Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Jakub Wojas

Szyrokino – tam gdzie wojna się nie kończy. Korespondencja z Donbasu

Przed wojną na Ukrainie Szyrokino było małym kurortem nad Morzem Azowskim, dobrze znanym mieszkańcom Donbasu. Po kwietniu 2014 r. okazało się, że ma ono również strategiczne znaczenie dla opanowania Mariupola. Po wielu miesiącach zaciętych walk dziś są tu pozycje ukraińskiej piechoty morskiej. Nie oznacza to jednak że wojna w Szyrokino się skończyła.

Strefa zero

Na pozycje pierwszej linii, przez ukraińskich marines nazywane „zero”, wychodzę zawsze z Wiktorem, pseudonim Grom. Czasem towarzyszą nam inni żołnierze, a czasem idziemy tylko we dwóch. Grom jest st. porucznikiem roty (odpowiednika polskiej kompani) moździerzowej w ukraińskiej piechocie morskiej. Żołnierze z jego oddziału nie są skupieni w jednym miejscu, a poprzydzielani do pozostałych rot desantowo-szturmowych w danym batalionie. Grom co jakiś czas musi sprawdzić co się dzieje z jego podwładnymi – jak wygląda sytuacja na utrzymywanych przez nich pozycjach, czy na coś się skarżą, czy czegoś nie potrzebują.

Na obchód wyruszamy z jednej z placówek piechoty morskiej oddalonej ok. 3 km od pozycji separatystów. Po ulicach całkowicie opustoszałego kurortu nad Morzem Azowskim idziemy początkowo dość swobodnie. Jedynie bacznie obserwujemy drogę po której stąpamy, gdyż nierzadko wbite są w nią pociski, które swego czasu nie eksplodowały. Od lutego 2016 r., czyli od momentu kiedy ukraińskie wojska zajęły obszar całego miasta nieustanie pracują tu saperzy. Końca ich pracy jednak nie widać. W zniszczonych domach, na wpół zawalonych budynkach kryć się mogą jeszcze miny-pułapki i niewybuchy – pamiątki po tym jak przez Szyrokino przebiegała linia frontu.

Szyrokińska postapokalipsa; Autor: Jakub Wojas

Szyrokińska postapokalipsa; Autor: Jakub Wojas

Pomimo że miasto ma strategiczne znaczenie to nieoczekiwanie po wielu miesiącach ciężkich zmagań strona prorosyjska zdecydowała się oddać je bez jednego wystrzału. Przyczyny tego kroku nie potrafią wytłumaczyć nawet ukraińscy oficerowie. Czy stała za tym wielka polityka i próba poprawy rosyjskiego wizerunku? Zgodnie z porozumieniami mińskimi miasto rzeczywiście powinno być pod kontrolą Ukraińców. A może chodzi o względy taktyczne i jest to po prostu odwrót na „z góry upatrzone pozycje”? Kurort leży w obniżeniu i obecnie separatystom łatwiej go ostrzeliwać. Być może. Pewności jednak tutaj nie można mieć żadnej.

W strefie zero wzmagamy naszą ostrożność. Znajdujemy się na końcowych posterunkach armii ukraińskiej. Jakieś półtora kilometra dalej są już separatyści. Przez otwarte przestrzenie w obawie przed ostrzałem przemykamy szybkim krokiem tak, aby nie były widoczne nasze sylwetki znad wysoko rosnącej trawy. Wchodzimy w obejścia i podwórka pozostawionych przez dawnych mieszkańców domów. To właśnie w niektórych z nich rozlokowały się oddziały ukraińskiej piechoty morskiej. Przez to też wojna w Szyrokino ma charakter iście „podwórkowy”. To nierzadko na nich odbywają najciekawsze akcje – ostrzał, wyjście na pozycje. Na podwórkach budowane są też umocnienia, okopy, a na strychach i dachach znajdują się pozycje strzelnicze oraz punkty obserwacyjne. Brzmi to trochę jak chłopięca zabawa i rzeczywiście bardzo ją przypomina. Ponadto w zajmowanych domach żołnierzom udało się wytworzyć prawdziwie domową atmosferę – wspólnego oglądania telewizji, wspólnych posiłków i popołudniowo-wieczornych spotkań w kuchni.

Czas odpoczynku; Autor: Jakub Wojas

Czas odpoczynku; Autor: Jakub Wojas

Po zapoznaniu się z Gromem z sytuacją na danej pozycji w kuchniach i na werandach popijamy z żołnierzami herbatę, zajadamy się pysznymi racuchami ze słodkim, skondensowanym mlekiem, rozmawiamy o wojnie, ale też o dziewczynach i trwających mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Jednocześnie przyglądamy się, jak kolejni żołnierze wyruszają na swoje posterunki. Gdyby nie to, że trzymają oni prawdziwe karabiny, a nie te dziecinne, z plastiku to można by powiedzieć, że jest to podwórkowa zabawa w wojnę, jakich wiele, tylko tym razem w wykonaniu trochę większych chłopców.

Marines

Na jednej z pozycji tuż przy wejściu do domu widzimy jak żołnierze kopią nowy okop. Pracują od kilku dni, a zostało im jeszcze sporo – kilkaset metrów – aż do następnego posterunku. Największy problem jednak w tym, że pomiędzy nimi jest otwarta przestrzeń.
– I jak tam? Ruski snajper wam nie przeszkadza? – pyta Grom.
– Jak nie? Codziennie serię puszcza. Ale co począć, taka służba – odpowiadają z uśmiechem ukraińscy marines.

Dla tej jednostki Szyrokino to prawdziwy chrzest bojowy. Przed wojną ukraińska piechota morska była rozlokowana na Krymie. Przygotowana jest ona do dokonywania desantów zarówno z morza, jak i z powietrza (większość żołnierzy ma za sobą ok. 10 skoków spadochronowych). Ich charakterystycznym elementem umundurowania jest pasiasty podkoszulek – tielniaszka. Dla piechoty morskiej powinna ona być w paski biało-czarne, ale w praktyce żołnierze na linii używają również biało-jasnoniebieskich zarezerwowanych dla wojsk powietrznodesantowych.

Gdy zaczęła się rosyjska inwazja i władze ukraińskie zdecydowały się oddać półwysep krymski bez jednego wystrzału, wielu żołnierzy porzuciło służbę w ukraińskiej armii – przeszli na stronę rosyjską albo zdecydowali się wrócić do cywilnego życia. Dlatego też później trzeba było odtwarzać jednostkę niemal od nowa. Większość z obecnych żołnierzy piechoty morskiej pochodzi z południowej i centralnej Ukrainy. Część była już wcześniej na froncie wraz z innymi jednostkami – najczęściej w ramach lokalnych brygad obrony terytorialnej. Dla wielu jednak prawdziwa wojna zaczęła się dopiero w Szyrokino.

Patrol przed szkołą; Autor: Jakub Wojas

Patrol przed szkołą; Autor: Jakub Wojas

Sama piechota morska nie brała udziału w walkach w strefie ATO w początkowej fazie wojny. W tym czasie kontrolowali oni granicę z Krymem, a potem przerzucono ją na posterunki na południe od Mariupola. Dopiero w drugiej połowie 2015 r. trafili do Szyrokino.
– Na początku był totalny chaos – wspomina Grom – w czasie obstrzału nie wiedzieliśmy co mamy robić, jak walczyć. Ogarnęliśmy się jednak bardzo szybko. Już po kilku atakach każdy wiedział jak się miał zachować. Na wojnie uczysz się bardzo szybko.

Wiktor jak mało kto coś o tym wie. Przed wojną był co prawda już oficerem rezerwy, ale z przydziałem do… radiotechniki. Kiedy okazało się, że specjalistów w tej dziedzinie jest dostatek, w odróżnieniu od oficerów liniowych, skierowano go na dodatkowe szkolenie. Trwało dwa miesiące. Po nim Grom znalazł się już w oddziałach marines. Prawdziwego rzemiosła wojennego nauczył się jednak dopiero w Szyrokino. Dziś nawet większy ostrzał artyleryjski nie robi na nim wrażenia. Ot, trzeba robić swoje.

Ukraiński oddział; Autor Jakub Wojas

Ukraiński oddział; Autor Jakub Wojas

Ukraińscy marines sprawiają ważnienie nie tylko profesjonalistów, ale też ludzi bardzo silnie zmotywowanych. I to niezależnie od tego czy przyszli tu dobrowolnie czy zostali zmobilizowani. Wiedzą, że walczą o swoją ojczyznę. Często pojawiającym się pytaniem żołnierzy do dowódców jest: „kiedy odbijemy Krym?” albo „kiedy wejdziemy do Nowoazowska?” Ukraińscy marines przyznają jednak że bez rozkazu niczego nie mogą zrobić.

Koledzy po drugiej stronie

Chcąc znad budowanego okopu dostać się do następnej pozycji przebiegamy pochyleni około kilkaset metrów wśród traw i chaszczy. Dochodzimy do bramy kolejnych zabudowań. Tu najlepszy punkt obserwacyjny znajduje się na dachu niewielkiego domku. Leżąc płasko, trzymając się jedynie dachówek, jedynie lekko wychyleni znad szczytu, tak by nie stać się łatwym celem dla rosyjskiego snajpera, przez lornetkę widzimy oddalone o ok. 1 – 1,5 km okopy i umocnienia. Kto w nich jest? Zdaniem ukraińskich żołnierzy na pierwszej linii rzeczywiście separatyści, ale też sporo najemników. Pieczę nad nimi sprawują rosyjscy dowódcy i instruktorzy. Trochę dalej, reagująca jedynie w razie potrzeby, regularna armia rosyjska, której przedstawicielami jest tu… piechota morska z Sewastopola. Koledzy. W czasach gdy ukraińscy marines byli rozlokowani na Krymie, mieli z nimi bardzo dobre relacje. Wspólnie odpoczywali po służbie, bawili się, wzajemnie się odwiedzali.

Niewykluczone że również wielu z tych, którzy przeszli na stronę rosyjską po kryzysie krymskim stoi teraz w szeregach rosyjskich marines pod Szyrokino. Potwierdza to jeden z ukraińskich żołnierzy:
– Tam, po drugiej stronie jest mój dawny dowódca. Znamy się jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. On wybrał inaczej, ja wybrałem inaczej. Tylko teraz jakbym go spotkał, to z tej „radości” bym go już nie wypuścił.

Wychodząc wraz z Gromem i trzema innymi żołnierzami na ulicę z jednego ze stanowisk strzelniczych słyszymy nagle skierowany w naszą stronę strzał. Potem już cała seria z broni maszynowej. Pochylamy się i zaczynamy biec. Skuleni, czym prędzej dobiegamy pod metalowe ogrodzenie jednego z budynków. Tutaj staramy się przeczekać zagrożenie.

W Szyrokino to nic nadzwyczajnego. Ostrzał z broni maszynowej zdarza się każdej doby i to zarówno w dzień, jak i w nocy. Czasem ma to na celu zbadanie słabych punktów ukraińskiej obrony, czasu ich reakcji. Tam gdzie jest ona słaba, uderza artyleria. Czasem jednak, jak w naszym wypadku, z broni maszynowej rosyjscy snajperzy strzelają „z nudów”. Taka sobie zabawa w ostrzeliwanie przemykających między pozycjami ukraińskich żołnierzy.

Chroniąc się przed kulami po krótkiej chwili słyszymy kolejną serię z broni maszynowej, tym razem jednak z ukraińskich pozycji. Potem jeszcze następna. I cisza. Rosyjskiej odpowiedzi już nie było. Na to Grom tylko się uśmiechnął i rzekł:
– No to Fiks zrobił swoją robotę.

Ciąg dalszy wkrótce…

Facebook Comments

***

"Tam gdzie wojna się nie kończy. Korespondencja z Donbasu" jest pierwszym artykułem spośród dwóch poświęconych Szyrokino na Donbasie. W następnym tekście Jakub Wojas przybliży życie ukraińskiego snajpera w Szyrokino.

Jakub Wojas
Korespondent

    Jakub Wojas - absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Laureat stypendiów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i JM Rektora UJ. Odbył praktyki w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie oraz w ambasadzie RP w Hadze. Na przełomie stycznia i lutego 2014 r. aktywista kijowskiego Euromajdanu. Korespondent w czasie interwencji rosyjskiej na Krymie i na wschodniej Ukrainie. Podchorąży kawalerii ochotniczej.

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY