Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Polska nie musi być w europejskim mainstreamie

Unia Europejska przechodzi poważne zmiany. Na naszych oczach krystalizuje się „Europa dwóch prędkości”, w której Polska została wypchnięta z ośrodka decyzyjnego. Nie oznacza to jednak, że musimy za wszelką ceną bronić się przed wypadnięciem z głównego nurtu. Nie jesteśmy na prostej drodze do utracenia znaczenia w UE.

Brexit jeszcze nie nastąpił, ale jeżeli Londyn przeprowadzi procedurę występowania z Unii Europejskiej, będzie to oznaczało dla Polski utratę ważnego sojusznika. W wielu kwestiach dotyczących polityki zewnętrznej, jak sankcje wobec Rosji, a także wewnątrzunijnej, wyrażającej się w sceptycznym podejściu do dalszego zacieśniania integracji, stanowiska Polski i Wielkiej Brytanii były zbieżne.

Zupełnie inaczej tę kwestię postrzega Paryż i Berlin. Dla nich Brexit byłby w zasadzie dobrą wiadomością. Odpadnięcie najsilniejszego „hamulcowego integracji” umożliwiłoby ostateczne przekształcenie Unii w formę bardziej odpowiadającą ich interesom. Nowa UE, jaka powstaje na naszych oczach, będzie Unią jądra i obrzeży. O sprawach najważniejszych będą decydować Francja z Niemcami wraz z czwórką państw-założycieli. Następnie propozycje będą przedstawiane peryferiom do akceptacji. Peryferiom, czyli między innymi Polsce.

Szczyty „szóstki” państw-założycieli odbywają się już od lutego 2016 roku i to w tym gronie obradowano nad dalszymi losami Europy zaraz po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii. Francja i Niemcy bez konsultacji z pozostałymi 26 członkami, przygotowały także dokument proponujący reformę Unii Europejskiej.

Kwestia jego treści jest nawet mniej istotna niż precedens jaki taka polityka kreuje. Okazuje się bowiem, że francusko-niemiecki tandem wprowadza praktykę wspólnego tworzenia szkiców dokumentów, których ostateczny kształt może być jedynie delikatnie modyfikowany przez pozostałych członków. Tym samym Francja i Niemcy dają sygnał, że to właśnie te dwa państwa chcą decydować o kształcie Unii Europejskiej. W dodatku, jak pewnego razu stwierdził doradca Radosława Sikorskiego i brytyjski dyplomata Charles Crawford, znaczenie Wielkiej Brytanii w ONZ wynika nie z siły państwa, a z tego, że jego dyplomacja zawsze stara się przygotowywać szkice rezolucji. Ten kto przygotowuje dokument, ustala ramy dalszej dyskusji.

Nic na siłę

Polska została wypchnięta z jądra decyzyjnego i w zasadzie nikt jej tam nie chce. Nie powinno to dziwić. Nasze poglądy na takie kwestie jak polityka migracyjna, postrzeganie źródeł zagrożenia zewnętrznego czy kwestia wspólnej waluty są diametralnie różne. Wejście do „jądra” zmuszałoby nas do zaakceptowania warunków sprzecznych z naszymi interesami i poglądami większości Polaków. Wchodząc do niego moglibyśmy zatem skutecznie realizować interesy, ale nie swoje, co czyni tę konstrukcję dosyć kuriozalną.

Trzeba zaakceptować istnienie „Europy dwóch prędkości” i znaleźć w niej nowe miejsce dla Polski. Spotkania państw „wykluczonych” i uzgadnianie na nich wspólnego stanowiska pozwoli częściowo wzmocnić naszą pozycję w Unii. Docelowo jednak trzeba zabiegać o reformę UE w kierunku uwzględniającym oczekiwania wszystkich państw członkowskich, a nie tylko jej założycieli. Coraz więcej obywateli UE, w tym Polacy, nie są gotowi na dalszą unijną „ucieczkę do przodu” w kierunku coraz głębszej integracji. Zamiast tego oczekują zmniejszenia poziomu biurokracji, przestrzegania zasady subsydiarności UE i uszczelnienia granic zewnętrznych. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Polska zabiegała o poparcie takiego projektu wśród innych państw zainteresowanych. Zapobiegając tym samym przed rozpadem UE na Europy dwóch prędkości.

Brexit a sprawa wschodnia

Skutki ewentualnego Brexitu będą również odczuwalne w polskiej polityce wschodniej. Polska zaliczana jest do antyrosyjskich jastrzębi w UE i zdecydowanych adwokatów Ukrainy. Podobnie postrzegana jest Wielka Brytania. Osłabienie jej roli, a możliwe że nawet opuszczenie Unii, oznaczać będzie wzmocnienie francusko – niemieckiego kursu na normalizację relacji z Rosją, nawet kosztem bezpieczeństwa Europy Środkowej. Może to już wkrótce doprowadzić do nieprzedłużenia funkcjonujących do stycznia 2017 roku sankcji ekonomicznych w stosunku do Rosji. Już teraz możemy natomiast obserwować słabnące zainteresowanie Ukrainą, mimo nasilających się walk na wschodzie tego kraju.

W związku z zaistniałą sytuacją Polskie zabiegi o unijne wsparcie dla Ukrainy czy zablokowanie projektu Nord Stream 2 mogą zostać znacznie utrudnione. Wszak obie kwestie są nie po myśli Rosji, z którą odbudować stosunki chcą właśnie Niemcy i Francja. Dlatego w najbliższym czasie inicjatywy takie jak poniedziałkowy „szczyt Waszczykowskiego”, na który zostali zaproszeni dyplomaci państw wykluczonych przez „Europę pierwszej prędkości” z rozmów o przyszłości Unii są jednym z możliwych sposobów poszukiwania korzystnego dla Polski balansu w polityce unijnej. Wypracowywanie wspólnego stanowiska w ramach UE oraz sojusze doraźne mniejszych i średnich państw unijnych mogą zrównoważyć politykę krystalizującego się na naszych oczach jądra Unii, do którego nikt nie ma zamiaru nas zapraszać.

"Szczyt Waszczykowskiego" w Warszawie; Autor: M. Jasiulewicz, K. Siemion-Bielska; Źródło: msz.gov.pl

„Szczyt Waszczykowskiego” w Warszawie; Autor: M. Jasiulewicz, K. Siemion-Bielska; Źródło: msz.gov.pl

Zająć miejsce Wielkiej Brytanii

Paradoksalnie taka sytuacja może również umocnić naszą pozycję w regionie. Po możliwym Brexicie ciężko będzie znaleźć w UE inne, w miarę silne państwo, które postrzega Rosję jako realne zagrożenie i jest zwolennikiem zbliżenia Ukrainy do Unii. To sprawia, że Warszawa będzie mogła stać się się kluczowym partnerem w ramach Unii dla Kijowa czy Bukaresztu, które podzielają polski punkt widzenia na politykę zagraniczną.

Godna pochwały jest tu inicjatywa powołania Zgromadzenia Międzyparlamentarnego złożonego z przedstawicieli państw Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Polska, Słowacja, Węgry) oraz Rumunii i Ukrainy jakie planuje się na wrzesień tego roku. Podobne inicjatywy w najbliższym czasie staną się kluczowym elementem w prowadzeniu polityki unijnej.

Na naszych oczach zmienia się sposób funkcjonowania Unii Europejskiej. Coraz bardziej wyraźne jest krystalizowanie się „Europy pierwszej prędkości” w postaci państw założycieli UE i wykluczonej reszty. Polska znajduje się wśród tych drugich. Niestety mało możliwym jest, abyśmy szybko weszli w skład „jądra”. Nie chodzi tu nawet o przyjęcie euro czy inne kwestie natury formalnej. Polskie interesy w Unii są diametralnie odmienne od francuskich czy niemieckich i to nieprędko ulegnie zmianie.

Musimy zdać sobie z tego sprawę i starać się wypracować taki mechanizm funkcjonowania w Unii, jaki nas zadowoli i pozwoli nam wywierać wpływ na decyzje zapadające w Brukseli. Aby to zrobić, potrzebna jest aktywizacja dyplomacji w stosunku do „wypchniętych z jądra”, a zwłaszcza wśród państw o podobnych poglądach na bezpieczeństwo zewnętrzne. Brexit nie jest porażką Unii, ale jeśli nie weźmiemy spraw w swoje ręce, może stać się porażką dla Polski.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Międzynarodowe Targi Tulipanów 2015 - Chrzypsko Wielkie; Autor: MOs810; Źródło: commons.wikimedia.org
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY