Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alicja Cembrowska

#Twarze Ukrainy: nigdy nie planowaliśmy przeprowadzki do Polski

Spotkanie z Tetianą i Tarasem rozpoczęło się z opóźnieniem, lecz niezwykle przyjemnie. Ona wysoka, szczupła, urody zachwycającej. On przystojny, wyciszony, z pasją wykonujący swoją pracę. Ona robi cuda na drutach, on przygotowuje coraz to ciekawsze napoje. W Krakowie mieszkają od prawie dwóch lat.

Serce Krakowa. Skwer Judah – skwer food trucków

Nie znam Krakowa, pogubiłam się, dotarłam spóźniona. Gdy  napisałam o tym w smsie dostałam odpowiedź: „Czekamy na ciebie”. I w końcu, o 18:23 dotarłam na skwer Judah. Wzrokiem odnalazłam szyld „KnittedCoffee”, ukryty pomiędzy małymi budkami food trucków.

PicMonkey Collage

Przyjechaliśmy z Krymu

Krym, wcześniej kojarzony ze słonecznymi wakacjami, od dwóch lat postrzegany jest raczej w kontekście mniej pozytywnym. Od początku jednak wyczuwam, że o polityce rozmawiać nie będziemy. Teti i Taras mieszkali w Sewastopolu i półtora roku temu podjęli decyzję o wyprowadzce. Na pytanie za czym tęsknią najbardziej, zgodnie odpowiadają, że oczywiście za rodziną i… morzem. Nad tym polskim  jeszcze nie byli. Nie dziwi mnie to, gdy dowiaduję się, ile pracują. Od momentu przyjazdu do Polski ich wolne dni policzyć można na palcach obu dłoni.

Może własny biznes?

Decyzja o wyjeździe nie była kierowana napięciami politycznymi. Para podkreśla, że zawsze chcieli przeprowadzić się na zachód Europy. Pierwotnie planowali wyjazd do Niemiec, nie ukrywają jednak, że przerosły ich koszty. Z Polską nie mieli nic wspólnego, nie znali języka. Przypadkowo padło na Kraków, który od początku bardzo im się spodobał.

„Tutaj zawsze dzieje się coś ciekawego, nie można się nudzić” – mówi Teti.

A Taras dodaje:

„Podoba nam się, że jest to miasto z historią i pięknymi zabytkowymi budynkami. Sewastopol jest raczej miastem wojskowym”.

IMG_2088

Co to znaczy „wiązana kawa”?

Zadając pytanie o pierwsze kroki w obcym kraju, spodziewałam się opisu problemów ze znalezieniem pracy, mieszkania czy znajomych. Oh, jak w wielkim błędzie byłam! Teti na jednym wdechu opowiada o początkach, które jasno dają do zrozumienia: mam do czynienia z parą idealnych organizatorów.

„Nie mówiliśmy po polsku, skorzystaliśmy więc z firmy pośredniczącej, która załatwiła wszystkie formalności. Chociaż koszty były ogromne, nie mieliśmy wyboru. Mailowo i przez telefon załatwialiśmy dokumenty, trochę czekaliśmy na wizy. A potem wyjazd do Krakowa. Na miejscu byliśmy o 3:00, dopiero o 8:00 mogliśmy zostawić bagaże w hotelu, więc spacerowaliśmy. O 10:00 założyliśmy firmę – a dokładniej kawiarnię.”

Trudno jednak prowadzić  działalność bez znajomości języka, zatem para zapisała się na kurs polskiego. Po niecałych dwóch latach wypowiadają się swobodnie i płynnie.

Jednak wcześniej, przed zgłębieniem zasad jednego z najtrudniejszych języków na świecie, pojawił się mały problem.

Pierwotna nazwa firmy miała być połączeniem pasji Tarasa (kawa) i Teti (dzierganie) i brzmiała „Wiązana Kawa”. Niestety nikt nie rozumiał jej sensu. Wyjaśnienie jest komiczne: twórcy chcieli wytłumaczyć „Dziergana Kawa”, czyli kawa robiona na drutach, jednak internetowy translator nie zrozumiał ich intencji.

Sprzedaż z samochodu

„Wiązana kawa” była projektem mobilnym i istniała dziewięc miesięcy. Taras jeździł po mieście i sprzedawał kawę z samochodu, Teti robiła ozdoby z włóczki, które ozdabiały pojazd, a dodatkowo, by ćwiczyć komunikację, podjęła pracę w food trucku z naleśnikami. Tak zaczęli poznawać ludzi, pojawili się pierwsi stali klienci, później przyjaciele. Podkreślają, że nigdy nie spotkali się z nietolerancją ze względu na swoje pochodzenie i mają bardzo wielu bliskich znajomych w Krakowie.

„Skończyłem kurs baristyczny w Kijowie, prywatnie uczyłem się, jak robić dobrą kawę. I co to  w ogóle znaczy dobra kawa” – wtrąca Taras, gdy udaje mu się na trzy minuty wyjść z kawiarenki.

Powoli zaczynało do nich docierać, że ich styl zyskał grono wielbicieli. Ale to zasługa nie tylko serwowanych kaw i herbat, a przede wszystkim indywidualnego podejścia do każdej osoby, która przed małym okienkiem wyrazi chęć ugaszenia pragnienia czy potrzebuje pobudzającej kofeiny. Krótka chociażby pogawędka z Tarasem, w trakcie przygotowywania napoju, jest mile widziana, jeśli nie obowiązkowa. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom stałych klientów, a jednocześnie korzystając z okazji, że na skwerze Judah pojawiła się możliwość postawienia budki, przenieśli się z samochodu i na stałe osiadli w jednym punkcie. Była to świetna okazja, by zmienić nazwę.

Koniec koczowniczego trybu

I tym razem nie obyło się bez perturbacji. Para nie miała ogródka czy nawet kawałka podwórka, by odnowić budkę, która miała zastąpić samochód i stać się nową mini-kawiarenką. Z rozbawieniem wspominają, jak bardzo pomogli im klienci-przyjaciele Polacy, a szczególnie taksówkarz, który na czas odremontowania nowego nabytku przechował go na swoim terenie. Taras zajął się zakupem lodówek, zabytkowego ekspresu, składaniem półek. Teti wykonała ozdoby.

Narodziło się „KnittedCoffee” – kawiarnia wielkości kiosku, mała, ale szykowna, ozdobiona ręcznie wykonanymi przez Teti dodatkami. Ludzie pokochali to miejsce. Podczas prawie trzygodzinnej rozmowy z piękniejszą częścią tego szalonego duetu, cały czas podchodzili entuzjaści domowej roboty mrożonej herbaty i mielonej młynkiem świeżej kawy z najegzotyczniejszych zakątków świata. Podekscytowany Taras starał się tłumaczyć mi proces i pochodzenie każdego rodzaju napoju, a ja doceniam jego starania. Utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że o kawie nie mam pojęcia. Podczas degustacji zaufałam zatem jego propozycjom i sugestiom. Nie żałuję ani jednego łyka.

Wydziergana pasja

Za jednym razem dowiedziałam się o sobie trzech rzeczy: nigdy nie będę baristką, mam dwie lewe ręce i na pewno nigdy nie zrobię swetra na drutach. Tetiana jednak jest w tym świetna. Jako dowody mam nie tylko zdjęcia jej wcześniejszych dzieł, ale również prezent, który dostałam – włóczkowe podkładki pod kubki. Teti rozwijała swoją pasję na warsztatach organizowanych przez blogera „Maciek Dzierga – szydełkowanie męskim okiem”, brała udział w akcjach charytatywnych, podczas których grupa osób wspólnie robiła na drutach ośmiorniczki dla dzieci urodzonych przedwcześnie. Obecnie jest już na takim poziomie zaawansowania, że sama uczy innych, jak przy pomocy dwóch metalowych narzędzi i kłębka włóczki tworzyć urocze buciki, ozdoby, zabawki czy kocyki.

Bez polityki prosimy

Czas spędzony z Teti i Tarasem przed „KinittedCoffee” był błogi i spokojny. Nie zajmowaliśmy sobie głów politycznymi sporami czy dyskusjami na temat aneksji Krymu. Usłyszałam „Jesteśmy Ukraińcami, nieważne co i gdzie by się działo.”

Po mile spędzonym wieczorze musiałam ruszać dalej, poznawać nocny Kraków. Wiem, że moi rozmówcy nie mieli jeszcze okazji wyjechać na dłuższy urlop, a bardzo tęsknią za morzem. Życzę im, by niedługo zanurzyli stopy w Bałtyku i wypoczęli. Cieszę się jednak, że widać skutki ich ciężkiej pracy. Najlepszym tego przykładem jest niekurcząca się kolejka przed „KnittedCoffee”. Przyjemnie się na nich patrzyło, a jeszcze przyjemniej – słuchało.

 

Facebook Comments

***

Ukrainki do sprzątania, Ukraińcy na budowę – zainspirowana krzywdzącym stereotypem o naszych wschodnich sąsiadach, postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie mop i rusztowanie to ich codzienność. Cykl „Twarze Ukrainy” to historie osób, które przyjechały do Polski, tutaj pracują, kształcą się, zakładają firmy, rodziny i … otwarcie mówią, że kochają nasz kraj.

Zdjęcia: Alicja Cembrowska
Alicja Cembrowska
Redaktorka

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studentka kulturoznawstwa na UKSW, zainteresowana głównie reportażem, fotografią i kulturą Rosji i Ukrainy.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY