Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Marcin Prengowski

Czy „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego namiesza w stosunkach polsko-ukraińskich?

7 października odbędzie się premiera filmu „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. To reżyser wyrazisty, nie bojący się tematów trudnych i bolesnych społecznie. Znając jego twórczość można spodziewać się naturalistycznego obrazu, który niezawodnie wywoła dyskusję zarówno w Polsce, jak i w Ukrainie. Taki jest cel sztuki, dla której tłem będą polityczne gesty związane z upamiętnieniem ofiar wołyńskiej tragedii.

Protokół rozbieżności

11 lipca przypada 73. rocznica kulminacji rzezi wołyńskiej. Obchody tragicznych wydarzeń z okresu II Wojny Światowej odbywają się w kontekście prowadzonej współcześnie polityki. Miesiąc temu dwóch byłych prezydentów Ukrainy (Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko) oraz zwierzchnicy dwóch ukraińskich kościołów – prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego i grekokatolickiego, wystosowali apel o wybaczenie za zbrodnie oraz propozycję ustanowienia wspólnego dnia pamięci ofiar konfliktów polsko-ukraińskich.

List spotkał się z mieszanym przyjęciem w Polsce. Jak podkreślają środowiska kresowe, ten gest to zdecydowanie za mało. Zdaniem krytyków po raz kolejny stawia się znak równości między krzywdami Polaków i Ukraińców, a samą zbrodnię wołyńską stara się interpretować jako element wspólnej wojny, a nie czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa.

20 czerwca parlamentarzyści PiS opublikowali odpowiedź na wyżej wymieniony list. Padają tam słowa, które należy uznać za bardzo wyważone. Obok podziękowań za gest, wyrazów zrozumienia i poparcia dla narodu ukraińskiego podkreślono jednocześnie brak akceptacji dla gloryfikowania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na Wołyniu. Ukrywanie ich sprawczej roli w mordzie oraz naciąganie faktów tj. liczby ofiar czy nawet negowanie samej zbrodni, są trudne do zaakceptowania nawet biorąc pod uwagę okoliczności.

Ukraińscy politycy godzą się na nadawanie banderowcom statusu bohaterów narodowych kierując się koniecznością mobilizowania i integrowania obywateli wokół mitu walki o niepodległość prowadzonej przez żołnierzy ukraińskiej partyzantki z czasów II Wojny Światowej. Ten cel uzasadniany jest toczącym się obecnie konfliktem na wschodzie kraju.

Na Ukrainie brakuje współczesnych bohaterów, których można byłoby stawiać za wzór patriotycznej postawy. Członkowie OUN-UPA, walczący z bronią w ręku i ginący za samostijną Ukrainę, stanowią jedną z nielicznych grup, których losy mogą zainteresować młodych Ukraińców.

Polacy nie godzą się jednak na promowanie na Ukrainie bohaterów kosztem prawdy historycznej. W tej sytuacji trudno mówić o zgodzie. Z pewnością jednak wymiana listów jest sporządzeniem swoistego protokołu rozbieżności, który może się okazać kolejnym krokiem dla pojednania. Wszystko jednak wskazuje na to, że przyjdzie nam no owo pojednanie jeszcze poczekać.

Bez emocji

W Sejmie trwają prace nad uchwałą w związku z nadchodzącą rocznicą upamiętniającą kulminację mordów na ludności polskiej na Wołyniu. Projekty złożyły kluby Kukiz 15, PSL i PiS. Przy czym projekt Kukiz 15 idzie najdalej – zgodnie z założeniami ma to być ustawa ustanawiająca 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na obywatelach polskich Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

Która z wersji, i czy w ogóle, zostanie uchwalona dowiemy się już wkrótce. Jedno jest pewne – w najbliższych tygodniach temat będzie intensywnie eksploatowany i choć największe zainteresowanie tematem zwykle przypada w lipcu, to tym razem ze względu na planowaną premierę filmu Smarzowskiego przeciągnie się do października.

Jak w tym okresie nie poddać się mogącej się pojawić gorączce i jak uniknąć zbyt pochopnych gestów? Mocne obrazy, których nie zabraknie w filmie „Wołyń” mogą przesłonić to, co Szmarzowski rzeczywiście chce przekazać. I tu warto przytoczyć wypowiedź reżysera zamieszczoną w materiale promującym film: – Mówimy cały czas o ludobójstwie na Kresach, ale tak naprawdę to jest film o miłości w czasach nieludzkich. Wydaje mi się, że widz który pójdzie na ten film dostanie bardzo dużą porcję emocji i wzruszeń, nie tylko wiedzy na temat tamtych czasów.

Fabuła filmu została oparta o historię miłości Polki i Ukraińca, których uczucie przypadło na okres II wojny światowej i nienawiści dwóch sąsiadujących ze sobą narodów. Z pewnością zawsze będziemy dyskutować na temat tego, kto zaczął pierwszy i będziemy próbowali zrozumieć czemu człowiek jest zdolny do takich okropności. Potrzebny jest jednak spokój i merytoryczna dyskusja.

Obraz rzezi będzie najbardziej widoczną warstwą filmu, ale gdzieś za nią jawić będą się ważniejsze, bo uniwersalne pojęcia – pamięć, współżycie, tolerancja, szacunek, a także miłość. Po premierze „Wołynia” nie dajmy się zatem ponieść emocjom. Choć może nasi sąsiedzi nie są jeszcze do tego gotowi, pokażmy że my jesteśmy.

Przeczytaj więcej na temat Rzezi Wołyńskiej:

Tomasz Horbowski: Modlitwa za Wołyń

Abp Mieczysław Mokrzycki: nie można zapomnieć o ludobójstwie

Wołyń: uprzedmiotowienie ofiar

Co zyskamy nazywając zbrodnię wołyńską ludobójstwem? – wywiad z Andrzejem Szeptyckim

Wywiad z Janem Malickim: Ukraińcy mają wielką szansę aby dobrze wykorzystać 70 rocznicę

Kostiuchnówka. Tam rodziła się niepodległość…

Facebook Comments
Zdjęcie główne: kadr z filmu "Wołyń", źródło: Youtube

Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Podyplomowe Studia Wschodnie w Studium Europy Wschodniej UW. Chce zrozumieć czemu wybuchają konflikty etniczne. Uwielbia podróże i historię.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY