Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Niezłomna – sylwetka uwolnionej Nadii Sawczenko

Nadia Sawczenko po prawie dwóch latach więzienia znów stała się wolnym człowiekiem i wróciła na Ukrainę. Przypominamy jej sylwetkę i kulisy uwięzienia.

Gdyby Nadia Sawczenko była zwykłym ukraińskim żołnierzem, prawdopodobnie zostałaby jednym z kilkuset anonimowych jeńców wojennych przetrzymywanych przez separatystyczne władze we wschodniej Ukrainie. Gdyby rosyjskie władze rzeczywiście chciały ukarać winnych śmierci rosyjskich dziennikarzy pod Ługańskiem, to śledztwo dotyczyłoby tych, którzy strzelali, a nie tych, którzy namierzali cele, za co została oskarżona ukraińska pilotka. Najbardziej znany ukraiński więzień nie jest jednak zwykłym żołnierzem, a rosyjskim organom śledczym nie zależy wyłącznie na wymierzeniu sprawiedliwości.

Dwie wersje

W sprawie porucznik Nadii Sawczenko wiadomo na pewno tylko tyle, że walczyła po stronie ukraińskiej w oddziale batalionu ochotniczego „Ajdar” przeciwko prorosyjskim separatystom na wschodzie Ukrainy. Według zeznań samej pilotki do jej zatrzymania doszło w połowie czerwca 2014 r. w okolicach miejscowości Szczastia w obwodzie Ługańskim. Oddział Sawczenko miał wpaść w zasadzkę na jednej z dróg prowadzącej do Ługańska i doznać poważnych strat. Kobieta dostała się do niewoli prorosyjskich bojowników w momencie, gdy starała się ewakuować towarzyszy broni. Początkowo przetrzymywana w Ługańsku, następnie przewieziona została do Woroneża, rosyjskiego miasta oddalonego o prawie trzysta kilometrów od granicy z Ukrainą. Tam wszczęto wobec niej sprawę karną.

Rosyjscy śledczy zgadzają się z wersją Sawczenko i jej adwokatów jedynie co do zatrzymania jej przez bojowników separatystycznego oddziału „Zorza”. Dalej historia jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ dzielnej ukraińskiej żołnierce… udało się zbiec z niewoli. W jaki sposób znalazła się więc po rosyjskiej stronie? Zdaniem prokuratorów Ukrainka sama nielegalnie przekroczyła granicę z Rosją podszywając się pod uchodźcę z opanowanej konfliktem wschodniej Ukrainy. W okolicach Woroneża została zatrzymana przez patrol policji, gdy bez dokumentów podróżowała taksówką.

Obie wersje zgadzają się więc tylko odnośnie jej zatrzymania przez żołnierzy oddziałów prorosyjskich, co potwierdza opublikowana w internecie w dniu 19 czerwca 2014 roku relacja rosyjskiej telewizji. W nagraniu relacjonującym działania wojenne z ostatnich dni na wschodzie Ukrainy pokazana zostaje ostrzyżona na zapałkę kobieta przykuta kajdankami do trenażerki w byłej, jak wszystko na to wskazuje, siłowni. Poza nią nagrani są inni przesłuchiwani ukraińscy jeńcy. Sfilmowana Sawczenko wyraźnie odróżnia się od pozostałych żołnierzy „oddziałów pacyfikacyjnych”, jak rosyjscy dziennikarze nazywają członków ukraińskich batalionów ochotniczych. Harda i pewna siebie dziewczyna nie tłumaczy swojego udziału w wojnie, w odróżnieniu od swoich współtowarzyszy, koniecznością wykonania rozkazu czy wysokim żołdem. – Złożyłam przysięgę, że będę walczyć o niepodległość i integralność terytorialną Ukrainy. Jestem tu, bo bronię ojczyzny przed rosyjską agresją – odpowiada znudzonym tonem.

Zobacz relację z zatrzymania Nadii Sawczenko:

Gwiazda sił zbrojnych

Rosyjscy dziennikarze bez trudu rozpoznali zatrzymaną. To Nadia Sawczenko. Znana także w Rosji na długo przed zatrzymaniem, gwiazda ukraińskich sił zbrojnych. Jeszcze zaledwie kilka lat temu promowana była na Ukrainie jako rodzimy odpowiednik G.I. Jane, kobiety komandosa – granej przez Demi Moore bohaterki filmu Olivera Stone’a. Wielokrotnie pokazywana w telewizji, uczestniczka survivalowych programów rozrywkowych, bohaterka reportaży o ukraińskiej armii – na wiele lat przed rozpoczęciem działań wojennych na wschodzie kraju – była przedstawiana jako symbol efektywnego procesu modernizacji sił zbrojnych Ukrainy. Szeroko opisywana nawet w rosyjskich mediach stała się gwiazdą telewizyjnych reportaży poświęconych kobiecemu uporowi w dążeniu do celu, by z dekoratorki wnętrz i niedoszłej dziennikarki stać się żołnierzem.

Sawczenko od początku swojej kariery wojskowej była doskonałym materiałem prasowym: marząca od dziecka o karierze pilota samolotu szturmowego cztery razy zdawała do szkoły lotniczej. Niezrażona niepowodzeniami wyjechała na misję do Iraku, gdzie pełniła służbę strzelca na wojskowym pojeździe opancerzonym. Po powrocie otrzymała osobistą zgodę ministra obrony na szkolenie lotnicze, ale i tak dwukrotnie była wyrzucana z charkowskiego Uniwersytetu Sił Powietrznych. Według jednej wersji powodem było stereotypowe podejście dowództwa wobec kobiet, według innej niesubordynacja i brak dyscypliny niepokornej dziewczyny. Wtedy także nie dała się złamać i w 2009 roku skończyła studia uzyskując specjalność nawigatora bombowca Su-24 i śmigłowca bojowego Mi-24. Pierwsza ukraińska kobieta-pilotka samolotu bojowego ma na koncie 170 godzin w powietrzu i 45 skoków ze spadochronem.

Zobacz reportaż o Nadii Sawczenko:

Propagandowy ostrzał

Ostatecznie nie ma większego znaczenia czy ukraińska wojskowa została przewieziona do Rosji przez anonimowego taksówkarza czy też dostarczona przez rosyjskie oddziały specjalne. Faktem jest, że gdy rosyjskie służby śledcze zorientowały się, kto znajduje się pod ich opieką, wysokim czynnikom decyzyjnym w Rosji dało to do myślenia. Moment był bowiem wyjątkowy. Dokładnie 1 godzinę i 23 minuty przez zatrzymaniem Sawczenko 17 czerwca 2014 r. (jak wynika z ustaleń opisującego sprawę Ukrainki i niezwykle wnikliwie wykonanego przez Conflict Intelligence Team raportu) doszło do ostrzału moździerzowego grupy cywili nieopodal wioski Metałlist, w którym zginął znany rosyjski dziennikarz państwowej telewizji informacyjnej „Rassija 24” Igor Kornieluk i jego dźwiękowiec Anton Wołoszyn. Oba te wydarzenia wystarczyło jedynie zgrabnie połączyć. Tym bardziej, że przy Sawczenko znaleziono telefon komórkowy z odbytymi rozmowami z dowództwem ukraińskich batalionów oraz mapę z koordynatami dla ostrzału moździerzowego.

Zobacz wersję wydarzeń ukraińskiej strony:

Niemal natychmiast po tragicznym wydarzeniu, śmierć rosyjskich dziennikarzy stała się niezwykle mocno akcentowana nie tylko przez rosyjskie środki masowego przekazu, ale także przez władze w Moskwie. Rosjanie oficjalnie obarczyli ukraińskie władze odpowiedzialnością za śmierć dziennikarzy zapowiadając, że „kara nie minie sprawców tej tragedii”. – Dziennikarstwo to niebezpieczny zawód, ale gdy reporterzy giną pod ostrzałem moździerzy, to ktoś jest odpowiedzialny za tę tragedię – napisał na swoim blogu szef rosyjskiego rządu Dmitrij Miedwiediew. Z kolei przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwijenko oświadczyła, że Moskwa domaga się śledztwa w tej sprawie i ukarania winnych. Wyraziła także oburzenie, na jak to określiła – „zobojętnienie Zachodu i przymykanie oczu na używanie na Ukrainie ciężkiego sprzętu wojskowego przeciwko cywilom”. Rosyjskie MSZ zaapelowało do międzynarodowych organizacji, aby podjęły wszelkie możliwe działania dla zagwarantowania bezpiecznego wykonywania obowiązków dziennikarskich, osobom pracującym na Ukrainie.

Stawkę podbił Sąd Rejonowy w Moskwie, który zaocznie wydał nakaz aresztowania ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Arsena Awakowa i ówczesnego szefa obwodu dniepropietrowskiego Ihora Kołomojskiego. Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej poinformował o wysłaniu międzynarodowych listów gończych oskarżając ich o „organizację zabójstw, stosowanie zakazanych środków i metod prowadzenia wojny, organizację porwań ludzi i stwarzanie przeszkód w wykonywaniu obowiązków dziennikarza”. W tej medialnej narracji, Nadii Sawczenko przypadła więc rola wykonawcy „zbrodniczej działalności” władz w Kijowie. Dla skompromitowania nie tylko ukraińskich polityków, ale i całego ukraińskiego wojska, Sawczenko pasowała, przynajmniej na początku sprawy, jak ulał.

Kto pod kim…

Ten zamiar nie uda się jednak Kremlowi z powodu samej zainteresowanej. Sawczenko nie dała się złamać, a jej nieprzejednana postawa wzbudziła podziw na całym świecie. Toczące się od ponad 1,5 roku śledztwo jedynie zdeterminowało ukraińską oficer. Jej przesłuchania w sądzie stały się trybuną dla manifestacji ukraińskiego patriotyzmu i formułowania oskarżeń pod adresem Rosji o łamanie praw człowieka na Ukrainie. W proteście przeciwko działaniom rosyjskich władz zorganizowana została akcja poparcia dla uwolnienia Ukrainki pod którą podpisały się międzynarodowe autorytety, jak np. Swietłana Aleksiejewicz, Elfriede Jelinek, Tomas Venclova czy Bernard-Henri Lévy. O zwolnienie więzionej pilotki apelują Unia Europejska, Parlament Europejski, Stany Zjednoczone, Amnesty International, a także polski Sejm w specjalnie w tej sprawie podjętej uchwale. Własne śledztwo w tej sprawie zapowiedziała Rada Europy.

Guy Verhofstadt, szef liverałów w Parlamencie Europejskim i Rebecca Harms z frakcji zielonych, źródło: ALDE Communication, licencja CC BY-ND 2.0

Guy Verhofstadt, szef liberałów w Parlamencie Europejskim i Rebecca Harms z frakcji zielonych, źródło: ALDE Communication, licencja CC BY-ND 2.0

Kremlowski plan skompromitowania władz w Kijowie i ukraińskiej armii spalił więc na panewce, i to bez względu na wyrok, który zgodnie z rosyjską praktyką najprawdopodobniej będzie nadzwyczaj surowy (rosyjscy prokuratorzy domagają się 23 lat łagrów dla oskarżonej). Wybierając hardą i niepokorną porucznik ukraińskiej armii na symbol i wcielenie bestialstwa „faszystowskiej junty”, rosyjska władza i propaganda sama wpędziła się w pułapkę. Obsadzając Sawczenko w roli obiektu zbiorowej nienawiści, kremlowscy decydenci pomogli zbudować kolejny symbol ukraińskiego oporu wzbudzając sympatię i współczucie całego świata.

Tekst na łamach Eastbooka ukazał się 21 marca 2016 r.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Nadia Sawczenko podczas rozprawy w Moskwie 10 lutego 2015 r., źródło: UTR NEWS, licencja Youtube-CC-BY
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY