Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Rola Białorusi w nowym układzie sił, czyli reakcja Mińska na szczyt NATO

Szczyt NATO, który odbył się w Warszawie nieco ponad tydzień temu, odbił się szerokim echem nie tylko w mediach krajów Sojuszu. Jeszcze zanim przywódcy państw członkowskich NATO zjechali do Warszawy Szczyt wywołał falę negatywnych komentarzy w rosyjskiej prasie ale także reakcję u naszego wschodniego sąsiada - Białorusi. Mińsk, inaczej niż Moskwa, nie jest jednoznacznie krytyczny i widać, że stara się znaleźć dla siebie rolę w regionalnym układzie sił.

Białoruś znajduje się w sytuacji, która tylko pozornie jest łatwa i oczywista. Jako państwo będące częścią składową Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej i Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, Białoruś powinna stać ramię w ramię z Kremlem. Mimo to administracja w Mińsku zdaje sobie sprawę z faktu, że w przeciwieństwie do Rosji nie jest mocarstwem nuklearnym. W związku z tym stara się budować i utrzymywać kontakty z państwami NATO idąc tą samą ścieżką, co w przypadku konfliktu na Ukrainie – państwa mediatora, mostu łączącego Wschód z Zachodem. Białoruś pragnie odgrywać rolę bufora. Musi jednak uważać, aby próba zachowania większej neutralności nie została odebrana w Moskwie jako dystansowanie się od planów Kremla. Dlatego właśnie prezydent Alaksandr Łukaszenka stara się stale podkreślać, że armia NATO stoi nie tylko u rosyjskich, ale również białoruskich granic i jeśli zajdzie potrzeba, to białoruska armia pierwsza ruszy do walki.

Białoruś nie chce wojny

Bojowe deklaracje Łukaszenki mogą radować Kreml, jednak społeczeństwo białoruskie zdecydowanie nie garnie się do jakiegokolwiek konfliktu. Jak pokazują wyniki badań przeprowadzanych przez niezależny białoruski ośrodek badania opinii publicznej IISEPS w czerwcu 2016 roku, 57,6% Białorusinów nie popiera ani NATO ani Rosji obawiając się, że Białoruś może zostać wciągnięta w konflikt. W odpowiedzi na pytanie, „jeśli dojdzie do konfliktu zbrojnego między Rosją i Zachodem, to po czyjej stronie się opowiesz” 43,5% respondentów stwierdziło, że postara się nie wspierać żadnej ze stron. Naturalnie wśród reszty społeczeństwa poparcie dla Rosji jest co najmniej dwukrotnie większe niż dla NATO, jednak widać wyraźnie, że Białorusini tradycyjnie obawiają się konfliktu zbrojnego i konsekwencji, jakie mógłby przynieść dla ich kraju.

W przeciwieństwie do Polski, Białoruś stara się nie dopuścić do zwiększenia obecności wojsk swojego sojusznika na własnym terytorium. Uładzimir Makiej, szef białoruskiego MSZ stwierdził w kwietniu, że dodatkowe obiekty militarne na terenie Białorusi nie przyczynią się do zwiększenia bezpieczeństwa w regionie. Naturalnie z perspektywy Polski może to być umiarkowana pociecha. Wiadomo, że na Białorusi stacjonują rosyjskie wojska, regularnie odbywają się wspólne manewry wojskowe przygotowujące do obrony lub ataku na agresora z Zachodu, jednak takie słowa Makieja w momencie, gdy wiadomo było, że na szczycie NATO w Warszawie dojdzie do wzmocnienia obecności wojskowej Sojuszu przy granicach z Białorusią stanowią znaczący gest. Białoruś pokazuje, że nie chce prężyć muskułów, a w krajach Zachodu widzi raczej trudnych partnerów niż wrogów.

NATO nie jest wrogiem

Białoruska dyplomacja stanęła przed trudnym zadaniem odnalezienia się pomiędzy dwoma stronami potencjalnego konfliktu. Z jednej strony NATO we wnioskach ze Szczytu zawarło tezę, że działania Rosji stanowią zagrożenie dla pokoju na świecie. Z drugiej strony MSZ Rosji w komentarzu do wyników Szczytu stwierdziło, że państwa NATO, wbrew interesom swoich obywateli, demonizują Rosję, a wykonywane kroki mają odwrócić uwagę od destrukcyjnej roli jaką zaczyna odgrywać ten blok wojskowy w globalnym układzie sił.

Uładzimir Makiej w rozmowie z Ministrem Spraw Zagranicznych Łotwy Edgarasem Rinkēvičusem stwierdził, że rozmieszczenie wojsk NATO nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla niepodległości Białorusi i chociaż Mińsk nie wspiera takich kroków, to jest w stanie zrozumieć stojącą za nimi logikę. Zdaniem Makieja dyslokacja wojsk NATO w państwach bałtyckich i w Polsce jest „wyzwaniem w sferze wojennej, na które Białoruś będzie musiała jakoś zareagować.” Zapowiedział, że pomimo iż Białoruś nie jest wielkim państwem i w związku z tym nie będzie podejmowała radykalnych kroków celem zwiększenia swojego potencjału wojskowego, to jednak będzie uważnie śledzić rozwój sytuacji na zachodzie. Najważniejsze, zdaniem ministra, to nie koncentrować się na powiększaniu sił zbrojnych po obydwu stronach granicy i tym samym nie doprowadzać do wzrostu napięcia między obydwoma blokami. „Trzeba jak najszybciej zorganizować dialog między NATO i Rosją, NATO i Białorusią, między państwami-członkami NATO i Rosją oraz między państwami-członkami NATO i Białorusią”. Bezpośredni dialog jest niezbędny, aby reagować na nieoczekiwane negatywne sytuacje związane z zagadnieniami bezpieczeństwa.

Wypowiedź Makieja przytoczona powyżej powinna być analizowana słowo po słowie, gdyż minister niejednokrotnie dawał wiele sygnałów wskazujących na to, że Białoruś nie chce uczestniczyć w sporze między Rosją i Zachodem, a raczej pełnić rolę bufora między dwiema potęgami. Fakt, że Makiej rozdzielił dialog z NATO między Rosję i Białoruś wskazuje, że jej stanowisko nie musi być zbieżne z reprezentowanym przez Kreml. Niewykluczone, że Łukaszence marzyłaby się podobna rola jak ta, którą odgrywa obecnie w konflikcie na wschodzie Ukrainy. W ten sposób Białoruś mogłaby realizować swoją funkcję pośrednika w systemie międzynarodowym, właściwą dla państwa średniej rangi.

Jaka rola dla Białorusi?

Białoruś postrzega się jako państwo średniej rangi, co może doprowadzić do nieporozumień z innym państwem średnim w regionie – Polską. Zapowiedź ministra Waszczykowskiego, że Polska gotowa jest pełnić rolę pośrednika w procesie zbliżania Białorusi i NATO została w Mińsku źle przyjęta. W wypowiedzi dla portalu tut.by Maria Wanszyna z białoruskiego MSZ stwierdziła, że Białoruś nie potrzebuje pośredników i występuje za bezpośrednim dialogiem ze wszystkimi partnerami, włączając w to NATO.

Aleksandr Szpakouski, białoruski politolog w swojej analizie „Szczyt NATO: Wnioski dla Białorusi” uznał stwierdzenie ministra Witolda Waszczykowskiego w sprawie pośrednictwa Polski za „najbardziej zagrażający sygnał” z całego Szczytu, gdyż to właśnie Polska była swego czasu przewodnikiem eurointegracji dla Ukrainy. Zdaniem Szpakouskiego zza słów Waszczykowskiego wyłania się ten sam schemat „neutralności-dystansowania”, który w efekcie doprowadził do wojny i chaosu u południowego sąsiada Białorusi. Zdaniem eksperta Białoruś nie może dać iluzji swoim zachodnim partnerom, że istnieje możliwość zniszczenia sojuszniczych stosunków między Białorusią i Rosją w zamian za dowolne korzyści.

Russian Foreign Minister Sergey Lavrov met with Foreign Minister of the Republic of Belarus Vladimir Makei, Minsk, May 16, 2016; Autor: MSZ FR, Źródło: flickr.com

Russian Foreign Minister Sergey Lavrov met with Foreign Minister of the Republic of Belarus Vladimir Makei, Minsk, May 16, 2016; Autor: MSZ FR, Źródło: flickr.com

Białoruś pozostaje militarnym sojusznikiem Rosji, elementem systemu bezpieczeństwa zbiorowego na obszarze poradzieckim i nikt w Mińsku nie spieszy się do zmiany tego stanu rzeczy. Mimo to Mińsk doskonale zdaje sobie sprawę którędy ewentualnie będą szły wojska dowolnego z bloków. Chcąc uniknąć historycznej roli pola bitwy między Wschodem i Zachodem, Białoruś zapewne zdecyduje się na wspieranie wszystkich inicjatyw, które pozwolą rozładować konflikt i napięcie. Jak stwierdza Aleksandr Kłaskowski na łamach portalu Naviny.by przy wzrastającym napięciu dla Białorusi pojawia się miejsce do manewrowania, czemu sprzyja fakt, iż Mińsk nie dopuścił do rozmieszczenia dodatkowych wojsk rosyjskich na swoim terenie. Jest to jednak mała nisza i aby móc z niej w pełni skorzystać, Białoruś musiałaby zreformować swój system polityczny i gospodarczy, który czyni ją zależną od Rosji.

Niezależnie od faktu, że Białoruś jest uznawana za ostatnią dyktaturę Europy, Alaksandr Łukaszenka musi się liczyć z nastrojami swoich obywateli. Te zaś nie są entuzjastyczne wobec potencjalnego konfliktu. W dodatku Białorusini, w przeciwieństwie do Rosjan, nie posiadają syndromu oblężonej twierdzy. Równocześnie widzą w jakiej sytuacji znalazła się Ukraina po tym jak spróbowała wyrwać się z jednego bloku do drugiego. Wraz z narastaniem sporu między Zachodem i Rosją oraz zmniejszaniem się pola manewru Kremla, rośnie znaczenie Białorusi jako dostawcy dobrych usług i pośrednika w łagodzeniu sporów. Ze strony białoruskiego MSZ widać sygnały, że jest gotowy do pełnienia takiej funkcji. Otwartym pozostaje pytanie czy Rosja będzie życzyła sobie pomocy ze strony niezależnej Białorusi, czy w obliczu wzrastającego napięcia zastosuje politykę „kto nie jest z nami ten przeciw nam”.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: PISM-NATO Summit; Autor: Karolina Siemion Bielska/MSZ; Źródło: flickr.com
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY