Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Jewhen Magda

Polska i Ukraina mogą zmienić układ sił w Europie

Charakter relacji polsko - ukraińskich nie jest prosty. Z jednej strony nasze kraje obciążone są trudnym dziedzictwem historycznym, z drugiej zaś – ich współpraca mogłaby już w najbliższej perspektywie doprowadzić do zmiany układu sił w Europie. Od tego, czy Warszawie i Kijowowi uda się zmienić dotychczasowy format stosunków, zależą losy regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

Bratnie narody

Polska i Ukraina leżą na „skrwawionych ziemiach”, co niewątpliwie rzutuje na ich dwustronne relacje, a częstokroć staje się nawet czynnikiem decydującym. Tematy czystek etnicznych podczas drugiej wojny światowej i powojennych represji polskich władz przeciwko Ukraińcom (operacja „Wisła”) nadal odgrywają ważną rolę w dwustronnym dyskursie społeczno-politycznym, a kwestie te są intensywnie wykorzystywane przez rosyjskich propagandystów pragnących skłócić Warszawę i Kijów. Nie tylko jednak trudna przeszłość kształtuje dwustronne relacje.

Polska jako jeden z pierwszych krajów uznała niepodległość Ukrainy na początku lat 90. i konsekwentnie pomagała jej na drodze kształtowania swej niezależności. Polskie doświadczenie jest aktywnie przyswajane w procesie transformacji w Ukrainie, w tym w dziedzinie decentralizacji. Nawet wewnętrzne kryzysy polityczne w naszym kraju związane z rywalizacją różnych grup interesów nie obywały się bez polskich pośredników. Formuła „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie” promowana przez Leonida Kuczmę i Aleksandra Kwaśniewskiego oraz szereg konkretnych inicjatyw skierowanych na pojednanie i kształtowanie wspólnej pozycji obu państw doprowadziły do osiągnięcia realnego zbliżenia Kijowa i Warszawy.

Prezydenckie lokomotywy

Charakterystyczne jest to, że relacje dwustronne kształtowano przeważnie na podstawie porozumienia między prezydentami. W procesie rozwoju wzajemnych stosunków Polski i Ukrainy liderzy państw odgrywali rolę lokomotyw. Oczywiście uwzględniając przy tym rozmaite okoliczności historyczne i polityczne. Kwaśniewski przykładowo nie odciął się od Kuczmy po „aferze kasetowej”, a Bronisław Komorowski faktycznie pełnił obowiązki upoważnionego przez Unię Europejską negocjatora z Wiktorem Janukowyczem.

Właśnie z poprzednim polskim prezydentem związany jest niełatwy epizod w dwustronnych stosunkach. W kwietniu 2015 roku parlament ukraiński uchwalił ustawę o dekomunizacji, w której wykazał należny szacunek dla walki UPA o niepodległość Ukrainy. Miało to miejsce prawie od razu po przemówieniu Bronisława Komorowskiego z trybuny Rady Najwyższej Ukrainy. W Polsce wspomniana decyzja, ze zrozumiałych powodów, została odebrana negatywnie, a samego przedstawiciela Platformy Obywatelskiej podczas prezydenckiego wyścigu „kazus kijowski” kosztował spadek w rankingu wyborczym.

Dla zachowania obiektywności należy dodać, że Polska zarazem popełniła poważny błąd w relacjach z Ukrainą. Warszawa nie podjęła ryzyka mianowania Marcina Wojciechowskiego na stanowisko ambasadora w Kijowie, chociaż było wiadomo, że uzyska on pełną akceptację. Dzisiaj obowiązki ambasadora Polski w Ukrainie nadal pełni Henryk Litwin.

Międzymorze na wyciągnięcie ręki

Wybór Andrzeja Dudy na prezydenta Polski wiąże się z odrodzeniem dość popularnej w Polsce międzywojennej idei Międzymorza. Słynne Intermarium mogłoby powstać nawet dzięki wysiłkom dwóch państw – Ukrainy i Polski, ponieważ ich terytoria umożliwiają stworzenie geopolitycznego mostu pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. W obecnych warunkach dwa kraje oczywiście nie wystarczą i dlatego Andrzej Duda oznajmił o konieczności dołączenia do przyszłego projektu również innych państw Europy Środkowej, przede wszystkim członków Unii Europejskiej. Ukraina jednak oficjalnego zaproszenia nie otrzymała.

Słynne Intermarium mogłoby powstać nawet dzięki wysiłkom dwóch państw – Ukrainy i Polski.

Polsko-ukraińskie stosunki komplikują również przykre konsekwencje konfliktu na Donbasie, skąd Polska usiłowała ewakuować maksymalną liczbę etnicznych Polaków. W Kijowie czasami zapomina się o tym, że Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość w zupełnie odmienny sposób traktują fakt przywództwa politycznego i ekonomicznego Niemiec w Europie, a Warszawa ostatnio coraz częściej ujawnia swoje ambicje w polityce zagranicznej. Dlatego inicjatywa Andrzeja Dudy o dołączeniu Warszawy do formatu normandzkiego zawisła w powietrzu, chociaż polscy dyplomaci niewątpliwie mogliby pomóc wzmocnieniu ukraińskiej pozycji w negocjacjach.

Polska usiłowała wykorzystać „czynnik ukraiński” podczas europejskiej debaty o uchodźcach. Premier Beata Szydło oświadczyła, że na jej terytorium zostało przyjętych milion ukraińskich uchodźców, co spowodowało twardą odpowiedź ze strony ukraińskiego ambasadora w Warszawie, Andrija Deszczycy. Logika polskich władz jest jednak zrozumiała: dla nich znacznie korzystniejszym jest zaproponować UE możliwość przyjęcia do siebie wychodźców z Ukrainy, niż uchodźców z Bliskiego Wschodu.

Potrzeba nowego formatu

Grudniowa wizyta Andrzeja Dudy w Kijowie była dosyć konstruktywna. Została zawarta umowa pomiędzy bankami centralnymi Polski i Ukrainy o swapie walutowym na 1 miliard dolarów. Kijów i Warszawa podjęły decyzję o aktywizacji kontaktów dwustronnych. Duda podkreślił, iż problemy przeszłości nie powinny przeszkadzać naszym państwom w budowaniu przyszłości. Oświadczenie to było szczególnie ważne, gdyż w Kijowie obawiano się postawy Prawa i Sprawiedliwości wobec wydarzeń z lat 40. na Wołyniu, która mogłaby doprowadzić do pogorszenia stosunków dwustronnych. Na szczęście to się nie stało.

W Kijowie obawiano się postawy PiS wobec wydarzeń z lat 40. na Wołyniu

Z drugiej strony w stosunkach polsko-ukraińskich nie nastąpił również żaden przełom. Polska i Ukraina nadal współpracują w formacie adwokat – klient, przyjętym jeszcze w latach 90. i dziś beznadziejnie przestarzałym. Mimo że zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską odbywa się wolniej niż przewidywano, Warszawa i Kijów powinny zrewidować format swoich stosunków, zmierzając w kierunku większej pragmatyczności i otwartości.

Polskiej stronie przydałoby się nieco ograniczyć mentorski ton, a ukraińskiej – być bardziej konsekwentną. Trzeba liczyć się z tym, że wzmocnienie stosunków polsko-ukraińskich być może nie przyniesie natychmiastowych efektów, jednak w najbliższej przyszłości przyczyni się do wzmocnienia pozycji Polski jako regionalnego lidera. Jest to bardziej perspektywiczne niż budowanie relacji opartych wyłącznie na logice konfrontacji z Rosją.

Polska i Ukraina nadal współpracują w formacie adwokat – klient.

Nasze kraje powinny rozwijać partnerstwo w dłuższej perspektywie, biorąc pod uwagę nie tylko obecną sytuację ale również potencjał – tak Polski i Ukrainy, jak i ewentualnego sojuszu dwóch państw. To właśnie Ukraina może wzmocnić pozycję Polski w Europie i właśnie Warszawa jest najbardziej niezawodnym partnerem Kijowa. Chociaż polski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski oświadczył, że Ukrainie należy otworzyć perspektywę członkostwa w UE, nie wystarczy to aby nadać dwustronnym relacjom nową dynamikę. Warszawa i Kijów powinny sformułować wspólny paradygmat rozwoju i w jego ramach osiągać wzajemne korzyści.

 

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Facebook Comments

***

Artykuł Jewhena Magdy to siódmy głos w debacie o polskiej polityce wschodniej, którą prowadzimy na portalu Eastbook.eu. Wszystkich czytelników gorąco zachęcamy do wzięcia udziału w debacie w komentarzach oraz na naszych kanałach społecznościowych na twitterze i facebooku. #PPW2016

Zdjęcie główne: Prezydent Andrzej Duda i premier Arsenij Jaceniuk podczas wizyty w Kijowie, Źródło: www.kmu.gov.ua | Tłumaczenie: Ludmiła Slyesaryeva

Doktor nauk politycznych, docent Narodowego Uniwersytetu Technicznego Kijowskiego Instytutu Politechnicznego, Dyrektor Centrum Stosunków Społecznych oraz koordynator Biura Przeciwdziałania Wojnie Hybrydowej.

Tematy: Polityka, Polska, Ukraina,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY