Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Wzrost temperatury na Wschodzie. Na czym polega „drugi kryzys krymski” i czy grozi nam wojna?

Rosyjskie służby podały informację o zatrzymaniu grupy ukraińskich dywersantów chcących przedostać się na Półwysep Krymski z Ukrainy w celu przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. W trakcie zatrzymania zginął rosyjski żołnierz. Rosjanie oskarżyli Kijów o próbę odwrócenia uwagi Ukraińców od napiętej sytuacji w kraju poprzez eskalację konfliktu z Rosją, podczas gdy Ukraińcy są zdania, że Rosja planuje ofensywę na Ukrainę podczas zbliżających się manewrów. Na czym polega „drugi kryzys krymski”?

7 sierpnia Rosjanie nieoczekiwanie blokują przejście graniczne między Krymem i Ukrainą. Chwilę wcześniej zaobserwowano wyjątkową aktywność rosyjskich wojsk na półwyspie. W niedalekiej odległości od terytorium kontrolowanego przez Ukrainę, na niskiej wysokości, przelatuje dziewięć śmigłowców Mi-8, przejeżdżają ciężarówki i wozy pancerne.

Dzień później można już przekroczyć granicę, ale działa tylko jedno przejście graniczne, w dodatku w żółwim tempie. Co więcej przy granicy pojawiają się blokady drogowe, na których rosyjska drogówka urządza wyrywkowe kontrole samochodów. Od policjantów można usłyszeć, że kontrole związane są z „przerwaną granicą”. Kolejny dzień mija na wyrywkowych informacjach w rodzaju „na Krymie bez zmian”. Do czasu.

Państwo terrorystyczne

We środę 10 sierpnia Federalna Służba Bezpieczeństwa, której podlega rosyjska straż graniczna, informuje, że zatrzymano ukraińskich dywersantów, którzy próbowali się przedrzeć na Krym i przygotować zamach terrorystyczny. Dowodem na to są jakoby znalezione przy nich materiały wybuchowe. W trakcie przekraczania przez nich granicy mieli być osłaniani ostrzałem ze strony Ukrainy, w wyniku którego zginął żołnierz rosyjski. Oznaczałoby to pierwsze, oficjalnie uznane przez Rosję starcie wojsk rosyjskich i ukraińskich, w wyniku którego zanotowano straty.

Ukraina odrzuca te oskarżenia. Oficjalne stanowisko Kijowa jest takie, że na Krymie nie było i nie ma żadnych ukraińskich agentów, a Rosja stara się doprowadzić do eskalacji konfliktu. Rzeczywiście reakcja Kremla jest natychmiastowa. Władimir Putin na konferencji prasowej jasno pokazuje w jakim świetle zamierza obecnie ukazywać Ukrainę. Jego zdaniem „ci ludzie, którzy swego czasu zagrabili władzę w Kijowie (…) zamiast poszukiwać kompromisów (…) przeszli do praktyki terrorystycznej”, a „próba sprowokowania konfliktu jest niczym innym, jak próbą odwrócenia uwagi społeczeństwa od tych ludzi, którzy zagrabili władzę w Kijowie (…) i wciąż okradają swój własny lud”.

Powyższa wypowiedź jest niezwykle istotna, ponieważ niesie ze sobą dwa precyzyjnie sformułowane przesłania. Po pierwsze dla Moskwy obecna władza w Kijowie jest władzą terrorystyczną. Społeczeństwo rosyjskie i retoryka stosowana przez Kreml jest natomiast jednoznaczna. Pojęcie „terroryzm” jest, podobnie jak w USA, co widać na przykładzie kampanii Donalda Trumpa, używane jako metka uzasadniająca najbrutalniejsze metody walki. „Walka z terroryzmem” w polityce wewnętrznej uzasadnia przykręcanie śruby mediom czy zwiększanie represyjności aparatu państwowego. W polityce zagranicznej natomiast przyklejenie metki „terrorysta” jest swoistym casus belli dla operacji wojskowej. Terrorystami zostali nazwani Czeczeni przed wojną czeczeńską oraz wszystkie organizacje walczące z Baszarem al-Asadem w Syrii. Określenie władz ukraińskich jako „stosujące terror” jest niezwykle niepokojącym sygnałem.

Po drugie od czasów ostatnich wyborów prezydenckich i parlamentarnych Putin raczej unikał podważania legitymizacji do sprawowania władzy przez prezydenta Poroszenkę i rząd ukraiński. Jako „ci co zagrabili władzę” określana była tymczasowa władza, kierująca Ukrainą od obalenia Janukowycza do wyborów, czyli Ołeksandr Turczynow i Arsenij Jaceniuk. To właśnie na samym początku sprawowania przez nich władzy, w lutym 2014 roku, rozpoczęły się demonstracje na Krymie, które zakończyły się aneksją półwyspu przez Rosję. W maju natomiast podobny scenariusz zaczął być realizowany na Donbasie. Wtedy argumentowano, że władza w Kijowie jest nielegalna, a obywatele Krymu i Donbasu mają prawo do samostanowienia.

Przerwać normandzki pat

W trakcie konferencji Władimira Putina padła również jeszcze jedna istotna informacja. Rosyjski prezydent stwierdził, że „w tych warunkach bezsensownym jest spotykać się w formacie normandzkim”. Zdaniem Putina działania Ukrainy nie wskazują bowiem na dążenie przez nią do kompromisu. Warto jednak zastanowić się kto korzysta na zerwaniu spotkań w formacie normandzkim, mających na celu kontrolowanie wdrażania porozumień mińskich.

Obecna władza ukraińska nie cieszy się sporą popularnością. Olbrzymi spadek wartości hrywny, zubożenie społeczeństwa i kryzys gospodarczy nie podnoszą słupków Poroszence i rządowi Hrojsmana. Jedyne „włoski” na których się utrzymują to mglista perspektywa zbliżenia z Unią Europejską i jeszcze bardziej mglista szansa na uregulowanie sytuacji na wschodzie kraju dzięki realizacji porozumień mińskich. Jest to jedyny instrument wspierany przez państwa zachodnie.

Zerwanie negocjacji sprawia, że pozycja głównych oponentów Poroszenki, czyli Bloku Opozycyjnego – pogrobowców obalonego Janukowycza – oraz Batkiwszczyny Julii Tymoszenko ulega wzmocnieniu, a ich szanse na zwycięstwo rosną. Blok Opozycyjny zdążył już znacząco odbudować pozycję i w sondażach zyskuje 17% poparcia, plasując się na drugim miejscu po partii Tymoszenko (z wynikiem 20%). Aby przerwać spadek popularności rządzący Blok Petro Poroszenko i Front Ludowy muszą ustabilizować gospodarkę i osiągnąć choć najmniejszy sukces w kwestii realizacji porozumień mińskich – przynajmniej przywrócić ukraińską kontrolę nad granicą rosyjsko-ukraińską na Donbasie.

Z drugiej strony znajduje się Rosja, której obecna sytuacja wybitnie nie odpowiada. Dla Kremla optymalnym rozwiązaniem byłoby obalenie Poroszenki i wygrana Bloku Opozycyjnego. To zagwarantowałoby powrót Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów. W kwestii porozumień mińskich, najlepszym rozwiązaniem byłoby natomiast ostateczne zrzucenie odpowiedzialności za zakończenie negocjacji na Ukraińców. Wtedy zachodnie państwa miałyby pretekst by zdjąć z Rosji sankcje stwierdzając, że nie będą się poświęcać dla Ukrainy, podczas gdy ona podkopuje proces pokojowy. Rosjanie osiągnęliby również jeszcze jeden, istotny z ich punktu widzenia cel – ostatecznie zamroziliby konflikt na Donbasie, nie dając szans na jego rozwiązanie. Historia pokazuje natomiast, że zamrożone konflikty to ulubiony instrument realizacji przez Rosję polityki divide et impera na obszarze poradzieckim.

Czeka nas wojna?

W związku z zaostrzającą się sytuacją wokół Krymu pojawiło się wiele opinii, że mamy do czynienia z powtórzeniem scenariusza gruzińskiego i niechybnie czeka nas wojna. Miałoby na to wskazywać kilka podobieństw. Po pierwsze data – do zaognienia doszło dokładnie w ósmą rocznicę rosyjskiej interwencji w Gruzji. Po drugie okoliczności – podobnie jak podczas wojny w Gruzji, w tle odbywają się igrzyska olimpijskie, na których skupiona jest uwaga świata. Po trzecie manewry – konflikt w Gruzji poprzedzały manewry Partnerstwa dla Pokoju (program NATO) w Gruzji, a następnie rosyjskie ćwiczenia Kaukaz 2008 u granicy z tym państwem. Podobnie teraz, na przełomie czerwca i lipca, przeprowadzono manewry Rapid Trident 2016 w Ukrainie, a niebawem rozpoczną się ćwiczenia Kaukaz 2016 – niedaleko granicy z Krymem.

Powyższe okoliczności pozwalają ułożyć ciekawą narrację publicystyczną w rodzaju: „zbliża się druga Gruzja”, jednak należy się przy tym zastanowić – czy właśnie o taką reakcję nie chodzi odpowiedzialnym za eskalację? Nakręcenie atmosfery strachu w Europie i przedstawienie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego jako nieuchronnego może doprowadzić do tego, że Europejczycy staną się jeszcze bardziej skorzy do ustępstw wobec Rosji i oddania Ukrainy w rosyjską sferę wpływów. Zwłaszcza, że przy okazji nastąpiło zbliżenie rosyjsko-tureckie, które również nie jest dla Europy dobrą informacją.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Military base at Perevalne during the 2014 Crimean crisis; Autor: Anton Holoborodko (Антон Голобородько); Źródło: wikipedia.org
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY