Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Jasina

Putin zmiennym jest… Po uwolnieniu Nadiji Sawczenko

Nadija Sawczenko powróciła na Ukrainę jako symbol. Kraj łaknie ludzi takich jak ona – nieskompromitowanych i czystych, autentycznie bohaterskich. Czy wprowadzi ona zamieszanie na tamtejszej scenie politycznej?

Nadija Sawczenko jest już w Kijowie. Na razie na cześć bohaterki rozbrzmiewają fanfary, a Kijów przeżywa drugą w tym miesiącu falę patriotycznego uniesienia. To nie powinno dziwić, lecz spotkać się z radością i uznaniem – wszak w życiu narodu toczącego wojnę, taką jak ta na wschodzie Ukrainy, podobne chwile są niezbyt częste. Sam fakt uwolnienia Sawczenko także jest wydarzeniem bez wątpienia pozytywnym, w końcu jej życie nie będzie już permanentnie zagrożone. Niemniej innych wielkich pozytywów – poza samym uwolnieniem i zapewne nietrwałym entuzjazmem na Ukrainie – jakich zwiastunem mogłoby być ułaskawienie Sawczenko, na horyzoncie nie widać.

Dla każdego rozsądnego badacza sytuacji we Wschodniej Ukrainie niewinność Nadiji Sawczenko nigdy nie ulegała większej wątpliwości. Manipulacje i polityczny przebieg procesu nie przekonały raczej nikogo – z wyjątkiem tych i tak już dawno przekonanych przez rosyjską propagandę o słuszności każdej z wiekopomnych czynności prezydenta Putina. Proces Sawczenko, który miał być pokazem siły i dominacji Putina nad Ukrainą, nie przyniósł jednak rosyjskim decydentom sukcesów poza granicami Rosji. Jak już wspomniałem, mało kto w winę ukraińskiej pilotki uwierzył, a wbrew intencjom, Ukraińcom sprawa ta w pewnym sensie pomogła.

Sawczenko stała się nowoczesnym symbolem, czy wręcz ikoną ukraińskiego patriotyzmu. Twarda i pewna siebie kobieta, demonstrująca swoją niezłomność na każdym kroku (ona sama wie jednak najlepiej, ile ją to kosztowało), zdobyła w kraju ogromną popularność, która doprowadziła ją nawet do zaocznego wyboru do Rady Najwyższej. Sprawa pomogła Ukrainie również na arenie międzynarodowej – wezwania o ratunek dla więźniów sumienia zazwyczaj bardzo skutecznie mobilizują poparcie międzynarodowej opinii.

Sawczenko dołączyła więc do grona godnych poprzedników, np. Nelsona Mandeli, czy mniej godnych, w rodzaju Michaiła Chodorkowskiego. Twarz pilotki dla wielu stała się obrazem Ukrainy walczącej z agresją. I być może te dwie twarze – Jamala z konkursu Eurowizji i Sawczenko po uwolnieniu na kijowskim Boryspolu – mogłyby wiele powiedzieć nam o obecnej Ukrainie, gdyby nie czynnik dodatkowy i chyba ważniejszy… polityka.

Po pierwsze Władimir Putin nie wypuścił Nadiji Sawczenko ani z uwagi na los wymienionych za nią rosyjskich agentów; ani jak chcieliby niektórzy Ukraińcy – z uwagi na siłę stojącego za nią społeczeństwa czy niezłomność jej charakteru, ani też z uwagi na chęć „pomiłowania”. Wspomniana już mobilizacja zachodniej opinii publicznej stawała się dla niego problemem. W demokratycznych społeczeństwach, takich jak chociażby niemieckie, obywatele nie wybaczają zbyt łatwo kompromisu swoich polityków z dyktatorami przetrzymującymi niewinne kobiety.

Tym społeczeństwom trzeba czasem coś rzucić, aby usprawnić dialog z ich rządami. Putin, wypuszczając Sawczenko, liczy na poprawę dialogu z krajami takimi jak Niemcy czy Francja. Czy mu się uda, to zupełnie inna sprawa, ale stawka jest duża – już niedługo upływa kolejny termin przedłużenia sankcji nałożonych na Rosję, a za dwa lata odbędzie się mundial, który ma się okazać symbolem kolejnego zbliżenia Rosji z Zachodem.

Minister Steinmeier nie wspiera Ukrainy w jej interpretacji łamania przez Rosję porozumień mińskich – niemniej nawet on uznawał sprawę Sawczenko za ważną przeszkodę w dialogu z Rosją. Teraz ta przeszkoda zniknęła.

Po drugie, Sawczenko powróciła na Ukrainę jako symbol. Kraj łaknie ludzi takich jak ona – nieskompromitowanych i czystych, autentycznie bohaterskich. Czy Nadija wprowadzi zamieszanie na tamtejszej scenie politycznej? Kto wie, ale jak na razie widać, że nie będzie zabawką w ręku ukraińskich polityków – Julię Tymoszenko i prezydenta Poroszenkę potraktowała z dystansem, nie wyklucza również kandydowania na najwyższy urząd w państwie. Choć wybory dopiero za trzy lata.
_

Artykuł po raz pierwszy ukazał się na łamach Kultury Liberalnej. Dziękujemy redakcji za możliwość publikacji.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Nadija Sawczenko, autor: Latvian Foreign Ministry. licencja CC BY-NC-ND 2.0

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych - historyk i publicysta.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY