Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Jakub Wojas

Niezwykła czwórka z Szyrokino

W Szyrokino jest ich czterech: Andriej, Dima, Misza i Witalij. Są pomocą społeczną, przedsiębiorstwem budowlanym i firmą przeprowadzkową w jednym. Jednocześnie są żołnierzami i jako jedyni z nielicznych niosą pomoc tym, którzy mieszkają niedaleko pierwszej linii frontu w Szyrokino.
Ukraiński żołnierz na patrolu przed szkołą w Szyrokino. Autor: Jakub Wojas

Ukraiński żołnierz na patrolu przed szkołą w Szyrokino. Autor: Jakub Wojas

Umarła szkoła

W podłodze i w suficie dziury po pociskach. Ściany na wpół zawalone. Szyby wybite. Wszędzie pełno gruzu i pyłu. Tak wygląda dziś budynek dawnej szkoły w Szyrokino. Pech polegał na tym, że przez długie miesiące była jedną z głównych pozycji separatystów. Codzienny ostrzał sprawił, że jest to teraz jeden z najbardziej zniszczonych budynków w całym mieście.

Pomimo zniszczeń widoczne są ślady, że jeszcze niedawno odbywały się tutaj lekcje. W zbombardowanych klasach na biurkach nauczycieli leżą otwarte dzienniki, na ławkach uczniowskie zeszyty, zaś półki szkolnej biblioteczki uginają się od książek. O dziwo, są one w bardzo dobrym stanie. Trochę przykurzone, ale z powodzeniem nadające się do użytku. Podobnie na stołówce znajdujemy nierozbite zestawy naczyń i szklanek. Gdzie indziej przyrządy geometryczne, tablice edukacyjne i inne pomoce naukowe.

Widocznie, gdy szkoła stała się strategicznym punktem prorosyjskiej obrony nikt się tym nie przejmował, nie było czasu na żadną ewakuację. Separatyści po prostu weszli do budynku i zaczęli z niego ostrzał. Być może przerwali nawet lekcje. Pociski ukraińskie, co prawda zniszczyły szkołę, ale wyposażenie w znaczniej części pozostało nietknięte.

– Przecież te wszystkie przedmioty mogą jeszcze komuś się przydać. Jakaś inna szkoła mogłaby je stąd zabrać – mówię do oprowadzającego mnie po tym miejscu Witalija – pułkownika z mariupolskiego sztabu.

–  Pewnie, że tak. I to jest robota dla CIMICów.

Specjalsi

CIMIC od Civil Military Cooperation to specjalna grupa wojskowych, zajmujących się szeroko pojętą pomocą w strefie frontowej. Formacja jest wzorowana na podobnych rozwiązaniach istniejących wcześniej w czasie innych konfliktów zbrojnych. Na emblemacie CIMICów widnieją dwie zaciśnięte dłonie, które symbolizują współpracę cywilów i wojskowych. Tu, na Donbasie jest to szczególnie istotne, gdyż większość ludności ma sympatyzuje z opcją prorosyjską i pomajdanowa armia ukraińska spotyka się często z nieufnością.

Odznaka CIMIC, autor: Jakub Woja

Odznaka CIMIC, autor: Jakub Woja

Ze szkoły w Szyrokino żołnierze CIMIC mogą  zabrać wszystkie przedmioty, na które zapotrzebowanie zgłosi jakakolwiek szkoła z Ukrainy. Procedura jest maksymalnie uproszczona. Wystarczy napisać do nich wniosek, a oni zajmują się resztą. Podobnie jest z przekazywaniem rzeczy zostawionymi w prywatnych domach. Wojskowych biurokratów jednak niekiedy dziwi brak rozbudowanych procedur.

– Jednego razu robiliśmy przeprowadzkę dla uchodźców z Szyrokino – opowiada Misza, kapitan, jeden z członków CIMIC – Cała ciężarówka pełna rzeczy: meble, książki, różne drobiazgi, co się tylko ostało. Zauważył to jakiś oficer z Kijowa, który przyjechał akurat tu z kimś ważnym i zarzucił nam grabież. Domagał się pozwoleń na taką wywózkę ze Sztabu ATO i z Ministerstwa. Mocno się zdziwił, gdy dowiedział się „z góry”, że my takich papierów nie potrzebujemy.

Czwórka z CIMIC

Misza jest jednym z czterech żołnierzy grupy CIMIC, którzy pracują w sektorze Szyrokino. Niespełna przed dwoma lat skończył Akademię Wojskową w Kijowie, specjalność informatyk. Po wybuchu wojny zgłosił się na front, ale nie został powołany. Nagle pojawiła się okazja służby w CIMIC. Udało się. Podobnie było z dwoma innymi jego kolegami – Dimą, majorem, dawnym wykładowcą wojskowej uczelni i Witalijem również majorem, tyle że wojsk rakietowych z Charkowa. Dla nich Szyrokino to pierwsza styczność z wojną.

Jedynie Andriej ma bogatą przeszłość frontową i co ciekawe nie jest zawodowym żołnierzem. Przed wybuchem konfliktu posiadał firmę transportową jeżdżącą na trasach do Rosji. Pasjonował się też fotografią – miał nawet własne studio. Wojna zrujnowała jego biznes. Zgłosił się więc na ochotnika do armii. Jeszcze w czasie studiów odbył szkolenie wojskowe, po którym otrzymał stopień mł. porucznika rezerwy wojsk inżynieryjnych. Jednak jak twierdzi nie miał wtedy zbytniego kontaktu z bronią. Głównie uczył się teorii, strzelać miał okazję zaledwie kilka razy.

Takich jak on było wielu. Mimo swoich oficerskich stopni żołnierzami z prawdziwego zdarzenia stawali się dopiero w ATO. Andriej walczył pod Ługańskiem i Debalcewem. Kilkukrotnie był odznaczany, awansował na stopień st. porucznika i jak sam dziś mówi, to on mógłby teraz szkolić młodych oficerów.

Przeprowadzki i pomoc humanitarna

Cała czwórka ma codziennie ręce pełne roboty. Niemal każdego poranka wyjeżdżają w strefę zmilitaryzowaną i zabierają z jednego z domów rzeczy, o które prosiła dana rodzina. W Szyrokino nie ma już cywilnych mieszkańców. Nie mają oni prawa nie tylko do mieszkania tam, ale nawet krótkotrwałego pobytu. Miasto nie jest całkowicie rozminowane i obecność w tym miejscu cywilów mogłaby być dla nich niebezpieczna.

Chwila odpoczynku oddziału CIMIC, autor: Jakub Wojas

Chwila odpoczynku oddziału CIMIC, autor: Jakub Wojas

Wielu ludzi pozostawiło jednak w Szyrokino niemal cały swój dobytek. Na ich prośbę żołnierze CIMIC fotografują opuszczone domy. Niektóre z nich są kompletnie zniszczone, szczególnie tam gdzie w pobliżu przechodził front. Są też jednak takie budynki, gdzie wystarczy drobny remont – połatanie dachu, wstawienie nowych okien – i można znowu mieszkać. Dawni mieszkańcy na podstawie tych fotografii decydują, czy chcą stamtąd zabrać pozostawione rzeczy czy poczekać – aż w końcu będzie bezpiecznie i będzie można wrócić.

Oficerowie CIMIC wyruszają swoją ciężarówką zazwyczaj z jednej z miejscowości obok Szyrokino. To nadal jest ścisła strefa wojskowa, więc część domów wciąż pozostaje opuszczona. Są to przede wszystkim dacze należące wcześniej do osób „z wyższych sfer”. W niektórych z nich rozlokowali się żołnierze. W pozostałych domostwach zostali dawni mieszkańcy. Żyć tu trudno, głównie ze względu na wojskowe ograniczenia, ale póki nie strzelają jakoś można. Ciężko im po prostu pozostawić cały dorobek swojego życia, choć w odróżnieniu od niektórych ze swoich sąsiadów nie mają wiele.

Trudne warunki

Na tutejszych wertepach ciężarówce CIMICów zdarza się niekiedy zakopać. Dzień tym samym się wydłuża, a przecież trzeba jeszcze rozdać żywność potrzebującym, pomóc przy realizowanej przez wojsko budowie drogi i sprawdzić co słychać u stałych podopiecznych. Tych jest co najmniej kilku. Zazwyczaj to uciekinierzy z Donieckiej Republiki Ludowej.

Jednym z nich Nikołaj. Ma problemy ze wzrokiem, niedowidzi. Mieszka w domu pozostawiony mu przez znajomego, który przeniósł się Mariupola, bo tam bezpieczniej. W budynku brakuje okien, jest jedynie folia w otworach. Inną podopieczną jest Anna, która uciekła od męża alkoholika. Ma dwójkę dzieci i jedynie 300 UAH pensji. Czwórka naszych żołnierzy dostarcza im i ludziom w podobnej sytuacji nie tylko żywność, ale też leki, czasem pomaga w zwykłych codziennych sprawach, załatwia potrzebne dokumenty itp.

Tych najbardziej potrzebujących żołnierze wyszukują sami, dowiadując się o sytuacji ludzi mieszkających w zaniedbanych domach. Często również otrzymują zgłoszenia od innych wojskowych np. gdy ktoś poprosił o pomoc na jakimś posterunku. CIMIC jest tu największy dostarczycielem pomocy humanitarnej. Żywność, którą przekazują pochodzi z wojskowych dostaw. Jak opowiada Andriej pod Ługańskiem rozdali jej aż 800 ton. Otrzymali ją także ludzie mieszkający po separatystycznej stronie, gdzie takiego wsparcia nie ma.

Inni ukraińscy żołnierze twierdzą, że CIMIC to ich wizytówka, gdyż  to oni budują wśród miejscowych pozytywny wizerunek armii. Przekonują się, że nie są to tacy straszni „faszyści”, jak określa ich rosyjska propaganda. Oficerowie z CIMIC zyskują tę dobrą opinię za szczególnie cenną tutaj walutę – pomoc w powrocie do zwykłego, spokojnego życia.

Facebook Comments
Jakub Wojas
Korespondent

    Jakub Wojas - absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Laureat stypendiów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i JM Rektora UJ. Odbył praktyki w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie oraz w ambasadzie RP w Hadze. Na przełomie stycznia i lutego 2014 r. aktywista kijowskiego Euromajdanu. Korespondent w czasie interwencji rosyjskiej na Krymie i na wschodniej Ukrainie. Podchorąży kawalerii ochotniczej.

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY