Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alicja Cembrowska

Mała petycja, duża zmiana. 10 milionów użytkowników Change.org zmienia Rosję na lepsze

Change.org to platforma, na której każdy może stworzyć petycję i zbierać podpisy. W Rosji korzysta z niej już prawie 10 milionów użytkowników, z czego średnio każdego dnia wygrywa jedna kampania. O tym, czego najbardziej brak Rosjanom i czy niepozorna petycja może zmieniać sytuację polityczną kraju, rozmawiałam z Anną Bialas – konsultantką Change.org ds. kampanii w Rosji i Europie Wschodniej.

Change.org od kuchni

 

Alicja Cembrowska: 10 milionów Rosjan tworzy i podpisuje petycje? Jestem pod wrażeniem.

Anna Bialas: Tak. Pod względem liczby użytkowników Rosja zajmuje 4 miejsce na Change.org – plasuje się tuż za Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią i Hiszpanią. Na całym świecie z naszej platformy korzysta 150 milionów użytkowników w 196 krajach świata.

Jakie były początki projektu?

Platforma Change.org powstała jako blog o prawach człowieka i niesprawiedliwości społecznej. Pomysł zrodził się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku. Założyciele to Ben Rattray i Mark Dimas. Potem projekt ewaluował. Okazało się, że nie wystarczy tylko opowiadać o niesprawiedliwości – należy również znaleźć narzędzie, dzięki któremu tą niesprawiedliwość będzie można zwalczać. Tak właśnie w 2010 roku powstała platforma dla petycji online. Teraz nie jest to już tylko amerykański, a globalny projekt.

Powiem zaczepnie: petycja podpisana w Internecie nie ma znaczenia.

To jest twierdzenie, z którym bardzo często  się spotykam. Wyróżnia nas spośród innych platform to, że nasze petycje przeradzają się w kampanie. Autorom dajemy możliwość interakcji z osobami, które podpisały się pod konkretnym problemem. Autorzy mobilizują swoich sygnatariuszy, tworzą swoją małą “armię”, zaczynają prowadzić kampanię i zwyciężają. Petycja podpisana online nie ma znaczenia? Globalnie na Change.org odnotowujemy jedno zwycięstwo co godzinę, w Rosji jedno zwycięstwo dziennie. To naprawdę działa.

Jako organizacja angażujecie się politycznie?

Nie jesteśmy organizacją pozarządową, a firmą – certyfikowaną korporacją typu B, co oznacza, że zysk jaki czerpiemy np. z kampanii sponsorowanych, prowadzonych na naszej platformie przez organizacje, czy z promowanych petycji, w całości przeznaczany jest na rozwój. Ciągle doskonalimy naszą platformę, by nasi użytkownicy mogli z niej korzystać w jak najbardziej efektywny sposób.

To oznacza, że absolutnie nie angażujemy się politycznie, nie lobbujemy żadnych poglądów. Udostępniamy użytkownikom platformę, by mogli prowadzić kampanie i walczyć o sprawy dla nich ważne. To oni tworzą treści na naszej stronie, to oni decydują, co się na niej znajdzie. Można nas zatem porównać do takich serwisów jak YouTube czy Facebook.

Czyli nie usuwacie petycji niezgodnych z waszymi poglądami?

Usuwamy tylko te petycje, które są niezgodne z regułami społeczności – np. petycje, które nawołują do przemocy. Każdy użytkownik widząc petycję, która godzi w jego wartości, czy dobro osobiste może sam ją do nas zgłosić. Taką petycją zajmuje się wtedy nasz specjalny zespół. Usuwa petycje, jeśli jest to zasadne, czasem kontaktuje się z autorem petycji, prosząc o zmiany, czy wskazując fragmenty, które łamią zasady społeczności.

Prawdziwość podpisów jest weryfikowana? Skąd pewność, że głos należy do realnej osoby?

Bardzo poważnie podchodzimy do tego tematu. Nasi inżynierowie i programiści opracowali skomplikowany i efektywny system weryfikacji podpisów. Podpisy są skanowane cały czas, a wszystkie „podejrzane” są usuwane w przeciągu 24 godzin. Dodatkowo mamy system, który wychwytuje każdą niestandardową aktywność na stronie – na przykład podpisy z podobnych adresów IP.

Mieliśmy w Rosji już dwukrotnie taką sytuację, że rosyjscy urzędnicy – za pierwszym razem był to rzecznik prezydenta, Dmitrij Pieskow, a ostatnio Rzecznik Praw Dziecka Paweł Astachow – publicznie powiedzieli, że nie wierzą w wiarygodność podpisów na naszej platformie. Bardzo dosadnie na te zarzuty odpowiedzieli nasi użytkownicy, publikując w sieciach społecznościowych swoje fotopetycje z hasłami – #JestemPrawdziwy, #NieJestemBotem.

"Użytkownicy opublikowali w sieciach społecznościowych swoje fotopetycje z hasłami - #JestemPrawdziwy, #NieJestemBotem."

„Użytkownicy opublikowali w sieciach społecznościowych swoje fotopetycje z hasłami – #JestemPrawdziwy, #NieJestemBotem.”, źródło: change.org

Jak dużo osób pracuje w Change.org? Jak działa mechanizm monitorowania petycji? Każda jest konsultowana?

W Change.org pracuje łącznie ponad 300 osób. Europą Wschodnią i Rosją zajmują się zaledwie dwie osoby pracujące w pełnym wymiarze i dwie osoby pracujące dwa dni w tygodniu. I nasz maleńki zespół obsługuje ponad 10 milionów użytkowników w Rosji. W jaki sposób pomagamy autorom petycji? Każdego dnia monitorujemy nowe petycje, które pojawiają się na platformie i kontaktujemy się z wybranymi autorami – wspieramy ich, doradzamy jak efektywnie mogą korzystać z platformy, w jaki sposób mogą aktywizować sygnatariuszy ich petycji, jakie akcje mogą organizować, jak przyciągnąć uwagę mediów do kampanii, jak negocjować z adresatem petycji.

To też jest bardzo ważny element prowadzenia kampanii. Na naszej platformie adresaci petycji mogą rejestrować swoje własne profile i odpowiadać na petycje. W ten sposób, autor oraz jego sygnatariusze mogą negocjować i wypracować wspólnie z adresatem najlepsze rozwiązanie. W Rosji zarejestrowanymi oficjalnie adresatami petycji są: największy bank w Europie Wschodniej – Sberbank, operator komórkowy MTS, czy też firma ubezpieczeniowa Ingostrakh.

Aktywistka na pełen etat

 

Porozmawiajmy o Tobie. Jesteś Polką, pracujesz w Londynie, a zajmujesz się Rosją…

…zupełny miks!

Proszę, śmiało, przyszła pora, żeby się trochę pochwalić.

Nie wiem czy jest się czym chwalić. Moim największym sukcesem i największą dumą jest to, że robię to, co lubię i co daje mi satysfakcję. To mnie bardzo motywuje, bo czuję, że robię coś ważnego, coś co ma sens. Praca z autorami petycji daje mi ogromną przyjemność – uwielbiam obserwować tę drogę autora od momentu kiedy zakłada petycję i nie bardzo zdaje sobie sprawę, co mógłby jeszcze więcej zrobić do momentu, kiedy aktywnie współpracuje z sygnatariuszami petycji, wychodzi z inicjatywą, organizuje akcje. Uwielbiam uczestniczyć w ich podróży.

W Change.org pracujesz od ponad roku. Czym zajmowałaś się przed wyjazdem z Polski? Byłaś aktywistką?

Moje “życie zawodowe” od samego początku było związane z Europą Wschodnią. Skończyłam filologię rosyjską. I to nie dlatego, że interesowałam się sytuacją polityczną w Rosji, a dlatego, że fascynował mnie język. Potem zaczęłam pracować w biurze polskiego polityka, europosła, który zajmował się Rosją i Białorusią. Pracowałam tam 4 lata i to był czas, który zdecydował na dobre, w jakim kierunku chce podążać zawodowo. Otworzyłam oczy szerzej na to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą.

Współpracę z europosłem zaczęłam w 2010 roku. Na Białorusi w grudniu odbyły się wybory prezydenckie, które zakończyły się masowymi aresztowaniami i nasileniem represji. Te doświadczenia mocno na mnie wpłynęły. Pracując w biurze organizowałam pikiety, akcje solidarności z więźniami politycznymi, konferencje naukowe na temat praw człowieka na obszarze postsowieckim, byłam w ciągłym kontakcie z organizacjami pozarządowymi, obrońcami praw człowieka, opozycjonistami, rodzinami więźniów.

Po tych 4 latach wiedziałam, że nie chcę robić nic innego. To jest coś, co daję mi siłę napędową i poczucie spełnienia. Potem pracowałam jeszcze rok dla białoruskiej organizacji opozycyjnej w Warszawie. A w międzyczasie dowiedziałam się, że Change.org szuka kogoś do zespołu rosyjskiego…

Mam rozumieć, że po prostu wysłałaś CV?

(śmiech) Tak zwyczajnie…  Wysłałam CV, miałam kilka rozmów kwalifikacyjnych i jestem. Przeszłam na “drugą stronę”, bo wcześniej, gdy pracowałam w biurze europosła w Katowicach sama zakładałam petycje na Change.org. Stąd właśnie dowiedziałam się o istnieniu tej platformy.

Na co dzień nie mówi się o problemach Europy Wschodniej…

Studiowałam filologię rosyjską, na zajęciach poruszaliśmy tematy współczesnej Rosji, ale tak naprawdę dopiero podczas pracy – dzięki monitorowaniu mediów rosyjskojęzycznych – zaczęłam być świadoma sytuacji politycznej i sytuacji praw człowieka w krajach obszaru postsowieckiego. Myślę, że poznanie prawdziwej twarzy Rosji, czy innych krajów regionu wymaga samozaparcia. Znajomość języka oczywiście również pomaga.

Osobiste sprawy i poparcie milionów

 
O jakich problemach Rosji możemy dowiedzieć się z petycji na stronie?

Petycje są różnorodne, dotyczą praw zwierząt, ochrony zdrowia, edukacji, praw człowieka, poruszają rozliczne problemy społeczne. Podam Ci kilka przykładów:

Julia Gorbunova z Nowosybirska jest mamą. Jej synek urodził się z rozszczepem wargi i podniebienia, urzędnicy nie przyznali mu orzeczenia o niepełnosprawności, mimo że dzieci w Moskwie z tą samą diagnozą nie miały z tym problemu. Rozpoczęła długą kampanię, spotykała się z organizacjami, rozmawiała z politykami. Została zaproszona na posiedzenie Rady Federacji, podczas którego dyskutowano zmiany w ustawodawstwie. I udało się. 1 marca tego roku weszła w życie ustawa, która już nie dyskryminuje dzieci z tą chorobą.

Inna historia – Wasilij Janczuk z Bałaszychy, klient operatora sieci komórkowej MegaFon. W zeszłym roku rozpoczął petycję na Change.org. Okazało się, że jego operator nie powiadamiając o tym swoich klientów podpina do ich kont różne płatne subskrypcje. Wasilij stracił pieniądze i zażądał od MegaFonu zaprzestania takiej praktyki. Efekt był niesamowity – operator zwrócił pieniądze ofiarom tego mechanizmu i wprowadził regulacje, które chronią obecnie wszystkich klientów.

Kolejna bohaterka i kolejny problem – Julia Beisenova urodziła się w Kazachstanie, mieszka obecnie w Niemczech. Przez pół roku prowadziła kampanię, żeby adoptować 4-letnią dziewczynkę z domu dziecka w Primorskim kraju. Dzięki jej kampanii, na sprawę zwrócił uwagę Rzecznik Praw Dziecka i poparł starania rodziny. W grudnia ubiegłego roku Sąd Najwyższy wydał zgodę na adopcję małej Eli.

"Julia Beisenova urodziła się w Kazachstanie, mieszka obecnie w Niemczech. Przez pół roku prowadziła kampanię, żeby adoptować 4-letnią dziewczynkę z domu dziecka w Primorskim kraju", źródło: change.org

„Julia Beisenova urodziła się w Kazachstanie, mieszka obecnie w Niemczech. Przez pół roku prowadziła kampanię, żeby adoptować 4-letnią dziewczynkę z domu dziecka w Primorskim kraju”, źródło: change.org

Historia z tego roku. W Samarze w szkolnych stołówkach rozdzielano dzieci z ubogich i bogatych domów. Siedziały przy różnych stołach, otrzymywały różne racje żywieniowe. Olga Pietina, mama ucznia z Samary rozpoczęła petycję doprowadziła do tego, że na sprawę zwrócił uwagę Rzecznik Praw Dziecka i ta dziwaczna segregacja została zaprzestana.

Jak widzisz, problemów nie brakuje.

Trzy z czterech historii to kampanie kobiet. Czy to przypadek?

Jak się okazuje kobiety zaczynają mniej petycji na Change.org, ale co ciekawe częściej wygrywają.

Czyli Rosjanki walczą o swoje prawa?

Wiesz co… w Rosji na platformie nie ma tak naprawdę stricte petycji o prawach kobiet. Jest chyba tylko jedna, która dotyczy ustawy o zakazie przemocy domowej. Kobiety w Rosji nie walczą o swoje prawa. Walczą o swoje dzieci, sprawy związane z ich lokalnymi społecznościami, z ochronę zdrowia, są bardzo aktywnymi działaczkami na rzecz praw zwierząt.

Myślisz, że w Rosji myśl feministyczna jest źle postrzegana? Kobieta ze Wschodu kojarzy się z ciepłą i rodzinną opiekunką domowego ogniska. Taka kobieta nie może walczyć o siebie?

W pewnym stopniu tak jest. Dodam, że w Rosji jest tak wiele różnych problemów, że prawa kobiet zostają siłą rzeczy zepchnięte na drugi plan.

Pozostaje praca u podstaw… Jaka jest siła przebicia kampanii?

Siła przebicia jest ogromna. I widzimy to każdego dnia. Każdego dnia jakaś petycja w Rosji zwycięża. Biorąc pod uwagę globalną statystykę – odnotowujemy jedno zwycięstwo co godzinę.

Muszę przyznać, że zanim zaczęłam pracę w Change.org byłam… nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale trochę zmęczona, sfrustrowana sytuacją polityczną w Rosji. Żyłam w przekonaniu, że w Rosji nic się nie zmienia. Teraz widzę, że się zmienia. Są ludzie, którzy chcą żyć inaczej i nie boją się walczyć o swoje prawa. Może czasem to drobne, lokalne kampanie, ale najważniejsze jest to, że wierzą, że ich głos może być usłyszany. Cieszę się, że mogę pokazywać użytkownikom w Rosji, że mają wpływ na kształt swojego kraju.

Ale czekaj, czekaj… Czy Rosjanie nie mają takich narzędzi jak Polacy? Gdy u nas zawodzi rzecznik, trybunał czy sąd, zwracamy się do mediów.

W Rosji również bardzo często media pomagają, ale momentem przełomowym staje się właśnie petycja, kampania i mobilizacja setek i tysięcy osób.

Czy sukcesy autorów kampanii wykorzystywane są przez polityków na swoje własne potrzeby, by pokazać ludziom „zobaczcie, jaki mamy super kraj, fajną władzę”?

Mieliśmy petycję o zakazie testowania kosmetyków na zwierzętach. Podpisało ją ponad 300 tysięcy osób. Kilka miesięcy temu wniesiono do Dumy taki projekt ustawy. Deputowany, który referował projekt powołał się na te podpisy i petycję na Change.org. Więc tak, można powiedzieć, że niejako to “wykorzystują”. Ale myślę, że to akurat dobry znak. Najważniejsze, że słyszą głos obywateli.

Masz swoją „ulubioną petycję”?

Mam wiele! Autorzy, z którymi mam okazję pracować są dla mnie inspiracją i to oni sprawiają, że często bardzo emocjonalnie angażuję się w ich kampanie. Moją osobistą bohaterką jest Olga, która poprowadziła niesamowitą kampanię dotyczącą oddziałów intensywnej terapii.

W Rosji lekarze nie wpuszczają krewnych na OIOM, by odwiedzali swoich chorych bliskich. Wiele organizacji pozarządowych próbowało to zmienić, problem był poruszany kilkukrotnie, walczono o możliwość odwiedzin. Jednak nic się nie zmieniało. Olga sama nie miała osobistego doświadczenia w tej materii, czytała informacje, trafiała na kolejne historie. To ona założyła petycję i ponad 300 tysięcy osób ją podpisało.

W międzyczasie, niezależnie dwóch deputowanych z różnych partii zgłosiło taki projekt ustawy do Dumy. Temat podniesiono na gorącej linii z Putinem. I wyobraź sobie, że w maju Putin rozporządził, by do 1 lipca sprawa była uregulowana. Jestem przekonana, że ten problem został rozwiązany dzięki aktywnej kampanii Olgi.

Czy czujesz satysfakcje, że pośrednio zmieniasz świat?

(śmiech) Tak, czuję wielką dumę. Najbardziej z tego, że na naszej platformie pojawiają się tak wartościowe kampanie. To nie są zwycięstwa jednej osoby, mają one wpływ niejednokrotnie na cały kraj, zmienia się system.

Czy Change.org zmienia Rosję?

Change.org rozumiane jako użytkownicy platformy w Rosji na pewno zmieniają ten kraj. Bo w Rosji jest aż 10 milionów użytkowników, którzy każdego dnia podpisują petycje, opowiadają o nich w sieciach społecznościowych i zakładają własne, by walczyć o ważne dla nich sprawy. Tak, również w ten sposób zmieniają swój kraj.

Facebook Comments
Autor zdjęcia głównego: Bill Dickinson, źródło: Flickr, licencja CC BY-NC 2.0
Alicja Cembrowska
Redaktorka

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studentka kulturoznawstwa na UKSW, zainteresowana głównie reportażem, fotografią i kulturą Rosji i Ukrainy.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY