Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paulina Siegień

Plecami do Kaliningradu. Polska zamraża mały ruch graniczny

Mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim został zamrożony przez polski rząd. Dziennikarzy powiadomił o tym 2 sierpnia Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych. Dlaczego? „Bo nie ustały przyczyny związane z naszym bezpieczeństwem”. Zamrożenie oznacza sytuację w której nic nie wiadomo, bo decyzja o wznowieniu działania umowy może być uznaniowa i zaskoczyć nas tak samo, jak zaskoczyło jej zawieszenie. Zamrożenie może trwać wieczność, być może w taki sposób polski rząd unika oficjalnej dyplomatycznej drogi do rozwiązania podpisanej z Rosją w 2012 umowy.

Mały ruch graniczny, zarówno z Rosją jak i z Ukrainą, polska strona zawiesiła niespodziewanie, informując 1 lipca w piątek, że od poniedziałku 4 lipca do Polski nie będą mogli wjechać posiadacze tzw. „kartoczek”, czyli przypominających polskie dowody osobiste zezwoleń na mały ruch graniczny. Tę decyzje motywowano względami bezpieczeństwa, wynikającymi z organizacji w Warszawie szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

kaliningrad1

Mały ruch graniczny z Rosją czeka „wieczna zmarzlina”?

Co prawda o tym, że z tego samego powodu na miesiąc zostaną wprowadzone kontrole na granicach z państwami UE MSW informowało już w marcu. Mogło się wtedy wydawać, że o małym ruchu granicznym w ministerstwie po prostu zapomniano i przypomniano sobie w przeddzień szczytu NATO. Dlatego decyzja o zawieszeniu była nagła, przez co wywołała wiele krytyki po obu stronach polsko-rosyjskiej granicy. Ludziom nie dano szansy przygotować się na okres zawieszenia. Najbardziej rozjuszeni byli mieszkańcy obwodu, którzy planowali wyjazdy do strefy przygranicznej, mieli zarezerwowane hotele, kupione bilety na imprezy, festiwale. Wszystko to przepadło. Powodów do radości nie mieli też mieszkańcy przygranicznych polskich powiatów, którzy dorabiali sobie przewożeniem (przeważnie w granicach dozwolonych prawem!) przez granicę taniej rosyjskiej benzyny i papierosów. Im zabrano część rodzinnego budżetu, do której przywykli przez ostatnie cztery lata. Ale co tam, papież Franciszek wyjedzie z powrotem do Watykanu i wszystko wróci do normy – tak myśleli Polacy i Rosjanie po obu stronach granicy.

Papież Franciszek wyjechał, mały ruch graniczny z Ukrainą powrócił, a z obwodem kaliningradzkim – nie. I znowu jakieś względy bezpieczeństwa, nikt nie mówi wprost o co chodzi. A wiadomo o co chodzi. Wiedzą to wszyscy ci, którzy śledzą wydarzenia w sąsiednim rosyjskim regionie, wiedzą to doskonale liberalne media w Kaliningradzie i lokalni obserwatorzy życia politycznego. Od dobrych kilkunastu lat obwód kaliningradzki szukał nowej formuły funkcjonowania, jako oderwanej od reszty terytorium Rosji enklawy, wciśniętej między Polskę i Litwę.

Ta formuła w skrócie brzmiała: „Zachodnie Wrota Rosji” – czyli eksperymentalna platforma dla stosunków Rosji z krajami Europy Zachodniej. Zresztą mały ruch graniczny z Kaliningradem był testem przed możliwym wprowadzeniem ruchu bezwizowego między Rosją i UE. Realizowano finansowane z funduszy europejskich projekty współpracy transgranicznej Polska-Rosja-Litwa, przyciągano inwestorów z sąsiednich krajów, rozwijano kontakty między ludźmi kultury, sztuki. Rok 2012, kiedy umowa o małym ruchu granicznym weszła w życie, był szczytowym dla tej polityki otwarcia obwodu na sąsiadów i partnerów z UE. Projekt MRG okrzyknięto zgodnie wielkim sukcesem po obu stronach granicy. Rosjanie tłumnie ruszyli do Polski na zakupy i urlopy. Dziś wiele osób w Kaliningradzie twierdzi, że to nic, przecież są wizy, brak małego ruchu granicznego nic nie zmienia. Ale takich tłumów Rosjan na granicy, a potem w Gdańsku, Elblągu czy Olsztynie przed wprowadzaniem MRG nie było. Urząd Celny i GUS liczyły zostawiane w polskich sklepach przez mieszkańców obwodu miliony, restauracje tłumaczyły menu, centra handlowe zamawiały w Kaliningradzie reklamę, firmy zaczęły szukać partnerów. To był rok 2012. Ale potem zaczęły się problemy.

Zachodnie Wrota Rosji się zamykają

Problemy, które, zdawałoby się, nie powinny dotyczyć tego regionu, jednak mocno odbiły się na stosunkach polsko-rosyjskich w ogóle, także tych międzyludzkich. Na początku 2014 roku, kiedy Berkut strzelał do protestujących na kijowskim Majdanie, ocena tych wydarzeń podzieliła Polaków i Rosjan. Podobnie jak aneksja Krymu i wojna na Donbasie. I być może jednym z największych sukcesów małego ruchu granicznego było to, że ten kryzys zaufania udało się opanować, że mimo plotek o atakach na Rosjan w Polsce, sytuacja się uspokoiła, a sąsiedzi wrócili do normalnych relacji. Z punktu widzenia obwodu kaliningradzkiego i jego mieszkańców dobre stosunki z sąsiadami są ważne, wielu mieszkańców enklawy częściej bywa w Polsce i Litwie niż w innych regionach Rosji. Tymczasem atmosfera w relacjach między Rosją i Unią Europejską oraz NATO stawała się coraz gęstsza i nic dziwnego, że Kreml przypomniał sobie o obwodzie kaliningradzkim.

kaliningrad2

Przed rozpadem ZSRR w obwodzie stacjonowały duże ilości wojska. W latach 90-tych przebiegał proces demilitaryzacji, ale w obliczu nowego konfliktu z Zachodem Moskwa zaczęła wracać do sprawdzonych sposobów. Od miesięcy media donoszą o przerzucaniu dużych ilości sprzętu do obwodu. New York Times informował niedawno, że Rosja planuje rozlokować w regionie broń jądrową. Niektórzy eksperci są nawet zdania, że już dawno to zrobiła. Położenie obwodu kaliningradzkiego sprawia, że można stąd szachować NATO, uniemożliwiając manewrowanie na obszarze państw bałtyckich, Szwecji i Polski.

Militarna i strategiczna wartość obwodu jest dziś o wiele większa niż w czasach radzieckich. Wtedy ZSRR miał bazy wojskowe w państwach satelickich, przede wszystkim w NRD i Polsce. Dziś to Kaliningrad, a raczej Bałtijsk, w którym stacjonuje rosyjska Flota Bałtycka jest najdalej wysuniętą na zachód flanką. W przededniu szczytu NATO w Warszawie, co do którego było jasne, że będzie na nim mowa o Rosji, Siergiej Szojgu, rosyjski minister obrony odwołał całe dowództwo Floty Bałtyckiej, oskarżając ok. 50 osób o poważne uchybienia w służbie. To był znak, że Moskwa bierze się za porządki w stacjonujących w obwodzie jednostkach. I to właśnie zaraz po tych wydarzeniach, Warszawa zawiesiła MRG.

Kreml zaostrza kontrolę

Kiedy po miesiącu wszyscy oczekiwali wznowienia małego ruchu granicznego, zdarzyła się kolejna nieoczekiwana zmiana w życiu politycznym Kaliningradu. Putin odwołał dotychczasowego gubernatora i na jego miejsce mianował swojego przybocznego ochroniarza Jewgienija Ziniczewa. Rok temu Ziniczew, generał-major FSB, trafił do Kaliningradu jako szef regionalnego oddziału Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Mianowanie go pełniącym obowiązki gubernatora (gubernator jest w Rosji stanowiskiem wybieralnym, ale wybory nowego gubernatora mogą odbyć się najwcześniej za rok) pokazuje, że Kreml wprowadza reżim bezpośredniej kontroli nad regionem.

Zmarnowany kapitał

Zachodnie Wrota Rosji się zamykają. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego Polska postanowiła je zatrzasnąć. To zrozumiałe, że obwód kaliningradzki jest zagrożeniem militarnym dla Polski, państw bałtyckich i NATO w ogóle. Ale na decyzję o militaryzacji regionu jego mieszkańcy nie mają wpływu. Tym bardziej nie decydują o tym, jak ten potencjał militarny zostanie wykorzystany. Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że zamknięcie małego ruchu granicznego nie uchroni nas od przenikania do Polski szpiegów, zorganizowanej przestępczości czy przemytników. Oni doskonale poradzą sobie bez „kartoczek” MRG. Od czterech lat kaliningradczycy tłumnie odwiedzali Polskę, poznali Polaków, czasem z dobrej, a czasem ze złej strony. Największy kapitał, który wypracowały cztery lata małego ruchu granicznego to nie wydane przez Rosjan pieniądze, a ich sympatia do naszego kraju, to, że dobrze się tu czuli, oswoili naszą rzeczywistość. Polska właśnie ten kapitał przehulała.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Kaliningrad; Autor: Paulina Siegień
Paulina Siegień
Paulina Siegień
Dziennikarka

    Etnografka, filolożka, tłumaczka, absolwentka Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, doktorantka na Wydziale Filologicznym UG. Dla Gazety Wyborczej Trójmiasto pisze o obwodzie kaliningradzkim. Dzieli życie między Gdańsk, Kaliningrad i dziesiątki innych miejsc w Europie Środkowej i Wschodniej. Miłośniczka dziejów Hanzy, Morza Bałtyckiego, polityki i literatury.

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY