Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Porażka demokratyzacji Europy Wschodniej

U progu XXI wieku, Polska po długich latach starań zrealizowała swoje dwa strategiczne cele. W 1999 roku stała się członkiem najsilniejszego sojuszu militarnego na świecie, a w 2004 stała się pełnoprawnym uczestnikiem najintratniejszego porozumienia gospodarczego - Unii Europejskiej. Jak trafnie ocenił Paweł Kowal osiągnięcie tych dążeń sprawiło, że po pierwsze: Polska samemu przestała być już „Wschodem”, a po drugie uzyskała możliwość wpływu na politykę Unii Europejskiej wobec nowego „Wschodu” i kształtowania jej zgodnie z polskimi wyobrażeniami.

Narzędziem dla realizacji tego zamierzenia jest (był?) program Partnerstwa Wschodniego zakładający zbliżenie państw partnerskich do UE poprzez wsparcie transformacji ustrojowej w kierunku demokratycznych rządów prawa, promowania praw człowieka i budowy gospodarek rynkowych. Podstawą dla tej inicjatywy było założenie, że państwa graniczące na wschodzie z rozszerzoną UE są „skazane” na sukces modernizacji i wejście do UE w przyszłości.

Optymistyczny determinizm w podejściu do wschodnich sąsiadów wyrastał z prometejskiego przekonania (zakorzenionego w doktrynie sformułowanej przez Jerzego Giedroycia) zakładającego, że obszar pomiędzy wschodnią granicą Polski a Rosją to historyczna przestrzeń konkurencji z Rosją o charakter położonych w tym regionie krajów. W tej wizji Polska przeciwstawiać ma rosyjskiemu imperializmowi perspektywę dobrobytu realizowaną poprzez wdrażanie przez kraje objęte programem Partnerstwa Wschodniego unijnych standardów.

USA w wersji mini

Polityka zagraniczna Polski stawiać miała nasz kraj w roli regionalnego lidera i promotora zachodnich wartości przeciwstawiających się rosyjskiej wizji podziału świata na strefy wpływów. Trudno nie ulec wrażeniu, że podejście to było refleksem amerykańskiej polityki zagranicznej, warunkującej istnienie pokoju i stabilności na świecie od realizowania misji demokratyzacji całego świata (USA podejmować będą wszelkie starania, by dać ludziom w każdym zakątku świata nadzieję na demokrację, rozwój, wolny handel i rynek” – amerykańska strategia narodowa opublikowana we wrześniu 2002 r.).

Działania zarówno polskiej jak i amerykańskiej administracji ukierunkowane były na upowszechnienie wśród opinii międzynarodowej przekonania o nierozerwalnym powiązaniu pomiędzy wolnością na świecie, a bezpieczeństwem. Jednakże indywidualne działania i rażąca dysproporcja między głoszoną ideologią wolności, demokracji i poszanowania praw człowieka, a praktyką wojny z terroryzmem i dyktaturami na świecie doprowadziły do zachwiania amerykańskimi sojuszami oraz spadku poparcia dla działań USA w świecie. Klęska arabskiej wiosny i jej konsekwencje dla międzynarodowego porządku podważyło aksjologiczne uzasadnienie dla amerykańskiej polityki zagranicznej. Z całym dramatyzmem ponownie zanegowana została teza o „końcu Historii”.

„Koniec” nie nastąpił również w Europie Wschodniej. Partnerstwo Wschodnie nie doprowadziło do znaczącego zbliżenia krajów Programu z Unią Europejską. Program nie okazał się sukcesem jednak nie z powodu nieatrakcyjności zawartych w programie propozycji wobec adresatów (np. braku obietnicy członkostwa), czy niewystarczającego potencjału Polski do jego realizacji. Choć wielu krytyków Programu wskazuje pierwszą przesłankę, to trudno znaleźć dla niej dobre uzasadnienie. Analogicznie należałoby bowiem stwierdzić, że sukces polskiej transformacji był wynikiem stymulowania reform poprzez obietnice dobrobytu składane przez przedstawicieli Wspólnoty Europejskiej czy Sojuszu Północnoatlantyckiego. W istocie przecież do sukcesów Polski doprowadził konsensus i determinacja elit politycznych i społeczeństwa odnośnie prozachodniego kierunku rozwoju polskiego państwa.

Rozczarowujące sojusze

Tak w przypadku Stanów Zjednoczonych jak i Polski można postawić podobną diagnozę braku skuteczności. Błędem obu dyplomacji było myślenie o stosunkach międzynarodowych jako grze o sumie zerowej. Celem Programu Partnerstwa Wschodniego było (powiedzmy to sobie szczerze) pokonanie przeciwnika jakim jest Federacja Rosyjska w rozgrywce o wpływy w Europie Wschodniej. Prezentowanie oferty wobec krajów położonych pomiędzy nami a Rosją w istocie polegało na postawieniu ich w pozycji bez wyjścia – alternatywą dla integracji z Unią miało być nieuchronne podporządkowanie przez Moskwę.

I tak jak w przypadku amerykańskiej doktryny, tak i polska polityka „eksportu demokracji” okazała się nieskuteczna. Doprowadziły do tego błędne oceny oczekiwanej postawy naszych sojuszników w ramach UE i NATO, jak również samych adresatów polskich działań. Największym bodaj rozczarowaniem była współpraca z Niemcami, która jeszcze do niedawna była uznawana za strategiczną konieczność. Pomysł ten jednak zbankrutował w obliczu reakcji Berlina na aneksję Krymu i wydarzenia na wschodzie Ukrainy.

W największym stopniu różni nas podejście do Federacji Rosyjskiej – nasz zachodni sąsiad stara się za wszelką cenę, by wymiar sankcji nakładanych na Rosję był jak najmniejszy, a także nieustannie wzywa do zawieszenia walk na Ukrainie. Ponadto, jak słusznie dostrzega Piotr Maciążek, Republika Federalna nie tylko zdaje się żyrować rosyjską rekonkwistę na terytorium postsowieckim, ale dodatkowo przyczynia się do zmniejszenia spoistości Sojuszu Północnoatlantyckiego kategorycznie sprzeciwiając się rozmieszczeniu dodatkowych sił Paktu na terenie Polski i państw bałtyckich.

Globalna gra

Powody niechęci niektórych europejskich decydentów do otwartego konfliktu z Rosją kryją się także w pragmatycznym podejściu do realizowania własnych interesów. Niemcom i Francuzom nie do końca zależy na demokratyzowaniu Ukrainy i przejęciu wartości europejskich przez kraje biorące udział w programie Partnerstwa Wschodniego. Niemieccy politycy mówią wprost, że nie należy zadrażniać relacji z Rosji ze względu na to, że Ukraina czy Gruzja leżą w strefie bezpośrednich wpływów Rosji. Ale to dyplomatyczna wymówka. Za tym kryją się bardziej przyziemne powody.

Znacznie lepiej robi się interesy z oligarchami, którzy nie są ograniczeni wewnętrznymi uregulowaniami, normami prawnymi (a tak by było przy przyjęciu unijnego ustawodawstwa) czy nawet obowiązującymi na Zachodzie standardami etycznymi. Dlatego wielki francuski i niemiecki biznes optuje za status qou – Ukraina i Rosja w szarej strefie zezwalającej na robienie intratnych interesów.

Rosja potrzebna jest także Amerykanom, którzy znaczną część swojej geopolitycznej uwagi skupili obecnie na obszarze Pacyfiku wobec wzrastającej potęgi Chin. Rosja staje się kluczowym partnerem dla USA na Dalekim Wschodzie w rywalizacji z Państwem Środka. Bez Moskwy trudno będzie blokować Waszyngtonowi potencjalne imperialne tendencje Pekinu. Rosjanie z pewnością o tym wiedzą i negocjują swoją pozycję projektując (jak zwykle) swoją siłę we wschodniej Europie (aneksja Krymu) i Bliskim Wschodzie (operacja w Syrii) i imitując zbliżenie z chińskim partnerem.

Rosja jest w końcu potrzebna dla powstrzymywania ekstremizmu islamskiego w krajach Bliskiego Wschodu. Skuteczna wojna z Państwem Islamskim nie będzie możliwa bez udziału Rosji. Podobnie porozumienie z Iranem bez udziału Rosji także byłoby trudne do wyobrażenia – wszak to znacznej mierze rosyjscy inżynierowie pomagają rozbudowywać potencjał nuklearny Iranu. Nie wolno tez zapominać o zagrożeniu związanym z proliferacją broni jądrowej i brakiem kontroli nad rosyjskim arsenałem atomowym w przypadku, gdyby kryzys gospodarczy spowodował upadek Władimira Putina. Z takim scenariuszem państwa zachodnie realnie się liczą.

Sąsiedzkie błędy

Nie tylko brak refleksji i głębszej analizy interesów i dążeń wszystkich graczy, którzy są w stanie wpływać na politykę wschodnią (przede wszystkim Niemiec i Stanów Zjednoczonych) rzutowało na jej nieskuteczność. Polska dyplomacja nie była w stanie prawidłowo ocenić sytuacji w krajach, które były celem jej działań.

Nie pozostawianie żadnego pola do negocjacji poprzez przyjmowanie zdeklarowanej i jednoznacznej pozycji jest zawsze błędem.

W przypadku Ukrainy jednoznaczne poparcie dla aktywistów Euromajdanu przez polskie społeczeństwo było godne uznania. Jednakże podobne zachowanie oficjalnych przedstawicieli państwa stoi już w sprzeczności z realizowaniem polskiego interesu narodowego. Nie pozostawianie żadnego pola do negocjacji poprzez przyjmowanie zdeklarowanej i jednoznacznej pozycji jest zawsze błędem. Efekt takiej postawy został dosadnie ukazany poprzez niewłączenie Polski do stołu negocjacyjnego w sprawie konfliktu na Ukrainie.

Nie lepiej sprawa ma się z drugim z naszych wschodnich sąsiadów – Białorusią. Wieloletnie izolowanie prezydenta tego kraju oraz wspieranie z uporem godnym lepszej sprawy opozycji reprezentującej znaczącą mniejszość białoruskiego społeczeństwa przypomina bicie głową o mur. O dziwo wynikający z tego ból nie przywiódł nas do dość oczywistych wniosków: Alaksandr Łukaszenka jest obecnie jedynym gwarantem stabilności na Białorusi, na której powinno nam przecież zależeć mając na uwadze działania Rosji na wschodzie Ukrainy.

Według wielu wiarygodnych badań opinii publicznej poparcie dla białoruskiego przywódcy utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie dając mu zwycięstwo nawet w uczciwie i transparentnie przeprowadzonych wyborach. Powyższe wnioski, wyartykułowane przez b. charge d’affaires RP na Białorusi, są dowodem na klęskę założeń naszej polityki wschodniej i dowodem słabości zaplecza eksperckiego, które konsekwentnie od wielu już lat przewiduje „rychły” upadek białoruskiej gospodarki i idący za tym – upadek Alaksandra Łukaszenki.

O przyczynach dla których Federacja Rosyjska pozostaje ważnym i nieodzownym elementem porządku międzynarodowego na świecie pisałem powyżej. To powinno nas wyleczyć z nadziei na kolejną smutę w historii rosyjskiej państwowości, na którą tak wielu polskich polityków i ekspertów od wschodu wciąż liczy.

Niestety wciąż z trudem przychodzi nam uznać, że polityka zagraniczna to twarda gra interesów. Ich realizacja uzależniona jest od umiejętności poruszania się w ramach istniejących realiów. Realia odnośnie charakteru państwa rosyjskiego pozostają niezmienne. Zrozumienie i pogodzenie się z tym faktem pozwoli nam zadać sobie pytanie o lepszą formułę realizacji naszych celów.

Porażka demokratyzacji

W analizie dotychczas realizowanej polityki wschodniej należy wskazać jeden zasadniczy problem. W przeciwieństwie do naszych zachodnich partnerów nie próbowaliśmy do tej pory wiązać z nami elit z krajów zza naszej wschodnich granicy za pomocą instrumentów politycznych i gospodarczych. Zamiast tego nasze główne wysiłki skierowane były na nawiązywanie i wspieranie dialogu ze „społeczeństwem obywatelskim” opierając się głownie na realizacji programów pomocowych i stypendialnych (koniecznie z zastrzeżeniem, aby ich uczestnik przyczyniał się do „budowy demokracji skierowanej ku Europie”).

Jak zauważył Łukasz Jasina ich realizacja nie do końca odzwierciedla nasze oczekiwania – beneficjenci tych programów to ciągle wyjątki na ukraińskiej (nie wspominając o białoruskiej czy rosyjskiej) scenie politycznej i intelektualnej – częściej można ich spotkać w Warszawie, gdzie tłumaczą nam kraj swojego pochodzenia, a rzadziej w Kijowie (Mińsku, Moskwie…), gdzie opowiadają o Polsce.

Okazuje się więc, że nasze cele nie tylko nie zostały osiągnięte, lecz co gorsza stabilność, która powinna być celem naszej dyplomacji na Wschodzie jest coraz bardziej krucha. Czas więc pogodzić się z tym, że idea wedle której demokratyzacja może być skutecznym narzędziem realizacji celów za wschodnią granicą nie sprawdziła się. Jak wskazują wydarzenia na Majdanie, wzniosłe wartości są w stanie uruchomić tendencje, z którymi się utożsamiamy i sympatyzujemy, ale w ich wyniku nasz kraj nie staje się wcale bezpieczniejszy.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY