wraz z żoną przyjechał z Kijowa. Pracował w ukraińskiej stolicy, a kawę robił głównie żonie, bo ona lubi ją bardziej. Teraz znajdziecie go na zaledwie kilku metrach kwadratowych, wciśniętego pomiędzy wielką kawiarnię i sporych rozmiarów sklep spożywczy. Ale właśnie pomiędzy tymi olbrzymami znajdziecie samo dobro – kawiarnię Dobro&Dobro .

Oleg Yarovyi, właściciel lokalu znajdującego się przy ul. Puławskiej 11, od progu uśmiecha się do mnie promiennie i proponuje kawę. Pomimo krótkiego czasu spędzonego w Warszawie, mój rozmówca sprawnie radzi sobie z językiem polskim i z chęcią opowiada o wyjeździe z Kijowa i organizacji własnej działalności w obcym kraju. Brak doświadczenia i wcześniejsza praca w zupełnie innej branży (reklama), nie przeszkodziły w realizacji marzenia o własnej kawiarni.

Otwarcie lokalu było inicjatywą żony, która z racji posiadania Karty Polaka mogła zrealizować swój pomysł. Nazwa pasuje zarówno do osobowości właścicieli, jak i atmosfery, która panuje w środku. Oleg z przekonaniem opowiada o świeżej i pysznej kawie, pochodzącej z Brazylii i Indii, a palonej w Warszawie oraz słodkościach sprowadzanych prosto z Ukrainy.

Znakomitym pomysłem okazało się wystawienie małych talerzyków, z których każdy może wybrać słodycz i skosztować nowości – ja zostałam skuszona ukraińskim zefirem z dodatkiem musu jabłkowego, który z pozoru wydaje się tradycyjną polską bezą. W odróżnieniu od niej jest jednak mięciutki i trochę kwaskowaty.

Poza popularnymi americano czy cappuccino mamy do wyboru dwie mniej znane opcje: kawę po warszawsku (z dodatkiem mleka, cukru waniliowego, cynamonu) oraz kawę firmową według receptury żony Olega – znajdziemy w niej imbir i cytrynę.

dd

Jednak nie muszą się przejmować ci, którzy na wychwalaną kawę nie mogą sobie pozwolić – kawiarnia zaangażowała się w akcję „zawieszona kawa”. Na sznureczku za pomocą klamerek przypięte są kubeczki jako dowód uprzejmości klientów, którzy wcześniej zapłacili za ciepły napój, sponsorując tym samym kawę dla kogoś innego. Zarówno na ulotce, jak i z ust Olega dowiedziałam się bowiem, że u niego jest „tylko dobra kawa dla dobrych ludzi”. Ideę potwierdzają karty stałych klientów, które dyskretnie powiewają przy nowoczesnym ekspresie. I jest ich naprawdę sporo pomimo tego, że Oleg sieje dobro od zaledwie dwóch miesięcy.

Gdy kawa już wypita i pora na obiad

Kolejnym punktem na mapie i świetnym przykładem ukraińskiej gospodarności jest restauracja „U sióstr”. Wystarczy dotrzeć pod adres Złota 63A, by przenieść się za wschodnią granicę.

Już samo przywitanie z Panią Tetianą Jakowenko, menedżerką lokalu, wprawia w pozytywny nastrój. Jak na osobę pilnującą biznesu przystało, wygląda profesjonalnie, a detale w postaci kwiatowych wzorów na białej bluzce podkreślają jej ukraińskie korzenie. Z dumą opowiada o swojej pracy, z nadzieją, że jeszcze więcej osób zechce zapoznać się z ich działalnością.

Pani Tetiana sprawuje pieczę nad warszawskim oddziałem restauracji „U sióstr”. Jak się jednak okazuje, na Ukrainie lokal ma 20-letnią tradycję i zdążył już zdobyć uznanie klientów w Charkowie, Połtawie czy Kijowie. Od 1,5 roku również  mieszkańcy Warszawy i przebywający w niej turyści, mają okazję zapoznać się ze wschodnimi smakami w wydaniu dwóch wschodnich sióstr. Parująca mięsna solianka, zaserwowana ze świeżym pieczywem, pastą z pomidorów i smalcem czosnkowym, sprawiają, że w jednej chwili wspomnieniami wracam na Ukrainę.

Właścicielki od początku działalności chciały stworzyć przestrzeń hołdującą ukraińskiej tradycji. Przejawia się to nie tylko w daniach, ale również w  wystroju – na ścianach zawieszone są ozdoby kwiatowe, pamiątkowe zdjęcia z ojczyzny i święte obrazki, a wysokie okna zasłaniają śnieżnobiałe koronkowe firany. Zaś przy barze, za szybą ustawione są słoiczki z postnymi daniami i sosami, które zabieganej pani domu ułatwią przygotowanie szybkiego obiadu. Klimatu dopełniają rozbrzmiewające ukraińskie rytmy.

kolażsiostry

Kolejnym pozytywnym wymiarem tego miejsca jest poczucie wspólnoty i pomoc rodakom, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w Polsce. W restauracji pracują tylko Ukraińcy, a w każdej z filii restauracji obowiązują te same receptury i przepisy, według których gotowały mama i babcia właścicielek.

A wieczorem… Mołdawskie wino!

Pierwsze pytanie podczas spotkania z właścicielką restauracji „Veranda” zadałam nie ja, a ona. Zapytała, co wiem o Mołdawii – jej ojczyźnie. Przyznałam, że niewiele. Pani Tatiana Ross jest jednak idealną osobą, która nie tylko pozwoli poznać swój kraj, ale sprawi, że od razu go pokochacie.

kolaż1

Lokal przy ul. Białostockiej 36 jest tworem młodym, wręcz jeszcze raczkującym – działa zaledwie od miesiąca. Nie jest to jednak przeszkodą, by odnieść wrażenie, że ta przestrzeń wręcz czekała na Panią Tatianę. Ona sama podkreśla: „chyba sam Bóg chciał, żebym się tutaj znalazła”.

Do Polski przeniosła się wraz z mężem, Wiktorem Rossem, byłym ambasadorem RP w Mołdawii i Armenii, prawie 16 lat temu. A od dobrych kilku lat w głowie kiełkowała jej myśl o tym, by stworzyć przestrzeń na wzór swojej ojczyzny.

Kluczem do zrozumienia idei tego miejsca są detale. Nic nie jest tutaj przypadkowe, nic nie przytłacza. Właścicielka jest konsekwentna i twardo trzyma się swojej koncepcji. Zamierzeniem było nie tylko przeniesienie cząstki swojej ojczyzny do Warszawy, ale pokazanie innym piękna i tradycji Mołdawii.

tak3

Urok osobisty i charyzma Pani Tatiany potęgują uczucie domowej i spokojnej atmosfery. Co rusz wskazuje na jakiś przedmiot i opowiada jego historię. Na półeczkach ustawione są dzbanki, figurki, matrioszki, komplet kieliszków z Ukrainy, a tuż nad nimi znalazło się miejsce na bluzkę z Rumunii, która liczy sobie dobre 45 lat i jest wspomnieniem spotkania ojca Wiktora Rossa ze swoim bratem – pierwszy mieszkał w Polsce, drugi w Izraelu, a spotkali się właśnie w Rumunii.

Przy barze zawisł ręcznie tkany dywan, natomiast w rogu, obok drzwi – sporych rozmiarów anioł ze spektaklu „Schizofrenia”, którego do lokalu przyniosła aktorka Nina Czerkies. Na półkach odnaleźć można również ślady z Rosji, Azerbejdżanu i Ukrainy. Jednak najbardziej znamiennym i oryginalnym elementem wystroju jest zawieszona nad wejściem część zderzaka od Opla – przypominająca o wypadku z 2014 r., który pomimo strasznych uszczerbków i zniszczeń samochodu, dla Pani Tatiany i jej koleżanki okazał się cudem – poza kilkoma zadrapaniami nie stało im się nic poważnego.

Pani Tatiana doradzi zarówno w kwestii wina (a to jest na najwyższym poziomie, produkowane przez Polaka według dawnej mołdawskiej receptury), jak i ugości domowymi specjałami. Wybór nie jest duży, m.in. solianka, barszcz, gołąbki w wersji mięsnej i wegańskiej. Do skosztowania mołdawskich dań przekonać może jednak fakt, że właścicielka codziennie przygotowuje je samodzielnie, ze świeżych produktów.

kolaż2

Veranda to miejsce, które warto odwiedzić, gdy jesteście głodni i chcecie poznać nowe smaki, macie ochotę na lampkę wina z przyjaciółmi czy przyjemne popołudnie z dzieckiem. Nie bez powodu na kanapach siedzą pluszowe misie, a przed knajpką ustawiono kolorową dziecięcą ławeczkę. Zarówno ci starsi, jak i młodsi klienci poczują się jak u siebie w domu.

koniec_linia

Po nagraniu ostatniej rozmowy, wracając do domu złapała mnie ulewa. Zmarznięta i przemoczona napisałam “są takie momenty w życiu człowieka, że pomimo niedogodności chce się żyć. Akurat w środę bardziej niż we wtorek”. Takie momenty tworzą ludzie, których mamy okazję spotykać na swojej drodze. Bardzo się cieszę, że mogłam porozmawiać z moimi bohaterami. Wszystkim życzę dalszego powodzenia w realizacji marzeń i niesłabnącego optymizmu, bo akurat niesamowitej pogody ducha i życzliwości nie można odmówić żadnemu z nich. Na szczęście, jest to zaraźliwe.

Facebook Comments
Zdjęcia: Alicja Cembrowska
Alicja Cembrowska
Redaktorka

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studentka kulturoznawstwa na UKSW, zainteresowana głównie reportażem, fotografią i kulturą Rosji i Ukrainy.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY