Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Będzie gorzej. Jak przetrwać kryzys w relacjach polsko-ukraińskich?

Przyjęta przez Sejm uchwała uznającą rzeź wołyńską za ludobójstwo została odebrana z oburzeniem za naszą wschodnią granicą. Nie należy jednak oczekiwać, że na tym się skończy. Emocji po obu stronach będzie coraz więcej, zwłaszcza na jesieni. W dłuższej perspektywie zbliżający się okres burzy może być jednak oczyszczający dla naszych relacji.

– „Uchwała polskiego Sejmu jest historycznym nieporozumieniem” – przewodniczący Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz.

„Każdy [polityk ukraiński – red.] z osobna, kierując się własną oceną tych wydarzeń, słusznie będzie twierdzić o ludobójstwie Ukraińców dokonywanym również przez Polaków” – ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia.

„Próba sprowadzenia polsko-ukraińskiego konfliktu w połowie XX wieku do ludobójstwa na Polakach jest częścią zaplanowanej na Kremlu kampanii dyskredytującej Ukrainę” – oficjalny komunikat partii Svoboda.

Ukraińscy politycy i media zareagowały na uchwałę Sejmu uznającą rzeź wołyńską za ludobójstwo bardzo emocjonalnie. Nawet nie żywiołowo, lecz właśnie emocjonalnie. Ukraińcy poczuli się zaatakowani przez jednego z dotychczasowych sojuszników. Jak nawet stwierdzili niektórzy, „podjęcie uchwały jest wbiciem noża w plecy ukraińskiego narodu, w trakcie gdy ten już trzeci rok walczy z moskiewskim agresorem”. Politycy i internauci ukraińscy poszli jeszcze dalej stwierdzając, że: „25 lat dobrych relacji zostało zrujnowanych w jeden dzień”, „wszelki dialog na temat historii jest już niemożliwy”. Padały nawet pomysły wprowadzenia wiz dla Polaków wjeżdżających na Ukrainę. Ukraińskojęzyczny Facebook w szczególności rozhulał się na całego.

Skąd to oburzenie? Przecież nazywamy rzeczy po imieniu!

Okazało się nagle, że coraz lepiej dogadujące się państwa, o relacjach przyjaznych jak nigdy, kompletnie się nie rozumieją. Oczywiście to „nagle” wybucha już kolejny raz, bowiem to nie pierwsza „debata wołyńska” w naszej historii. Ten rok będzie jednak wyjątkowo gorący. Obecna odsłona dyskusji została podlana gloryfikacją UPA na Ukrainie i przemianowywaniem nazw ulic na imienia Bandery, a w przyszłości również Szuchewycza. O co zresztą oburzają się nie tylko Polacy, bo również ukraińscy Żydzi, których przodków mordowali ukraińscy nacjonaliści. W październiku oliwy do ognia doleje film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Jaki by on nie był, przez Ukraińców i tak nie zostanie przyjęty entuzjastycznie.

Dlaczego jednak dla Wołodymyra Wiatrowycza z Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej oraz dużego grona Ukraińców bestialskie i zaplanowane zabójstwo ok 100 tys. cywili, spełniające kryteria ludobójstwa przyjęte przez ONZ, nie może być po prostu nazwane po imieniu? Zacznijmy po kolei.

Dwie narracje, zero zrozumienia

Polacy zwykli postrzegać ten okres historii dosyć wybiórczo. Z naszego punktu widzenia na wieloetnicznym obszarze Kresów Wschodnich w 1943 roku doszło do kulminacji akcji, mającej na celu „oczyszczenie” Wołynia i Małopolski Wschodniej z Polaków. Wykonawcą była kolaborująca z nazistami UPA. Tę historię znamy doskonale, a zwłaszcza szczegóły dotyczące bestialstwa ukraińskich nacjonalistów.

Z perspektywy Ukraińców problem wyglądał nieco inaczej. W okresie istnienia II RP Polacy kolonizowali Ukrainę Zachodnią, osiedlając tam Polaków, nie dopuszczając do administracji Ukraińców i próbując ich wszelkimi możliwymi sposobami wynarodowić. Także poprzez brutalne pacyfikacje. Gdy nadeszła II Wojna Światowa UPA stała się natomiast jedyną siłą, która podjęła się walki na wszystkich frontach za wolną i niepodległą Ukrainę. W pierwszej kolejności walcząc z sowietami i nazistami, a w drugiej – Polakami. Często też można się spotkać z określeniem tego okresu jako „wojny polsko-ukraińskiej”.

W rzeczywistości historie te się nie wykluczają. Obie są prawdziwe, a problem polega na tym, że żadna ze stron nie chce zdobyć się na choć krztę zrozumienia swojego sąsiada. Najlepiej opisał ten okres w swojej książce „Od rzezi wołyńskiej do akcji «Wisła»” Grzegorz Motyka: „mieliśmy do czynienia z konfliktem polsko-ukraińskim, w trakcie którego przeprowadzono ludobójczą akcję antypolską”.

Czy możemy się porozumieć?

Czy w związku z istnieniem tak diametralnej różnicy w postrzeganiu historii możliwym jest dojście do porozumienia? W krótkiej perspektywie będzie o to ciężko. Gloryfikacja UPA i szkodliwe działania Wiatrowycza związane są z konfliktem na wschodzie Ukrainy.

Obecna ukraińska polityka historyczna ma jeden cel – zmobilizować społeczeństwo do walki z rosyjskim okupantem. A o to jest ostatnio coraz ciężej. W niektórych obwodach armii ukraińskiej udaje się wypełnić jedynie 10% planu mobilizacyjnego. Aby poprawić te wyniki wyciągane są najświeższe elementy z historii, czyli właśnie zbrojny opór UPA przeciw ZSRR.

W związku z tym w najbliższym czasie musimy być gotowi na to, że ukraińskie elity i politycy będą bronić polityki wybielającej czarne karty ukraińskiej historii. Znakomitym przykładem jest dobrze znana w Polsce Oksana Zabużko, która podpowiada, że gdy Ukraińcy „zrozumieją Romana Szuchewycza, to nauczą się wygrywać”. Nie wiem, o jakie zwycięstwo chodzi, ale na pewno nie moralne, bo do etyki Szuchewycz miał podejście podobne do nazistów.

Musimy być też gotowi na to, że w najbliższym czasie dojdzie do swoistej wojny na deklaracje i uchwały. Niektóre środowiska zasiadające w Radzie Najwyższej już mówią o konieczności podjęcia prac nad potępieniem polskich czystek etnicznych czy nawet ludobójstw. I prawdopodobnie takie uchwały zostaną podjęte. Ostrzegł przed tym nawet ambasador Ukrainy w Polsce. Człowiek Polakom zdecydowanie przychylny.

Dajmy przykład dojrzałości

Co my powinniśmy w takiej sytuacji zrobić? Powinniśmy wykazać się spokojem i dojrzałością, jakiej chcielibyśmy oczekiwać od Ukraińców. Powinniśmy udowodnić, że nasze państwo jest „dorosłe” i zdolne do krytycznego podejścia do własnej historii. Każda z podobnych „wrzutek” ukraińskich powinna być rozpatrywana przez Instytut Pamięci Narodowej pod kątem tego, czy oskarżenia padające pod adresem danych ludzi i wydarzeń są słuszne.

Mamy już doświadczenie w tej kwestii. Komisja Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu osądziła przecież Romualda Rajsa ps. „Bury” za dokonanie zbrodni o znamionach ludobójstwa na Białorusinach w Zaleszanach. To jest właśnie dojrzała postawa, której powinniśmy oczekiwać od siebie i Ukraińców. Nie musimy Ukrainy do niczego zmuszać, ale powinniśmy dać jej przykład i wymagać od niej tego samego.

Najbliższe miesiące będą bardzo gorące w relacjach polsko-ukraińskich. Zbliża się premiera filmu „Wołyń” i okrągła rocznica akcji „Wisła”. Gloryfikacja OUN i UPA na Ukrainie nie zwolni, a raczej przyspieszy. Na jesieni nastąpi kolejna podwyżka opłat komunalnych, którą z pewnością będą chciały wykorzystać środowiska skrajne do podbicia słupków. W efekcie radykalna retoryka w sprawie historii będzie coraz mocniej gościła w ukraińskim mainstreamie.

Najwyższy zatem czas, aby podjąć działania łagodzące tę tendencję. Zbliża się 25. rocznica niepodległości Ukrainy, co powinno zostać wykorzystane przez naszą dyplomację, ale również i zwykłych obywateli. Można przynajmniej złożyć podpis pod życzeniami dla Ukraińców na stronie internetowej ukraina24.pl. Podczas zbliżającej się rocznicy akcji „Wisła” oficjalna delegacja polsko-ukraińska powinna również złożyć wieńce w symbolicznym miejscu upamiętniającym to etnobójstwo. Takim obiektem może być na przykład były Centralny Obóz Pracy w Jaworznie, gdzie zamykano wyjątkowo opornych w czasie akcji przesiedleńczej Ukraińców i Łemków.

Powinniśmy również stworzyć odpowiednik Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (CPRDiP) – instytucję powołaną na poziomie rządów obu państw, której celem jest między innymi praca na rzecz łagodzenia sprzeczności w percepcji historii. Jest to postulat między innymi wicedyrektora CPRDiP Łukasza Adamskiego. Można długo wymieniać pomysły, co świadczy jedynie o tym, jak wiele jest do zrobienia.

Choć w najbliższym czasie będzie wrzało na linii Kijów-Warszawa, to w dłuższej perspektywie zbliżający się okres burzy może być oczyszczający dla naszych relacji. Obu stronom potrzebna jest jedynie wola do pogłębiania dialogu oraz dojrzałość w obliczu zbliżającej się „przepychanki historycznej”.

Facebook Comments
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY