Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kaja Puto

O czym świadczy ławka pod wielką płytą? Rozmowa z twórcami gry w „bloki”

Kaja Puto: Jest taki stereotyp o blokach w Europie Wschodniej, że wszystkie wyglądają tak samo. Że nie sposób odróżnić Berlina od Kamczatki: wszędzie te bezduszne, szare klocki. Wasza fejsbukowa gra „Keleti blokk bloki” pokazuje, że to nieprawda.

Sławomir Pruski: Jest nawet takie hasło, którego używa się w tym kontekście: „od Rostocka do Władywostoka”. Cała nasza zabawa polega na tym, żeby pokazać, że w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Po pierwsze bloki potrafią być ciekawe i atrakcyjne, po drugie nie wszystkie są takie same, po trzecie – co wyszło z czasem – poprzez przyglądanie się blokowiskom można zagłębić się w kulturę kraju, na terenie którego się znajdują. Pozornie nieistotne szczegóły to kopalnia wiedzy.

Natalia Legoń: Sprzeciwiamy się też przekonaniu, że komunistyczne blokowiska to miejsca bez serca, bez ducha, nieludzkie. Tymczasem w porównaniu z wieloma nowymi blokami, tzw. deweloperką, to właśnie stare bloki sprzyjają tworzeniu się lokalnych społeczności, są dobrze skomunikowane z innymi częściami miasta i świetnie wyposażone w infrastrukturę społeczną.

KP: Na czym polega wasza gra?

SP: Wszystko zaczęło się od tego, że Natalia wrzuciła na fejsa zdjęcie bloku i podpisała „Wakacje w Mitteleuropie”. Pod postem rozgorzała dyskusja, w którym z krajów Europy Środkowej znajduje się ten blok. To chyba był zresztą Czeski Cieszyn…

NL: Potem założyliśmy na fejsbuku grupę „Keleti blokk bloki” [węg. bloki Bloku Wschodniego]. Wrzucamy tam zdjęcia bloków lub screenshoty z Google Street View czy Yandex’a. Następnie usuwamy charakterystyczne, jednoznaczne wskazówki – szyldy, napisy na znakach drogowych, rejestracje czy nawet niektóre samochody stojące pod blokiem – jeśli stoją tam tylko dacie, to jasne, że jest to Rumunia. Niektórzy robią to subtelniej, drudzy mniej (śmiech). Piję tutaj do Sławka i jego białych kwadratów wstawianych w paincie…

SP: O tak, jest też aspekt dydaktyczny: dzięki grze w „kelety” nauczyłem się robić screenshoty. A wracając do zasad: pozostali uczestnicy muszą odgadnąć w komentarzach, w jakim kraju tenże blok się znajduje, muszą to też uzasadnić.

1zpierwszych

KP: Domyślam się, że gracze nie stronią od stereotypów.

SP: Bynajmniej. I to, co gorsza, w większości negatywnych. Ale nie chodzi tutaj o wyśmiewanie się z Europy Wschodniej, a o zabawę stereotypami i wyobrażeniami, o ich dekonstrukcję. Bywamy zaskakiwani i wiele dowiadujemy się o stereotypach, o naszych wyobrażeniach o stereotypach, o naszych wyobrażeniach o naszych wyobrażeniach o stereotypach… (śmiech). Cała opowieść o bloku, która wyłania się z komentarzy pod postem, jest szkatułkową narracją o Europie Środkowo-Wschodniej, o jej trudnej historii, o jej aspiracjach i kompleksach. To też platforma do autorefleksji, bo przecież jesteśmy częścią tych społeczeństw, sami wychowaliśmy się w blokach…

KP: I to wszystko da się odgadnąć po wyglądzie bloku? Przecież te różnice nie mogą być aż tak duże: kształt okna, budulec czy łączenia między płytami…

SP: Nie jesteśmy profesjonalistami, choć interesujemy się architekturą współczesną i urbanistyką. Dlatego bardziej niż sam blok, jego bryła, interesuje nas otaczający go kontekst wizualny: to, co wokół bloków. Są wśród nas oczywiście i takie nerdy, które rozróżniają typy słupów sygnalizacji świetlnej, ale głównie opieramy się na swojej wiedzy dotyczącej, nazwijmy to, rzeczywistości społeczno-politycznej danych krajów.

KP: Czyli na co dokładnie zwracacie uwagę?

NL: Na to, do czego ludzie używają balkonów, czy wieszają zasłony, a jeśli tak, to jakie, czy między blokami wiszą kable, do czego te kable służą i dlaczego wiszą, czy między blokami znajdują się trawniki i czy są zadbane, czy na oknach wiszą reklamy, jakiego rodzaju towary reklamują, czy są ławki i czy mieszkańcy z nich korzystają…

SP: I to, czy pod blokiem jest parking, a jeśli nie ma, czy samochody parkują na dziko, czy namalowane są pasy parkingowe, a jeśli są – to czy są respektowane… I tak dalej.

kelety2

KP: Wydaje się, że w Europie Wschodniej przeważa negatywne podejście do blokowisk. Może dlatego też trudno o szacunek do przestrzeni publicznej i stąd jej marny wygląd.

NL: To prawda, od czasu transformacji ustrojowej blokowiska postrzegane są jako miejsca patologiczne, w ten sposób prezentowane są też przez media. Bloki były a priori złe, bo powstały w poprzednim, złym systemie.

KP: Były „źle urodzone”, jak zatytułował jedną ze swoich książek o socarchitekturze Filip Springer.

NL: Kojarzyły się z szarością, ciasnotą i biedą. Kto tylko mógł, uciekał stamtąd, budował domek jednorodzinny albo przenosił się na nowo powstające blokowisko. Myślę, że ten trend zaczął się powoli odwracać, bo ludzie zorientowali się, że na nowych, stawianych bez jakichkolwiek reguł i kontroli państwa blokowiskach nie ma szkół, przedszkoli, sklepu, nawet przystanku autobusowego.

SP: Negatywne podejście zresztą też bierze się ze stereotypu, bo jeśli wziąć do ręki badania, okazuje się, że mieszkańcy blokowisk wcale nie są tacy nieszczęśliwi. Pamiętam, jaki byłem zaskoczony, kiedy jeszcze w latach dziewięćdziesiątych przeczytałem wyniki badań socjologicznych przeprowadzonych w Czechach. Wśród ankietowanych znaleźli się mieszkańcy bloków, domków jednorodzinnych i kamienic. Okazało się, że ci z blokowisk są najbardziej zadowoleni z miejsca, w którym mieszkają.

NL: Na pewno wpływają na to niskie koszty eksploatacji, wygodne połączenia autobusowe i tramwajowe, bliska obecność sąsiadów, których można poprosić o pomoc, dostępność infrastruktury, place zabaw, które nie są zamykane na klucz przed biedniejszymi mieszkańcami osiedla, tak jak to bywa na nowych, grodzonych osiedlach… Na nowych blokowiskach brakuje tymczasem prawie wszystkiego. W wielu przypadkach nawet jakością nie przewyższają tych starych, sypią się po kilku latach, wymagają ciągłych remontów.

KP: A – wracając do gry – czy są jakieś kraje, które szczególnie łatwo lub szczególnie trudno odgadnąć?

NL: Na pewno najłatwiej Polskę, bo znamy ją najlepiej. Miasta byłego NRD, bo tam z kolei widać rękę architektów i plastyków miejskich. Nie widać za to samowolki budowlanej, tak charakterystycznej dla byłych republik Związku Radzieckiego, w których państwo nie jest zbyt silne…

SP: Każdy z nas ma jakiś inny „kelecki” background, coś lepiej zna, a gdzieś w ogóle nie był. Niektórzy z nas zajmują się Europą Wschodnią zawodowo, niektórzy jeżdżą tam tylko jako turyści. Znamy różne szczegóły dotyczące danego kraju i dzielimy się tymi wskazówkami nawzajem. Fantastyczne było to, że po kilku miesiącach gry nauczyliśmy się rozpoznawać kelety, w których nigdy nie byliśmy. Oczywiście z wyczerpującym, eseistycznym uzasadnieniem.

KP: Używacie słowa „kelet” [węg. wschód] w wielu znaczeniach. Trochę się gubię.

SP: „Kelet” to pojedyncza zagadka, czyli po prostu post na fejsie, ale też – ogólniej – krajobraz kulturowy Europy Wschodniej okresu transformacji i wszystkie jego przejawy.

NL: Na przykład betonowy parking w środku lasu pełen kolorowych reklam wielkoformatowych to kelet. Albo second hand, który się nazywa Tani Armani.

KP: Innymi słowy: kelet to moment, kiedy dziki, niekontrolowany kapitalizm spotkał się z Europą Wschodnią i jej specyfiką.

SP: Otóż to. Na blokach odbija się jakaś taka nasza niezdarność, nieudolne naśladowanie Zachodu, wieczne poczucie niższości.

NL: Ale nie odczuwamy tego w negatywnych kategoriach, w żadnym wypadku nie chcemy tego potępiać. To jest po prostu specyfika kulturowa, historyczna, która może nas męczyć, ale jest częścią naszej tożsamości. Traktujemy keleta tak, jakby był przaśnym wujkiem z wąsem, którego uwielbiamy. I śmiejemy się z własnych stereotypów na jego temat…

kelety

KP: Coś jak memy o słowiańskim przykucu, squatting slav.

SP: W grze bardzo ważny jest ten aspekt aspiracji: o czym marzą bloki. W kelecie zawsze ujawnia się rzeczywistość „wanna be”. To, co było w Europie Wschodniej tutejsze, zastane, łączy się z próbą dążenia do wyimaginowanej „zachodniości”. Wzorce tego „Zachodu” różnią się od siebie w danych krajach. W Czechach czy Słowenii  będą to raczej wzorce niemieckie czy austriackie, w Polsce czy w Gruzji – amerykańskie, w Estonii – skandynawskie. Charakter tego, jak rozumiany jest „Zachód”, jak zbudowane są te konstrukty, ma swoje uzasadnienie polityczne, kulturowe, historyczne…

NL: Co istotne, kelety aspirują nie tylko do „zachodniości”, ale często też do swojej wyimaginowanej, wspaniałej przeszłości.

KP: Pisał o tym Benedict Anderson w książce Wspólnoty wyobrażone. W przypadku Europy Wschodniej dobrym przykładem mogą być pomniki Aleksandra Wielkiego w Skopju, polskie bloki nawiązujące do sarmackich dworków czy neoimperialistyczna architektura powstająca w Rosji za rządów Putina.

NL: Tego rodzaju nacjonalistyczne aspiracje można odnaleźć także we wnętrzach bloków, w których małe, niskie pokoje pełne są ciężkich mebli, pseudohistorycznych foteli i sztucznych kryształów.

SP: Keleta można byłoby zdefiniować tak: coś, co by chciało być inne, niż się wydaje, co reprodukuje swoje własne karykatury.

KP: A dlaczego nazywacie swoją grę w języku węgierskim?

NL: Sławek ma związaną z tym historię…

SP: Jako nastolatek jeździłem na tak zwane obozy polonijne, czyli imprezy dla ludzi z polskimi korzeniami z różnych krajów świata. Na tych wyjazdach tworzyły się podziały, najczęściej po linii obywatele byłego Związku Radzieckiego i obywatele innych państw. Na jednym z nich usłyszałem rozmowę węgierskich Polaków, którzy z pewną pogardą określali radzieckich Polaków jako „ludzi z keleti bloku”, czyli z Bloku Wschodniego. To śmieszne, bo jako Węgrzy – czy jako Polacy, w tym przypadku to nieistotne – również byli jego częścią. Ta anegdota pokazuje, jak ogromną rolę w Europie Wschodniej odgrywają kompleksy – każdy musi mieć jakiś „wschód”, kogoś, od kogo może poczuć się lepszy. Czesi mają Polaków, Polacy – Ukraińców. Słoweńcy mają Chorwatów, a Chorwaci – Serbów. I tak dalej.

KP: Jeszcze parę lat temu mało kto poza Węgrami znał to słowo, „kelet”, przynajmniej młodsze pokolenia go wcześniej nie słyszały. Dziś uległo to zmianie za sprawą Victora Orbána, który zatrzymał na budapesztańskim dworcu wschodnim, Budapest Keleti, tysiące uchodźców z Bliskiego Wschodu. Od tamtej pory w Europie słowo to konotuje się z wschodnioeuropejską ksenofobią i egoizmem. Czy postawa państw Europy Wschodniej wobec tzw. kryzysu migracyjnego zmieniła wasze postrzeganie tego regionu?

NL: Cóż, w moich oczach sytuacja, która wydarzyła się na dworcu Keleti, tylko potwierdziła moje stereotypy na temat Europy Wschodniej. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich jej mieszkańców, ale niestety wielu z nich. Jesteśmy straumatyzowanymi, zamkniętymi społeczeństwami. Nasze młode demokracje podatne są na populizm. Mamy mnóstwo kompleksów, nie wiemy wiele o świecie zewnętrznym, boimy się innych. Nie dziwi mnie to, co dzieje się w wielu krajach naszej części Europy: wykorzystywanie strachu i niewiedzy społeczeństwa przez populistycznych polityków. Oczywiście to dzieje się nie tylko tutaj.

SP: Ale tutaj trafiło na podatny grunt. Choć nie wszystkie keleckie kraje zareagowały na kryzys uchodźczy w ten sam sposób…

NL: Na przykład Chorwacja, jeden z niewielu krajów Europy Wschodniej, który miał okazję tych uchodźców zobaczyć na własne oczy. Obyło się bez rasizmu i nienawiści, rząd i społeczeństwo stanęło na wysokości zadania. Zresztą w przypadku Polski czy Węgier – czarnych owiec kryzysu Unii Europejskiej – też miałam okazję obserwować przejawy empatii, chociażby przy okazji krakowskiej zbiórki darów dla uchodźców.

KP: Czyli jest jednak dla keleta jakaś nadzieja. Może to tak jak z blokami: nie ma takiego przepisu budowlanego, którego mieszkańcy Europy Wschodniej nie mogliby złamać. I nie ma takiego rządu, którego by prędzej czy później nie obalili…

SP: Coś w tym rodzaju. A teraz bardzo przepraszamy, ale za pięć minut zaczyna się mecz Polska-Portugalia i jako porządni obywatele Keleta musimy się zmywać, żeby zobaczyć jak Europa Wschodnia wstaje z kolan i przywala Zachodowi (śmiech).


P.S. Mecz wygrała Portugalia.

Facebook Comments

***

Natalia Legoń – skończyła filologię czeską na Uniwersytecie Jagiellońskim, przez pewien czas po studiach zajmowała się głównie tłumaczeniami. Od kilku lat pracuje w portalach z branży turystycznej. Angażuje się w działania pro-uchodźcze, jest również aktywną członkinią partii Razem. Jedna z pomysłodawczyń gry w „Keleti Blokk Bloki”.

Sławomir Pruski – pochodzi z Karwiny na Zaolziu. Studiował socjologię i slawistykę. Zajmuje się tłumaczeniami z języków słowiańskich, interesuje się kulturą Europy Środkowej i Wschodniej, mniejszościami narodowymi i pograniczami kulturowym. Jeden z pomysłodawców gry w „Keleti Blokk Bloki”.

Kaja Puto
Dziennikarka
    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY