Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Atrakcje turystyczne zachodniej Ukrainy, o których jeszcze nigdy nie słyszałeś! cz. II

Zapraszamy na drugą część przewodnika po trudno dostępnych atrakcjach Ukrainy Zachodniej. W roli przewodnika niezastąpiony Krzysztof Nieczypor. Zachęcamy także do lektury pierwszej części przewodnika, w której odwiedziliśmy Rozhurcze, Bubniszcze i Jaremcze.

4. Bakota

Monastyr w Bakocie. Autor: Yaroslava Sunbim. Źródło: wikimedia commons

Monastyr w Bakocie. Autor: Yaroslava Sunbim. Źródło: wikimedia commons

Będąc w Kamieńcu Podolskim warto zboczyć ze standardowych „kresowych” szlaków turystycznych opisywanych w polskich przewodnikach i udać się jeszcze kawałek (ok. 50 km) na wschód. Choć jakość asfaltu z pewnością będzie nieustannie sugerować nam jak najszybszą ewakuację, determinacja w dotarciu do celu zostanie wynagrodzona.

Wyjeżdżając z Kamieńca w kierunku miejscowości Żowtnewe na wschód od miasta (po drodze mijamy kamieniecki bazar, na którym warto się zaopatrzyć w prowiant, gdyż droga zajmie kilka dobrych godzin – jeśli cenimy sobie zawieszenie swojego pojazdu), jedziemy prosto drogą aż do miejscowości Gruszka. Dalej należy obdarzyć zaufaniem drogowskazy, które kierują do Monastyru, mimo, że zostanie ono, z uwagi na fatalną nawierzchnię, kilkukrotnie poddane próbie.

Nie poddając się drogowym przeciwnościom dojedziemy do Bakoty – zatopionej po spiętrzeniu wód Dniestru wsi. Z punktu widokowego podziwiać będzie można zapierający dech w piersiach krajobraz z wijącą się rzeką i jej rozlewiskiem, pod nami zaś znajdować się będą ruiny monasteru św. Michała Archanioła. W tym miejscu, na tzw. Białej Górze, „istniał zamek i monaster męzki, niewiadomo, kiedy założony, śladem którego pozostały dwie pieczary, wykute w urwistej skale na wybrzeżu Dniestru” (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, 1880).

Wejście do klasztoru znajduje się na szczycie stromego urwiska, skąd przez wykutą w skale jaskinię dawniej można było przejść w głąb góry, gdzie zlokalizowane były cele dla mnichów. Taka atrakcja niezauważona pozostać nie mogła, więc już siedemset sześćdziesiąt jeden lat temu na mieszkańców wsi i rozmodlonych w pieczarach mnichów spadła tatarska nawałnica. Jak głosi legenda napadnięci schronili się zabarykadowawszy w korytarzach skalnego labiryntu. Na nic zdały się prośby i groźby skośnookich obiecujących zachowanie życia za porzucenie wiary. Ich zdolności negocjacyjne nie wystarczyły by przekonać chrześcijan do wyjścia. Wzruszyli więc ramionami i zawalili wejście kamieniami grzebiąc uciekinierów żywcem.

Tej nonszalancji nie starczyło im już nieco ponad sto lat później, gdy sprawiedliwość wymierzyli im wciąż jeszcze pogańscy Litwini gromiąc Złotą Ordę nad Sinymi Wodami i w ten sposób uwalniając Podole i ziemie księstwa kijowskiego spod tatarskiego jarzma. Dziś monastyr jest lokalną atrakcją turystyczną, choć miejscowi przekonują, że wciąż słychać głosy modlitw chroniących się przed mongolskim niebezpieczeństwem mnichów zamkniętych w skalnym więzieniu…

5. Skit i wodospad Maniawski

Skit Maniawski. Autor: Krzysztof Nieczypor

Skit Maniawski, autor: Krzysztof Nieczypor

Wodospad maniawski, autor: Seleonov. źródło: wikimedia commons

Wodospad maniawski, autor: Seleonov, źródło: wikimedia commons

Żył sobie kiedyś Jan Kniehynicki, syn zamożnego szlachcica z Tysmiennicy, który „odznaczał się w szkołach niepospolitemi zdolnościami”. Posłany przez swojego pryncypała na górę Athos, „by złożył bogate upominki do tamecznych monasterów, przyjęty został z wielką czcią od mnichów, którzy mu z największą uprzejmością pokazywali osobliwości klasztorne i o szczegółach życia zakonnego rozpowiadali”.

Młody szlachcic pod wrażeniem ascetycznego życia mieszkańców świętej wyspy zmienił prosty habit na ostrą włosiennicę, najsurowszym ślubem się wiążąc przezwał się Hiobem i począł „dzikiej jakiej ustroni szukać, gdzieżby mógł wzorem starych patryarchów, resztę dni swoich pustelniczo przepędzić” (Słownik geograficzny Królestwa Polskie, 1880). Miejsce to znalazł w otoczonym potokami lesie w okolicy wsi Maniawa. Tam z pomocą innych mnichów wzniósł cerkiew i budynek mieszkalny z celami odtąd Skitem Maniawskim nazywanymi.

Podobnie jak osoba założyciela, tak historia klasztoru pełna jest barwnych wydarzeń i zwrotów akcji. Monastyr należał niegdyś do znaczniejszych w Rzeczypospolitej i był jednym z głównych ośrodków sprzeciwu wobec unii brzeskiej podporządkowując sobie znaczną część klasztorów we wschodniej Polsce.

W czasie powstania Chmielnickiego maniawscy mnisi wykazali się jednak wiernością Królowi Polskiemu nie okazując żadnej pomocy wojskom kozackim, za co zostali wzięci pod królewską protekcję i zwolnieni z wszelkich danin otrzymując jednocześnie wiele przywilejów.

W drugiej połowie XVIII w. podczas wojny polsko-tureckiej wojska Ibrahima Paszy za nic miały świętość tego miejsca nie okazując żadnej litości zniszczyli całą okolicę, nie szczędząc przy tym skitu. Z powodu braku środków do życia mnisi zwrócili się o wsparcie do cara Fiodora III, którego władca moskiewski udzielił. Obecnie od lat 80-tych prowadzona jest renowacja kompleksu, zaś sam klasztor należy do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego.

Jak głosi legenda, tutaj pochowany został Iwan Wyhowski, współpracownik Chmielnickiego, późniejszy hetman kozacki, zwolennik porozumienia z Rzecząpospolitą, który sam wybrał klasztor na miejsce swojego spoczynku. Trudno się dziwić, bo miejsce jest wyjątkowo urokliwie z uwagi na otaczającą przyrodę, oraz niezwykły spokój i ciszę, która pozwala choć na chwilę oderwać się od przyziemnych problemów.

Ukryty w porośniętej lasem dolinie monastyr jest miejsce licznych pielgrzymek wiernych i turystów. Dla poszukujących przygód i pięknych widoków można autem minąć klasztor, wrócić na główną drogę wsi Maniawa i pojechać dalej w górę rzeczki Maniawka. Jadąc kilka kilometrów najpierw polną drogą wzdłuż wsi, a potem zjeżdżając w zalesiony teren kanionu, którego dnem wije się niepokorny strumień, dotrzemy do jednego z najwyższych na Ukrainie wodospadów.

Droga do wodospadu maniawskiego. Autor: Krzysztof Nieczypor

Droga do wodospadu maniawskiego. Autor: Krzysztof Nieczypor

Samochodem można dojechać jedynie do pewnego momentu (w zależności od napędu i wysokości podwozia). Potem dla osób zdeterminowanych drogę można przebyć pieszo – licząc się jednak z tym, że strumień wielokrotnie przecina drogę zmuszając najpierw do skocznych akrobacji po śliskich kamieniach, a potem nieuchronnego umoczenia nóg w przenikliwie zimnym nurcie (nie sięgającym jednak wyżej niż do kolan). Dojście do celu i poczucie na swojej twarzy bryzy opadającego z hukiem wodospadu jest za to doznaniem niemal metafizycznym.

6. Jezioro Synewyr

Jezioro Synewyr, autor: Юля Буря, źródło: wikimedia commons

Jezioro Synewyr, autor: Юля Буря, źródło: wikimedia commons

Na temat powstania jeziora Synewyr na Zakarpaciu, największego zbiornika wodnego w ukraińskich Karpatach, znajdującego się na wysokości 989 m. n.p.m i rozpostartego na powierzchni 7 ha, obowiązują dwie wersje.

Bezduszni zwolennicy pierwszej wersji utrzymują, że jezioro powstało w skutek potężnego trzęsienia ziemi, mającego miejsce około 10 tysięcy lat temu. Potężne osuwisko z kamieni zablokowało wąską dolinę lokalnego górskiego strumienia i utworzyło kamienną nieckę, w której zamknięty został mały strumień. W ten sposób dno doliny zostało wypełnione wodą. Tak powstał – Synewyr. Dzięki oryginalnemu sposobowi powstania w przejrzystej i krystalicznie czystej wodzie jeziora do dziś można zobaczyć wielkie i rzadkie gatunki ryb.

Osoby o bardziej romantycznym usposobieniu zarzekają się, że jezioro powstało w zupełnie innych okolicznościach. Dawno, dawno temu ziemia ta należała do zamożnego hrabiego. Żona arystokraty umarła przy porodzie, wydając na świat córeczkę, która stała się oczkiem w głowie bogatego ojca. Dziewczynkę nazwano Syń (ukr. Синь), z powodu koloru oczu przypominającego błękit nieba. Nie trzeba dodawać, że wyrosła na niezwykłej urody niewiastę cieszącą się ogromnym powodzeniem.

Razu pewnego panna poszła na łąkę zerwać polnych kwiatów, gdy jej uszy dobiegła przepiękna melodia. Był to dźwięk fletu, na którym grał przystojny młodzieniec o imieniu Dowbusz… Tfu! Wyr, o imieniu Wyr! Młodzi oczywiście natychmiast zakochali się w sobie nie bacząc na problem nieodpowiedniego pochodzenia mężczyzny, który był zwykłym pastuchem (nie, nie lokalnym zbójnikiem, ani nawet członkiem bandy Dowbusza). Związek córki z wioskowym chłopakiem nie mógł podobać się ojcu dziewczyny, który zabronił córce spotykać się z ukochanym.

Syń nie usłuchała ojca dalej spotykając się z oblubieńcem. Bezduszny rodzic polecił więc zabić pastucha, co też uczyniono, zrzucając na niego bryłę skały. Kiedy Syń dowiedziała się, że jej ukochany nie żyje, pobiegła w to miejsce, objęła rękoma kamień i zapłakała. Płakała i płakała, płakała i płakala, aż z łez dziewczyny powstało jezioro. Woda była czysta jak jej miłość i błękitna jak jej oczy, a pośrodku jeziora do tej pory stoi kamień, który zgładził ukochanego. Ludzie nazwali jezioro imionami kochanków. Tak powstał – Synewyr.

Bez względu na to, która wersja jest bardziej przekonująca, zwolennika każdej z nich jezioro zachwyci i oczaruje.

*

Wymienione powyżej punkty znajdowały się na trasie niemal dwutygodniowego wyjazdu dokonanego średniej klasy zachodnim samochodem. Pokonanie prawie 2 tysięcy kilometrów niemal wyłącznie lokalnymi drogami zakończyło się bez poważniejszych usterek dla auta i szczęśliwie dla wszystkich uczestników podróży. Dlatego nie należy się zniechęcać. Niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Do zobaczenia w Karpatach!

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY