Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

Polska na prostej drodze do utraty znaczenia w Unii Europejskiej

Jeszcze całkiem niedawno narzekaliśmy na bezradność i brak decyzyjności struktur Unii Europejskiej. To już za nami. Po Brexicie wewnętrzna polityka unijna przyspieszyła jak nigdy dotąd. Na trasie europejskiego pociągu dokonane zostaną istotne zmiany. W tej dynamicznej sytuacji Polska może stracić swoją pozycję w Unii Europejskiej i główne narzędzia oddziaływania na Europę Wschodnią.

Superpaństwo Niemiec i Francji?

 
Ministrowie spraw zagranicznych dwóch najpotężniejszych państw Unii Europejskiej ogłosili dokument „Silna Europa w świecie niepewności”. Sformułowano w nim pomysły na reformę Unii Europejskiej. Projekt szefów francuskiej i niemieckiej dyplomacji ukazał się jako odpowiedź na wyniki referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Dokument był przygotowywany od tygodni i z dużym prawdopodobieństwem zostałby ogłoszony również gdyby Brytyjczycy zdecydowali o pozostaniu w UE. Wyczuwając moment przełomu w historii Unii Europejskiej, Frank-Walter Steinmeier oraz Jean-Marc Ayrault ogłosili, że najważniejsze państwa UE mają plan na przezwyciężenie kryzysów, które trawią cały kontynent.

Francusko-niemiecki dokument został w polskich mediach przedstawiony jako „ultimatum” oraz próbę nawoływanie starych państw Unii do stworzenia „superpaństwa”. Jest to błędna interpretacja. Dokument choć zawiera szereg rozwiązań opartych o idee dalszej federalizacji, nie jest w swojej formie ani ultymatywny, ani też, zakładając potencjalną realizację wszystkich postulatów, nie doprowadzi do zaniknięcia państw narodowych.

Emocje polskiej opinii publicznej zostały rozbudzone przez zawartą w dokumencie wizję dalszych sukcesów integracyjnych w sferze obronności oraz rynków finansowych. Autorzy przekonują także do przekazania Unii Europejskiej decyzji przeciwdziałających kryzysowi migracyjnemu. Ten ostatni postulat, któremu poświecono w dokumencie cały rozdział, to woda na młyn polskich krytyków dokumentu.

Migranci w optyce polskiego społeczeństwa to wewnętrzny problem Niemiec, dodatkowo wywołany na życzenie kanclerz Angeli Merkel. Pozostając w tym toku rozumowania, postulaty Steimeiera i Ayraulta są w Polsce interpretowane jako próba Francji i Niemiec na uwikłanie pozostałych państw członkowskich w ich własne problemy.

Propozycja socjaldemokracji

 
Większość postulatów zawartych we wspomnianym dokumencie odzwierciedla przede wszystkim niemiecki punkt widzenia. Niemcy pomimo kryzysu migracyjnego pozostają, zarówno na poziomie elit jak i społeczeństwa, najbardziej prounijnym państwem w Europie. Czy zatem szef francuskiej dyplomacji został tutaj dołączony wyłącznie jako wzmocnienie niemieckich wizji i żądań? Niekoniecznie.

Zarówno premier Manuel Valls, jak i sprawujący władzę wykonawczą prezydent François Hollande reprezentują francuską Partię Socjalistyczną, która chce reformować UE w duchu wyrażonym przez dokument szefów dyplomacji. Sami autorzy integracyjnych wizji są członkami partii socjaldemokratycznych, które wkrótce będą walczyły o głosy w wyborach parlamentarnych. Poparcie dla dalszej integracji nie jest już tak jednoznaczne we francuskim społeczeństwie. Coraz więcej zwolenników zdobywa populistyczny Front Narodowy kierowany kierowany przez Marine Le Pen, która już postuluje przeprowadzenie we Francji referendum na wzór brytyjskiego.

Najbezpieczniej przypisać wizję „superpaństwa” ponadnarodowemu sojuszowi sił socjaldemokratycznych. Politycy partii lewicowych wskazują, że mają pomysł na dalsze działanie Unii i co więcej, zostanie on zrealizowany z całą determinacją po wygranych wyborach. Ta determinacja została podkreślona choćby poprzez sobotnie spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw założycielskich Unii Europejskiej.

Polska na peryferiach UE

 
Dla polskiego rządu wynik referendum w Wielkiej Brytanii jest nie lada wyzwaniem. Prawo i Sprawiedliwość deklarowało zmianę głównego sojusznika w UE z Niemiec na Wielką Brytanię. Na ten moment nie ma co roztrząsać, czy proponowana zmiana w polityce zagranicznej Polski była dobra czy zła. Jest to nieważne, bo wszystko wskazuje na to, że Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej.

W tej sytuacji trudno będzie zabiegać o dalszy rozwój idei Międzymorza, która zakładała sojusz wielu państw Europy Środkowo-wschodniej pod przewodnictwem Polski wzmocnionej sojuszem z Brytyjczykami. Bez strategicznej współpracy z wyspiarzami pomysł na polskie przywództwo regionalne wydaję się jeszcze bardziej kruchy.

Czy zatem polski rząd przeprogramuje swoje sojusze z powrotem na Niemcy i stare jądro Unii Europejskiej? W perspektywie ostatnich gestów i wypowiedzi polityków partii rządzącej jest to scenariusz mało prawdopodobny. W wypowiedziach głównych polityków PiS-u rezonuje zdanie, że Brexit jest dowodem na to, że „Europejczycy nie chcą takiej Unii”. Takie słowa wypowiedziała premier Beata Szydło, w tym tonie wypowiedział się także Jarosław Kaczyński oraz szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski.

Nie jest tajemnicą, że Prawo i Sprawiedliwość to partia eurosceptyczna. PiS popiera polskie członkostwo w Unii Europejskiej, ale chce ograniczenia wpływów Brukseli i wzmocnienia roli państw narodowych. A to wizja zupełnie odmienna od postulatów, które znalazły się we francusko-niemieckim dokumencie.

Działania polskiej dyplomacji wskazują na brak chęci współpracy z unijnym jądrem i dalszą próbę budowy sojuszy na unijnych peryferiach. Minister Waszczykowski skrytykował spotkanie szóstki założycieli, co zresztą powinien uczynić, bo polską racją stanu jest uczestniczenie we wszystkich możliwych spotkaniach, gdzie mogą zapadać decyzje co do przyszłości UE.

W poniedziałek polski MSZ zorganizował „spotkanie ministrów spraw zagranicznych UE”. Niestety wśród 9 przybyłych do Warszawy gości znalazło się tylko czterech szefów dyplomacji, z Rumunii, Bułgarii, Grecji i Węgier. Pozostałe kraje (m.in. Austria, Hiszpania, Słowenia) uczestniczące w polskim spotkaniu reprezentowane były przez „wysokich urzędników”, jak to opisano w oficjalnym komunikacie MSZ.

Polska dyplomacja zorganizowała spotkanie przedstawicieli dość przypadkowo dobranych państw, w gronie których nie możliwe było przeprowadzenie konstruktywnej rozmowy. Na kanwie tego spotkania nie powstał więc żaden „polski plan” mogący konkurować z integracyjnymi planami starej Unii.

Zwiększa się obawa, że polski rząd utknie w sprzeciwie wobec głównego nurtu UE, nie znajdując równocześnie klucza do przekonania regionalnych partnerów o swojej przywódczej roli. W ten sposób Polska wykluczy się z procesu decyzyjnego w kwestii przyszłości Unii Europejskiej. Politykom pozostanie narzekanie na Niemcy i Brukselę oraz podgrzewanie wizji narodowej samowystarczalności Polski, która sama zadba o swoją pozycję w świecie i zbuduje własne bilateralne sojusze.

Bez wpływu na Europę Wschodnią

 
W obecnej sytuacji większość państw członkowskich patrzy na współpracę z Europą Wschodnią jak na kwestią drugo, jeśli nie trzeciorzędną. Owszem, dochodzi do oficjalnych spotkań takich jak poniedziałkowa wizyta ministra spraw zagranicznych Gruzji Mikheila Janelidzego w Polsce, czy wizyta premiera Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana w Berlinie. Współpraca bilateralna zostanie utrzymana.

Przy tak wielu niewiadomych niemożliwe jest uruchomienie jakiegokolwiek unijnego impulsu w relacjach z Europą Wschodnią. Nie ma na to pomysłu Unia Europejska, ani żaden z krajów regionu. Państwa Europy Wschodniej skupione są na realizacji swoich interesów i próżno szukać tam poparcia dla zacieśniania więzów z Unią Europejską, gdyż słusznie uznają ten scenariusz za niemożliwy do zrealizowania w obecnych warunkach. To zła wiadomość dla Polski, która jeszcze kilka lat temu miała ambicje na prowadzenie unijnego dialogu z Europą Wschodnią poprzez program Partnerstwa Wschodniego.

Należy założyć, że nie ulegną zmniejszeniu wpływy rosyjskie na sytuację wewnętrzną Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Należy wręcz założyć, że te wpływy będą się tylko umacniać. Jaką kontrofertę może wystosować Polska, aby cały region nie stał się ponownie „rosyjską sferą wpływu”? Polski rząd pozostając przy strategii budowania regionalnych sojuszy i negowania pomysłów unijnego jądra nie będzie w stanie stworzyć żadnej atrakcyjnej oferty dla regionu, który jest tak ważny dla Polski.

Dla utrzymania ważnej pozycji na wschodzie Europy, polski rząd powinien zawalczyć o dopuszczenie do unijnego centrum decyzyjnego. Nie uda się to bez znalezienia porozumienia z zachodem Europy, a przede wszystkim z Niemcami. Zachodni sąsiad to nie tylko najważniejszy gracz w Europie, ale i niezmiennie sojusznik Polski. A i to może się wkrótce zmienić, gdy ze swoich stanowisk ustąpi propolska kanclerz Angela Merkel i oddany idei polsko-niemieckiej współpracy prezydent Niemiec Joachim Gauck. Czas do ich odejścia to ostatni moment, żeby w bliskim partnerstwie z Zachodem zdecydować o przyszłości Unii Europejskiej i jej wschodniego sąsiedztwa.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Flaga Unii Europejskiej, źródło: Parlament Europejski, licencja CC BY-NC-ND 2.0
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: l.grajewski@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY