Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Nacjonalizm jako choroba przenoszona ignorancją. Jak uporać się z Wołyniem i Banderą?

Polacy i Ukraińcy zaczynają darzyć się nieufnością, następnie niechęcią, aż w końcu nienawiść opanowuje relacje bliskich sąsiadów. Przykładem są niedawne wydarzenia w Przemyślu oraz na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej. Tymczasem diagnoza i zastosowanie odpowiedniego leczenia nie jest możliwe bez przyjrzenia się kartom chorobowym obu pacjentów. Niestety są one na tyle długie i skomplikowane, że niewielu zadaje sobie ten trud, aby wzajemnie poznać przyczyny takich, a nie innych poglądów i postaw drugiej strony.

Epidemia nacjonalizmu

Nacjonalizm nie jest chorobą wieku dziecięcego, a teza genialnego fizyka, że można uodpornić się na tę przypadłość przechodząc ją w przeszłości okazuje się być fałszywą. Jak pokazuje przykład Anglii, która ogarnięta populistyczną gorączką zdecydowała o opuszczeniu Unii Europejskiej, nawrót choroby  może przytrafić się nawet dojrzałym demokracjom i być przyczyną poważnych międzynarodowych powikłań. Niezwykle agresywny, szowinistyczny wirus o nazwie Donald Trump zaatakował także w Stanach Zjednoczonych siejąc spustoszenie w organizmie wyborczym państwa, które było do niedawna postrzegane jako okaz zdrowia. Do stanu nacjonalistycznego rozstroju nerwowego w Rosji objawiającego się militarnymi zaburzeniami zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

W ostatnich tygodniach szczególnie silnie nacjonalistyczne zaburzenia obserwujemy w relacjach polsko-ukraińskich. Katalizatorem stała się tragedia wołyńska,  którą Polacy upamiętniają dziś, 11 lipca, w rocznicę apogeum zbrodni ludobójstwa dokonanego na polskiej ludności cywilnej przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II Wojny Światowej. Tragedia, jaka wydarzyła się siedemdziesiąt trzy lata temu, staje się jedną z głównych przeszkód dla utrzymania dobrych relacji pomiędzy oboma narodami. Obserwowana na Ukrainie gloryfikacja OUN-UPA i jej działaczy stoi w sprzeczności z wolą upamiętnienia przez Polaków ofiar zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w 1943 roku.

Czynnikiem etiologicznym powodującym stan chorobowy jest ignorancja. Brak wiedzy i wzajemnego zrozumienia pokutuje u obu społeczeństw sprawiając, że Polacy i Ukraińcy zaczynają darzyć się nieufnością, następnie niechęcią, aż w końcu nienawiść opanowuje relacje bliskich sąsiadów. Przykładem są niedawne wydarzenia w Przemyślu oraz na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej. Tymczasem diagnoza i zastosowanie odpowiedniego leczenia nie jest możliwe bez przyjrzenia się kartom chorobowym obu pacjentów. Niestety są one na tyle długie i skomplikowane, że niewielu zadaje sobie ten trud, aby wzajemnie poznać przyczyny takich, a nie innych poglądów i postaw drugiej strony. Dotyczy to w równej mierze Polaków i Ukraińców.

Nie jesteśmy bez winy

Ci pierwsi, mając w swych głowach zmitologizowane wyobrażenie II Rzeczpospolitej zwykle nie zadają sobie pytania jak żyło się w niej ukraińskim obywatelom, którzy stanowili aż 16% mieszkańców polskiego państwa. Obywateli nie z wyboru, bo w ogromnej większości świadomych swojego pochodzenia i marzących o własnej państwowości. Aby zrozumieć fenomen ukraińskiego nacjonalizmu trzeba zauważyć, że klęska walki o niepodległości w latach 1919-1920 była niezwykle gorzkim doświadczeniem dla znacznej części ukraińskiego społeczeństwa. Za ten stan rzeczy obarczono liberalne elity polityczne, którym nie tylko nie udało się zachować Zachodniej Ukraińskiej Republiki Ludowej, ale na dodatek pozwoliły  się oszukać Polakom podczas negocjacji pokojowych w Rydze.

Czytaj także
Błąd ryski

Współżycie w ramach jednego organizmu państwowego dla Ukraińców również było wielkim rozczarowaniem. Pomimo tego, że konsytuacja marcowa z 1921 r. dawała wszystkim obywatelom polskim, bez względu na narodowość i wyznanie, równe prawa, to w praktyce Polacy byli grupą wyraźnie uprzywilejowaną. W całym okresie międzywojennym żaden nie-Polak nie zajął stanowiska ministra, wojewody, czy choćby starosty – w państwie, w którym było aż pięć milionów Ukraińców, stanowiących w niektórych regionach przytłaczającą większość!

Sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu po śmierci Józefa Piłsudskiego, gdy polskie elity władzy, kierując się względami bezpieczeństwa, przyjęły program asymilacji ludności na Kresach Wschodnich. Działaniom tym przyświecało hasło „powrotu do polskości wszystkiego, co było polskie”, czyli w ujęciu polskich rządzących… wszystkiego. Przyjmując, że miejscowa ludność prawosławna wcześniej była ludnością polską, postanowiono zmusić ją do powrotu do wiary i tradycji przodków. Plan ten realizowano poprzez likwidację szkół z językiem ukraińskim oraz brutalne zmuszanie do zmiany wyznania i burzenie świątyń prawosławnych. Na Chełmszczyźnie i Wołyniu latem 1938 r. zburzono lub zmieniono przeznaczenie ponad stu cerkwi. Robiono to na oczach zgromadzonych wiernych, siłą tłumiąc przypadki oporu. W tym samym roku oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza za pomocą rożnych form nacisku „nawróciły” na katolicyzm kilka tysięcy wyznawców wschodniego chrześcijaństwa.

W związku z dywersyjną działalnością ukraińskich organizacji nacjonalistycznych polskie wojsko przeprowadzało akcje pacyfikacyjne, których ofiarami padali często niewinni mieszkańcy wsi. W rezultacie działań polskich służb zostało pobitych na śmierć kilkudziesięciu ukraińskich chłopów. Międzynarodowy skandal wybuchł, gdy przerzucone na Zachód zdjęcia i materiały z tych zajść pozwoliły na złożenie petycji w tej sprawie do Ligi Narodów. Najgorsze było jednak to, że polskie działania przyczyniały się do wzrostu nastrojów antypolskich i sympatii do nacjonalistów wśród ukraińskiego społeczeństwa. Brutalność policji przekonywała wielu Ukraińców, że droga nacjonalizmu jest jedyną możliwą, zaś obca okupacja będzie lepsza od polskich rządów.

Mamy prawo potępiać Benderę

Czy można zatem powiedzieć, że Polacy są współodpowiedzialni za ukraiński nacjonalizm? Zdecydowanie tak. Czy usprawiedliwia to zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu? Absolutnie nie. Próba dokonania czystki etnicznej przez żołnierzy UPA musi być z całą mocą napiętnowana, tak jak teoria integralnego nacjonalizmu, która stała się ideologiczną podstawą dla wymordowania ok. 100 tys. Polaków i której wyznawcą był przywódca OUN Stepan Bandera. Warto przy tym dodać, że Bandera był również organizatorem zamachów w okresie II RP, których ofiarami padali zarówno Polacy, jak i Ukraińcy. Znamienne, że z rąk nacjonalistów ginęli ludzie, którzy opowiadali się za polsko-ukraińską współpracą. Powody dla którego za cel OUNowcy obrali sobie przychylnych Ukraińcom polskich polityków dobrze oddają słowa jednego z członków ukraińskiej organizacji tłumaczące zamach na Tadeusza Hołówkę: ”On nas rozbrajał ideologicznie. Z endekami sytuacja była przynajmniej jasna: my tu, oni tam. Hołówko rozmywał podziały”.

Z tego względu obserwowane dziś na Ukrainie gloryfikowanie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz Stepana Bandery musi niepokoić. Nikt oczywiście nie odbiera Ukraińcom prawa do budowania swej tożsamości na podstawie własnej interpretacji historii i wyboru bohaterów narodowych. Warto jednak by zadali sobie pytanie, czy w walce o niepodległość cel uświęca środki? Ukraińscy nacjonaliści uznawali stosowanie przemocy i terroru za nieodłączną część polityki, czego bezpośrednią konsekwencją była tragedia wołyńska. Z tego względu nadawanie im statusu twórców ukraińskiej tożsamości narodowej budzi zrozumiałe oburzenie wśród Polaków. Ukraińscy historycy i politycy nie mogą nie brać tego pod uwagę – to części ich odpowiedzialności za państwo i jego wizerunek.

Polacy zaś mają prawo czcić ofiary rzezi wołyńskiej. Ten tragiczny fragment polskiej historii nie może stać się zakładnikiem dobrych relacji Polski z Ukrainą uzasadnianych koniecznością wspólnej obrony przed rosyjskim imperializmem. Pamięć o wydarzeniach na Wołyniu jest naszym moralnym obowiązkiem, z którego nie zwalniają nas żadne okoliczności.  Ale upamiętnianie tamtej tragedii nie może odbywać się przy jednoczesnym zapominaniu o tych fragmentach historii polskiego państwa, w których Polacy bynajmniej nie okazywali się dobrymi gospodarzami.

Oba narody – polski i ukraiński – mają więc do odrobienia lekcję, bez której uzdrowienie relacji nie będzie możliwe, zaś wzajemna niechęć stanie się stanem chronicznym.

W pracy nad artykułem korzystałem z książki Grzegorza Motyki pt. Od rzezi wołyńskiej do akcji ”Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947, Kraków 2014.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Kongres Ukraińskich Nacjonalistów na Euromajdanie w grudniu 2013 roku, Źródło: wikipedia.org, CC BY-SA 3.0
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY