Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Marcin Prengowski

Jak Polacy stali się Anglikami. A Ukraińcy Polakami

Te historie nigdy się nie wydarzyły, ale to nie znaczy, że wydarzyć się nie mogły.

Hrebenne, polskie przejście graniczne, 10 marca 2015

– Jak się nazywasz?! Gdzie jedziesz?! Pierwszy raz w Polsce?! – padają typowe pytania polskiego celnika na jednym z większych przejść granicznych z Ukrainą. Czy jego zachowanie to chęć pokazania kto tu rządzi, czy też pragnienie okazania wsparcia, a pytania mają pomóc odnaleźć się w Polsce? A może po prostu takie są procedury? W końcu to granica, nie ma żartów…

Nasz bohater na każde z pytań odpowiada nieco uniżonym głosem: – Do Polszy. Do Polszy. Jak na posiadacza Karty Polaka jego polszczyzna jest zdecydowanie zbyt skromna. Nie wiemy czy nie rozumie, czy nie chce rozumieć zadawanych mu pytań. Być może ktoś mu doradził, by nie był zbyt wylewny, a może po prostu obawia się, że zostanie cofnięty na Ukrainę, a przejechał przecież wiele kilometrów, spakował mnóstwo rzeczy i wziął ze sobą oszczędności całej rodziny.

Lwów, jeden z hoteli niedaleko centrum, tego samego dnia

– Masz, to dla Ciebie – Krzysiek podaje masażystce podwójną kwotę od wymaganej za masaż całego ciała – dla niego to wciąż 30 zł. Dziewczyna szeroko otwiera oczy. Nie wie co powiedzieć, bo brzmi to jak „propozycja”. – No bierz, to dla Ciebie, na-pi-wek. Jutro też tu przyjdę. Szeroki uśmiech Krzyśka nie zostaje odwzajemniony. Masażystka stoi jeszcze chwilę oniemiała.

Okolice Zamościa, autobus liniowy, na trasie, tego samego dnia

– Byd-goszcz, By-dgo-sz-cz – Bogdan, bo tak na imię ma nasz bohater, powtarza jak mantrę miejsce do którego musi dojechać. No naprawdę źle trafił z tą nazwą. Nie wie, że jeśli będzie miał pecha wsiądzie w pociąg do Kutna, a z Kutna czeka go przesiadka do miasta, którego nazwy się uczy. Trzeba kupić bilety, znaleźć dobry peron na Zachodnim, na dobrej stacji się przesiąść. Ale ta łacinka jest dziwna. Siedząca obok Nadia, jeżdżąca od lat do Polski, myśli w duszy – Co za niezdara. I już widzi kłopoty…

Londyn, Victoria Coach Station, dokładnie dziesięć lat wcześniej

Robert wysiadł z autobusu z Rzeszowa. 30 godzin jazdy dało mu się we znaki. Dodatkowo jeszcze trochę wypił z nowo poznanymi chłopakami z Kielc, więc ma ciężką głowę. Miał tu czekać na niego polski pośrednik. Zapłacił za gwarancję pracy jeszcze w Polsce sporą kwotę. Zabrał bardzo duży bagaż – trzy wypchane ciuchami i konserwami torby. Musi trochę poczekać na pośrednika, jest dopiero 4 rano, nie ma paniki.

Lublin, autobus liniowy, dokładnie dziesięć lat później

Postój autobusu ze Lwowa do Warszawy. Kierowca ma przerwę. Większość ludzi wychodzi rozprostować kości, zapalić papierosa, zjeść coś ciepłego. Bogdan również wychodzi. W ciągu 20 minut wypala cztery papierosy. Stoi na szeroko rozstawionych nogach, to dodaje mu pewności siebie.

Stara się grać osobę, która wie o co chodzi, ale bardziej wprawne oko wypatrzy, że Bogdan pierwszy raz jest w Polsce, boi się zapytać o cokolwiek. Widać niepokój z jakim spędza ten czas, w autobusie czuje się bardziej komfortowo. Z tyłu głowy cały czas ma czarne myśli, czy w Bydgoszczy jest ta upragniona praca? Czy go nie okradną? Czy wróci do domu ze sporą kasą i dokończy remont domu?

Kraków, Kazimierz, dokładnie 10 lat wcześniej

– I wanna women! I wanna Polish women noooow! – Spacerując urokliwymi uliczkami miasta Paul dość klarownie wyraża swoje potrzeby. Spędził całą noc w kilku klubach i musi przyznać, że bardzo lubi Polskę, a szczególnie jej ceny i urodę kobiet. Dobrze że można kupić angielskie piwo, całe szczęście. Już świta i chyba nie wie, gdzie jest Matt i Bob. Zgubił też kurtkę i na pewno nie wie, gdzie jest jego hotel. No gdzie są chłopaki? – I wanna womeeen!

Trasa Warszawa-Lublin, duży ruch, dokładnie dziesięć lat i trzy miesiące później

Bogdan stoi przy drodze i zrezygnowany macha ręką. Próbuje złapać stopa. Robi to tylko jeśli widzi ukraińskie blachy. Nie ma pieniędzy. To był straszny czas. Jakoś dotarł do Bydgoszczy. Zapamięta tę nazwę na zawsze, ale kiedy tylko o niej myśli zbiera mu się na wymioty.

Praca była, ale nie płacili – odszedł jak tylko się zorientował. Nikogo tam nie znał, bardzo trudno się dogadać, czasem ktoś go wziął do pomocy, ale to za mało. Teraz chciałby, żeby ta przygoda nigdy się nie wydarzyła. Co powie żonie? Jaki wstyd… Najbardziej to chciałby się teraz wykąpać…

Jedna z ruchliwych ulic w Londynie, dokładnie dziesięć lat wcześniej

Robert błąka się po ulicy. Nie ufa nikomu, a najmniej swoim. Co z sobą zrobić? Praca nie pozwala zapłacić mieszkania, więc nie ma mieszkania. Nie ma za co wrócić, zresztą nie chce wracać. Ale ten angielski jest trudny. Co powie matce? Co powie kolegom? Nie no, musi się w końcu udać!

Gdańsk, jeden z drogich hoteli, dokładnie tego samego dnia

Karen płaci za rachunek w hotelu. Miała tu spotkanie służbowe. Wbijając PIN w pamięci dzieli rachunek na sześć i już wie… – Muszę tu przyjechać z mężem i dziećmi w wakacje. No niebywale tu tanio. I tak ładnie… Nie wiedziałam, że Polska ma taką architekturę – myśli wciskając zielony.

Kijów, Lotnisko Boryspol, dokładnie dziesięć lat później

Chłopaki siedzą na ławkach i czekają kiedy zaczną wpuszczać. Paweł chyba nadal nie czuje się dobrze. Robert i Bartek non-stop gadają o tym co się zdarzyło. Nikt im nie uwierzy, no każdy tylko nie Bartek. Zresztą, nie ważne. To był doskonały weekendowy wypad. Kurde, tak tanio… Muszę przywieźć tu kiedyś Magdę.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Lonely Traveler, autor: JD Hancock, źródło: Flickr, licencja CC BY 2.0

Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Podyplomowe Studia Wschodnie w Studium Europy Wschodniej UW. Chce zrozumieć czemu wybuchają konflikty etniczne. Uwielbia podróże i historię.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY