Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Grzegorz Szymanowski

To nie jest czas na otwieranie granic. Niemcy blokują zniesienie wiz dla Gruzinów

Cztery lata negocjacji, szereg reform, a w końcu pozytywna decyzja Komisji Europejskiej. Gruzja wydawała się być na prostej drodze do rychłego zniesienia obowiązku wizowego dla wjazdu na terytorium strefy Schengen. Do ubiegłego tygodnia.

W ciągu ostatnich kilku lat Tbilisi między innymi uszczelniło swoje granice, zreformowało system migracyjny i wprowadziło nowe paszporty. Słowem, wypełniło wszystkie unijne wymagania na drodze do zniesienia reżimu wizowego. I dlatego w marcu bieżącego roku Komisja Europejska zarekomendowała państwom członkowskim, aby te zezwoliły Gruzinom na podróże do Unii bez wiz.

I chociaż chodzi tylko o wizy turystyczne, pozwalające na pobyt w strefie Schengen do 90 dni, to w Tbilisi mieli powody do radości. Wszak liberalizacja wizowa to obok umów o wolnym handlu jeden z głównych elementów Partnerstwa Wschodniego, programu uruchomionego kilka lat temu w celu zbliżenia krajów Europy Wschodniej do Unii Europejskiej. Zniesienie wiz miało być jedną z najbardziej namacalnych korzyści dla tych sąsiadów, którzy zdecydowali się modernizować na wzór zachodni.

A chyba nie ma w regionie drugiego kraju, który byłby w tym bardziej konsekwentny niż Gruzja. Ten mały południowokaukaski kraj już od ponad dekady pogłębia współpracę z UE i NATO, co za sprawą swojej niesprzyjającej pozycji geopolitycznej, okupił w 2008 roku wojną z Rosją.

Dlatego decyzja Niemiec, Francji i Włoch, które w zeszłym tygodniu zablokowały w Radzie UE decyzję o zniesieniu obowiązku wizowego dla Gruzji wywołała w Tbilisi szok. Fakt, że ruch blokują trzy duże kraje „starej Unii” jest nie do pominięcia. A kluczowe jest stanowisko Niemiec.

„Gruzińskie bandy”

Debatę na temat zniesienia wiz dla Gruzinów zdominowały w Berlinie medialne doniesienia o „gruzińskich bandach”, które mają specjalizować się we włamaniach do domów. Według Związku Niemieckich Urzędników Policji Kryminalnej gruzińska mafia wysyła swoich ludzi do Niemiec, gdzie podają oni wnioski o azyl, aby następne kilka miesięcy, do czasu ich odrzucenia, spędzić na kradzieżach. Temat podchwycili politycy CDU i CSU. Nie jest też tajemnicą, że przeciwko liberalizacji reżimu wizowego jest minister spraw wewnętrznych Thomas de Maizière. Poparcie dla zniesienia wiz Berlin uzależnia teraz od gruzińskiej pomocy w rozbiciu złodziejskich szajek.

Rząd w Tbilisi uważa, że sprawa jest wyolbrzymiona. Wskazuje na fakt, że w statystyce obcokrajowców podejrzanych o przestępstwa w Niemczech w 2015 roku Gruzini znaleźli się dopiero na… 25 miejscu. Spiker gruzińskiego parlamentu David Uzupaszwili, który w ubiegłym tygodniu przyjechał do Berlina lobbować na rzecz zniesienia wiz, mówił na spotkaniu z niemieckimi parlamentarzystami, że Gruzja może i jest młodym państwem, ale jednak wystarczająco dojrzałym, by rozumieć że debata o gruzińskich złodziejach jest tylko zasłoną dymną dla innych problemów.

Gruzini mają rację. Kwestia ich wiz pojawia się po prostu w bardzo niesprzyjającym momencie. O ile w 2014 roku jeszcze możliwe było wypełnienie obietnic Partnerstwa Wschodniego i przyznanie ruchu bezwizowego dla niewiele mniejszej Mołdawii, to unijna dyskusja o migracji AD 2016 zdominowana jest przez kryzys uchodźczy.

Turecka umowa

Priorytetem europejskich stolic jest teraz powstrzymanie niekontrolowanej migracji do Europy. A gdy i w Niemczech i we Francji na sile zyskują skrajnie prawicowe partie polityczne, ich rządy nie kwapią się do dalszego otwierania granic. Ofiarą pada jeden z filarów Partnerstwa Wschodniego.

W tym kontekście kluczowa jest marcowa umowa UE i Turcji w sprawie uchodźców, którą negocjował Berlin, w tym osobiście kanclerz Angela Merkel. Jedną z „marchewek” dla rządu w Ankarze w zamian za zatrzymanie u siebie uchodźców z Bliskiego Wschodu było przyznanie Turkom w przyspieszonym trybie ruchu bezwizowego. Zielone światło dała na to już Komisja Europejska.

Jednak pewna swego Ankara nie chce wypełnić ostatnich warunków Brukseli (chodzi m.in. o zmianę prawa antyterrorystycznego), co sprawia że zniesienie wiz jeszcze nie jest pewne. Decyzja ma zapaść w październiku. Jej waga sprawia, ze negocjowana od lat kwestia wiz dla Gruzji i Ukrainy trafiła na boczny tor.

Aby zabezpieczyć się przed zniesieniem wiz dla Turcji, Niemcy i Francja zaproponowały na forum UE wprowadzenie do wszystkich umów o ruchu bezwizowym mechanizmu pozwalającego zawiesić go w sytuacji, gdyby zbyt wielu mieszkańców danego kraju zostawało w Unii po wygaśnięciu wizy lub masowo składało wnioski azylowe. Kwestia zniesienia wiz ma wrócić dopiero po dopisaniu do umów odpowiednich paragrafów o takim „hamulcu bezpieczeństwa”.

Ukraińska niewiadoma

W końcu, jednym z argumentów za odroczeniem decyzji w sprawie Gruzji jest Ukraina, która także czeka na wprowadzenie ruchu bezwizowego. Pozytywną rekomendację Komisji Europejskiej Kijów otrzymał w kwietniu, zaledwie miesiąc po Tbilisi. Jednym z pomysłów dyskutowanych w Brukseli jest teraz wspólne rozpatrzenie wniosków Gruzji i Ukrainy.

Opór wobec zniesienia wiz dla Kijowa jest jednak w Berlinie jeszcze większy niż w przypadku Gruzji. Niemieccy politycy obawiają się, że w wypadku ponownego zaognienia konfliktu w Donbasie konsekwencją może być nowa fala uchodźców, tym razem z Ukrainy. Pojawia się też pomysł, by zniesienie wiz uzależnić od wypełnienia przez Kijów porozumień Mińsk-2. Tak czy inaczej powiązanie decyzji w sprawie Gruzji i Ukrainy będzie oznaczać dla Tbilisi dalsze oczekiwanie.

Na naszych oczach chwieje się zatem narracja o liberalizacji wizowej w ramach Partnerstwa Wschodniego jako technokratycznym procesie opartym na obiektywnie zdefiniowanych kryteriach i automatyzmie między ich wypełnieniem a zniesieniem wiz. Gdyby tak rzeczywiście było, to pozytywna rekomendacja Komisji po kilku latach przygotowań już dawno rozstrzygnęłaby tę sprawę.

Dlatego zaskakuje z jaką łatwością niemieccy dyplomaci nadal trzymają się frazy „gdy warunki zostaną spełnione, wizy powinny być zniesione”, którą wypowiadają jak gdyby nie zauważyli, że Gruzja, a także Ukraina, stawiane przed nią warunki już dawno wypełniły.

Odwlekając wprowadzenie ruchu bezwizowego z Gruzją i jednocześnie forsując jego wprowadzenie dla Turcji, Berlin i Bruksela pokazują, że zniesienie wiz jest de facto decyzją polityczną. A woli politycznej na wschodzie szargana wewnętrznymi problemami Unia wydaje się mieć coraz mniej. Paradoksalnie okazuje się, że rację miała Rosja, która od lat mówi o politycznym charakterze unijnej liberalizacji wizowej, w ten sposób tłumacząc swój brak postępów w tej sprawie.

Pozostaje mieć nadzieję, że za kilka miesięcy sytuacja polityczna w Unii zmieni się i należąca się Gruzji decyzja o zniesieniu wiz będzie możliwa. Na szali stoi wiarygodność unijnych obietnic składanych sąsiadom w formie Partnerstwa Wschodniego jeszcze kilka lat temu.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Autor: TheGabeC; Źródło: flickr.com

Student politologii na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym" i "Polityce". Tłumacz języka niemieckiego i rosyjskiego.

Tematy: Gruzja,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY